Okładka wydania

Jutra Może Nie Być

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Gabriela Gargaś
  • Tytuł Oryginału: Jutra Może Nie Być
  • Gatunek: Powieści i Opowiadania
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 450
  • Rok Wydania: 2012
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 120 x 195 mm
  • ISBN: 9788377222355
  • Wydawca: Novae Res
  • Oprawa: Miękka
  • Miejsce Wydania: Gdynia
  • Ocena:

    4/6

    -

    5/6

    5/6

    2/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 2 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Jutra Może Nie Być | Autor: Gabriela Gargaś

Wybierz opinię:

Amelia Grey

Każdy z nas ma inne spojrzenie na świat. Inaczej postrzegamy pewne sytuacje, doświadczamy tych samych rzeczy inaczej. Owo spojrzenie zmienia się także z wiekiem. Najpierw jesteśmy pozytywnie nastawieni do życia, pełni pozytywnej energii i pomysłów. Potem przychodzi czas zdjęcia różowych okularów i zmierzenia się z trudnościami, jakie zgotował dla nas przewrotny los. Nie zmienia się tylko jedna rzecz: każdy z nas chce być szczęśliwy. Mimo, że nieraz w tej walce o szczęście trochę sobie odpuszczamy, to w głębi duszy każdy z nas o nim marzy. Problem w tym, czy umiemy cieszyć się z tego, co mamy i sprawiać, aby każdy dzień, mimo łez był piękny.

 

Kingę, główną bohaterkę poznajemy w momencie, kiedy jej życie staje na zakręcie. Tkwi w związku, w którym nie jest szczęśliwa. Postanawia więc go zakończyć, bo wie, że tkwiąc w nim traci siebie. Wplątuje się w romans z żonatym mężczyzną, w którym o dziwo się zakochała i będąc z nim stała się szczęśliwa. Jednak wciąż dręczą ją wątpliwości, chory układ ją męczy. Kiedy zachodzi w ciążę, chce chronić swojego kochanka, który nigdy nie chciał dziecka i nie mówi mu o tym. Czy postępuje dobrze? Co wyniknie z jej decyzji?

 

"Jutra może nie być" to opowieść z życia kobiety. Kobiety, takiej jak my, pełnej życia i zapału. Los postanowił ją doświadczyć i dać jej zarazem wielkie szczęście, jak i wielki ból. Historia ta mogła zdarzyć się każdej z nas i właśnie dlatego tak przypada do gustu. Fabuła co prawda oscyluje wokół wydarzeń dość przyziemnych i zwykłych. To nie żadna JodiPicoult, która łączy zarówno piękną historię, która niesamowicie nas ciekawi, z ponadczasowym przesłaniem. Fabuła "Jutra może nie być" jest dość przewidywalna. Nic poza tym, co znajdziemy w opisie nas nie zaskoczy. Akcja toczy się tylko i wyłącznie wokół tych wydarzeń. Nudno, ktoś mógłby powiedzieć, a ja bym się pewnie zgodziła. Jednak "Jutra może nie być", pełne jest pięknych myśli, pocieszenia, na smutne chwile. Możemy identyfikować się z główną bohaterką, wyciągać wnioski i czerpać radość z tego, co z książki wynieśliśmy. I to właśnie jest w niej takie piękne.

 

Główna bohaterka Kinga, to kobieta pełna pasji. Przeżywa wszystko dogłębnie, zarówno radości, jak i smutki. Poznajemy ją w ciężkim dla niej czasie, podziwiamy to, jak potrafiła wybrnąć z nieszczęśliwego dla niej związku, by wplątać się w inny - trudny, ale dający miłość i spełnienie. Jej miłość, niejaki M. przyprawiał mnie o głęboką irytację swoim iście męskim (w złym tego słowa znaczeniu) zachowaniem. Kingę naturalnie polubiłam, w końcu to moja imienniczka. Jej radość życia będzie dla mnie pocieszeniem w trudnych chwilach i radą na przyszłość, aby czerpać z życia ile się da. Po wielkim bólu w końcu wyszła na prostą, umiała spełnić marzenia, którymi było otwarcie kawiarni. Świetny ekspres do kawy i maszyna do czekolady, domowej roboty ciasteczka, a potem pyszne naleśniki. Dzięki temu zajęła myśli i zarazem odniosła sukces. Ogólnie jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że byli lekko niedopracowani. Brakowało mi informacji o nich, które sprawiłyby, że traktowałabym ich, jako realnych ludzi, a nie wykreowane postacie. Sprawy nie poprawiał fakt, że nasz amant spod ciemnej gwiazdy był nazywany po prostu M. Dla mnie był zwyczajnie za bardzo anonimowy.

 

"Jutra może nie być" to książka napisana naprawdę na wysokim poziomie. Widać pracę, jaką autorka w nią włożyła, a zważywszy, że to jej debiut literacki, to należą jej się wielkie brawa. Akcja w paru momentach mnie lekko przytłaczała. Raz rwała do przodu i czytałam ją z wielkim zainteresowaniem, to znów ciężko mi było się przez nią przebić. Mimo to uważam, że pani Gargaś dobrze oddała zarówno obojętność związku, jak i miłość i ból po stracie bliskiej osoby. Mogę się jedynie doczepić do zbyt wielu scen erotycznych. Nie myślcie, że jestem jakaś pruderyjna, czy coś. Po prostu dla mnie było ich za wiele. Co do okładki, to uważam, że jak na polskie możliwości, to jest całkiem w porządku. Skromna, ale oddająca klimat powieści, a przecież o to właśnie chodzi.

 

Po książce Gabrieli Gargaś na nowo wróciła mi wiara w polską literaturę. Teraz już nie będę się do niej tak sceptycznie odnosić, obiecuję. Jest pełna wielu mądrych myśli, przesłania i pocieszenie, że jutro będzie lepiej. Tylko od nas zależy, czy będziemy się nad sobą użalać, czy chwycimy byka za rogi i sprawimy, że będziemy się cieszyć życiem. Po książki pani Gargaś na pewno jeszcze sięgnę. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić Wam tę książkę. Wierzcie mi, warto!

Vivienne

Czy miłość może być zła? Albo inaczej... niewłaściwa? Często przynosi ze sobą ból i cierpienie, ale czy jej niestosowność ma prawo krzywdzić osoby niepowiązane? Jak to jest z uczuciem tak wielkim i potężnym, iż jest ono w stanie doprowadzić mężczyznę do płaczu? To prawda, istnieje wiele rodzajów miłości: niewinna miłość do dziecka, matki, namiętna miłość kochanków, jak i miłość czysta, którą darzą się dwie połówki przysłowiowego jabłka.

 

Odłożywszy książkę na półkę, wiem, że nigdy jej nie zapomnę. Nie zapomnę jej lekkości, a zarazem głębokości, nasączenia radością, jak i bólem. To wszystko pozostanie we mnie na bardzo długi okres. Wyryło ślad w moim umyśle, przypominając o sobie w najmniej oczekiwanym momencie.

 

Kinga to trzydziestoletnia narzeczona Darka, z którym tak naprawdę jest z przymusu, niźli własnego wyboru. Jednak w niedługim czasie ma miejsce pewne zdarzenie, które uruchomiło szereg wydarzeń. Obróciło jej życie o 180 stopni, wywróciło je do góry nogami, każąc, aby się do niego przyzwyczaiła. Kobieta spotyka na swojej drodze żonatego M. M. był kiedyś jej szefem, z którym po odejściu z pracy nie utrzymywała kontaktu. Stara miłość odżyła, a Kinga została kochanką. Po półtora roku potajemnych spotkań, okazuje się, że dołączy do nich ktoś jeszcze. Ktoś, na kogo M. nie jest przygotowany, kto może zburzyć jego porządek życia raz na zawsze. Dziecko. Kinga podejmuje decyzję o ukryciu przed nim tego faktu. Udaje jej się to przez dwadzieścia jeden tygodni. Długich, aczkolwiek pięknych tygodni płaczu i śmiechu. Jednak nie jego odrzucenie jest tragiczne, a wydarzenie mające miejsce później. To ono burzy radość Kingi, jednak sprawia, że staje się silniejsza; staje się kimś całkowicie innym. Kimś z kogo jej dziecko, patrząc na nią z góry, będzie niewyobrażalnie dumne.

 

Gabriela Gargaś stworzyła coś niesamowitego. Historia, którą miałam przyjemność poznać, była niebywale realna, jakby pisana na własnym doświadczeniu. I nie tylko ja mam takie zdanie. Przyznam, że pod koniec byłam już znudzona i czytałam, aby skończyć. Jednak nie żałuję nocy spędzonych z tą lekturą, ponieważ nie jest to tylko jakaś historia. Ona pozwala nam się czegoś nauczyć. Zawiera ogrom złotych myśli, rad, jak czerpać z życia co najlepsze i nie zatracić się w tym. Aby cieszyć się nim i kochać.

 

Całą lekturę czekałam na jedno wyjaśnienie. Kim był M.? A raczej, jak brzmi jego imię? To dodatkowo pchało mnie do przewracania kolejnych stron. I mimo że rozczarował mnie brak owej informacji, nadał on tej postaci tajemniczości, tego, że jednak wszystkiego o nim nie wiemy. Może jest innym człowiekiem, niż sobie wyobrażałam.

 

Ogółem książka jest naprawdę ciepła. Niekiedy radujemy się współnie z bohaterką, a innym razem czujemy jej ból, który jest namacalny w takim stopniu, iż sądziłam, że mogę go dotknąć. Myśl, że to już koniec napawa mnie smutkiem, a zarazem szczęściem, ponieważ teraz może być tylko lepiej.

 

„Jutra może nie być" to książka nie tylko o miłości. Znajdziesz w niej ból, rozpacz, szczęście, walkę z samym sobą o przetrwanie, odwagę i przyjaźni. Jest o spełnianiu marzeń i przezwyciężaniu słabości. O sile, której potrzeba, aby nie tylko otworzyć oczy, ale również wstać z łóżka.

Cinnamon

„Jutra może nie być" jest debiutem literackim młodej i jakże urokliwej ekonomistki, matki, córki, przyjaciółki, siostry, szwagierki, cioci, partnerki – Gabrieli Gargaś, kobiety całą duszą. Ta kobiecość jest wyraźnie naznaczona w jej powieściach, które podbijają serca kolejnych czytelniczek. Debiut Gabrieli miał miejsce w grudniu 2011 roku, a latem 2012 roku światło dzienne ujrzała druga powieść, „W plątaninie uczuć". W ubiegłym miesiącu, nakładem wydawnictwa Feeria, ukazało się drugie wydanie powieści „Jutra może nie być" z bardzo korzystną oprawą graficzną. Gabrielę Gargaś poznałam przy okazji lektury drugiej powieści, jak zatem przyjęłam jej debiut? Muszę przyznać, że efekt końcowy bardzo mnie zaskoczył...

 

Bohaterką niniejszej powieści jest trzydziestoletnia Kinga – kobieta będąca w nieszczęśliwym związku narzeczeńskim, która zaspokojenie odnajduje w ramionach innego mężczyzny. Znajomość z M. rozpoczęła się niewinnie, poprzez korespondencję prowadzoną przez popularny portal społecznościowy. I tak, od słowa do słowa, dwoje ludzi, których początkowo łączyła tylko „przyjaźń", odkrywa, że związki, w których żyją nie zaspokajają ich potrzeb, a internetowa znajomość, którą zawarli, powinna odnaleźć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Rozpoczyna się płomienny, sekretny romans, w którym Kinga niekiedy czuje się tą trzecią, nienadającą się na towarzyszkę życia. M. ma żonę, zwodzi kochankę, że rozwiedzie się, byleby ta go nie opuściła, a bohaterka żyje w przekłamanym obrazie szczęścia i spełnienia. Prawdziwa sielanka kończy się, gdy Kinga odkrywa, że jest w ciąży...
Nie każda miłość jest tą jedyną, na zawsze. Często zdarza się tak, że pewne osoby spotkamy w nieodpowiednim momencie życia i nie wszystko układa się po naszej myśli. Dlatego nie powinniśmy niczego planować, tylko brać życie takie, jakie jest. W końcu nic nie dzieje się bez powodu, a jutra może nie być...

 

Niniejsza fabuła sugeruje, że „Jutra może nie być" nie jest lekturą wyższych lotów, ba, jest powieścią stereotypową i typowo babską. Być może, ale czymże tak naprawdę jest „babska literatura"? Czy jest to typ książek, które oferują jednie tanią rozrywkę, bez głębszych myśli i jasnego przekazu? Początkowo książka irytowała mnie właśnie tym jakże utartym schematem romansu młodej kobiety z żonatym, starszym mężczyzną. Tak wiele powstało powieści na ten temat, iż wydawać by się mogło, że więcej być nie może. Jednak z biegiem czasu zauważyłam, że lektura mija mi w zastraszającym tempie, a kartek do końca książki jest coraz mniej. Jakaś magiczna siła sprawiła, że nie mogłam przerwać czytania. Być może sprawiła to narracja pierwszoosobowa, gdzie Kinga opisuje wszystkie zdarzenia w taki sposób, jakby się nam z nich zwierzała. Bezpośredni i jakże szery ton wypowiedzi bohaterki zadziałał na mnie niezwykle sugestywnie. Nie mogłam oderwać się od lektury tak, jak nie mogłabym przerwać zwierzeń najlepszej przyjaciółki w połowie jej historii. Gabriela Gargaś sprawiła, że Kinga stała się realną osobą, której zazdrościmy, współczujemy, którą pocieszamy i otaczamy opieką. Opowieść bohaterki i innych napotkanych przez nią kobiet dają pełny obraz prawdziwego kobiecego świata, świata pełnego nadziei, miłości, namiętności, trosk – niejeden mężczyzna mógłby z nich wyciągnąć doskonały portret psychologiczny każdej z nas!

 

Byłam zaskoczona ogromnym ładunkiem emocji zawartym w tej książce. To właśnie ten element ostatecznie sprawił, że zmieniłam o niej zdanie. Byłam pewna, że takie „babskie książki" nie poruszają mnie, a jednak „Jutra może nie być" odcisnęła w moim sercu piętno, którego przez długi czas nie pozbędę się. Zauważyłam też, że autorka ma niezwykły talent do tworzenia wartościowych cytatów. W obu jej książkach jest ich tak mnóstwo, że żmudnym przedsięwzięciem byłoby ich przepisywanie do osobnego zeszytu.
„Jutra może nie być" to bardzo udany debiut.

Natula

 

Kinga ma trzydzieści lat i niebawem wychodzi za mąż za całkiem sympatycznego Darka, ale czy to dobry pomysł, skoro czuje się nieszczęśliwa i niespełniona w związku? Jej serce przepełnione jest tęsknotą za wielką miłością i poczuciem bliskości, i kiedy na jednym z portali społecznościowych trafia na profil mężczyzny, w którym dawno temu się podkochiwała, postanawia do niego wysłać maila. M. jest żonaty, ale Kindze to nie przeszkadza, nie planuje love story, a jedynie niezobowiązującą wymianę mailową. Jednak ich listy są coraz bardziej intensywniejsze, coraz bardzie namiętne, aż dochodzi do spotkania, w którym padają słowa „Kocham cię", „Jesteś dla mnie wszystkim". Uwikłani w romans muszą zmierzyć się z wieloma rozterkami i problemami, wszak miłość nie w porę bywa kłopotliwa.

 

„Jutra może nie być" to debiutancka powieść Gabrieli Gargaś, ekonomistki i marzycielki, która swoją opowieścią oczarowała czytelniczki, o tyle jest to zaskakujące, że historia Kingi nie jest nadzwyczajna, ot, trafiamy na kolejny trywialny wątek opowiadający o kobiecie, która uwięziona w nieudanym związku wpada w ramiona żonatego mężczyzny i nagle traci rozum oraz zdolność logicznego myślenia, jednocześnie zatraca samą siebie, a wszystko w imię wielkiej miłości. Nie ma co się oszukiwać, temat nie jest szczególny, ale moc tej książki tkwi w szczerym przekazie, może niekiedy banalnie brzmiącym, może czasami ukrytym w nieporadnych zdaniach, jednak uczucia które kotłują się w Kindze, porażają prawdą i chcąc czy nie, każda kobieta odkryje w tym niekłamanym przekazie część siebie.

 

Książka przypomina pamiętnik, z całą pewnością jest to zasługa pierwszoosobowej narracji, dzięki czemu jesteśmy bliżej głównej bohaterki, towarzyszymy jej w tej zagmatwanej sytuacji, próbujemy zrozumieć jej działania, chociaż nie zawsze jest to łatwe, bo pewne poczynania Kingi są okropnie nieracjonalne, ja np. niejednokrotnie nie rozumiałam sensu jej działań, często mnie irytowała, do tego stopnia, że miałam ochotę mocno nią telepnąć, ale wydaje mi się, że aby być bliżej Kingi, trzeba być w odpowiednim stanie ducha, bo tak naprawdę czy można pojąć coś, co teoretycznie jest nam obce?, czasami nawet wielka zdolność do empatii nie wystarcza do ogarnięcia rozumem bólu innych ludzi. W każdym razie historia robi wielkie wrażenia, a jej nostalgiczny ton wzrusza, wywołuje multum emocji i natłok myśli, zaczynamy analizować życiowe wybory, moralność pewnych zachowań, zastanawiamy się nad rolą przeznaczenia w życiu i sensem dalekosiężnych planów, gdyż jak wynika z opowieści, warto żyć bieżącą chwilą, bo „Jutro może wcale nie nadejść, jest mrzonką, a przeszłość jest tylko wspomnieniem" [str. 369]

 

Powieść Gabrieli Gargaś nie jest idealna, można się czepiać pewnej przewidywalności, banałów ubranych w piękne słowa, manipulowania emocjami, czy niedociągnięć fabularnych, ale to nie ma większego sensu, bo tę książkę czyta się sercem, nie rozumem i jeśli podejdzie się do niej jak do tekstu, który należy rozłożyć na części, to cała magia zniknie. Mnie zachwycił ten wyjątkowy debiut, to niezwykła pozycja, dlatego "Jutra może nie być" polecam każdej kobiecie.

Thingrodiel

Zabrałam się za tę książkę z ciekawości. Powieści o związkach napisano już wiele i na chyba wszystkie możliwe sposoby. Niemniej, jako że dość rzadko (choć nie twierdzę, że nigdy) sięgam po tego typu literaturę, w opisie na okładce poczułam przyjemny powiew świeżości. Oto Kinga, od kilku lat w stałym związku, który coraz bardziej osiada, a który ma zwieńczyć ślub (choć wisi nad nim ciężkie pytanie: Po co? Nie lepiej by im się było rozstać?). Kobieta przez internet nawiązuje kontakt z mężczyzną, którego kiedyś przelotnie znała. Zaczyna się wymiana e-maili, rozmowy, spotkanie – romans.

 

Ucieszyłam się – nareszcie coś nowego. Nareszcie to nie mężczyzna jest w związku „tym złym", co tylko kobietę zdradza i porzuca, a ona płacze, bo się dla niego poświęciła. Jaka miła odmiana! I co z tego wyniknie? Trójkąt i nieprzyjemne konsekwencje?

 

Cóż, na tym pomyśle kończy się lista pozytywów tej powieści.

 

Naprawdę jestem w stanie do pewnego stopnia zrozumieć bohaterkę. Narzeczony już jej nie interesuje, wielka namiętność się skończyła, miłość jest wątpliwa, a oświadczyny wyszły niczym zaproszenie na piwo. Jasne, że w momencie, gdy na horyzoncie ukaże się interesujący mężczyzna, do tego mężczyzna, który gdzieś tam siedział jej w głowie, to przed kobietą pojawi się ogromna pokusa na zmianę i nawiązanie głębszej, ciekawszej znajomości. Tylko dlaczego autorka pisze to wszystko w taki nudny sposób? Uraczyła czytelnika przeplataną wewnętrznymi przemyśleniami bohaterki serią maili, które mogłyby zachwycić najwyżej nieopierzoną nastolatkę. Owszem, tak wyglądają niektóre znajomości internetowe i ludzie wymieniają się podobnymi listami; tyle że dla postronnego obserwatora całość pachnie domorosłą psychologią i wydumanym gadaniem o niczym (czymś w rodzaju książek Coelho, zresztą cytat tego autora wisi jak nieszczęście nad jednym z rozdziałów). Bohaterowie siląc się na głębię wypowiedzi po prostu męczą, a dodatkowe komentarze Kingi w którymś momencie zaczynają niepokojąco drażnić.

 

„Kobieta komplementowana przez mężczyznę jest niczym róża, rozkwita muskana promykami słońca." Zamiast rozkwitnąć, zbiera mi się raczej na więdnięcie. Nuda. Kiedyś Wisława Szymborska w odpowiedzi na próbkę twórczości początkującego poety napisała, że temat wiosny przestał w poezji istnieć. Można by sparafrazować jej słowa i powiedzieć: „porównania do róży już nie robią wrażenia". Chyba że na duszy nieskończenie romantycznej, która lubuje się w oklepanych frazesach, a w romansie nie szuka niczego nowego.

 

To, że bohaterowie się wreszcie spotykają, wcale nie kończy wymiany maili. Tak więc M., wybranek Kingi, pisze jej, że jest wyjątkowa, niezwykła, a Kinga mu na to, że przy nim się świetnie zapomina. To wszystko już było, zatem nie wzrusza. I nawet nie czuć niepokoju, czy M. zostawi żonę i będzie z Kingą, czy może romans zostanie skonsumowany i każdy pójdzie w swoją stronę. I czy gdy bohaterka zachodzi w ciążę, to coś się przyspieszy w tej sprawie.

 

Przyznam się szczerze, że według mnie książka byłaby o wiele ciekawsza, gdyby autorka miała więcej odwagi. Bohaterkę wykreowała na zimną, wredną babę, która prosto z mostu przyznałaby, że narzeczony ją nudzi, związek męczy, więc rzuca go w diabły i nawiązuje niezobowiązujący romans z prawdziwym wyrachowaniem i łamaniem serc, nie oglądając się na nikogo i na nic. Przynajmniej można by było czytać z wypiekami na twarzy i ciekawością, a do bohaterki mieć jakieś ustosunkowanie.

 

Niestety, tego w „Jutra może nie być" nie doświadczymy. Dostajemy za to ponad 400 stron miałkiej obyczajówki, z której nic w głowie nie zostaje. Z opisu autorki wygląda na to, że jest zupełnie inną osobą niż ja. Być może dlatego nie jestem dobrym targetem dla jej powieści.

 

Ocena: 2/6 (za pomysł, choć kiepsko zrealizowany).

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial