Okładka wydania

Spójrz Mi W Oczy

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Spójrz Mi W Oczy | Autor: Lisa Scottoline

Wybierz opinię:

Isadora

Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekałam na kolejną książkę Lisy Scottoline, a wszystko dzięki emocjom, jakich dostarczyła mi poprzednia powieść autorki, "Ocal mnie" - opisująca dramat matki zmuszonej do dokonania wyboru między życiem własnej córki a innego dziecka i udźwignięcia konsekwencji tej decyzji. Lektura "Spójrz mi w oczy" mimowolnie nasunęła mi skojarzenia z prozą Jodi Picoult, po raz kolejny bez reszty wciągając w emanującą wyjątkowym autentyzmem i ogromnym ładunkiem emocjonalnym opowieść o pogmatwanych ludzkich losach oraz kontrowersyjnych, niejednoznacznych życiowych wyborach, z którymi zmierzenia się nie życzyłabym najgorszemu wrogowi.

 

Pewnego dnia dziennikarka Ellen Gleeson znajduje w swojej skrzynce pocztowej ulotkę o uprowadzonym dziecku. To z pozoru błahe wydarzenie sprawia, że w miarę ustabilizowane życie Ellen staje na głowie; kobieta zwraca uwagę, że chłopiec z ulotki jest łudząco podobny do jej 3 - letniego synka, Willa. Co prawda chłopiec został adoptowany, jednak przysposobienie było przeprowadzone legalnie i w świetle prawa nie ma najmniejszych wątpliwości, że Ellen jest jego matką.

 

Początkowo kobieta stara się zignorować dręczące ją przeczucie, że coś jednak jest nie w porządku odpychając myśl zbyt przerażającą, by móc się z nią zmierzyć. Zawodowa dociekliwość i zwyczajna ludzka niepewność nie pozwalają jej jednak przejść nad tą sprawą do porządku dziennego - Ellen postanawia poznać szczegóły adopcji oraz biologicznych rodziców Willa, by rozwiać wszelkie wątpliwości i przekonać samą siebie, że nikt nie odbierze jej ukochanego synka.

 

Wszczynając prywatne śledztwo przekonuje się, jak bardzo cała historia jest zawikłana i tajemnicza, a legalność adopcji stoi pod znakiem zapytania. Ellen musi podjąć najbardziej bolesną i trudną decyzję w życiu - czy, jeśli potwierdzą się jej najgorsze przypuszczenia, będzie miała dość siły i odwagi, by oddać Willa biologicznym rodzicom, czy też zachowa swe odkrycie w sekrecie i jak gdyby nigdy nic będzie bez przeszkód cieszyć się rodzinnym szczęściem? Kiedy Ellen ociera się o rozwiązanie zagadki, zdaje sobie sprawę, że Willowi i jej grozi śmiertelne niebezpieczeństwo...

 

Lisa Scottoline po raz kolejny przekonała mnie, że jest znakomita w swoim fachu - przykuwa uwagę czytelnika od pierwszego zdania, starannie dawkuje napięcie dbając o to, by nie ogarnęło go znużenie czy przesyt i tak umiejętnie manipuluje emocjami, że czytelnik podąża za tokiem fabuły jak na sznurku, nie mogąc - i nie chcąc - oderwać się od lektury ani na chwilę. To jest właśnie to, co uwielbiam w jej pisarstwie; kolejnym atutem prozy Scottoline jest śmiałe podejmowanie trudnej, życiowej tematyki - tym razem okazała się nią kwestia adopcji, i to zarówno w jej prawnym, jak i emocjonalnym aspekcie. Autorka zwraca uwagę na luki prawne, które stwarzają możliwości popełnienia przestępstwa, na niedoskonałości systemu prześwietlającego z całą surowością rodziców adopcyjnych niemal zupełnie ignorując biologicznych, co - jak pokazuje - może mieć dramatyczne skutki; piętnuje również bezduszną machinę biurokracji i prawa, która w zderzeniu z niewinnością i uczuciami dziecka wyrządza mu niepowetowaną krzywdę.

 

Scottoline podnosi szalenie trudną kwestię, w której niemożliwe jest wydanie salomonowego wyroku: jeśli adopcja została przeprowadzona nielegalnie, czy dziecko powinno wrócić do rodziców biologicznych, których nie zna i nie pamięta, czy zostać przy adopcyjnych, których traktuje jak rodzinę i z którymi łączy je więź emocjonalna? Choć prawo stanowi, że w podobnej sytuacji wszelkie prawa są po stronie rodziców naturalnych i przekonuje, że liczy się przede wszystkim dobro dziecka, historia przedstawiona przez autorkę każe się zastanowić nad jego słusznością. Z pewnością nie jest to kwestia jednoznaczna, zaś "Spójrz mi w oczy" może okazać się znaczącym głosem w dyskusji na ten temat.

 

Kilka słów odnośnie zakończenia: po lekturze dwóch kolejnych powieści autorki mogę chyba pokusić się o pewną generalizację, gdyż dotyczy ona jednego ze stałych elementów fabuły. Otóż zauważyłam tu pewien schemat - kiedy intryga zbliża się do rozwiązania, fabuła nagle zaczyna się rozwijać w dość niespodziewanym kierunku: bohaterowie, których poczynania dotąd nadawały kształt i tempo fabule usuwają się w cień, zaś rozwiązanie zależy bardziej od korzystnych okoliczności, niż ich samych. Łatwość, z jaką autorka radzi sobie z mocno skomplikowanymi życiowymi sytuacjami nieco rozczarowuje i nie każdemu może przypaść do gustu.

 

Spodobał mi się natomiast sposób, w jaki Lisa Scottoline mówi o macierzyńskiej miłości, jej wzlotach i upadkach, o rozmaitych jej odcieniach: od czułej tkliwości po niepowstrzymaną zaborczość, od nieustannego niepokoju graniczącego z nadopiekuńczością po instynktowną, szaleńczą odwagę w obronie własnego dziecka. Autorka niezwykle autentycznie, nie uciekając się do taniego sentymentalizmu oddaje również rozpacz matki, która utraciła swe dziecko na zawsze - nie mogę odżałować, że nie rozwinęła bardziej tego wątku. Trochę niefortunnie moim zdaniem zestawia obraz cierpienia osieroconej matki z krzywdą wyrządzoną głównej bohaterce - jestem przekonana, że uczuć matki opłakującej śmierć dziecka nie da się z niczym porównać i nawet nie powinno się tego próbować.

 

"Spójrz mi w oczy" to świetnie skonstruowana powieść obyczajowa ze zgrabnie wplecionym wątkiem sensacyjnym i psychologicznym, która porusza do żywego. Nakreślona z dużą dozą realizmu, kipiąca od emocji, podejmująca kwestię trudnych i niejednoznacznych życiowych wyborów, tematykę adopcji orz miłości macierzyńskiej, z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom prozy Jodi Picoult. Ja się nie zawiodłam i z niecierpliwością oczekuję kolejnej powieści Lisy Scottoline.

Cinnamon

Nadszedł wrzesień, a wydawnictwo Prószyński i S-a w pół roku od premiery powieści „Ocal mnie" wydało nową powieść Lisy Scottoline, autorki często porównywanej do znanej pisarki Jodi Picoult. Tym razem historia zdaje się być prawdziwsza i trzymająca w napięciu, a urocza okładka wskazuje na to, że główną osią powieści będzie pewien uroczy, piegowaty chłopiec. Spójrzmy więc prawdzie w oczy...

 

Ellen Gleeson jest spełnioną dziennikarką miejscowej gazety i matką trzyletniego Willa. Chłopiec nie jest jej rodzonym synem: zaadaptowała go półtora roku wcześniej, kiedy mały leżał w szpitalu porzucony przez matkę, gdy okazało się, że ma poważną wadę serca. Niesamowicie hipnotyzujące i charakterystyczne niebieskie oczy sprawiły, że Ellen pokochała chłopca jak rodzonego syna i postanowiła zaopiekować się nim. Przeprowadziła legalną adopcję za pośrednictwem kancelarii prawnej, zobowiązała się pokryć dotychczasowe koszty leczenia Willa i wkrótce stała jego matką. Jak zatem zachowałaby się każda matka na widok ulotki o zaginionych lub porwanych dzieciach, z której spoglądałyby oczy jej dziecka? Pewnego dnia Ellen zmierza się z tym problemem: w skrzynce na listy znajduje właśnie taką ulotkę, na której widnieje zdjęcie Willa, lecz podpisane imieniem Timothy. Ellen, z wrodzoną ciekawością i uporem dziennikarki, dąży do poznania prawdy, lecz wszyscy ci, którzy mieli związek z adopcją Willa, giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Na wścibską dziennikarkę czyha śmiertelne niebezpieczeństwo...

 

Książką „Spójrz mi w oczy" Lisa Scottoline udowodniła mi, że potrafi poprowadzić każdą intrygę w sposób niemalże doskonały. Ukazała w niej kobietę, w której sercu zakiełkowało ziarno wątpliwości i strachu. Przecież przeprowadziła w pełni legalną adopcję, prawda? Chłopiec na ulotce nie może być jej synem. A jeżeli to jednak on?... Wiele wątpliwości targa skołataną duszą Ellen, która pomimo szczęśliwego i spokojnego życia z Willem postanawia poznać prawdziwą rodzinę syna. Dziennikarka bawi się we współczesnego Sherlocka Holmesa w spódnicy, zaopatruje się w zestaw do pobierania DNA i wyrusza w głąb kraju w poszukiwaniu prawdy, która w założeniu miała ukoić jej lęki. Co tak naprawdę dostała? Obsesję na punkcie tematu porwanych dzieci, groźbę utraty pracy, którą ostatnio olewała, gdy prowadziła swoje prywatne śledztwo, ale także miłość pewnego mężczyzny.

 

Czytając „Spójrz mi w oczy" byłam pewna, że zmierzam się ze zwykłą powieścią obyczajową, którą przeczytam, odłożę na półkę i szybko o niej zapomnę. Muszę przyznać, że trochę się myliłam. Pierwsza połowa książki, owszem, ma charakter obyczajowy z mieszanką powieści sensacyjnej (nieuzasadnione śmierci ludzi związanych z adopcją), psychologicznej i detektywistycznej (poszukiwania biologicznych rodziców), chwilami wiało nudą, ale gdy tylko doszłam do punktu kulminacyjnego – łał! Nie mogłam się oderwać i przesiedziałam całą noc, by od razu skończyć powieść, która w końcu naprawdę mnie wciągnęła. Szykujcie się na niespodziewane zwroty akcji, to one są kwintesencją tej książki!

 

Jeżeli chodzi o sprawy techniczne. Bardzo podoba mi się okładka książki, jej korekta jest niemal idealna, jedyne, co mnie odrobinę denerwowało, to bardzo krótkie rozdziały. Zauważyłam, że jest to jedna z charakterystycznych cech powieści Lisy Scottoline i nie zawsze ich podział jest uzasadniony. Informuję o tym fakcie, ponieważ wiem, że niektórym osobom taki zabieg przeszkadza.

 

Nadal nie jesteś pewny, czy „Spójrz mi w oczy" jest książką dla ciebie? Pozwól, że pomogę. Pierwsi, którzy powinni ustawić się po tę pozycję w kolejce, to osoby lubiące powieści obyczajowe zainspirowane prawdziwymi zdarzeniami. Drugimi będą fani Jodi Picoult, która rekomenduje książkę słowami: „Choćbyście bardzo chcieli, nie zdołacie się oprzeć tej historii". W tym zdaniu jest duże ziarenko prawdy! Trzeci to esteci, dla których okładka także ma znaczenie. Przyznaję, książka była dla mnie miłym zaskoczeniem i z chęcią sięgnę po kolejne powieści Scottoline.

Viconia

Ellen Gleeson jak zwykle po powrocie z pracy wyciąga pocztę ze skrzynki na listy. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że to, co tego dnia znalazło się w korespondencji wywróci jej życie do góry nogami. Między kopertami znajduje się ulotka ze zdjęciem zaginionego chłopca. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Timothy ze zdjęcia wygląda zupełnie jak adoptowany syn Ellen – Will. Kobieta tłumaczy sobie, że to niemożliwe, przecież adopcja jej synka odbyła się zupełnie legalnie. Jednak dziennikarska ciekawość nie pozwala jej zamieść sprawy pod dywan. Im głębiej zaczyna grzebać w tej sprawie, tym bardziej jest przerażona. Tylko, że od pewnego momentu nie ma już odwrotu, i mimo, że odkryje fakty, o których wolałaby nie wiedzieć, to jednak będzie musiała zmierzyć się z prawdą i podjąć bardzo bolesne dla matki decyzje.

 

Zawsze, kiedy czytałam książki Jodi Picoult zastanawiałam się, czy kiedyś trafię na drugą taką autorkę, która tworzy historie jakby pisane przez życie, wzbudzając przy tym tak wiele emocji, że nie sposób się od jej książek oderwać. I oto jest, Lisa Scottoline. Jeśli macie ochotę na przejmującą opowieść, która porusza i skłania do refleksji, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po „Spójrz mi w oczy". Już po pierwszych stronach czytelnik czuje się zaintrygowany, a po kilkunastu kolejnych wie, że nie będzie w stanie oderwać się od tej książki, dopóki nie dowie się, jaka jest historia chłopca z ulotki. Duży wpływ na taki odbiór powieści ma doskonałe nakreślenie postaci. I to nie tylko głównych bohaterów. Tutaj dopracowany z najdrobniejszymi szczegółami jest każdy, od Ellen, po bohaterki jej artykułu, które pojawiają się przecież tylko na chwilę. A dzięki pełnokrwistym bohaterom historia wydaje się wręcz z życia wzięta. Doskonale są tutaj przedstawione matki, które straciły dziecko, a przecież wokół tego kręci się cała opowieść. Poznajemy trzy kobiety, dwie z nich już straciły dzieci, trzecia musi podjąć ciężką decyzję, której konsekwencje mogą doprowadzić do tego, że ukochany synek zniknie z jej życia. Wspomniane matki to dwie bohaterki artykułów Ellen i ona sama. Synek jednej został zamordowany, był przypadkową ofiarą ulicznej strzelaniny. Dzieci drugiej kobiety zostały porwane przez jej męża, kiedy chciała uzyskać całkowitą opiekę nad nimi. Między innymi poprzez rozmowy z tymi kobietami Ellen dojrzewa do zrobienia tego, co słuszne, nawet jeśli dla niej będzie to oznaczało wielkie cierpienie. To niesamowite, jak wiarygodnie udało się autorce przedstawić uczucia targające tymi kobietami.

 

„Spójrz mi w oczy" to jedna z tych książek, o której myśli się jeszcze długo po zakończeniu lektury. Już samo to jest dla książki świetną rekomendacją. Gwarantuję wam, że czas spędzony przy lekturze nie będzie czasem straconym. Dostajecie prawie pięćset stron niesamowitych emocji, wciągającej fabuły i zwrotów akcji, które do samego końca nie pozwolą przewidzieć, jak to się wszystko skończy. Polecam gorąco!

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto