Złodziej Dusz Aneta Jadowska

Wybierz opinię:

tutaj tytuł

Mogę śmiało się przyznać, że jestem narkomanem, a moim narkotykiem są powieści wszelkiej maści. Uwielbiam narkotyzować się literaturą, a co za tym idzie jestem częstym gościem bibliotek i księgarń. Fakt, jako student nie posiadam zbyt wiele wolnych środków na koncie, więc cotygodniowa wyprawa do biblioteki po „towar" drugiej jakości powinien mi wystarczyć. Rzeczywiście, kiedyś wypożyczone książki mi wystarczały, jednak od czasu matury to się zmieniło. Doszłam do wniosku, że niektóre powieści powinnam mieć na własność. Tak właśnie było ze „Złodziejem dusz: Jadowskiej.
Po lekturze kilku pozytywnych recenzji zapragnęłam go mieć w swojej prywatnej bibliotece. Kilka dni później „Złodziej...' stał już na półce. Niestety, jak szybko powieść znalazła się na poddaszu tak szybko o niej zapomniałam. Tak, mam pamięć dobrą, lecz krótką i nic na to nie poradzimy. Do prozy Jadowskiej miałam wrócić w te wakacje. Nie wyszło. W końcu nadszedł czas „Złodzieja dusz" i nareszcie mogłam „wgryźć" się w twórczość 'koleżanki po fachu'.

 

Teodora vel. Dora Wilk jest młodą wiedźmą o bujnych kształtach, niezwykłej urodzie, ciętym języku i specyficznym poczuciu humoru. Mieszka w Toruniu i na co dzień pracuje jako policjantka. Uwielbia swoją pracę, ludzi z którymi pracuje (nie wszystkich i vice versa) i nie wyobraża sobie życia bez komisariatu. Niestety, sielanka szybko się kończy i Dora zostaje zawieszona w swoich obowiązkach do odwołania, ale to wcale nie oznacza, że dziewczyna zostaje bez pracy. Jak dobrze wiecie, kiedy jedne drzwi się zamykają otwierają się inne i tak jest właśnie w przypadku panny Wilk. W Thornie (magiczny odpowiednik Torunia) grasuje psychopatyczny morderca, który poluje na mieszkańców miasteczka po to, żeby posiąść ich moce i tym samym stać się niepokonanym. Dora nie zdążywszy otrzeć łez po stracie ukochanej pracy rzuca się w wir śledztwa wraz ze swoim najlepszym przyjacielem Mironem, który jest diabłem oraz znajomym aniołem, niejakim Joshuą - wnukiem samego archanioła Gabriela.
Czy panna Wilk i jej przyjaciele zdołają odkryć kim jest psychopata? Czy odkryją jego kryjówkę? Czy uratują zakładników? Tego wszystkiego i jeszcze więcej dowiecie się z pierwszego tomu cyklu „Heksalogia o Wiedźmie", jeśli zdołacie przebrnąć przez pierwsze dwieście stron.

 

Po „Złodzieju dusz" spodziewałam się prawdziwego „wow", czegoś, co wyrzuci mnie z kapci i rozłoży na łopatki. Piękna okładka z ciekawą, intrygującą zajawką na czwartej stronie obiecywała mi naprawdę wiele. Obiecywała mi magię, niebanalnych bohaterów i akcję zapierającą dech w piersi oraz drinka w Szatańskim Pierwiosnku, a zamiast tego dostałam nieco niedopracowany romans paranormalny w polskich realiach.

 

„Złodzieja dusz" czytałam zdecydowanie za długo. Pierwsze dwieście stron było męką w czystej postaci. Lektura nie dawała mi żadnej przyjemności. Często irytowała banalnością wypowiedzi, często powtarzanymi faktami, nierówną akcją oraz bałaganem w szyku zdań (nie zdarzało się to często, ale jednak). Te drobne niedociągnięcia mogę wybaczyć, bo to debiut prozatorski Jadowskiej, ale nie przełknę rozmemłanych bohaterów, którzy na początku powieści mnie zachwycili, szczególnie Miron, ale im dalej brnęłam w lepką akcję „Złodzieja..." tym coraz bardziej miałam ochotę zatłuc Dorę, potrząsnąć Joshuą i kazać Mironowi iść do przysłowiowego diabła. Dlaczego?
Dora - niesamowicie piękna, rudowłosa, rozwiązła i „lubiąca dotykać wszystkich, których lubi" herszt baba zachowująca się jak piętnastolatka nabuzowana hormonami działała mi na nerwy jak mało kto. Rozumiem, że w jej krwi płynie krew bogini płodności, ale to nie powód, żeby cały czas rozmyślać o tym, jak cudownie byłoby iść do łóżka z Mironem i pieprzyć się jak króle w klatce, ale... to niemożliwe, bo przecież diabeł jest jej przyjacielem i seks może zniszczyć ich przyjaźń. Dora może mi to raz wytłumaczyć, drugi raz przypomnieć, ale za piątym razem miałam ochotę rąbnąć niedoszłą boginię w twarz i kazać jej się ogarnąć. Ileż można marudzić o jednym? Drażniło mnie też to, że panna Wilk cały czas by kogoś dotykała, głaskała, całowała, przytulała, mierzwiła i muskała. Rozumiem, autorka wyjaśniła ustami bohaterki, że nadnaturalni lubią się dotykać. Ja też lubię przytulać się do innych, ale, ludu, bez przesady.
Miron, jak już wspomniałam, jest diabłem. Niesamowicie przystojnym, seksownym i pociągającym diabłem, którego ciągnie do Dory niczym pracowitą pszczółkę do miodu. Chłopak najchętniej nie wypuszczałby swojej seksownej przyjaciółki z rąk. Gdzie Dora tam Miron. Przyjaciele na dobre i na złe, którzy kąpią się nago w Bałtyku i śpią razem, kiedy jedno z nich regeneruje siły po walce, gdyż ciepło drugiego przyspiesza proces regeneracji. Wszystko fajnie, pięknie, ale w życiu nie czytałam o tak intymnej, niemalże seksualnej przyjaźni. Relacje łączące główną bohaterkę z diabłem wymęczyły mnie gorzej niż romans Edwarda i Belli ze „Zmierzchu".
Oprócz głównej pary jest jeszcze uroczy, nieśmiały i nieco zbyt sztywny anioł Joshua, który wyglądem przypominał członka kapeli rockowej. Anioł Jadowskiej nie ma nic wspólnego z pewnymi siebie skrzydlatymi, których możecie spotkać w powieściach Ćwieka czy Kossakowskiej. Jest on cieplutką kluseczką, która nie bardzo czuje się w roli anioła stróża, a na dodatek boi się Dory jak diabeł święconej wody. Przeraża go jej seksualność, a że nie chce być tatusiem (anioły w „Złodzieju dusz" są niesamowicie płodne) unika jej wszędobylskich paluszków. Na próżno. Dora i tak położy na jego białych dłoniach swoje „dotykalskie" łapki. Swoją drogą, też bałabym się Teodory.

 

Jak wspomniałam wcześniej, akcja powieści jest nierówna. Raz gna jak koń wyścigowy, innym razem pełźnie niczym ślimak, a dodajmy do tego wieczne dotykanie i rozmyślanie o seksie z mieszkańcem piekła i mamy idealne zmęczenie materiału. Miałam momenty, że chciałam książkę odłożyć i wrócić do niej innym razem, ale dzielnie trwałam i bardzo dobrze, bo druga połowa książki jest nieco lepsza, akcja przyspiesza i gna na złamanie karku, co nieco ożywia fabułę. Szkoda tylko, że do końca panna Wilk serwuje czytelnikowi swoje naiwne, dziecięce rozkminy i wkurzające zachowanie typu „chciałabym, ale boję się".

 

Podsumowując, książka jak na debiut jest bardzo przeciętna. Mimo naprawdę świetnego pomysłu i tego, że akcja „Złodzieja dusz" dzieje się w Polsce to owe fakty, nie wynagrodziły mi bolesnej kreacji bohaterów oraz kilkunastu niepotrzebnych powtórzeń poszczególnych wątków.
Jestem ciekawa co autorka zaserwuje mi w „Wilku w owczej skórze", którego recenzję będziecie mogli przeczytać już za kilka dni, a tymczasem, jeśli macie chwilę i moja recenzja, za którą pewnie otrzymam zjebkę, was nie zniechęciła to zapraszam do lektury „Złodzieja dusz". Tylko, żeby potem nie było, że nie ostrzegałam.

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania

Złodziej Dusz

Dodatkowe informacje

Podziel się!

Oceń Publikację:

Na naszej stronie nie stosujemy reklam. ;)
Prosimy o dodanie naszej witryny do białej listy.
Ustawienia przeglądarki lub Biała lista (adblock)