Okładka wydania

Mędrzec Kaźni

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje

  • Autor: Tomasz Kowalski
  • Gatunek: Literatura Piękna
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 144
  • Rok Wydania: 2019
  • Numer Wydania: II
  • Wymiary: 145×205 mm
  • ISBN: 9788377795354
  • Wydawca: Wydawnictwo MG
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa
  • Ocena:

    6/6

    3/6

    5/6


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Mędrzec Kaźni | Autor: Tomasz Kowalski

Wybierz opinię:

Literanka

Proza Tomasza Kowalskiego już raz mnie urzekła, dlatego sięgnęłam po następną pozycję tego autora, mimo trudnego tematu. „Mędrzec kaźni” to opowieść dająca możliwość snucia rozważań o karze śmierci, sprawiedliwości, instytucjonalnej formie zabijania – czy jest to dopuszczalne moralnie, choćby w najbardziej humanitarnej formie? Dochodzą do nas często informacje o bestialskich morderstwach, a rządza zemsty prowadzi do oczywistego w tym wypadku wniosku, że za śmierć należy odpowiedzieć śmiercią. Oczekujemy stosownej kary dla zbrodniarzy wojennych, ludzi krzywdzących dzieci, często własne, przekonani, że takie osoby nie mają racji bytu w normalnym społeczeństwie, a trzymanie ich w więzieniu jest tylko niepotrzebnym obciążeniem.

 

Autor podnosi mocny głos w tej sprawie. Jego opowieść jest wstrząsająca, dla ludzi o mocnych nerwach, z mrocznym powiewem grozy i szaleństwa. W przededniu drugiej wojny światowej do Paryża przyjeżdża młody amerykański dziennikarz, którego zadaniem jest przeprowadzenie wywiadu z emerytowanym francuskim katem. Steven Mulford spodziewa się artykułu, który położy solidne podwaliny pod jego karierę, zaspokoi ciekawość czytelników, zawsze żądnych krwawych, makabrycznych szczegółów. Jednak Thierry Jacob, jego rozmówca, ma swoją wizję tego wywiadu, zaplanowane widowisko, za sprawą którego chce wstrząsnąć reporterem i uczynić go przeciwnikiem kary śmierci i orędownikiem zakazu jej stosowania.

 

Rozmowa naszych bohaterów przebiega dość sprawnie, raz zgodnie z planem dziennikarza, raz całkowicie wymyka się spod kontroli. Kat Paryża okazuje się człowiekiem ekscentrycznym, trochę dziwakiem, na pewno nieszablonowym, nieprzystającym do swojej roli, kiedy częstuje gościa wybornymi daniami, delikatnymi deserami i najwyższej jakości alkoholami własnej roboty. Opowiada o swojej pracy nie pomijając groteski, najbardziej jednak podkreślające jej makabrę i jednak zbrodniczość. Kat, który zawodowym zadaniem jest zabijanie ludzi w świetle prawa uważa, że to, co robi, jest niemoralne i niehumanitarne. Odziera przestępcę z człowieczeństwa, upokarza, upadla, sprowadza do skrępowanego kawałka mięsa, rzuconego na szafot bez możliwości odwołania się do ludzkiej litości czy solidarności. Skazaniec spędza ostatnie dni na oczekiwaniu nieuniknionego w strachu, że każda chwila będzie jego ostatnią, następnie jest wiązany tak, żeby z pewnością nie udało się wydostać, wystawiony na widok gawiedzi, która ogląda ten spektakl śmierci z satysfakcją i zwierzęcą rządzą krwi, zaciekawieniem, patrząc na dramat uśmiercanego człowieka jak na rozrywkę.

 

Książka została napisana w sposób mistrzowski. Autor doskonale stopniuje napięcie, ze szczegółów i drobiazgów stworzył atmosferę niepewności, umiejętnie zbudował nastrój grozy. Doprowadził akcję do takiego momentu, w którym spodziewamy się wszystkiego, razem ze Stevenem jesteśmy przekonani, że wpadł w ręce szaleńca, który chce go zabić w imię jakiegoś nieokreślonego przekonania, że mu wolno. Obaj mężczyźni zostali nakreśleni z wielką dbałością o szczegóły, autor opisał ich przekonania w sposób nader wyraźny i prawdziwy.

 

„Mędrzec kaźni” jest bardzo dobrym materiałem na sztukę teatralną. Sceną jest jedno mieszkanie, jeden pokój, w którego wystroju zadziwić może ukryty pod ciemną zasłoną mebel, sprzęt, urządzenie – tego nie mogę zdradzić, bo ma kluczowe znaczenie dla rozegranego na koniec widowiska. Pokazuje, że zabijanie jest zbrodnią, nawet w obliczu prawa i nie może mieć miejsca w świecie, który nazywa siebie postępowym i humanitarnym. Sposób, w jaki zdecydował się o tym opowiedzieć kat, ma wstrząsnąć odbiorcami jego historii, otworzyć ich oczy na to, jak okrutne jest gilotynowanie. Czy symbolika jego ostatniego czynu zostanie prawidłowo rozszyfrowana i wywrze taki wpływ, jakiego się spodziewa? Przeczytajcie, może ukształtuje wasze poglądy na zabijanie.

Lukardis

Kara śmierci to temat dość wyeksploatowany, choć w swojej naturze kontrowersyjny. Co nowego można powiedzieć o niej w 2016 roku, kiedy w większości krajów tzw. „cywilizowanego świata” problem jest, przynajmniej pozornie, nieobecny? Tomasz Kowalski mimo wszystko podjął się tego zadania, dekonstruując i łącząc w jedno dwie typowe dla problematyki narracje – koncepcję „rozm​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​​ów z katem” oraz motyw ostatnich chwil przed wykonaniem wyroku, a to wszystko w stylistyce makabreski podlanej teatralnie zbudowanymi scenami.

 

Cały dramat rozgrywa się między dwoma postaciami – nieco naiwnym, pozornie cynicznym i poszukającym sensacji (jakże typowe...) dziennikarzem Stevenem Mulfordem oraz „ostatnim katem Paryża”, Thierrym Jakobem. Ten pierwszy dostał właśnie pierwsze zlecenie na artykuł, nie widząc z nim zresztą zbyt dobrego materiału „na okładkę”, ten drugi, zdawałoby się, szuka tylko kogoś, kto wysłuchałby jego historii. Z czasem portret tych bohaterów zmienia swój odcień, ale brakuje zmiany w innej kwestii – wciąż popadają w pewną przesadę i pewne przerysowanie, korzystające z archetypów. Tych wzorców powieść nie realizuje jednak w sposób realistyczny, nie próbuje nakreślić autentycznego obrazu człowieka, a raczej używa ich, by wyolbrzymić swoją problematykę; niemniej jednak, może to być irytujące.
Tak więc „Mędrzec kaźni” nie ma zbyt wielkiego potencjału na powieść psychologiczną, jest jednak w nim coś, co budzi skojarzenia ze sztuką powieściową XX wieku, a ten czynnik to ambicja narracji do szeroko zakrojonego, wręcz ”epickiego” podejścia. Chociaż osią jest tu kara śmierci i inne powiązane z nią dylematy, „w międzyczasie” znajdzie się i miejsce na Wieczne Pytania – o sens życia, cierpienia czy istotę czasu – pozbawione postmodernistycznej ironii względem tych tematów. Mimo wszystko, autor się na tychże lekko wykoleja, zaczynając o nich pisać i ot tak porzucając, co zresztą jest nieuniknione ze względu na niedługą formę (to zasadniczo dłuższe opowiadanie, 140 stron).

 

Dużo lepiej wychodzi przedstawienie tematu głównego, gdzie Tomasz Kowalski porzuca swoje powieściowe zapęty na rzecz teatralności, przwołującej zresztą skojarzenia z postrzeganiem egzekucji jako spektaklu. Właśnie ta kwestia łączy problem zeszłego stulecia z perspektywą współczesną, poprzez nawiązanie do obecnej dominacji „pornografii śmierci”. Chociaż kara śmierci w tradycyjnym tego słowa znaczeniu jest niemal nieistniejąca, problem społecznego poczucia sprawiedliwości i tego, w jaki sposób może być wypaczone istnieje wciąż, tym bardziej w okresach burzliwej debaty publicznej oraz wzmożonej agresji.

 

Wszystko budzi skojarzenia z teaterem, chociaż napisane jest w formie epickiej – podział opowieści na cztery rozdziały-akty oraz epilog, dominanta dialogów, wspomniana wcześniej, przestudiowana sztuczność postaci, a także bliżej nieokreślone wrażenie „wyreżyserowania” wydarzeń rozgrywających się przed oczami czytelnika. Mam przez to wrażenie, że lepiej sprawdziałaby się dla tej akurat historii forma czysto dramatyczna, ponieważ obecna niekoniecznie oddaje sprawiedliwość przekazowi autora. Fragmenty opisowe można nazwać przede wszystkim suchymi, problematyka poboczna jest i tak potraktowana po macoszemu, a dialogi, które powinny być główną siłą, cierpią na przegadanie, w którym intencjonalna przesada przemienia się w raczej niezamierzony kicz. Forma dramatu wymusiłaby, być może, skrócenie wypowiedzi na rzecz słów krótszych, a trafiających w istotę rzeczy, tak samo środowisko teatralne lepiej oddałoby makabreskowy charakter (w postaci obecnej objawia się tylko w samym przebiegu wydarzeń finałowych). Ciężko też mówić w przypadku tej pozycji o wykorzystaniu umiejscowienia akcji, czyli okresu tuż przed wojną.

 

Główną zaletą „Mędrca kaźni” jest zatem przedstawienie interesujących spostrzeżeń na temat miejsca śmierci w społeczeństwie oraz podanie ich w angażujący sposób (co jak co, ale napięcie dozuje w sposób wręcz mistrzowski), lecz i tu znajdzie się łyżka dziegdziu – przede wszystkim ze wględu na moralizatorski charakter tych przemyśleń. Niezależnie od ich trafności ciężko oprzeć się wrażeniu, że zostały podane w sposób tylko odrobinę mniej bezpośredni od manifestu ideologicznego, podczas gdy akcja stwarzała możliwość umieszczenia ich w sposób zdecydowanie bardziej inteligentny, niejednoznaczny i zmuszający do myślenia.

 

Krótko mowiąc, „Mędrca kaźni” trapią dwa zasadnicze problemy – przerostu ambicji w stosunku do ich wykonania oraz niedostosowania formy do własnych zamiarów. Mimo tego, nie można zaprzeczyć, że to pozycja, która najzwyczajniej w świecie wywiera wrażenie, będąc pod pewnymi względami literacko niedzisiejszym, a także pokazuje, że problem kary śmierci wcale nie odszedł wraz z jej zakazaniem. Jego diagnoza społeczeństwa jest może niedokładna, ale z pewnością dla myślącego człowieka bolesna, a dla osoby szukającej dobrej literatury – podana w ciekawej stylistyce. Chociaż pozycja Tomasza Kowalskiego pod różnymi względami niedomaga, zawiera w sobie odrobinę interesujących myśli, dla których warto się z nią zapoznać. Nie będzie to czas zmarnowany (ale pieniądze już tak).

Ruda Recenzuje

„Mędrzec kaźni” wydał mi się pozycją niebanalną, zarówno ze względu na opisywaną tematykę, jak i sposób jej przedstawienia. Takie postawienie sprawy wpłynęło na moją chęć poznania tego utworu i spotęgowało i tak niemałą już ciekawość. Czy rzeczywiście książka okazała się tak interesująca, jak sobie to wyobrażałam?

 

Powieść Tomasza Kowalskiego to najlepszy przykład na to, że w niewielkim formacie można wiele zmieścić. Nie trzeba się zanadto rozpisywać, kombinować z fabułą czy też mieszać wątków by zainteresować czytelnika i wciągnąć go w swój literacki świat. Podążając za piórem autora przekonałam się, że czasami po prostu mniej znaczy więcej, a umiar w pisaniu i przelewaniu myśli na papier może mieć kluczowe znaczenie.

 

Kowalski zwraca naszą uwagę na kwestie życia i śmierci. Albo raczej tematu, który zastanawia, uwiera i budzi różnorodne emocje już od wielu lat. Kara śmierci. Jak to mocno brzmi. Jak bardzo porusza. Jak wiele odczuć wywołuje. I jak jednak męczy. To jeden z tych wiecznie aktualnych i wiecznie popularnych tematów, które budzą nie tylko refleksje, ale także pytania, jakimi możemy atakować nie tylko innych, ale również samych siebie. Zabić czy nie zabić- oto takie pytanie.

 

Choć może to zabrzmieć nieco przewrotnie, autor podchodzi do tematu bardziej od strony zbrodniarza oczekującego na taką karę. Niewielu próbuje wczuć się w jego sytuację i przeniknąć do jego myśli, rozważając, co wypełnia jego umysł przed śmiercią. Tymczasem przekaz książki zdaje się jasno podkreślać, że przecież oni także są ludźmi, może najgorszymi, ale jednak, wciąż, dalej. Ludźmi, a nie kawałkami mięsa, które można traktować z pogardą i dystansem.

 

Kowalski wypełnia strony powieści w taki sposób, by czytelnika zaszokować. wykorzystuje ku temu przeróżne środki, bawi się formą i treścią. Wodzi za nos swojego bohatera, co nie przeszkadza mu także igrać z czytelnikiem. Nie brak tu mocnych rozmów, zaskakujących momentów, porywów szaleństwa. Ta książka rzeczywiście działa na czytelnika, wpływając na emocje i osądy, a poszczególne sceny zdają się na zawsze zapisywać w pamięci czytającego.

 

Zagłębiając się w akcję powieści, stajemy się świadkami czegoś dziwnego, mieszania się miejsc, zamiany ról, próby zrozumienia. Można by pomyśleć, że autor stale próbuje nas zaskoczyć, oddziałując na wszystkich frontach, pełną garścią czerpiąc z określenia, że wszystkie chwyty są dozwolone. Aż dziw człowieka ogarnia, że tak wiele można przekazać samymi słowami, że tak dużo może mieć miejsce na tak stosunkowo ciasnej przestrzeni, między zaledwie dwiema osobami.

 

Całe to książkowe przedstawienie pobudza ciekawość, buduje napięcie, angażuje czytelnika. Choć nie brakuje tu poczucia dziwaczności i przekonania, że trudno rzeczywiście o taką scenę, to przewrotnie trzeba przyznać, że kryje się w tym dużo szczerości i realizmu, ukrytych w tak mocno przedstawianych poglądach i tak żywych próbach udowodnienia czegoś.

 

„Mędrzec kaźni” to niepokojąca i szokująca lektura, która choć traktuje o kwestiach przegadanych i przemyślanych, to jednak robi to w zastanawiający sposób. Widać, że autor pracował nad formą, że uczynił z niej coś rzeczywiście mocnego. Nie jest to powieść, która trafi w gust każdego czytelnika. I nie każdego przekona. A jednak jest w niej coś tak przewrotnego i zastanawiającego, że warto spróbować i poświęcić jej tych kilka godzin.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto