Okładka wydania

Kolekcja Ringelmanna

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 2 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 2 votes
Okładka: 100% - 2 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Kolekcja Ringelmanna | Autor: Adam Ubertowski

Wybierz opinię:

Sylwia Sulikowska

„Kolekcja Ringelmanna” to lekki kryminał, którego akcja dzieje się w środowisku miłośników zegarków – środowisku bardzo hermetycznym, spokojnie można powiedzieć, że wręcz pełnym dziwaków. Lektura tej niezbyt obszernej powieści Adama Ubertowskiego przyniosła mi wiele przyjemności i chętnie będę do tego autora wracać. Zabawa była dla mnie przednia być może dlatego, że wśród moich przyjaciół jest jeden miłośnik zegarków i za każdym razem, gdy któryś z bohaterów zachowywał się w sposób typowy dla zbieracza czasomierzy, przed oczami miałam tego przyjaciela – tak samo nieświadomego nietypowości pewnych czynności (jak chociażby złapanie kelnera za rękę z pytaniem: ile dałeś a za ile sprzedasz?). Przejdźmy jednak do książki – co mnie w niej urzekło?

 

Współcześni twórcy kryminałów prześcigają się w pomysłach coraz bardziej oryginalnego głównego bohatera – czy to przestępcę, czy to detektywa. Do rywalizacji stanął także Adam Ubertowski, któremu nie wystarczyła wizja policjanta, agenta FBI, prywatnego detektywa czy profilera. W „Kolekcji Ringelmanna” poszedł o krok dalej i detektywem-amatorem uczynił metateoretyka – światowej sławy specjalistę od układania wielopiętrowych konstrukcji pojęciowych, doktora Figlona. Postać jest to tyleż fascynująca, co zabawna. Z bohaterem tym poczułam się związana od pierwszych stron powieści. Z uśmiechem na ustach odczytywałam pełne dziecięcej naiwności wnioski dotyczące dość błahych elementów codziennego życia. Figlon to niewątpliwie człowiek niezwykle inteligentny, szanowany w środowisku naukowym, a przy tym megaloman, przekonany o swojej wyższości nad innymi odludek, którego do działania pcha przede wszystkim obietnica pochwał. Doktor Figlon, pomimo swoich wad, nie daje się nie lubić. To taki typ introwertyka, który pomimo tego, że zraża do siebie ludzi, wciąż jest nimi otoczony i jest przez nich bardzo pozytywnie postrzegany.

 

Pozostali bohaterowie, szczególnie Frank van Graaf i „osobnik nazwiskiem Zalewski”, jak raczył go mianować w myślach Figlon, również są bardzo wyraźnie zarysowani. Nie brakuje im typowych tylko dla nich przywar, cech osobowości, które odróżniają ich od innych postaci, niekiedy sprawiających, że zdają się być dość sympatyczni, innym razem odstręczają, nie jeden raz czytając wypowiedzi któregoś z nich myślałam: ale burak! Szczerze mówiąc, rzadko zdarza mi się takie wczucie w książkę, jakie spotkało mnie przy lekturze „Kolekcji Ringelmanna”. I chociaż staram się nie nastawiać do książki w żaden sposób przed jej przeczytaniem, to jednak do książki Ubertowskiego podchodziłam z dystansem, nie spodziewając się rewelacji. Ostatecznie wszelkie moje obawy zostały bezpowrotnie rozwiane.

 

Pierwszy plus to wspomniani już bohaterowie, drugim niewątpliwie jest sama zagadka. W „Kolekcji Ringelmanna” mamy do czynienia z klasyczną zagadką zamkniętego pokoju, z konwencją lekko tylko złamaną poprzez drobny incydent z prywatnego życia jednego z bohaterów. W czasie zjazdu miłośników i zbieraczy zegarków, na który w roli prelegenta zaproszony został doktor Figlon, dochodzi do zbrodni – zamordowany zostaje właściciel jednej z najznakomitszych kolekcji w kraju. Podejrzanych nie brakuje, ale ich katalog pozostaje zamknięty – hotel, w którym odbywa się zjazd jest bowiem zamknięty dla postronnych osób z powodu remontu. Sprawę prowadzi inspektor van Graaf, który przyznając się do braku tropów prosi o pomoc Figlona – człowieka o niezwykłym analitycznym umyśle.

 

„Kolekcja Ringelmanna” jest lekturą lekką, przyjemną, powiedziałabym nawet, że mile łechtającą lenistwo czytelnika, który nie zostaje od razu wplątany w wartką akcję, ale spokojnie poznaje bohaterów i przez około pół powieści nie spodziewa się żadnej zbrodni. Pomimo tego, że większa część wydarzeń związana jest z zegarkami, to ja sama w czasie lektury zatraciłam rachubę czasu, ale nie tylko. Zapomniałam nawet gdzie dzieje się akcja powieści! Kiedy na stronie pojawiało się miasto Sopot, nagle wyrywałam się z innego świata i nie mogłam uwierzyć, że czytam polską książkę (tak, wiem, Polacy nie gęsi…). Gdyby tylko zamienić kilka nazw własnych i nieco cofnąć wydarzenia w czasie, uwierzyłabym, że „Kolekcję Ringelmanna” napisała nawet sama Christie.

 

To było moje pierwsze spotkanie z Adamem Ubertowskim, który jest już znany czytelnikom z kilku powieści, między innymi z „Inspektora van Graafa”, części poprzedzającej „Kolekcję Ringelmanna”. Wszystko wskazuje jednak na to, że tytuły te dają się czytać w odwróconej kolejności, dlatego z miłą chęcią sięgnę po „Inspektora…” – mam nadzieję, że są tak samo zabawne i przyjemne, jak opowieść kryminalna ze świata maniaków zegarków.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial