Okładka wydania

Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Głodne Słońce. Dymiące Zwierciadło | Autor: Wojciech Zembaty

Wybierz opinię:

Pani M

O Wojciechu Zembatym słyszałam nieco od mojego wujka. Zachwycał się jego Końcem pieśni. Ja nie czytałam tej książki, ale postanowiłam zapoznać się z pierwszą częścią cyklu Głodne słońce. Jakie są moje wrażenia po lekturze Dymiącego zwierciadła?

 

Co znajdziemy w książce? „Obsydianowe miecze, zapach czekolady przyprawionej chilli i ofiary krwi składane na schodach piramid. Czytelnik znajdzie tu również tajemniczy narkotyk zmieniający rzeczywistość, okrutne kampanie wojenne i potworne istoty chroniące się w podziemiach przed światłem. O Aztekach mało kto już pamięta, za to wciąż przerażenie budzi wzmianka o Klątwie, która kilkaset lat temu powstrzymała inwazję Białoskórych, bo w Głodnym Słońcu tory historii potoczyły się inaczej”. Według wydawcy to jedno z najoryginalniejszych przygodowych fantasy od lat. Czy się z tym zgadzam? Muszę przyznać, że Wojciech Zembaty jest odważny, porywając się na opowieść o Aztekach. To było wyjątkowe plemię, ale znane głównie z brutalności i tego, że składało krwawe ofiary. Trzeba się natrudzić, by pokazać ich z nieco innej strony.

 

Nie spamiętałam imion bohaterów. To mnie pokonało. W pamięć wbił mi się tylko Pęcherz. To było jedno z najbardziej oryginalnych imion. Niespecjalnie też pasowało mi do członków plemienia wojowników. Było śmieszne, ale nie będę się o to czepiać. Nie wiem w sumie, jakie imiona nadawano Aztekom.

 

Historia Ameryki Południowej, którą przedstawił Wojciech Zembaty, różni się od tej, jaką poznaliśmy w szkole. Plemiona, które miały zostać wybite, żyją i mają się całkiem dobrze. Biali ludzie nie mogli ich wybić, gdyż powstrzymała ich tajemnicza zaraza. Nie ma też Azteków, są za to inne ludy, które nie porzuciły zwyczaju składania krwawych ofiar. Mało tego, w kopalniach mieszkają istoty, z jakimi nikt nie chciałby się spotkać.

 

Czytelnicy poznają historię z perspektywy kilku bohaterów. Nie bójcie się jednak, że będziecie czuć się zagubieni w trakcie lektury. Autorowi udało się zapanować nad tym, co się dzieje. Stworzył niezwykle klimatyczną powieść, która na pewno zapada w pamięć. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Bywały tu co prawda nieco przydługawe fragmenty, ale jestem w stanie przymknąć na nie oko. W końcowej ocenie Dymiące zwierciadła wypadają całkiem nieźle. Klimatem nieco przypominają Apocalypto, więc jeśli oglądaliście film, możecie przeczytać tę książkę. Powinna przypaść wam do gustu. Wojciech Zembaty naprawdę stanął na wysokości zadania. Za sprawą jego historii czytelnicy przenoszą się w czasie i wraz z bohaterami przeżywają ich radości i smutki.

 

Powieść ocieka krwią, jest brutalna i mocna. W tej historii życie i śmierć nieustannie się przeplatają. Aztekowie zostali niemal zapomniani, jednak ich zwyczaje pozostają nadal żywe. Czytając o nich, czułam na rękach gęsią skórkę. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kolejny tom cyklu. Kiedy tylko pojawi się na rynku wydawniczym, na pewno po niego sięgnę.

 

Trudno jest napisać coś oryginalnego. Wojciechowi Zembatemu się to udało. Jego powieść zapada w pamięć i jest zapowiedzią dobrego fantastycznego cyklu. Muszę przekonać się, czy Koniec pieśni jest równie ciekawy. Czy polecam Głodne słońce. Dymiące zwierciadło? Tak. Myślę, że najbardziej ta powieść przypadnie do gustu fanom nietuzinkowej literatury fantasy, w której nie ma elfów i krasnoludów. Również osoby interesujące się historią powinny znaleźć tu coś dla siebie.

Brzoza

Korzeni gatunku, współcześnie określanego mianem fantastyki, należy doszukiwać się w mitologii. Wielu twórców fantasy pełnymi garściami czerpało inspiracje ze spuścizny minionych wieków. Tacy giganci literatury jak Robert E. Howard, J.R.R. Tolkien czy Howard P. Lovecraft w swej twórczości nie ograniczali się jedynie do wykorzystania mitologicznych archetypów, ale poszli o krok dalej, tworząc światy i cywilizacje posiadające własne mity kosmogoniczne, teogoniczne, antropogenetyczne i ajtiologiczne. Niestety, autorzy fantasy bardzo rzadko zapuszczają się poza "sprawdzone" ramy mitów z kręgu indoeuropejskiego. Dowód? Fani fantastyki bez problemu przywołają tytuły nawiązujące do mitologii słowiańskiej, celtyckich legend i nordyckich podań, lecz konia z rzędem temu, kto wymieni dowolną książkę odwołującą się do tradycyjnych japońskich i indiańskich wierzeń. Z tym większym uznaniem należy potraktować powieść "Głodne Słońce. Dymiące zwierciadło" pióra Wojciecha Zembatego, która ukazała się dzięki wydawnictwu Powergraph.

 

W swoim najnowszym dziele Wojciech Zembaty przenosi czytelników do Ameryki Łacińskiej, której rodowici mieszkańcy za sprawą tajemniczej Klątwy zdołali oprzeć się inwazji konkwistadorów z Europy. Akcja powieści rozgrywa się kilkaset lat po tych wydarzeniach. Na gruzach państwa Azteków wyrosła cywilizacja Kruzów - wojowniczego ludu, który podporządkował sobie część indiańskich plemion tworząc Odrodzone Przymierze, czyli federację miast - państw, spajaną przez krwawą religię, wspomnienie o białych demonach zza morza oraz osobę władcy Quinatzina. Zamiarem młodego i ambitnego monarchy jest definitywne podbicie sąsiednich ludów, a zwłaszcza mieszkańców Tlaszkali, bronionych przez łańcuch umocnień zwanych Labiryntem i znakomitego dowódcę, generała Szaratangę. Na tle głównych zmagań rozgrywają się losy innych bohaterów: tchórzliwego księcia Tennoka, walecznego niewolnika Harana, królowej Leyre, oraz rywalizacja pomiędzy tajemniczymi kastami: Zakonem Kretów z Tlaszkali oraz Kapłanami kultu Tezcatlipoki z Odrodzonego Przymierza.

 

Olbrzymim atutem książki Wojciecha Zembatego jest wykreowany przez niego świat. Nie chodzi tu tylko o "świeżość" tematu, ale znakomite, pełne szczegółów odwzorowanie realiów życia Indian, ich kultury, religii i strategii wojennej. Plastyczne, bardzo szczegółowe opisy pozwalają czytelnikom być świadkami składania krwawych ofiar, politycznych spisków, militarnych zmagań oraz skrytobójczych zamachów. Widać pisarski kunszt Autora, który przy tworzeniu swojego działa, kolokwialnie mówiąc "przyłożył się" do researchu. Gdyby nie fantastyczne elementy, "Dymiące zwierciadło" można by uznać za świetny przykład literatury historycznej.

 

W przeciwieństwie do wielu książek fantasy, wątki nadprzyrodzone w powieści Wojciecha Zembatego nie stanowią sedna fabuły. Owszem, nadal jest to historia alternatywna w której konkwistadorom nie udało się podbić indiańskich plemion, jednak pozostałe elementy fantastyczne (potwory zwane Zjadaczami czy tajemnicza kopalina braazatal) stanowią ważne, lecz nie najważniejsze części "Dymiącego zwierciadła". Czytelnicy, którzy oczekują ziejących ogniem smoków i czarodziejów strzelających piorunami z różdżek mogą się poczuć będą zawiedzeni, lecz miłośnicy realizmu okraszonego subtelnymi wątkami mitologicznymi z pewnością będą zachwyceni.

 

Niestety, w beczce miodu zawsze pojawia się łyżka dziegciu. Pierwszą z nich jest liczba postaci, wątków oraz skomplikowane relacje między nimi. Sprawia to, że pierwsze kilkaset stron "Głodnego Słońca" przypomina rozstawianie figur na szachownicy. Ukazanie bohaterów, ich historii oraz motywacji zajmuje mnóstwo miejsca, zaś właściwa akcja powieści rozkręca się bardzo powoli, co mniej wytrwałych czytelników może zniechęcić do dalszej lektury. Ambiwalentne uczucia może wzbudzać także język, jakim jest napisana książka. Mowa tu przede wszystkim o współczesnym słownictwem, a zwłaszcza wulgaryzmach. Nie jestem przeciwnikiem "mocniejszych słów" w literaturze, pod warunkiem, że czemuś służą. W przypadku "Dymiącego zwierciadła" Wojciech Zembaty zdecydowanie przesadził z liczbą oraz formą wyzwisk, wśród których dominują...(oszczędzę Wam szczegółów). Widać tu niekonsekwencję Autora, ponieważ zastosowane przez niego współczesne inwektywy kłócą się z pewną archaizacją języka Indian, czego efektem jest językowy chaos. W książce pojawia się również całkowicie dla mnie niezrozumiały fragment dotyczący...polskiej szermierki.

 

Podsumowując, "Głodne Słońce. Dymiące zwierciadło" Wojciecha Zembatego stanowi świetny, choć nie pozbawiony wad przykład literatury fantasy. Ukazany z rozmachem świat, bohaterowie "z krwi i kości" oraz świeża tematyka przykrywają wspomniane wady książki i pozwalają się cieszyć lekturą. Z niecierpliwością czekam na drugi tom cyklu, który ma nosić tytuł "Ołtarz i krew".

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial