Okładka wydania

Lawendowy Pokój

Kup Taniej - Promocja

Dodatkowe informacje


Oceń Publikację:

Książki

Fabuła: 100% - 1 votes
Akcja: 100% - 1 votes
Wątki: 100% - 1 votes
Postacie: 100% - 1 votes
Styl: 100% - 1 votes
Klimat: 100% - 1 votes
Okładka: 100% - 1 votes
Polecam: 100% - 1 votes

Polecam:


Podziel się!

Lawendowy Pokój | Autor: Nina George

Wybierz opinię:

AnnaPotuczko

Do sięgnięcia po daną książkę przekonuje mnie zwykle jeden z kilku elementów: niezapomniana okładka, chwytliwy tytuł, interesujący opis lub przychylne opinie innych czytelników. Mało kiedy trafiam na tytuł, który przyciąga wszystkim, a powieść Niny George to jeden z tych wyjątków - dodam, że wyjątkowych. Już od pierwszego zerknięcia na to piękne pole lawendy wiedziałam, że ta pozycja będzie moja. Tytuł też taki lawendowy, opis zachęcał, a po pierwszych recenzjach zupełnie straciłam głowę. W końcu uległam i na parę dni zamieszkałam w "Lawendowym pokoju".

 

Nie lubię pisać o treści książek, bo zwykle wtedy odnoszę wrażenie, że zdradzam aż za dużo. Dlatego tym razem bardziej skupię się na tym, co czułam, kiedy czytałam tą książkę i czym mnie urzekła.

 

Historia głównego bohatera to temat, który nie po raz pierwszy przewija się w literaturze. Kobieta, która odeszła i złamane męskie serce. Wspomnienia, które nie dają żyć i przytłaczające obrazy z przeszłości, które wracają w najmniej spodziewanym momencie - to wszystko zamknięte w małym pokoju o ścianach koloru lawendy.

 

Bohaterowie "Lawendowego pokoju" to zbieranina różnych ludzi, których łączy posiadanie określonej pasji. Większość z nich czyta też książki i z nich, dzięki cennym radom Jeana Perdu, czerpie pokrzepienie. Mamy trochę klasycznych książkowych postaci - wścibskie i plotkujące baby, które jednak da się polubić, zagubionych oraz jeszcze bardziej zagubionych i artystów cierpiących na brak weny. Jedni potrafią gotować, inni nie, natomiast każdy ma jakiś problem, któremu musi stawić czoło.

 

Nina George w swojej opowieści używa bardzo plastycznego języka, który sprawia, że podczas lektury w głowie same pojawiają się kolejne sceny. Do tego opisuje przyrodę i krajobrazy tak cudowne, że przez większość czasu czytałam te opisy po dwa razy, tak bardzo mi się podobały. Ale nie tylko piękne widoczki przypadły mi do gustu. Cała opowieść jest tak przyjemna i ciepła, że w ogóle nie czułam się zmęczona czytaniem, a lekki styl autorki to kolejny plus tej książki.

 

Nie było postaci, która by mnie irytowała czy wywołała jakieś negatywne odczucia. Wszystkich bohaterów od razu polubiłam - markotnego pisarza-debiutanta z mojego rocznika i tego dziwnego protagonistę/aptekarza/rzecznego sprzedawcę książek, nawet wielką nieobecną, która pojawiała się tylko we wspomnieniach i jako narratorka pamiętnika. Tu muszę wspomnieć, że te nieliczne fragmenty wpisów z dziennika i listy tylko wzbogacają i tak barwną już fabułę.

 

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie mówi opis, a która wydaje mi się bardzo istotna - cała ta historia opowiada o podróży ze stolicy Francji do Prowansji. Towarzyszy jej pyszna francuska kuchnia charakterystyczna dla tego pięknego regionu, mnóstwo fajnych książek, dwa kochane koty - Kafka i Lindgren, słynne francuskie wina z pobliskich winnic i pola lawendy. Lawenda w jedzeniu, na ścianach pokoju; jej wyjątkowy zapach i soczysty fioletowy kolor..

 

"Lawendowy pokój" to barwna i pachnąca opowieść o radzeniu sobie ze swoją bolesną przeszłością i podejmowaniu niełatwej walki o spokojną przyszłość. Catherine, jedna bohaterek wykreowanych przez Ninę George, powiedziała parę słów, które idealnie opisują całą tą książkę i są jednocześnie wartościową wskazówką dla każdego, kto nie chce niczego żałować i żyć pełnią swojego życia:

„Każdy człowiek ma taki swój wewnętrzny pokój, w którym czają się demony. I dopiero kiedy go otworzy i stawi im czoła, będzie naprawdę wolny." s. 319

 

Na końcu znajdziemy parę przepisów na aromatyczne dania kuchni prowansalskiej i spis wszystkich książek, które przewinęły się w rozmowach bohaterów powieści. Pierwsza wymieniona przez Jeana Perdu książka to "Rok 1984" Orwella, a ponieważ uwielbiam tą historię to byłam podwójnie dobrze nastawiona do dalszego czytania. I nie zawiodłam się.

Ruda Recenzuje

Jean Perdu uwielbia książki, które sprawiają, że po odejściu ukochanej łatwiej mu oddychać i akceptować rzeczywistość. Swoją miłością do papierowych historii zaraża i leczy pacjentów jego pływającej „Apteki Literackiej". Sam niestety wciąż nie znalazł dla siebie lekarstwa. Czy przeczytany po wielu latach list będzie wstępem do nowego życia?

 

Nina George zbudowała fabułę na ciekawej, dobrze zapowiadającej się i nieco tajemniczej historii. Jej bohater to zmęczony życiem, wycofany i niezbyt towarzyski pięćdziesięciolatek. Wydaje się, że jego egzystencja opierała się na miłości do ukochanej, a kiedy tej zabrakło, mężczyzna całkowicie stracił zapał do życia. Otaczająca go tęsknota i melancholia na dłuższą metę stały się dla mnie jednak zbyt przytłaczające. Każdy z nas inaczej radzi sobie z rozstaniem, cierpieniem, czy żałobą. Być może problemem stała się dzieląca nas różnica wieku, być może chodziło właśnie o tę różnicę w pojmowaniu i odczuwaniu. Nie do końca potrafiłam zrozumieć, że rozpamiętywaniu i zadręczaniu się można oddać najlepsze lata życia, zupełnie zamknąć się na innych i na swój sposób wyłączyć. Tak mi szkoda tego pana Perdu!

 

„Kochanie i niekochanie powinny być jak kawa i herbata. Trzeba mieć wybór. Bo jak inaczej moglibyśmy przeboleć stratę tych, którzy umarli, albo tych, których straciliśmy?"

 

W tym smutku i melancholii doszukiwałam się prawdy o życiu i miłości, ani razu nie twierdząc, że jedno bez drugiego ma jakieś znaczenie. Próbowałam zrozumieć, co próbuje przekazać autorka i nie jestem pewna, czy do końca mi się to udało. Pod pierzynką wielu pięknych i niezwykle mądrych słów przemycała wciąż te nie do końca wiarygodne dla mnie bajki o miłości, która może uczynić nasze życie piękniejszym, albo zupełnie je zniszczyć. Ten problem cały czas powraca w moich refleksjach- czy, jeśli nie przeżyłam tego, co pan Predu, to znaczy, że nie potrafię kochać tak mocno? Czy może nie przeżyłam podobnej miłości? Próbowałam doszukiwać się podobieństw i różnic między nami, choć na dłuższą metę wcale nie wpływało to na moją sympatię do bohatera. Czy go polubiłam? Może trochę, zabrakło mi jednak w nim tej radości i życiowej energii oraz pasji, która nie wywodziłaby się z nostalgii i odrętwienia.

 

Niezwykle za to podobało mi się czytanie książki o książkach. Rozmowy o autorach, cytaty, literackie podróże. Wplecenie tych wątków w fabułę naprawdę mnie urzekło, odebrałam to, jako dosyć oryginalne i pomysłowe rozwiązanie. Ja również uwielbiam książki, choć nie żyję tym uczuciem, jak pan Perdu. Chciałabym jednak, żeby kiedyś, w którejś księgarni, ktoś potrafił mnie uleczyć papierową historią, podobnie jak robił to właściciel „Apteki literackiej". Tylko, że tej jego pasji wciąż było dla mnie za mało- to mi zwyczajnie nie wystarczało.

 

„Perdu chciał, by poczuła się, jak w gnieździe. Chciał, by poczuła nieskończoność, jaką oferują książki. Ich nigdy nie zabraknie. I nigdy nie przestaną kochać swojego czytelnika. Wobec wszystkiego, co nieobliczalne, są jedynym elementem, na którym można polegać. Wobec życia, wobec miłości. Także po śmierci".

 

Mam wrażenie, że bohater na moich oczach dojrzewał, choć brzmi to trochę nieprawdopodobnie biorąc pod uwagę, że przecież skończył 50 lat. Nina George zdaje się (na szczęście) postrzegać tę kwestię trochę inaczej. Każda kolejna kartka to krótka historia o tym, że na zdobywanie wiedzy nigdy nie jest za późno, zwłaszcza, kiedy te nauki dotyczą nas samych. Ta historia to lekcja pozwalająca panu Perdu uświadomić sobie, gdzie popełnił błąd, w którym momencie zawinił. Całe szczęście, że autorka zostawia nam trochę nadziei na lepsze jutro. Cóż zrobilibyśmy bez niej?

 

„Człowiek dziwaczeje, kiedy nie ma, kogo kochać, a w każdym nowym uczucia odzywa się najpierw to stare. Już tacy jesteśmy".

 

Nie ukrywam, że byłam niezwykle ciekawa tego „Lawendowego pokoju", którego obrósł już w legendy. Teraz, kiedy jestem po lekturze i walczę ze swoimi mieszanymi uczuciami, zastanawiam się, o co tyle szumu. Owszem, fabuła była dosyć interesująca, a zaoferowana nam podróż, przede wszystkim przez swoje myśli, zgrabnie i mądrze napisana. Co nieco zrozumiałam, trochę się nauczyłam, uwierzyłam także, że zawsze można w jakiś sposób naprawić swoje błędy. Polubiłam także te kulinarne przepisy, porozmyślałam przez chwilę o miłości i jej miejscu w naszym życiu, zachwyciłam się pięknymi cytatami. Ale to wciąż za mało. „Lawendowy pokój" to książka dobra, ale według mnie niewyróżniająca się szczególnie. Bez większego smutku odłożę ją na półkę, czasem tylko z przyjemnością zerkając na piękną okładkę.

 

Komentarze

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial