Ojciec (2011)

Opis:

"Ojciec" jest drugą książką autora napisaną pod pseudonimem Karol Arentowicz. W pierwszej, „Bajkach dla niektórych dorosłych", opis zdarzeń prowadził przede wszystkim do pytań o człowieczeństwo; w drugiej Arentowicz idzie o krok dalej: pyta o jego ź r ó d ł a.

 

Autor jest doktorem nauk humanistycznych. Ukończył studia na filologii angielskiej, a następnie przez kilkanaście lat pracował w Polskiej Akademii Nauk. Rozczarowanie jałowością badań i zależnościami w zawodowej hierarchii spowodowało, że rozstał się z nauką. Przez kilka lat pracował w korporacji, potem zajmował się doradztwem personalnym i badaniami ewaluacyjnymi.
Jak wyznaje, pisze tylko o tym, co uważa za istotne. Oprócz „Ojca" i „Bajek" wydał – pod innym pseudonimem – jeszcze dwie inne książki.

 

***

Drogi Czytelniku,
ta książka wzięła się z mojej wewnętrznej potrzeby: od wielu lat zastanawiałem się nad tym, jakim ojcem byłem dla mojej córki w czasach jej dzieciństwa, aż w końcu postanowiłem to opisać. Dla siebie, dla niej, dla innych. Dlaczego? W życiu chyba każdego człowieka nadchodzi czas podsumowań, kiedy chce się samemu sobie odpowiedzieć na pytania: „jak żyłem?", „co mogłem zrobić lepiej?", „co zostawiam po sobie innym?", „jaki sens miało moje życie?"... Dla osoby wierzącej kwestie te nie są może tak ważne – ona żyje „ku w ł a s n e j wieczności", a poczucie sensu czerpie z zewnątrz. Dla mnie najistotniejsze jest pytanie: czy moja córka będzie miała szczęśliwe życie? To ono właśnie sprawiło, że zacząłem się zastanawiać nad rolą ojca w formowaniu charakteru – i przyszłości – dziecka.
Nie ograniczyłem się do opisu własnych przeżyć – sięgnąłem również po najbardziej skrajne przypadki z historii, znane nam wszystkim. Hitler, Stalin i Jezus także przecież kiedyś byli dzie
mi (które miały swoich ojców). Znając ich losy, możemy zrozumieć więcej.
Tytuł książki mógłby sugerować, że uważam ojca za najważniejszą postać w życiu każdego człowieka. Tak oczywiście nie jest. Większy wpływ mogą na nas wywrzeć inne osoby obecne w naszym dzieciństwie: mama, babcia, wujek. W moim przypadku tak właśnie było. Ale sam jestem „tylko" ojcem i o tej roli najwięcej mogę powiedzieć. C h c ę powiedzieć...
Dziękuję Basi za podzielenie się ze mną swoją pamięcią.

Karol Arentowicz
Agnieszce

***

 

Ta niepozorna książeczka porusza sprawy ważne dla każdego z nas: dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy? Co sprawia, że niektórzy ludzie są dobrzy i ciepli, a inni „bezinteresownie nieżyczliwi"? Dlaczego niektórzy ludzie tryskają optymizmem, a inni mają skłonność do załamywania się czy wpadają w depresję? Jak rodzi się syndrom pełnej lub pustej do połowy szklanki?
Autor stawia też inne pytania, których sobie z pewnością na co dzień nie zadajemy: kto był odpowiedzialny za największe zbrodnie w dziejach ludzkości? Kto okazał się najważniejszym człowiekiem w historii? Jakim ojcem byłby Bóg?
Odpowiedzi wcale nie są oczywiste; nie tylko zaskoczą większość Czytelników, ale zapewne skłonią ich także do refleksji, która może wpłynąć zarówno na życie ich samych, jak i wielu innych ludzi.

 

Spis rozdziałów:

 

Mój ojciec
Ojcowie przeklęci
Bóg Ojciec
Dziedzictwo
Ja – ojciec

 

Temat książki

 

Analiza dzieciństwa Hitlera, Stalina, Jezusa i własnego prowadzi autora do pytań o wpływ ojca na rozwój osobowości dziecka i kształtowanie się jego przyszłych życiowych losów.

 

Fragmenty pierwszego rozdziału

 

[...] Moje najwcześniejsze wspomnienie pochodzi z pewnego pochmurnego, jesiennego dnia, w którym miałem trzy lata, cztery miesiące i dziewiętnaście dni. Obraz utrwalił mi się tak wyraźnie, że mogę go sobie wyświetlać przed oczami w dowolnym momencie. Upływ czasu w ogóle go nie zaciera, niczego w nim nie zmienia. Stoję pośród drzew i z odległości kilkunastu metrów patrzę na drewniany dom, o którego ścianę oparte jest wieko trumny.
Chyba nie płakałem wówczas – nie przypominam sobie smutku czy łez. W tym wieku nie rozumie się jeszcze śmierci. Może zresztą powiedziano mi, że wujek Władek musiał po prostu dokądś wyjechać. Niczego innego nie pamiętam z tego dnia – tylko ów obraz. Mnóstwo lat musiało minąć, abym uświadomił sobie – całkiem niedawno – że w ten grudniowy poranek pochowany został ktoś, kto być może odegrał najważniejszą rolę w całym moim życiu [...]
Nie zapamiętałem wujka Władka, zapamiętałem dzień jego pogrzebu. Wszystko, co o nim wiem pochodzi z opowieści mojej starszej o kilka lat siostry, z nielicznych wyblakłych fotografii. Nie mam już kogo o niego spytać – wszyscy dorośli wówczas świadkowie mojego dzieciństwa odeszli [...]
Gdy dziś pytam siostrę o jej wspomnienia z tamtego okresu, wracają do niej – mówi mi – z taką wyrazistością, jakby wszystko wydarzyło się wczoraj, nie kilkadziesiąt lat temu:

 

Pamiętam, że kiedy byłam już trochę większa, babcia często zostawiała mnie na werandzie, zagrodziwszy uprzednio zejście po stopniach, abym nie mogła się stamtąd wydostać. Nie cierpiałam tego. Wyrzucałam wszystkie zabawki poza drewnianą drabinkę oddzielającą mnie od wolności. Chciałam biegać po podwórku, rozmawiać z Hanią zza płotu, przyglądać się, jak wujek wymienia w ramie okiennej pękniętą szybę. On na szczęście zwykle się zjawiał i wyzwalał mnie z werandowej niewoli. „O, Basiu – mówił – a co ty tu biedna tak sama siedzisz? Chodź, pójdziemy na spacer". I szliśmy.
Najbardziej lubiłam spacery po lesie, szczególnie latem, tuż po obfitym deszczu. W poprzek ścieżek płynęły strumyczki wody, tajemniczo pojawiające się i ginące pod krzaczkami jagód. Ściółka pod stopami mówiła ciche „bulk-bulk", a wokół nas – w odległości dwudziestu – trzydziestu metrów – unosił się nad ziemią biały opar, który zawsze uciekał przede mną, kiedy próbowałam go dogonić. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale w milczenie popadaliśmy z rzadka, chyba jedynie po to, aby się nad czymś zastanowić. Czasem wujek sam z siebie zaczynał mi opowiadać jakąś historię. Wszystkie jego opowieści były dla mnie fascynujące – nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek poczuła się znudzona. Przeciwnie. Mimo że bolały mnie nogi, chciałam iść dalej i słuchać tych – wiem to teraz – niezwykłych zwykłych historii o ludzkich losach.
Czasem zamiast do lasu szliśmy na pobliską stację kolejową. To też była dla mnie nie lada atrakcja (tak, wiem, że dzisiaj to brzmi dziwnie). Siadaliśmy na ławeczce i obserwowaliśmy jadące to w tę, to w tę pociągi. Towarowe, zwykłe osobowe, czasem nawet – jak mieliśmy szczęście – pośpieszne. Wujek opowiadał mi historię ich podróży, mówił skąd i dokąd jadą, kogo i co wiozą, jak jest tam, gdzie mieszkają ci inni ludzie, po co pojechali tak daleko, dlaczego mają takie duże walizki.
Kiedy pociągi wtaczały się na jeden z dwóch torów przy peronie pierwszym, zgiełk był taki, że nie dało się rozmawiać. Początkowo bardzo się go bałam, ale z czasem oswoiłam się z nim. Wujek przerywał swoją opowieść i podejmował ją dopiero wówczas, kiedy hałas zrobił się mniej dokuczliwy i nie zmuszał go do podnoszenia głosu. Wujek nigdy nie podnosił głosu. Ja w każdym razie nigdy tego nie słyszałam.
Niekiedy za płotem naszego domu pojawiał się pasterz kozy. Wiem, że to określenie brzmi dziwnie, ale do dzisiaj tak właśnie o nim myślę: „pasterz kozy". Nie pamiętam, w jakim był wieku, ale wydawał mi się wówczas „ogromnie stary". Wujek zapraszał go na werandę, a on wbijał w ziemię palik, do którego przymocowany był długi sznurek, przywiązywał drugi koniec do obróżki na szyi kozy i zostawiał zwierzę wśród bujnych traw na skraju lasu. Weranda nie była dla mnie wówczas niewolą, a stawała się najbardziej pożądanym miejscem na ziemi, z którego babcia nie była w stanie mnie wyciągnąć – ni prośbą, ni groźbą. Nawet zabawa z moją ulubioną koleżanką, Hanią, córką sąsiadów, schodziła na dalszy plan. Mogłam godzinami siedzieć na ławce obok wujka, albo na drewnianym podeście schodów, i wsłuchiwać się w opowieści obu mężczyzn. Była w nich jakaś magia, porównywalna z tą, jaką wiele lat później odnalazłam w historiach opowiadanych przez niektórych południowoamerykańskich pisarzy. Podczas tych spędzanych na werandzie godzin zapisywał się we mnie dawny, odchodzący świat – dla wujka i dla pasterza kozy zwykły, lecz dla mnie – pełen tajemnic, niemal baśniowy. Żadne czytane mi przez rodziców bajki nie rozbudzały chyba tak mojej wyobraźni jak te werandowe historie.
Potem pojawiłeś się ty i wujek przestał mieć dla mnie tyle czasu, co poprzednio. Na początku byłam tym rozżalona, choć bardzo starał się mi wytłumaczyć, że teraz musi się zajmowa
nami obojgiem. Zaczęłam coraz więcej czasu spędzać z Hanią – bardzo się wówczas do siebie zbliżyłyśmy. Z tego co pamiętam, nie chciałam z wami chodzić na spacery do lasu czy na stację. Chyba dlatego, że chodziłeś zbyt wolno...

 

 

Wywiad z autorem: http://www.sztukater.pl/wywiady/item/4376-karol-arentowicz.html

 

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Okładka wydania:

Ojciec (2011)

Dodatkowe informacje:

  • Autor: Karol Arentowicz
  • Tytuł Oryginału: Ojciec
  • Gatunek: Filozofia
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 98
  • Rok Wydania: 2011
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 130 x 190 mm
  • ISBN: 9788362734030
  • Wydawca: IMG Partner
  • Oprawa: Miękka

Podziel się!


Oceń Publikację:

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial