Tuwim. Wylękniony Bluźnierca

Opis:

Opis książki

Nazywano go księciem poetów, debiut porównywano do debiutu Adama Mickiewicza, a dzieło jego życia Kwiaty polskie zestawiano z Panem Tadeuszem. Napisał wiele wierszy i piosenek, które przeszły do legendy: Miłość ci wszystko wybaczy śpiewaną przez Hankę Ordonównę, Grande Valse Brillante w wykonaniu Ewy Demarczyk, Wspomnienie z muzyką Czesława Niemena. Jego Ptasie radio i Lokomotywa do dziś nie mają sobie równych w polskiej literaturze dziecięcej, Bal w Operze wciąż na nowo i z tą samą precyzją opisuje rzeczywistość Polski. A muzycy punkowi odkryli Tuwima anarchistę i alterglobalistę. Autor opisuje meandry losu i kulisy twórczości Juliana Tuwima – poety, tekściarza kabaretowego, tłumacza, bibliofila, kolekcjonera, badacza i popularyzatora dziejów kultury.

 

O Autorze:

Mariusz Urbanek (ur. 1960) publicysta i pisarz. Autor kilkunastu książek, m.in. biografii generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego – Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie (1991), Leopolda Tyrmanda – Zły Tyrmand (1992), Stefana Kisielewskiego – Kisiel (1997), Juliana Tuwima – Tuwim (2004), Jerzego Waldorffa - Waldorff. Ostatni baron Peerelu (2008), Władysława Broniewskiego – Broniewski. Miłość, wódka, polityka (2011), Brzechwa nie dla dzieci (2013) oraz wyboru felietonów publikowanych w miesięczniku „Odra" - Przecieki niekontrolowane (2001).

Jest także autorem dwóch tomów bajek – Mostek czarownic. Baśnie wrocławskie (1996) i Baśnie dolnośląskie (2005), satyrycznej historii Wrocławia – Zrób sobie Wrocław (1997, z ilustracjami Tomasza Brody) oraz subiektywnego przewodnika – Dolny Śląsk. Siedem stron świata.

 

Fragment

W takiej aurze jak pikadorczycy, debiutowali w polskiej poezji wyłącznie romantycy. Poprzedzani burzą protestów i sporów, ale potem witani w przyklęku jako odnowiciele poezji. Świadomi swojej wartości i rangi. A wśród nich największy, porównywany do samego Adama Mickiewicza, ten, który miał przejąć berło księcia poetów – Julian Tuwim.

 

Pikadora wymyślili Tadeusz Raabe i Antoni Słonimski, jadąc tramwajem (Raabe zapamiętał, że był to tylny pomost „trójki", Słonimski, że przednia platforma tramwaju numer 17) z placu Krasińskich na plac Unii Lubelskiej w Warszawie. Raabe, przyszły adwokat, który czas wielkiej wojny spędził w Rosji, opowiadał Słonimskiemu, koledze ze szkoły, o bujnym życiu literackim Moskwy i Piotrogrodu.

 

– A gdyby i u nas [założyć] taką kawiarnię – powiedział któryś, gdy dojeżdżali do Ogrodu Saskiego – taki otwarty klub poetów?
Słonimski zaproponował do komitetu organizacyjno-wykonawczego przyszłego kabaretu i kawiarni poetyckiej – oprócz obu pomysłodawców – jeszcze Leszka Serafinowicza, który później zmienił nazwisko na Jan Lechoń, i... Juliana Tuwima, „którego bezpośredni udział Słonimski uważał za konieczny" – wspominał Raabe.

 

Znali się od jakiegoś czasu. Od roku, może nawet nieco dłużej, pisywali teksty dla tych samych kabaretów. Tuwim jako Roch Pekiński, Słonimski jako Pro-Rok. Tuwim odezwał się pierwszy:

 

– Cóż mi się pan tak przygląda? Jeśli dziwi pana, że mam taką dużą myszkę na twarzy, to mogę pana zapewnić, że gdybym się bez niej urodził, odebrałbym sobie życie.

 

„Facet nie jest zły" – pomyślał Słonimski. Poszli razem na kolację, a potem przez czterdzieści kolejnych lat spierali się, kto za nią zapłacił. „Pamiętasz, jak Cię w «Gastronomii» karmiłem rybą w galarecie i pod majonezem?" – pisał Tuwim do przyjaciela jeszcze w 1946 roku. Po kolacji trafili do pokoju wynajmowanego przez Tuwima w kamienicy na Foksal. Tam przeczytał Słonimskiemu Wiosnę, potem Słonimski jemu swoje sonety. „No i tak się zaczęło to wieloletnie obłędne chodzenie razem, z Lechoniem na trzeciego" – wspominał Słonimski. – „W poezji bliższy mi był Lechoń, za to w szaleństwach dowcipu, w absurdach i nonsensach Tuwim był niezastąpiony. Śmieszyliśmy się nawzajem aż do łez i bólu brzucha".

 

Żeby namówić Tuwima do współpracy, Raabe pojechał do Łodzi. W mieszkaniu przy Świętego Andrzeja wytłumaczył ślicznej panience w szkolnym mundurku, która otworzyła mu drzwi (okazała się siostrą poety), z czym przychodzi, a ona kazała na brata zaczekać. Gdy Julek przyszedł, wysłuchał opowieści o planowanym kabarecie, a potem zapytał:

 

– Pan poeta? Niech pan posłucha...

 

Wyciągnął z kieszeni zwitek papierów i zaczął czytać wiersze. Może przez kilkanaście minut, może przez godzinę, tego Raabe nie zapamiętał. Tuwim „dyrygował swoje wiersze, rozwijał ich treść batutą gestów, rytmem ciała, błądzącym spojrzeniem niewidzących oczu, gorącem oddechu, natchnieniem bijącym z jego ekstatycznej twarzy" – wspominał. A potem zgodził się przystąpić do kabaretu.

 

Zgodę na otwarcie Kawiarni Poetów „Pod Picadorem" musiało wydać rządzące wtedy w Warszawie wojsko, które przejęło władzę z rąk Niemców. Podporucznik Felsztyński z komendantury miasta jedną ręką napisał na podaniu „Zezwala się" i przybił urzędową pieczęć, drugą wręczył „kolegom poetom" kajet z własnymi, grafomańskimi wierszami. Kawiarnia powstała na Nowym Świecie pod numerem 57, gdzie wcześniej egzystowała należąca do niejakiego pana Życkiego zawsze pustawa i ledwo dysząca mleczarenka. Właściciel (producent kefiru, którego Tuwim szybko przechrzcił na Kefirzyckiego) niewiele miał do stracenia, więc łatwo zgodził się na ryzyko współpracy z szalonymi poetami. „Umowa zostaje błyskawicznie zawarta pod wysuniętym przez nas hasłem: pańskie kawy – nasze wejścia" – wspominał Tadeusz Raabe. Lokal trzeba było tylko wyremontować i odmalować. Efekt był równie rewolucyjny jak pomysłodawcy. „Ściany obmalowane przez Świdwińskiego i Witkowskiego szalały barwami, skłębieniem półpostaci i ćwierćtwarzy, dwudomów i sześciodachów..." – pisał Tuwim.

 

Wymyślili kabaret, gdy Polski jeszcze nie było. Otwierali Pikadora już w pijanej wolnością Warszawie, która właśnie rozbroiła niemieckich żandarmów, przywitała wracającego z Magdeburga Józefa Piłsudskiego i szykowała się do przejęcia władzy z rąk wojskowych.

 

A władza dosłownie i w przenośni leżała wtedy na ulicy. 29 listopada 1918 roku, w dniu inauguracji kawiarni Pod Picadorem Leszek Serafinowicz, Antoni Słonimski i Julian Tuwim ogłosili odezwę zaczynającą się jak wezwanie do obrony ojczyzny: „Rodacy!", a w niej otwarcie „Wielkiej Kwatery Głównej Armii Zbawienia Polski od całej współczesnej literatury ojczystej", czyli „sumienia młodej Warszawy artystycznej", czyli „samoobrony materialnej poetów przed wyzyskiem wydawców, dyrektorów teatrów itp. kabaretów", czyli Pikadora. Precz z Teatrem Rozmaitości i z cukiernią Lourse'a, pisali. Precz z Towarzystwem Zachęty Sztuk Pięknych, filharmonią i „Stylowym", niech żyją Serafinowicz, Słonimski i Tuwim, niech żyje wejście za 5 marek. „My z Leszkiem harowaliśmy głównie nad sprawami organizacyjnymi – na Antoniego i Julka spadł ciężar opracowania programu pierwszego wieczoru" – wspominał Raabe. Słonimski zaprojektował ponadto afisz Pikadora. Po latach napisał, że byłoby fałszem twierdzenie, że chcieli wznowić tradycję krakowskiego Zielonego Balonika: po prostu nie bardzo mieli gdzie drukować swoich wierszy.

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Okładka wydania:

Tuwim. Wylękniony Bluźnierca

Dodatkowe informacje:

  • Autor: Mariusz Urbanek
  • Tytuł Oryginału: Tuwim. Wylękniony Bluźnierca
  • Gatunek: Biografie i autobiografie
  • Język Oryginału: Polski
  • Liczba Stron: 340
  • Rok Wydania: 2013
  • Numer Wydania: I
  • Wymiary: 155 x 240 mm
  • ISBN: 9788324403271
  • Wydawca: Iskry
  • Oprawa: Twarda
  • Miejsce Wydania: Warszawa

Podziel się!


Oceń Publikację:

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto
  • Zobacz Mini Tutorial