Szymon Adamus

Informacje Personalne:

  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Trójka

    "31.10 Wioska Przeklętych, Halloween Po Polsku Ii"

    "31.10 Księga Cieni, Halloween Po Polsku Iii"

Biografia:

Szymon Adamus - dziennikarz, bloger, pisarz i pasjonata wszystkiego co ma piksele. Na co dzień można go znaleźć na ObywatelHD.pl, blogu o wszystkim co HD, SD i OK. Z przyjemnością użycza też swojego pióra Multi-blogowi, Gazecie, Gry-Online i innym miejscom. W wolnym czasie pracuje nad aplikacjami na iOS i pisze drugą książkę. Pierwsza, „Trójka", jest dostępna w wersji polskiej i angielskiej.

Źródło: multi-blog.pl/o-autorach

Wywiad:

POTRZEBUJĘ ZMIAN, NIE MOGĘ POPRZESTAĆ NA JEDNYM

Jest Pan autorem opowiadań i powieści...

Co potwierdza wizytówka ;)

Wydawcą...

Staram się rzeczywiście, chociaż nie jestem całkiem samodzielny. Moja rola sprowadza się do tego, że piszę, poprawiam, składam i wrzucam materiał do serwisów sprzedających ebooki. Trochę to trwa, wymaga uwagi, ale korzystam z wygodnych systemów, które znacznie ułatwiają cały proces.

Dziennikarzem...

Tak dziennikarzem, ale przede wszystkim blogerem, bo podobno dziennikarz i bloger to nie jest to samo. Dziennikarz z wykształcenia, z zawodu – specjalista od nowych technologii. Na stałe współpracuję z Gazetą i tworzę mój blog ObywatelHD.pl, na którym każdy może dowiedzieć się jaki telewizor powinien kupić i co piszczy w świecie pikseli. Pisuję również dla magazynów „Logo" i „Stuff". Ostatnio trochę dla „CD-Action". Dla odprężenia wspólnie z kolegą prowadzę również podcast na MasaKultury.pl.

Jest Pan także twórcą gier komputerowych...

To moja nowa miłość. Gry komputerowe zawsze towarzyszyły mi w życiu, podobały mi się i były czymś, co mnie mocno kręciło. Razem z bratem i kolegą stwierdziliśmy, że skoro pierwszy z nich jest programistą, drugi znakomitym rysownikiem i grafikiem (można go znaleźć na blogu Cartoon Wars), a ja piszę i, powiedzmy, znam ten rynek – to nic nie stoi nam na przeszkodzie, żeby samodzielnie zrobić grę. Znaliśmy platformę, na której można robić gry dla sprzętu Apple (iPad, iPhone, iPod Touch) i orientowaliśmy się jak wgryźć się w ten temat. Stwierdziliśmy, że jedyne, co nas może ograniczyć, to nasz strach i czas.

 

Nie chcieliśmy od razu skakać na głęboką wodę, poświęciliśmy dużo czasu na naukę przy IdentiKid, naszej pierwszej grze. Udało się, chociaż produkcja trwała dłużej niż się spodziewaliśmy. Apetyt rośnie w miarę postępu prac, należy więc bezwzględnie sporządzić ścisły harmonogram i potem jak najmniej dodawać, bo inaczej trudno dobrnąć do końca. Nam się w końcu udało. Powstała gra IdentiKid. Wydaliśmy ją, zobaczyliśmy jak to wszystko działa w praktyce (polityka Apple, polityka zatwierdzenia, sprzedaż itd). Postanowiliśmy więc iść za ciosem. Właśnie ukazała się nasza najnowsza gra – Epic Quiz. Bardzo wymagający quiz na temat filmów, gier wideo i sportu. Wydaliśmy też Bridge Bidding Box, bardzo przydatną aplikację dla fanów karcianego brydża. Obecnie pracujemy nad kolejnymi grami. Między innymi znakomitą stylistycznie przygodówką dla dojrzałego odbiorcy.

Powieść „Trójka" którą Pan napisał jest w konwencji science fiction. Dlaczego wybrał Pan ten gatunek? Jest Pan zwolennikiem fantastyki czy raczej potrzebował Pan pretekstu, by zaprezentować te wszystkie gadżeciki i technologie, które Pan uwielbia?

Gadżety to oczywiście ważna kwestia w książce. Jest ich dość sporo, ale nie są oderwane od rzeczywistości. To raczej nowinki techniczne. Zastanawiam się, w którą stronę rozwinie się nauka. Akcja powieści dzieje się w XXII wieku i jestem pewien, że na początku tego wieku wiele z technologii, którymi bawię się w tekście, będzie już przestarzała. Ostatnio czytałem pracę naukową, w której opisano teorię przechwytywania i zamiany sygnałów nerwowych płynących z ludzkiego oka do kory mózgowej. Teoretycznie może to pozwolić na wpływanie na ten mechanizm, zamianę sygnału w to, co chcemy. Jeżeli w mojej „Trójce" mówię o soczewkach kontaktowych zawierających mały ekran, a już dzisiaj mamy podstawy naukowe do tego, żeby omijając w ogóle ludzkie oko wpływać na impulsy nerwowe płynące do mózgu, to w XXII wieku będziemy zapewne dalej niż sięga moja wyobraźnia.
Dojście do takiego punktu może trwać dwieście lat, ale równie dobrze – tylko dwadzieścia. Gadżety w „Trójce" to sprzęt i technologia, o której czytałem i którą lubię, ale nie używam ich, jak scenarzyści filmów z Jamesem Bondem, tylko w charakterze ciekawego dodatku. Starałem się zrobić coś bardziej rzeczywistego i myślę, że mi się udało.

Pytała pani o science fiction. Tak, rzeczywiście zawsze lubiłem ten gatunek i zawsze chciałem napisać taką książkę. Więc po prostu połączyłem jedno z drugim.

I to się harmonijnie złożyło...

Tak, a być może nie wyszłoby tak, gdyby nie urlop w Chorwacji. Pojechaliśmy ze znajomymi dwoma samochodami. Na rewelacyjnych chorwackich autostradach, choć widoki były wspaniałe, okropnie mi się nudziło na siedzeniu pasażera. Właśnie wtedy wymyśliłem jedną ze scen z „Trójki". Tę z wybuchami, satelitą i pościgami :) Po prostu zacząłem pisać tę historię na komórce. W zasadzie cała książka została tak stworzona. Mogę ten sposób polecić osobom, które skarżą się, że mają za mało czasu na pisanie.

Z pewnością ma Pan dużą komórkę i sokoli wzrok? ;)

Tak, teraz mam bardzo dużą, ale tamta była mniejsza. Miała jednak fizyczną klawiaturę QWERTY, na której pisanie było bajecznie proste. Po godzinie nabiera się już wprawy. Ogromnym plusem jest to, że można pisać wszędzie. Pisałem w tramwaju i w kolejce na poczcie. Obojętne, czy to było pięć, czy piętnaście minut – dopisywałem chociaż po kilka zdań.

To jak to jest? Napisał Pan książkę dlatego, że nudził się Pan w aucie i chciał jakoś wypełnić czas? A może książkę miał Pan w głowie, a tylko zabijał Pan czas pisaniem?

Wpadłem po prostu w taki rytm. Komórkę mam zawsze przy sobie, więc jeśli miałem pół godziny jazdy tramwajem, to chciałem ten czas wykorzystać. Najczęściej człowiek siedzi zgarbiony, patrzy tępo w szybę i stara się nie zasnąć. Ja zaś stwierdziłem, że nie będę tracił czasu. Jeśli ktoś szuka wymówek, to je znajdzie, ale jeśli ktoś chce – polecam na początek taką metodę.

Jest Pan świetnie zorganizowany :) Śledząc teksty na Pańskim blogu można się zorientować, że ma Pan także spore poczucie humoru...

Dziękuję bardzo. Cieszę się ;)

Napisał Pan jednak książkę science fiction. Czy chce być Pan postrzegany jako twórca poważnych książek?

Akurat jeśli chodzi o „Trójkę", to nie chciałem, żeby to była powieść humorystyczna, choć są w niej oczywiście zabawne momenty. W artykułach rzeczywiście staram się dodawać trochę humoru, bawię się tekstem. Może dlatego, że na co dzień jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia, otwartą na humorystyczne akcenty rzeczywistości. Natomiast w dłuższych utworach – w „Trójce" albo w scenariuszach do komiksów, które współtworzyłem lub gier studia Epic Hamster (www.epichamster.com), które powstają – skupiam się na poważniejszych sprawach. Jednak dała mi pani teraz do myślenia. Czas już chyba, bym napisał jakąś komedię (śmiech).

Jest Pan człowiekiem zajętym: współpracuje Pan z czołowymi producentami sprzętu RTV, testuje różne modele, opisuje je w artykułach, jeździ na targi. W jaki sposób Pan od tego wszystkiego odpoczywa? Wybiera Pan „robinsonadę", jakieś miejsce, gdzie nie ma nawet prądu czy taszczy Pan ze sobą trzy komórki, laptop, konsole i jeszcze dwa modele telewizorów? ;)

Staram się nie zabierać aż tak dużo sprzętu, potrafię zostawić te sprawy za sobą. Ale też nie wpadam w skrajności, zawsze mam ze sobą komórkę i dostęp do Internetu. Nawet na urlopie lubię wrzucić jakąś fotkę na Facebooka (śmiech). Lubię też mieć stały kontakt z czytelnikami moich blogów. Ale od większości bodźców jednak się odcinam. Na co dzień mam tych gadżetów tyle, że czasem dobrze zrobić sobie małą przerwę.

Jeśli ma Pan dwie godziny wolnego czasu, wybiera Pan film czy dobrą grę komputerową?

Film. Na dobrą grę wolę poczekać dłużej, ale zanurzyć się w jej świat na kilka godzin, czasem cały dzień. Wtedy przyjemność jest największa.

Różne rodzaje Pana działalności zgodnie ze sobą współgrają. Czy myślał Pan już o tym, żeby napisać grę komputerową na podstawie własnej książki?

To jest świetny pomysł. Mówiąc szczerze, nawet przemknął mi przez głowę. Ale Epic Hamster to małe studio. Co prawda współpracujemy z czwartą osobą, znakomitym rysownikiem Pawłem Kędzierskim, ale nie chcielibyśmy zbytnio powiększać zespołu. Chcemy też zachować niezależność. Plany produkcyjne mamy już dość dalekosiężne. Moi koledzy sami zaproponowali, by w każdej naszej grze dodać zakładkę „more" z linkiem do mojej książki. Wydaje mi się, że „Trójka" to jest dobry świat na grę wideo. Być może kiedyś uda się ją zrealizować.

Czy myśli Pan już o następnej książce?


Tak, zacząłem już ją pisać. Jednak rzeczywiście dosyć sporo rzeczy robię naraz. Mam Obywatela HD, który udało mi się znakomicie rozbudować – mam czytelników, z którymi chcę rozmawiać; mam inne miejsca w sieci, na których dużo się dzieje. Po wydaniu „Trójki" od razu zacząłem myśleć nad następną książką, ale musiałem ją odłożyć. Zacząłem pisać drugą, którą też zostawiłem, by zająć się scenariuszami. Teraz wydzieranie czasu, o którym wspominałem, polega na tym, że jeśli mam w ciągu dnia wolne pół godziny, to nie mogę zajmować się tylko jedną książką, muszę zrobić kilka rzeczy. Piszę zatem powieść, ale daję sobie na nią jeszcze trochę czasu.

Czy to będzie znowu powieść science fiction?

Proszę mnie nie ciągnąć za język, bo nie wiem, którą książkę skończę najpierw ;)

Czyli pisze Pan science fiction i coś tajemniczego?

Tak, zacząłem pisać coś w klimacie „Trójki", ale chyba zmęczył mnie ten temat i piszę także fantasy. Dużo się jednak dzieje, zobaczymy co przyniesie przyszłość.

Ma Pan ulubionego autora i powieść science fiction?

Philip K. Dick i jego „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha". Zdaję sobie sprawę, że to nie jest najlepsza powieść Dicka, a sam autor tworzył często głównie dla pieniędzy. Ale był to również człowiek, którego wyobraźnia regularnie zaskakiwała czytelników. Od czasów liceum wracam do „Trzech stygmatów..." raz na dwa lata i jeszcze nigdy nie odłożyłem jej przed ostatnią kartką. Z nowszych rzeczy zakochałem się w „Panu lodowego ogrodu" Jarosława Grzędowicza. Zarówno w wersji papierowej, jak i absolutnie genialnym audiobooku. Ale za ostatnią część i łopatologiczne wyjaśnienia na końcu mam ochotę pana Jarka udusić ;)

Czy czuje się Pan popularny? Jest Pan rozpoznawalny na ulicy?

Skądże. Prowadzę dość popularny blog, ale jego tematyka jest specyficzna. Nie mieści się on w pierwszej dwudziestce, a moje fanki nie zatrzymują mnie jeszcze na ulicy (śmiech). Jednak nie narzekam. Piszę o tym co lubię i na czym się znam, a wielu odbiorców chce to czytać. To znakomity układ dla obydwu stron.

 

Prowadzę też wraz ze znajomym blog MasaKultury.pl – na którym wyżywamy się kulturowo. Wydałem powieść, trochę się o niej pisało w kontekście ebooków i self-publishingu w Polsce. Cieszy mnie to. Gdy wpisze się w Google moje nazwisko, na pewno trafi się na coś, co robiłem lub robię. W pewnym sensie jestem więc znany. Ale nie na tyle, by trafić na Pudelk. Gdyby coś takiego się kiedyś zdarzyło, to byłbym bardzo zadowolony (śmiech). Jeśli jakaś moja fanka to czyta, niech śmiało podchodzi i zaczepia mnie na ulicy ;)

Można zaryzykować twierdzenie, że jest Pan szczęściarzem, który nie zna znaczenia słowa rutyna?

Nie nazwałbym tego szczęściem. No, może częściowo. Kilka rzeczy mi się udało. Ale brak nudy w moim życiu to wynik własnych aspiracji, zdolności i chęci do pracy. Tak, oczywiście, mam szczęście, bo udało mi się wydać książkę, gry, robię rzeczy, które się niektórym ludziom podobają. Ale to wszystko nie wzięło się z niczego i wymagało wielu miesięcy ciężkiej pracy.

Trzeba się głęboko zastanowić, co się chce robić w życiu. Nie mówię, że od razu należy rzucić pracę, bo wiadomo, trzeba zarobić na chleb. Jednak oprócz tego dobrze jest znaleźć coś, co się kocha, co chce się robić z przyjemnością. Czas się znajdzie. Wiele osób naprawdę zdziwiłoby się, jak wiele można zrobić po godzinach albo nawet w trakcie pracy, gdy ma się trochę wolnego czasu, a szef nie patrzy. Jestem freelancerem, mogę sobie na to pozwolić ;)

A ja tego oczywiście nie mogę opublikować;) Jestem „szefową" i to, co Pan powiedział, jest niepedagogiczne ;)

Jest pani szefową? W takim razie korekta i autocenzura: NIGDY NIE RÓBCIE TEGO W PRACY, ale zaraz potem – działajcie (śmiech)

Jest Pan aktywny na wielu polach, co jest dla Pana najważniejsze?

Myślę, że wszystko po trochu. Zdaję sobie sprawę, że jeśli się coś udało – np. książka dobrze się sprzedaje – logiczne byłoby zająć się tylko tym. Ja jednak potrzebuję zmian, nie mogę poprzestać na jednym.

Co dla Pana znaczy sukces?

Być zadowolonym z tego, co się robi i otaczać się ludźmi, których się kocha.

Zastanawiam się, czy wypada życzyć Panu długich dojazdów tramwajowych i częstych wizyt na poczcie – bo oczywiście w ten sposób szybciej doczekalibyśmy się nowej książki... ;) Bardzo dziękuję za rozmowę :)

Ja również dziękuję ;)

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Urbańczyk

Współpracujemy z: