Karolina Wilczyńska

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Kielce, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "31.10 Halloween Po Polsku"

    "31.10 Księga Cieni, Halloween Po Polsku III"

    "31.10 Wioska Przeklętych, Halloween Po Polsku II"

    "Anielski Kokon"

    "Dasz Radę, Nataszo"

    "Ja, Kochanka"

    "Jeszcze Raz, Nataszo"

    "Kryminalna Piła. Błąd W Sztuce"

    "Marzenia Szyte Na Miarę"

    "O, Choinka! Czyli Jak Przetrwać Święta"

    "Performens"

    "Po Nitce Do Szczęścia"

    "Serce Z Bibuły"

    "Ta Druga"

    "Właśnie Dziś, Właśnie Teraz"

    "Zaplątana Miłość"

Biografia:

Karolina Wilczyńska (ur. 1973 r.)
– zodiakalna Panna i numerologiczna jedenastka.
Przede wszystkim kobieta, ze wszystkimi zaletami i wadami tej płci. Prowadzi podwójne życie – w jednym jest prezesem własnej fundacji, trenerką, terapeutką i wykładowcą uniwersyteckim, w drugim – żoną, matką nastolatka i właścicielką jamnika z charakterem. Często zastanawia się, które z tych żyć wymaga więcej zorganizowania, cierpliwości i energii. Posiada dar nieograniczonego rozciągania czasu i dzięki temu w wolnych chwilach haftuje, ozdabia przedmioty techniką decoupage'u i tworzy biżuterię, rozmyślając przy tym o rzeczach ważnych i błahych.
Z tych rozmyślań powstają historie, które potem opisuje.
Uwielbia słoneczniki i bursztyny, nie znosi chamstwa, bezmyślności i braku tolerancji. Przez świat podąża z nieustającą wiarą w dobro i sprawiedliwość, znosząc z godnością spotkania z mniej sympatyczną częścią ludzkości. Stara się zachować jak najwięcej z dziecięcej części swojej natury, dzięki czemu ma nadzieję nie stać się obojętną na los innych. Idzie przez życie w glanach lub boso zależnie od tego, kogo i co spodziewa się spotkać. Najważniejszy dla niej jest człowiek (nie mylić z tłumem i ciżbą). Widok bezmyślnych ludzkich oczu, chamstwa i głupoty powoduje u niej długie okresy melancholii.

Źródło: karolinawilczynska.eu

Wywiad:

1

Lubię wspierać ludzi w budowaniu lepszego życia

Nazywasz się Karolina Wilczyńska. Czy masz drugie imię?

Nie, nie mam drugiego imienia, ale gdybym mogła je sobie wybrać, to mogłabym być Nataszą. Nie pytaj dlaczego, bo nie wiem. Może tak miałam na imię w poprzednim wcieleniu?

Urodziłaś się w 1973 roku, jesteś zodiakalną Panną. Czy wierzysz w Znaki Zodiaku?

Tak, wierzę w to, że data urodzenia ma wpływ na nasze cechy charakteru. W ogóle lubię rzeczy magiczne, niewytłumaczalne, tajemnicze.

Jakie jest Twoje wykształcenie?

Skończyłam studia ekonomiczne z zakresu bankowości i finansów oraz zarządzania firmą. Wcześniej studiowałam też resocjalizację, ale przerwałam te studia. Okazuje się jednak, że przed powołaniem nie uciekniesz – życie ułożyło mi się tak, że szkoliłam się i nadal szkolę jako terapeuta. I to jest to, co naprawdę lubię robić – wspierać ludzi w budowaniu lepszego życia.

Kim jesteś z zawodu?

Zawodowo robię jeszcze kilka innych rzeczy. Prowadzę fundację, zarządzam projektami, jestem trenerką – prowadzę szkolenia. Lubię być aktywna na wielu płaszczyznach, bo jednostajna praca szybko mnie nudzi, a nowe wyzwania to mój żywioł.

Jesteś prezesem własnej fundacji "Efekt Motyla". Czym zajmuje się ta organizacja?

Moja fundacja głównie zajmuje się pomaganiem młodzieży, która nieco się zagubiła w drodze do dorosłości. Razem z fantastycznym zespołem współpracowników staramy się pokazać młodym ludziom różnorodność świata, pomóc im odnaleźć własne atuty i wskazać drogę do realizacji marzeń.

Gdzie żyjesz? Czy całe życie tu mieszkałaś?

Mieszkam w Kielcach. Od urodzenia. To piękne miasto otoczone Górami Świętokrzyskimi. Kocham je za wszechobecną zieleń i kameralność. Jeżeli kiedyś opuszczę Kielce, to tylko po to, aby zamieszkać w wymarzonym domku pod lasem.

Wymień swoją twórczość: tytuł rok wydania, wydawca

Wydałam trzy powieści: „Performens" (2006 rok, Wydawnictwo Autorskie), „Ta druga" (2011 rok, Wydawnictwo Replika) i „Anielski kokon" (2013 rok, Wydawnictwo MWK). Oprócz tego moje opowiadania można znaleźć w antologii „Kryminalna Piła" (2013 rok, Wydawnictwo Oficynka) oraz „Halloween po polsku (trzy części, dostępne jako darmowe e-booki).

Otrzymałaś nagrodę za swoje opowiadanie. Co to za nagroda?

Otrzymałam kilka nagród za opowiadania – „Tam chciałabym się zestarzeć" zajęło I miejsce w kategorii horror w konkursie „SecretumCaligo), „Wyznanie Penelopy" zajęło I miejsce w konkursie „LitteraScripta", a „Pierwsza sprawa posterunkowej Wilk" otrzymała nagrodę Komendanta Szkoły Policji w Pile podczas festiwalu „Kryminalna Piła".
Cenię sobie bardzo te nagrody, bo uważam, że napisanie dobrego opowiadania to prawdziwa sztuka. Dlatego staram się od czasu do czasu sprawdzać w tej formie.

Jak mogłabyś scharakteryzować swoją twórczość?

Piszę powieści obyczajowe z mocno podkreślonymi psychologicznymi portretami bohaterek. Moją dewizą pisarską jest: „Najważniejszy jest człowiek i jego emocje". Uważam, że nasze życie rozgrywa się w znaczącej większości w naszych głowach i sercach. Sama lubię czuć emocje, zastanawiać się nad nimi. To samo pragnę dać swoim czytelnikom.

Tworzyłaś już jako nastolatka. Swoją pierwszą powieść zapisałaś w brulionie, który krążył potem wśród znajomych. Kolega czytał ją pod ławką i brulion skonfiskowała nauczycielka.
Oddała po dwóch dniach i poprosiła o przekazanie autorce, że bardzo jej się podobało. Kto jest pierwszym czytelnikiem Twoich powieści?

Teraz pierwszym czytelnikiem jest mój mąż. On nie lubi beletrystyki, więc mam gwarancję, że będzie krytyczny. Potem czyta moja mama, po niej siostra. Dopiero wtery powieść trafia do redaktorów w wydawnictwie.

W Internecie można znaleźć Twoją stronę http://karolinawilczynska.eu/. Czy sama ją administrujesz? Czy nie szkoda Ci tracić czasu na kolejne wpisy? W zamian mogłabyś napisać kilka zdań swojej nowej książki:)

Sama administruję swoją stroną. Cieszę się, że to potrafię, bo dzięki temu nie muszę nikogo prosić o pomoc i czekać. Mogę coś dodać w każdej chwili. A wpisy? Nie są tak znowu częste, aby przeszkadzały mi w pisaniu książki. Poza tym lubię dzielić się z innymi swoimi pasjami, przemyśleniami, codziennym życiem.

Masz męża i dziecko. Jak ma na imię Twój syn? Ile ma lat?

Mój syn ma już 18 lat i jest wspaniałym młodym mężczyzną, z którego jestem bardzo dumna. Ma na imię Maksym (Maksym, nie Maksymilian).

Masz jamnika. Jak on się wabi? Czy śpi z Tobą?

Mój pies jest pół- jamnikiem, czyli jamnikiem z mezaliansu ;) Wabi się Zet, bo został kupiony za złotówkę, czyli zeta, ale i tak wszyscy w domu mówią do niego Roman.

Jakie jest Twoje hobby?

Oprócz pisania mam kilka innych pasji. Uwielbiam swoją działkę i poświęcam jej wiele czasu od wiosny do jesieni. Zimną szydełkuję, haftuję, zajmuję się decoupage'm. Efekty wszystkich pasji można pooglądać na mojej stronie internetowej. Zapraszam też na mój facebookowy profil: www.facebook.com/WilczynskaK

Czy masz czytnik e-booków?

Oczywiście. To bardzo wygodne – wiele książek w jednym. Mogę zabrać w podróż całą bibliotekę w urządzeniu wielkości zeszytu. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie próbowali!

Pod koniec sierpnia tego roku wybierasz się na imprezę LITERA TURA II. Skąd dowiedziałaś się o tej akcji?

Uczestniczyłam w LiteraTurze I w ubiegłym roku i był to wspaniale spędzony czas. Naturalnym więc było, że chętnie pojawię się na drugiej edycji akcji. Zapraszam wszystkich do Strzelina. Na pewno będzie ciekawie! ;)

Jaki fragment piosenki ulubionego wykonawcy proponujesz na puentę naszego wywiadu?

Dla mnie bardzo ważny jest utwór wykonywany przez Grzegorza Turnaua " Naprawdę nie dzieje się nic".
Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
czy księgę mądrą napiszesz,
będziesz zawsze mieć w głowie
tę samą pustkę i ciszę.
Słowo to zimny powiew
nagłego wiatru w przestworze;
może orzeźwi cię, ale
donikąd dojść nie pomoże. [...]

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła Maria Zofia Tomaszewska.

2

Jak rozpoczęła się Pani przygoda z literaturą?

Przede wszystkim zaczęło się od czytania. Dla mnie, gdy jeszcze byłam dzieckiem, później nastolatką, pisarz był zawsze takim człowiekiem bardzo mądrym, który wiele wie o świecie, zna wiele osób, potrafi to wszystko opisać. Zawsze chciałam pisać, ale wydawało mi się to takim nieosiągalnym marzeniem. Żałowałam, że nie jestem takim człowiekiem, który może o sobie mówić: pisarz czy pisarka. Ale później przyszła potrzeba pisania, chyba w odpowiedzi na to co widzę i obserwuję w świecie. Szczególnie interesują mnie relacje międzyludzkie. Pracuję też jako terapeuta i to co widzę w swojej pracy, co widzę w swoim otoczeniu staram się przenieść na język literacki i w literacki sposób, „nieporadnikowy" - pokazać czytelnikom, tak żeby mogli wraz z bohaterami coś przeżyć, później może odszukać to w sobie czy w swoim życiu. Coś w sobie zmienić, jeśli oczywiście będą mieli na to ochotę.

Mówi Pani o sobie, że lubi kolekcjonować ludzkie historie. Co to oznacza? W jaki sposób można je kolekcjonować?

Ja w ogóle bardzo lubię ludzi. Lubię kontakt z nimi. Lubię rozmawiać, poznawać nowe osoby, lubię słuchać co mają do powiedzenia. Lubię mówić, ale... potrafię także słuchać (śmiech). Dla mnie każdy człowiek jest indywidualnością. Historia tego człowieka, to co go dotyka, co czuje, jego emocje - są zawsze dla mnie jedyne i niepowtarzalne. Nigdy tego nie oceniam. Słucham z zainteresowaniem. Uczę się. Uczę się dzięki temu ludzi i świata i to jest dla mnie wspaniałe. Oni po prostu mówią o sobie, a ja wyciągam z tego naukę. Staram się nie tylko słuchać, ale chłonę emocje, biorę je od ludzi.

Pani pierwsza książka: Performance ukazała się najpierw w formie e-booka? Czy to jest prawda?

Nie, to nieprawda, muszę zdementować (śmiech). Otóż Performance jest moim debiutem. Ukazał się w formie papierowej w tradycyjnym wydawnictwie w 2006 roku. To było Wydawnictwo Autorskie. Później to wydawnictwo przestało istnieć, skończyła się umowa, odzyskałam prawa do książki i nakład się wyczerpał. Postanowiłam dać ją czytelnikom jeszcze raz, a spotkałam się z pozytywnymi opiniami na jej temat. Otrzymywałam maile, że czytelnicy chcą kupić, ale nie ma gdzie. Zdecydowałam się wtedy wydać tę książkę jako self publisher, trochę w ramach eksperymentu, sprawdzenia jak to jest. Tworzą się takie stronnictwa: jedni mówią, że liczy się tylko książka papierowa, inni - że przyszłość to e-booki, że tylko w ten sposób będziemy czytać. Ja uważam, że doskonale można połączyć obie te formy. Oczywiście książka papierowa przeżyje, bo ludzie lubią dotknąć, zobaczyć. Ale z pewnością też będzie się rozwijać rynek e-booków, bo stajemy się coraz bardziej technologicznym społeczeństwem, korzystamy z tych urządzeń, a to jest wygoda. W jednym czytniku możemy zebrać kilka tysięcy książek, proszę sobie wyobrazić jak by to wyglądało na półkach... a tutaj w jednym małym urządzeniu kilka tysięcy książek. Możemy zabrać je z sobą, czytać wszędzie gdzie chcemy, zmieniać dowolnie. I stąd taka moja chęć pokazania, że książka może równocześnie być wydana w obu formach, nic na tym nie traci, a zyska tylko czytelnik. To jest dla niego.

Skąd tytuł książki, bo „performance" to próba pokazania czegoś, co ma wstrząsnąć widzem, poruszyć głęboko i wywołać emocje. Czym Pani chciała wstrząsnąć swojego czytelnika?

Oczywiście nie chciałabym zdradzać o czym jest książka (śmiech)...

Oczywiście, ale tak najogólniej...

Ogólnie kilka tych „performanców" w książce występuje. Co mogę zdradzić, bo to żadna tajemnica, że bohaterka tej książki zostawia życie w mieście i wyjeżdża na wieś. I tutaj kończy się podobieństwo do innych tego rodzaju książek. Ponieważ zazwyczaj w tych pozostałych -bohaterka wiedzie na tej wsi szczęśliwe życie, wszystko jej się doskonale układa. Z moją bohaterką jest troszeczkę inaczej. Ona zderza się z rzeczywistością, z nowym, małym społeczeństwem, stara się być akceptowana. Czytelnik może się dowiedzieć – gdy przeczyta – co z tego wynikło. Co robi nasza bohaterka? Otóż zakłada na swojej ziemi cmentarz, ale stawia nagrobki dla ludzi, którzy jeszcze żyją. Żyją fizycznie, ale jej zdaniem – ich dusze umarły... Umarły, ponieważ robili coś w niezgodzie z sobą, żyli ze sobą w niezgodzie. To jest oczywiście ten performance nawiązujący do tytułu. Co się dzieje w związku z tym w małym wiejskim środowisku, a później w coraz większym (bo wieść o tym się roznosi)– to jest najważniejszy motyw tej książki. Przynajmniej dla mnie. Starałam się pokazać wpływ mediów, jak one mogą wpłynąć na życie zwykłego człowieka. Co mogą zrobić z jego życiem, zupełnie bez jego zgody i woli. Oczywiście jest też w książce wątek miłosny – dla tych, którzy lubią (śmiech), a nawet dwa. Ale ten główny performance to właśnie to, co chciałam pokazać, że czasami próbujemy coś zrobić, ale jesteśmy nierozumiani. Nie do końca wszyscy rozumieją, a część znajdzie się też takich ludzi, którzy będą chcieli to wykorzystać dla siebie. A co z tego wynikło, jak się skończyło – oczywiście zapraszam do książki:)

Napisała Pani książkę Anielski kokon. Jest to książka, w której pozostawiła Pani taką przestrzeń na interpretację czytelnikowi, taki margines wolności i pewne niedopowiedzenie. Ale w tym wypadku nie chodzi o to, że pozostawiła Pani coś do domysłu, coś dla inteligencji czytelnika, ale poszła Pani jeszcze dalej, bo czytelnik do samego końca tak naprawdę nie wie co jest prawdą, a co się nią tylko wydaje. Czy lubi Pani takie gry z czytelnikiem?

W tej książce to było celowe, ponieważ książka dotyka problemu schizofrenii. Bardzo długo przygotowywałam się do napisania tej książki czytając wszystko, co o tej chorobie było dostępne, rozmawiając z ludźmi, którzy zajmują się chorymi, ale również z ludźmi, którzy są chorzy. Chciałam jak najlepiej ukazać świat osoby chorej i pokazać czytelnikowi jak taka osoba może się czuć. I stąd właśnie ten zabieg. Osoby chore na schizofrenię bardzo często nie potrafią odróżnić, co w ich świecie jest tą prawdą - to znaczy tą prawdą, którą widzi i uznaje reszta otoczenia, a co jest wytworem ich wyobraźni. Który świat jest prawdziwy, a który nie. Próbowałam wprowadzić czytelnika w podobny stan, aby po przeczytaniu tej książki sam musiał się zastanowić co zrobiłby w takiej sytuacji, gdyby nie był do końca pewien co jest prawdą, a co nie; komu zaufać, komu nie. Komu by uwierzył – czy sobie, czy ludziom, którzy chcą go przekonać co jest prawdą.To był celowy zabieg i mały prezencik dla czytelników:)

Zabieg się Pani naprawdę udał. A książka: Ta druga. Tutaj mamy pokazaną relację między synową, a teściową. Zapytam o tytuł, bo jeżeli ktoś nie przeczyta dokładnie notatki z tyłu, to tytuł może lekko wprowadzić w błąd.

Tak, wiem o tym. To był zabieg marketingowy wydawcy.

Jaki brzmiał w oryginale?

Tytuł oryginalny brzmiał: „Jego matka".

Nie uważa Pani, że tutaj ta ingerencja poszła trochę nie w tym kierunku, że wydawca powinien trochę bardziej zaufać pisarce i pozostawić tytuł w oryginale?

Próbowałam rozmawiać z wydawcą, akurat umowa, którą miałam była tak skonstruowana, że ostatnie słowo w tej kwestii należało do niego. Nie udało mi się wydawcy przekonać, postawił na szersze grono czytelników. Dla mnie rzeczywiście nie był to do końca trafiony pomysł, bo tak jak pani mówi, część osób to zmyliło, spodziewały się czegoś innego po tej książce, mogły poczuć lekkie rozczarowanie, choć mam nadzieję, że treść im to jednak trochę mimo wszystko wynagrodziła (śmiech).

Mogli się przekonać, że to jest ambitniejsze niż to, po co sięgali...

...miło mi to słyszeć. Myślę sobie, że gdy ktoś przeczyta książkę, to ta książka tak czy inaczej coś mu da, coś pokaże. Myślę nawet, że zostawi jakiś ślad, więc mam nadzieję, że nawet ci, którzy się lekko rozczarowali, jednak mimo wszystko coś z tej książki wezmą dla siebie...

Ja też nie miałam na myśli absolutnie rozczarowania, ale...

...ja to rozumiem, to chodziło o zdrową informację. Ja też słyszę od czytelników, że tytuł sugeruje trójkąt miłosny, sugeruje, że chodzi o kochankę, a tutaj...

...mamy troszkę inny trójkąt...

...właśnie.

Z której książki jest Pani najbardziej zadowolona?

Właściwie każda z nich jest inna, bo powstawała na innym etapie mojego życia, pod wpływem innych wydarzeń, innych emocji, bodźców. Każdą książkę traktuję w inny, specyficzny sposób i każdą lubię. Ale tak naprawdę najbliższą mojemu sercu jest chyba Anielski kokon. Bardzo dużo z siebie włożyłam w tę książkę. Oczywiście nie chodzi mi o jakieś wątki autobiograficzne, ale siebie w sensie moich emocji. Podczas przygotowywania się do jej pisania czasami przeżywałam trudne chwile dowiadując się o pewnych rzeczach, starając się je zrozumieć, bardzo dużo też te przygotowywania mi dały, widzę to po sobie i dlatego mam szczególny sentyment do tej książki.

Do jakiej kategorii zaliczyłaby Pani swoje książki? Jaki to jest gatunek?

Ja to osobiście określam, że to jest psychologiczna powieść obyczajowa (śmiech). Tak bym to ujęła. Tak mi się wydaje. Dlatego, że dla mnie w życiu i w tym moim pisaniu najważniejsze są emocje, relacje międzyludzkie. Człowiek. To co między ludźmi się dzieje, staram się to jakoś pokazać i skonstruować fabułę. Jeżeli jednak czytelnik szuka tylko ostrej akcji i tylko na tym mu zależy, to wtedy to nie jest dla niego. U mnie znajdą coś dla siebie czytelnicy, którzy chcą się powzruszać, albo pomyśleć, poczuć coś. Wtedy – zapraszam:)

Jest Pani ambasadorką kampanii: „Książka jest kobietą". Co robi ambasadorka tego typu kampanii i skąd Pani udział w tej akcji?

To jest kampania, która promuje czytelnictwo. Spotkałam się już z zarzutem, że tytuł jest niedobry, ponieważ sugeruje zainteresowanie jedną płcią. „Książka jest kobietą" – przez to hasło organizatorzy chcieli pokazać, że książkę i literaturę w ogóle należy traktować tak jak płeć piękną... czyli samo czytanie, spotkanie z książką, to jest spotkanie z czymś delikatnym, z czymś wspaniałym, czymś co trzeba szanować, nad czym trzeba się pochylić, zastanowić – i to mi się spodobało, ta delikatność w haśle. Jestem ambasadorką tej kampanii dlatego, że sama bardzo dużo czytam, uważam, że literatura wiele może człowiekowi dać. Zachęcam do tego wszystkich. W tej chwili rynek książki jest tak szeroki i bogaty, że każdy znajdzie coś dla siebie i na dany moment swojego życia. Czasami chcemy się pośmiać, czasami chcemy się wzruszyć, czasami chcemy się zrelaksować, czasami oderwać, przejść do innej rzeczywistości i w każdej z tych chwil możemy odnaleźć akurat to co nas interesuje. Chciałabym, żeby ludzie więcej czytali. Także dlatego, żeby mogli poznać jak inni, np. pisarze widzą świat, posmakować tego, jakoś ubogacić się nawet.

Czy ma Pani jakieś dodatkowe obowiązki, które wynikają z tego, że jest Pani ambasadorką tej kampanii? Czy jest Pani raczej wizerunkiem – jej Twarzą?

W pewnym sensie. Zebrała się grupa osób wokół tej kampanii, które o niej informują, w takich spotkaniach zachęcają do czytania, to jest zresztą nic innego, tylko to co my pisarze i tak robimy, więc to nie są obowiązki, które jakoś strasznie mnie obciążają. Staram się jednak przez bycie tą ambasadorką pokazać, że mi na tym zależy, że to jest coś, co dla mnie jest ważne. Podejmujemy także działania, które mają realne i mierzalne skutki. Na przykład 23 września będzie mnie można spotkać w warszawskim Teatrze Syrena, gdzie odbędzie się akcja charytatywna. Zbierzemy środki na warsztaty pisarskie dla dzieci chorych na nowotwory. Współorganizatorem tej akcji jest między innymi miesięcznik Imperium Kobiet, Magazyn Obsesje i właśnie kampania „Książka jest kobietą".

Jeśli już jesteśmy przy temacie promowania czytelnictwa, to mam pytanie: jak się Pani podoba dzisiejsza impreza, na powietrzu, w parku, to spotkanie z innymi pisarzami i czytelnikami?

Bawię się doskonale. Bardzo się cieszę, że mogłam przyjechać i wziąć w tym udział, bo to jest bardzo dobry pomysł. Nie tylko dla czytelników, którzy mogą zobaczyć na żywo autorów, których książki czytali, ale także dla pisarzy, którzy dzięki takim akcjom nie będą mogli zapomnieć o tym, że oprócz tego, że są pisarzami, powinni pamiętać o swoich czytelnikach, żeby nie tracić z nimi kontaktu, nie zamykać się w wizji swojego świata, ale się komunikować, dowiadywać co się czytelnikom podoba, a co nie. Pokazać się z takiej ludzkiej strony. Przecież każdy z nas oprócz tego, że pisze, jest po prostu człowiekiem, jeden ma większe poczucie humoru inny mniejsze, jeden ma takie hobby, inny zupełnie różne. Podczas takich imprez można spotkać różnych autorów, którzy robią naprawdę ciekawe rzeczy poza pisaniem. Więc to jest doskonała okazja, żeby się zbliżyć do czytelników, żeby ta książka nie była jakimś „wytworem drukarskim", tylko żeby kojarzyła się z innym, żywym człowiekiem.

Wróćmy jeszcze do Pani twórczości. Pisze Pani nie tylko powieści, ale sięga także po opowiadania, niedawno wzięła Pani udział w konkursie: Kryminalna Piła, w którym Pani opowiadanie zostało nagrodzone. Skąd zainteresowanie kryminałem?

To jest dla mnie takie wyzwanie literackie. Jednak trzeba na dużo mniejszej objętości zmieścić jakąś akcję, fabułę, odpowiednio historię zakończyć. Myślę, że to jest bardzo dobry sposób dla pisarza na naukę, na doskonalenie warsztatu. Ja to trochę w ten sposób traktuję, a przy okazji troszkę eksperymentuję i staram się sprawdzić czy potrafię na przykład napisać kryminał. Wcześniej napisałam horror również w konkursie literackim, wtedy również mi się poszczęściło, bo zostałam nagrodzona. Jest to też dla mnie satysfakcja, że potrafię się odnaleźć w troszkę innej konwencji, napisać coś, co ma jakąś wartość.

Jak Pani potrafi pogodzić wszystkie obowiązki, bo jest Pani terapeutką, dziennikarką, pisarką, matką...

Tak, prowadzę też własną fundację, w której pomagam młodzieży. Nie wiem do końca jak sobie radzę, ciągle ktoś o to pyta, ale to się tak jakoś samo układa, po prostu robię, to co jest do zrobienia. Mam na pewno duże wsparcie ze strony rodziny, to bez wątpienia. Bardzo mi pomagają i wspierają mnie w tym co robię. To jest dla mnie ważne i bardzo im za to zawsze dziękuję. Mają dużo wyrozumiałości, dlatego, że kiedy piszę, zwykle zaniedbuję trochę obowiązki domowe, bo siłą rzeczy nie da się wszystkiego robić. A w ogóle jestem osobą aktywną. Lubię działać, dużo robić, lubię być z ludźmi, tak jak wspominałam. Jeżeli przy okazji jeszcze komuś pomogę, czy ktoś dzięki temu coś zyska - to ja się z tego bardzo cieszę:)

Jak powstała Pani Fundacja, jak ona działa i kto może trafić pod Pani skrzydła?

Fundacja powstała w 2009 roku, nazywa się „Efekt Motyla". Nazwa wzięła się stąd, że wierzę w to, że jeśli wielu ludzi będzie robiło nawet malutkie, ale dobre rzeczy, to suma tych uczynków stanie się „Wielkim Dobrem" i może zmienić świat na lepsze. W fundacji zajmujemy się głównie pomocą młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym. Mamy już zrealizowane dwa duże projekty. Pierwszy nosił nazwę „Jestem kobietą – to mój kapitał" i podczas jego realizacji objęliśmy pomocą 100 dziewcząt w wieku gimnazjalnym. Dziewczyny miały zajęcia z zakresu rozwoju osobowości, spotkania z prawnikiem, ginekologiem, uczyły się robić biżuterię, odbywały warsztaty z zakresu samoobrony dla kobiet WenDo, zajęcia z modelką, indywidualne spotkania z kosmetyczką, skończyły kurs pierwszej pomocy. Poznawały też region świętokrzyski, uczyły się ceramiki i wyjechały na zimowisko i letni obóz. Drugi projekt to „Wiem-Wybieram-Wygrywam". Podczas jego realizacji ponad 700 gimnazjalistów z Kielc odbyło warsztaty profilaktyczne, spotkania z dietetykiem, uczyło się o tolerancji i przeciwdziałaniu przemocy. Były także indywidualne spotkania terapeutyczne, doradztwo zawodowe i terapia biofeedback. Planujemy kolejne działania, a dopinguje nas do tego sama młodzież dopytując o kolejne zajęcia. Z wieloma podopiecznymi jestem cały czas w kontakcie i to daje mi wiele satysfakcji.

To naprawdę projekty realizowane z rozmachem. Sporo się w Pani życiu dzieje. Czy może Pani o sobie powiedzieć, że jest Pani taką szczęśliwą osobą, która nie doświadcza znaczenia słowa: rutyna?

Tak z całą pewnością (śmiech). To znaczy znam oczywiście znaczenie słowa: rutyna, bo kiedy tylko wyczuwam, że zaczynam w nią popadać, to natychmiast sobie szukam czegoś, żeby to zmienić. To jest stan, który mnie nie interesuje, nudzi, rzeczywiście tak jest. Czy jestem szczęśliwą osobą? Myślę, że tak. Jestem szczęśliwa i staram się być szczęśliwa. Staram się robić w życiu to, co lubię. Tylko robiąc to, co się lubi, można to robić dobrze. Z takiego założenia wychodzę.

Po jakie książki sięga Pani dla własnej przyjemności?

Bardzo różne. Ostatnio odkrywam kryminały, których wcześniej nie czytałam. Prawdę powiedziawszy bardzo często inspiracją do sięgnięcia po książkę, szczególnie polskich autorów jest ich osobiste poznanie. Tym bardziej ten dzisiejszy event uważam za bardzo dobry pomysł, bo kiedy ja poznaję koleżankę lub kolegę po piórze, to potem bardzo szybko biegnę i kupuję książkę, żeby sprawdzić co koleżanka lub kolega tam napisał...

...żeby zobaczyć co pisze konkurencja;)

(śmiech) Nie, absolutnie! Nie traktuję tego w tych kategoriach, wystarczy tu na nas popatrzeć... Jest nas tutaj sporo, atmosfera jest przyjacielska, znamy się i lubimy. Kiedy się poznaje pisarza osobiście, wtedy zupełnie inaczej odbiera się książkę, inaczej się ją czyta. Już się wie jak ten człowiek wygląda, jaki jest. Wracając do pytania o to co czytam – jest to bardzo różnorodna lektura, a wyznaję zasadę, że żadna lektura nigdy nikomu nie zaszkodzi i warto po to wszystko sięgnąć.

Żartowałam:) Nad czym Pani teraz pracuje?

Teraz mam już jedną książkę ukończoną, jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, na początku przyszłego roku powinna się ukazać , druga zmierza ku końcowi. Są to książki jak zawsze o emocjach, bohaterkami są kobiety, bo nie zdobyłam się jeszcze na to by pisać z męskiej perspektywy, nie wiem czy tak dobrze rozumiem męski świat i punkt widzenia mężczyzny, żeby się na to odważyć. Ale piszę o takich emocjach, które czują nie tylko kobiety.

Pozwolę sobie jeszcze zapytać o kreację Pani bohaterek. Czy to jest tak, że Pani tworzy bohaterkę, nadaje jej pewne cechy i po czasie zaczyna ona żyć własnym życiem, wymyka się spod kontroli, czy panuje Pani nad tym procesem do samego końca?

(śmiech) Nie, nie panuję do samego końca. Staram się, ale mi się nie udaje, ale myślę, że jeśli już jest jakaś myśl przewodnia, którą się ma – tak to jest przynajmniej w moim przypadku, to bohaterka siłą rzeczy coś robi lub jakoś się zachowuje, bo po prostu tak być musi. Gdy piszę to jakoś samo się to układa. Jest jakiś zamysł, główny plan, ale później to się już samo toczy.

Nie musimy czekać na szczęście aż do przyszłego roku na Pani nowy utwór, bo przecież już niedługo ma ukazać się zbiorek opowiadań z Pani opowiadaniem kryminalnym.

Tak, to będzie opowiadanie, które zostało nagrodzone w konkursie "Kryminalna Piła". To było wyróżnienie Komendanta Szkoły Policji w Pile (śmiech). To było bardzo miłe wyróżnienie. Cieszę się, że Komendantowi spodobał się sposób w jaki przedstawiłam studentkę jego szkoły. Nigdy nie byłam w Pile. Znam to miasto z internetu. Oglądałam, czytałam, potem wybrałam sobie miejsce, w którym chciałam akcję opowiadania umieścić, starałam się zgłębić wiedzę, no i chyba dobrze mi to się udało, skoro zostało docenione. Rzeczywiście zbiorek się ukaże w październiku i będą tam wszystkie nagrodzone opowiadania.

Ja też gratuluję wyróżnienia, życzę wielu sukcesów w życiu osobistym i zawodowym, czekam wraz z czytelnikami na nowe książki. Dziękuję bardzo za rozmowę:)

Dziękuję bardzo, było mi bardzo miło:)

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Urbańczyk

3

Kim była Karolina Wilczyńska, zanim stała się poczytną autorką sceny piśmienniczej?

Karolina Wilczyńska najpierw była małą dziewczynką, która dużo czytała, później mocno zbuntowaną nastolatką. Jeszcze później została żoną i mamą (ten stan trwa do dnia dzisiejszego). Zawodowo zaczynałam od recepcjonistki w hotelu, później byłam sekretarką, następnie zajmowałam się promocją i reklamą. Wreszcie nadszedł czas na niezależność od korporacji i rozpoczęłam „dziennikarzenie". Po nim przyszła własna fundacja i firma.

Proszę rozwinąć wątek, naszych czytelników bardziej interesuje, co ukształtowało Panią życiowo, przed podjęciem tak trudnego wyzwania, jakim była decyzja o napisaniu pierwszego utworu i publikacji?

Jak każdego człowieka, tak i mnie kształtowało wszystko, co przeżyłam. Każda przeczytana książka, każdy poznany człowiek, każde miejsce pracy. To, jaka jestem, wynika z sumy moich przeżyć, kontaktów, z każdego minionego dnia. Nie umiem podać jakichś konkretnych wydarzeń. Gdybym miała coś wskazywać to w tej chwili przychodzi mi do głowy na przykład przeczytanie "Kroków" Jerzego Kosińskiego, pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze, za które kupiłam adidasy, kilka scen z nocnych dyżurów na recepcji, sytuacja, gdy mój syn połknął złotówkę, złość na szefa, który pracowników traktował jak swoją własność. Jednak gdybyś o to samo zapytał mnie dziś po południu, pewnie przypomniałabym sobie coś innego. Zresztą mam słabą pamięć faktograficzną. Lepiej zapamiętuję uczucia i emocje. Tak piszę, jak żyję. A co mnie skłoniło do napisania? Potrzeba. Pisania. Niewiele? A może być więcej?

Istnieje przekonanie, że adaptacja utworu literackiego kryje w sobie pewną tajemnicę. Wiele osób związanych z filmem zastanawia się, czy jest możliwe opracowanie takiego modelu adaptacji, który gwarantowałby sukces każdemu przedsięwzięciu i jak to możliwe, że raz przeniesienie utworu literackiego na ekran jest doskonałą adaptacją właściwą, a nie tylko świetnym filmem, a innym razem obraz okazuje się złą adaptacją i co najwyżej dobrym filmem?

Z tym modelem jest chyba trochę tak, jak w przypadku książek. Często trzeba wybrać między artystyczną wizją, a sukcesem kasowym. Lub znaleźć złoty środek, ale to trudne. Nie oszukujmy się - rozrywka sprzedaje się lepiej niż coś, co wymaga myślenia. Żyjemy w świecie szybkiej konsumpcji, w zalewie informacji, w ciągłym "niedoczasie". Chcemy dużo, szybko i przyjemnie. I taki model filmów stworzyło Hollywood. Jest potrzeba - jest odpowiedź rynku. I nie ma się co kopać z koniem, bo tego się nie zmieni.

A doskonała adaptacja? Zastanawiam się czym jest. Chyba takim przeniesieniem utworu, które wzbudzi emocje i refleksje porównywalne z pierwotnym dziełem. Sądzę, że ekipa realizująca adaptację musi czuć to dzieło, nadawać na tych samych falach, co pisarz.

Na podstawie „Dziennika Bridget Jones" czy „Zaklinacza koni" nakręcono rewelacyjne filmy, a pierwowzory były raczej przeciętne. Co Pani sądzi o tych stwierdzeniach?

Nie zgadzam się, bo ani te powieści ani ekranizacje nie przypadły mi do gustu.

W przypadku adaptacji filmowej autor scenariusza decyduje o tym, które postacie, wątki i motywy opisane w pierwowzorze literackim uzgodnić w scenariuszu, a ponadto przekazuje własną interpretację dzieła. Jakie wątki Pani by przeniosła dokonując adaptacji własnych powieści i dlaczego?

Dla tych, którzy znają moją twórczość, a przy okazji przeczytali jeszcze jakieś wywiady, których udzieliłam, nie będzie nowością, gdy powiem, że najbardziej zależy mi na emocjach. Sądzę więc, że chciałabym, żeby w adaptacjach moich powieści nie zabrakło wątków pokazujących relacje bohaterów, tych scen, które mają znaczenie dla ich decyzji. Marzyłabym o naprawdę dobrych aktorach, potrafiących wyrażać emocje każdym gestem, spojrzeniem. Niestety, coraz mniej tego rodzaju kunsztu obserwuję na ekranie. Z sentymentem patrzę na obrazy sprzed kilkudziesięciu lat, w których jedno spojrzenie aktora wyrażało wszystko. Dzisiaj widzę prawie wszędzie schemat latynoskiej opery mydlanej.

Znawcy literatury i filmu od wielu lat zastanawiają się nad tajemnicą udanej adaptacji. Dlaczego dzieje się tak, że wybitna książka przeniesiona na ekran staje się marnym filmem (tak stało się m. in. w przypadku ekranizacji powieści „W poszukiwaniu straconego czasu", „Ulisses", „Czarodziejska góra"), a słaba literatura przyczynia się do sukcesu filmowego?

Wydaje mi się, że częściowo już odpowiedziałam na to pytanie. Mogę dodać tylko, że niektóre powieści niezwykle trudno zekranizować. Te, o których wspomniałeś (i wiele innych) to takie, w których sama fabuła, czyli wydarzenia i fakty, nie są najważniejsze. Najważniejsze są uczucia, wnętrze bohaterów. A to, jak wspomniałam, trudno pokazać. I tu widzę wyższość słowa pisanego nad obrazem.

Większość pisarzy opisuje historie o impulsach życiowych, wsparciu przyjaciół, w Pani powieściach czytelnik odkrywa podwójne denko... Historię kobiet, które przez lata były kształtowane, zanim coś się wydarzyło... Jak wszyscy wiemy, nasza przeszłość najlepszym literatem ludzkich historii... Bo opisuje to co ważne, to co pamiętamy... Co zapamiętała z przeszłości Karolina Wilczyńska?

???????????????????????????????????

Debiut reżysera różni się czymś od debiutu pisarza? W obydwu przypadkach to twórcy, wizjonerzy... A rzeczywistość po pewnym czasie konfrontuje się z ich wizją twórczą... W tym nierównym starciu, kto ma szansę wyjść zwycięsko z konfrontacji z publicznością?

Każdy debiut to po prostu pierwszy raz. Dla każdego debiutanta to niezwykle ważna chwila. Nie wiem, jak postrzegają to inni, ale ja nie traktowałam debiutu jako konfrontacji z czytelnikiem. Konfrontacja przywodzi na myśl walkę, a tak na to patrząc, jak sam napisałeś, musi być zwycięzca i przegrany. Jeżeli traktujesz to, co wydajesz jako kawałek siebie, który pokazujesz innym, wtedy jest mniej napięcia. Bo jeden czytelnik/widz zrozumie, poczuje i stanie się twoim przyjacielem, a innemu się nie spodoba i też tragedii nie będzie. Uważam, że trzeba dać prawo czytelnikowi/widzowi do własnej oceny, a sobie do tego, że nie każdemu musimy dogadzać.

Jak wybiera się bohaterów własnych powieści? Czy uważasz, że twoje wybory są trafne, poprzez pryzmat lat i krytyki? Zaskakujesz i szokujesz... Mnie jako czytelnika ugłaskałaś postaciami właśnie kobiet... Celowe działanie czy nieodpowiedni czytelnik?

Moi bohaterowie przychodzą i są. Sami się wybierają. A skoro przyszli i mieli do powiedzenia coś, co mnie poruszyło i zdecydowałam się tym podzielić - to robię to. Oceniać trafność? Nie robię tego. Krytyka? Jeżeli konstruktywna i dotyczy na przykład warsztatu - chętnie się nad nią pochylam. Natomiast jeżeli komuś nie podoba się moja wizja świata - cóż, trudno. Taka jest, ja taka jestem.

Nieodpowiedni czytelnik? Nie myślę w tych kategoriach. To tak, jakbym myślała nieodpowiedni człowiek. Dziwna selekcja. Nie czuje tego.

Czy pozwoliłabyś na ekranizację, którejkolwiek ze swoich powieści? Jeżeli tak, to której? Dlaczego akurat ta i kto miałby ją wyreżyserować?

Najłatwiejszy i najbardziej filmowy byłby chyba "Performens". Ale najbardziej chciałabym, żeby zekranizowano "Anielski kokon". To moje marzenie. W ogóle ta powieść to moje ulubione książkowe dziecko. Nie wiem jednak kto mógłby to zrobić. Nie chciałabym podawać nazwisk. Przede wszystkim chciałabym, żeby był to wrażliwy człowiek, chciałabym się z nim spotkać, porozmawiać, posłuchać, jaki jest i jak czuje to, co napisałam.

Ile czytelnik odnajdzie Karoliny Wilczyńskiej w jej bohaterkach?

Zależy od stopnia wrażliwości czytelnika. Ten, który czyta jedynie historię - niewiele, ten, który czyta rozumem - wyłapie jedynie okruchy, a ten, który czyta sercem/emocjami - całkiem sporo. Ukrywam sporo pod wierzchnią warstwą fabuły, więc zachęcam do "zdrapywania". Ze mną tak już jest - możesz poznać mnie trochę i może ci to wystarczy. Jeżeli chcesz poznać dobrze - musisz mieć czas, cierpliwość i chęć. Ale nie zmuszam - można poprzestać na etapie pierwszym.

W świecie komercji nagrody i uznania krytyków już nie są wyznacznikiem poziomu artystycznego, mimo to widz/czytelnik nadal zwraca uwagę na ilość sukcesów. Dla ciebie największym wyróżnieniem, najbardziej oczekiwaną nagrodą było/jest lub będzie?

Jestem próżna, nocami śni mi się Nobel albo chociaż Nike. Na szczęście mam dość zdrowe podejście do życia i naprawdę cieszy mnie każdy list od czytelnika, któremu obcowanie z moim pisaniem dało coś pozytywnego. Doceniam każde miłe wydarzenie, pozytywny kontakt z człowiekiem. A tak naprawdę to marzy mi się, żeby moje powieści mogłyby poruszać w ludziach coś, co sprawi, że zechcą zmieniać świat na lepszy, bardziej przyjazny, sprawiedliwy.

Czy potrafisz odpowiedzieć na pytanie, kim w dzisiejszych czasach jest pisarz? Mieścisz się w tej definicji, a może sama zechcesz sformułować definicję Karoliny Wilczyńskiej jako pisarki?

Kiedyś, gdy byłam mała, wydawało mi się, że pisarz to artysta, ten natchniony, co przekazuje całej reszcie ważne rzeczy, co to niesie "oświaty kaganiec", "trafia pod strzechy" i "dodaje pieśnią sił". I do dziś jest gdzieś we mnie resztka tej wiary. Trudno mi się pogodzić z tym, że pisarz miałby być tylko rzemieślnikiem. Nie potrafię zaakceptować pisania wyłącznie na zlecenie, pod publikę, dla targetu. Nadal wierzę w "iskrę bożą" czy coś podobnego. O, ja naiwna, głupia idealistka. Ale co, wolno mi!

Intrygujesz nie tylko treścią powieści, lecz również tytułami i okładkami. Skąd czerpiesz inspirację? Masz wpływ na grafikę? Ulegasz presji korektorów oraz wydawców? Mawiamy: "Nie oceniaj książki po okładce...", ale to one sprawiają, że czytelnik wybierze ciebie a nie konkurencję... Zwłaszcza podczas debiutu. Przybliżysz nam ten proces?

Co tu przybliżać, sprawa okładki to w większości przypadków decyzja wydawcy. Dobrze, gdy autor ma prawo się wypowiedzieć. Czasami szkoda, że ocenia się książkę po okładce, ale takie to już prawa rynku i decydują zalecenia wszechpotężnego marketingu. Jak wspomniałam - trzeba się z tym w jakimś stopniu liczyć. Okładka, jak strój, potrafi być ozdobą, czasami bywa przebraniem. Taki jest współczesny świat. Może się to nam podobać lub nie, ale nie można zaprzeczać faktom.

Po przeczytaniu "Ta Druga" mógłbym cię uznać za głos pokolenia kobiet współczesnych, mógłbym, ale nie zrobię tego... Sądzę, że za bardzo ułatwiasz swoim bohaterkom nawiązywanie skomplikowanych relacji... Czy uważasz swoje powieści za formę realizmu twórczego, przelanego na papier? Czy zamierzasz swoje kolejne powieści utrzymać w tym samym kanonie? Czym jeszcze nas zaskoczy Karolina Wilczyńska?

Głos pokolenia kobiet współczesnych - łał! Nieźle brzmi. Realizm twórczy? Przeczytaj "Anielski kokon"! Ułatwiam nawiązywanie skomplikowanych relacji? Rozejrzyj się wokół siebie i zobacz, o ile łatwiej idzie ludziom komplikowanie sobie życia niż jego upraszczanie. Ja nie muszę już nic robić.

Czy Karolina Wilczyńska jako pisarka nie lubi kobiet? Każda z jej głównych bohaterek jest po przejściach... Nie jeden terapeuta zbiłby majątek na ich terapiach. Czy tak wygląda w rzeczywistości model współczesnej kobiety?

Każdy człowiek ma jakieś przejścia - zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nie ma tu podziału na płeć. Życie to nie bajka. I żeby zaraz wysnuwać wniosek, że nie lubię kobiet. Pomyłka. A swoje bohaterki lubię szczególnie. Cenię je za to, że próbują coś robić, że są ludzkie - popełniają błędy, chcą się zmieniać, czasem im wychodzi, a czasami nie. A modeli w ogóle nie lubię. Podobnie jak statystyk. Dla mnie każdy jest indywidualnością, a średnie i modele tego nie pokażą. Nie mam zamiaru tworzyć jakichś wzorów, opisuję tę jedną i niepowtarzalną kobietę. Jeżeli ktoś znajduje w niej kawałek siebie - cieszę się, ale pamiętam, że to tylko kawałek.

Swoje bohaterki rozgrzeszasz, oczyszczasz, nie umoralniasz... Często pozostawiasz w skomplikowanych sytuacjach. Cholera, być kobietą w twoich powieściach to nie lada wyczyn. Nie boisz się linczu feministek? W jaki sposób cię już zaszufladkowali? Walczysz z etykietą czy wprost się do niej przyznajesz? Pójdę o krok dalej, zaczynam przygodę z Wilczyńską... i myślę... "o kobietach, dla kobiet...", a tu takie zaskoczenie? Czy potrafisz do siebie w tej rozmowie przekonać szowinistów, że nie tworzysz literatury kobiecej?

Być kobietą to w ogóle wyczyn. Być mężczyzną także. A człowiekiem to już w ogóle nie lada wyzwanie.

 

A dlaczego ktoś miałby mnie linczować? Feministki? Za cóż niby? Każesz mi przekonywać, że nie tworzę literatury kobiecej. A co to jest? Jeżeli to, co piszą kobiety, to jestem nią przecież. Jeżeli to, co czytają kobiety, to zwracam uwagę, że większość czytelników w naszym kraju to kobiety. I nie zamierzam nikogo przekonywać. Najlepiej byłoby, żeby czytelnik przeczytał to, co napisałam, zanim wsadzi mnie do jakiejś szufladki. Jeżeli woli oceniać, nie znając - to już nie mój problem.

Pomysł na Karolinę Wilczyńską za 5,10 i 15 lat... Kim się stanie? Kim chce się stać? I czy w tej nierównej walce o czytelnika jest jeszcze miejsce na Wilczyńską, jako pisarkę, która wymaga od czytelnika myślenia?

Mój pomysł na całe życie to pozostać sobą - osobą, której będę mogła bez wstydu spojrzeć w oczy, stojąc przed lustrem. Wierzę, że ludzie potrafią i chcą myśleć, czuć, zastanawiać się. Jeżeli pewnego dnia w to zwątpię - przestanę pisać.

Na zakończenie, czego sobie, jak i czytelnikom, byś życzyła na przyszłość? Ja wiem, czego tobie życzę: Ekranizacji "Tej Drugiej"...

Dziękuję. Życzę sobie i czytelnikom, abyśmy nie tracili wrażliwości i mieli siłę, aby pozostać sobą.

Współpracujemy z: