Kornelia Romanowska

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Kamień Pomorski, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "puszka Pandory"

    "Jawnogrzesznik"

Biografia:

Romanowska Kornelia urodziła się w Kamieniu Pomorskim w 1990 r. Studentka kulturoznawstwa, z zamiłowania zajmująca się grafiką. Typowa zodiakalna ryba, ze wszystkimi wadami i zaletami. Twierdzi, że w jej żyłach płynie rodowita, wolińska krew Słowian.
W wolnym czasie lubi czytać i słuchać mocnych brzmień. Zadebiutowała w 2006 r. w tomiku zbiorowym „Poeci z sieci" wydanym w Gdańsku. Należała do grupy poetyckiej Aurea Dicta. Laureatka kilku konkursów poetyckich, na swoim koncie ma wydane dwa tomiki. W 2011 roku ukazała się jej debiutancka książka "Puszka Pandory" . Miłośniczka zwierząt, zapalona fanka kawy z mlekiem, zakochana w życiu.

Źródło: www.tvculture.pl

Wywiad:

1

„Wszyscy poszukujemy swojej ścieżki"

Nazywasz się Kornelia Romanowska. Czy masz drugie imię?

Owszem, mam drugie imię, ba, nawet trzecie. Kornelia Sara Karolina.

Jakim jesteś znakiem Zodiaku? Czy wierzysz w Znaki Zodiaku?

Jestem zodiakalną rybką. Nawet jeśli bym nie wierzyła, a wierzę, że jednak coś w tym wszystkim jest, to znając swój charakter i opis zodiakalnych ryb – nie sposób byłoby zaprzeczyć, że jestem jak wypisz wymaluj mój zodiak. Niepoprawna romantyczka, bujająca w obłokach, trochę nie ufna, z głową pełną głupich pomysłów, szybciej coś robię niż pomyślę. Także czy tego chcę, czy nie, prawdziwej natury się nie wyprę ;)

Ile masz lat?

Skończone w marcu 24 ;)

Jakie jest Twoje wykształcenie?

Póki co wyższe licencjackie, ale jestem w trakcie robienia magisterium. Jeszcze trochę, jakieś parę miesięcy i może będę pani magister ;)

Kim jesteś z zawodu?

No to z zawodu to jestem kulturoznawcą. Ciekawa sprawa – bo na studiach większość czasu poświęcaliśmy sztuce, a nie kulturze ogólnie. A szkoda. Może właśnie dlatego bardziej ciągnie mnie ku literaturze.

Jak zarabiasz na życie?

A na życie to zarabiam pracując jako recepcjonistka w hotelu ;) No i taki właśnie mamy paradoks w naszym kraju. Kończy się jakieś studia, z myślą, że będzie się w danym zawodzie pracować, a tu los płata figla i nawet nie ma jak zarabiać na swoim hobby. Trzeba więc parać się czymś innym ;)

Gdzie żyjesz? Czy całe życie tu mieszkałaś?

Całe życie, od kiedy pamięcią sięgam mieszkam w Wolinie. Miejscowość bogata historycznie. Zachęcam do odwiedzenia ;)

Wymień swoją twórczość: tytuł rok wydania, wydawca

Twórczość ogólnie? No bo jeśli tak, to książka jest jedna. "Puszka Pandory", wydana w 2011? Przez Novae Res. Ale w międzyczasie były jeszcze zbiorcze antologie wierszy oraz opowiadań, np. "Halloween po Polsku".

Nazywasz swoją twórczość kobiecą. Podaj więc przykład literatury męskiej.

Kobieca czy męska – w sumie po co nam te rozróżnienia? Kobiecą literaturę tworzą kobiety, męską – mężczyźni. Ale czy to znaczy, że kobieta nie czytuje powieści mężczyzn lub też na odwrót? Oczywiście, że nie. Bardziej w tych wyznacznikach chodzi o to, że kobiety wyróżniają się innymi stopniami odczuwania emocji. Ja na przykład nie sądzę, bym była w stanie stworzyć taką makabryczną, pełną brutalnych opisów książkę, jak Graham Masterton. Dla mnie jego powieści są męskie – mocne, straszne. Z drugiej strony postawię na ten przykład Sante Montefiori, której powieści są tak przejmujące, że nie ma szans, by przy nich nie płakać.

Należysz do grupy twórczej. Opowiedz coś o niej. Po co osobie tworzącej działanie w grupie?

Grupy wcale nie są złe. Wręcz przeciwnie. W grupach jest siła. Wydaje mi się, że w takich sytuacjach można poznać wiele osób – i te kontakty mogą zostać później na całe życie. Można sobie pomagać. Wskazywać drogę. Prowadzić. Dawać rady. Jak dla mnie ta grupa, o ktorej mówimy, wiele dała. Dzięki niej bowiem wzięłam udział w kilku spontanicznych antologiach, które miło wspominam. Poznałam grono ludzie, z którymi trzymam kontakt, obserwuje ich poczynania i w razie pytań bądź wątpliwości, wiem, że mogę się do nich zgłosić i nie odeślą mnie z kwitkiem ( no przynajmniej mam taką nadzieję ;) ). Czasami warto z samotnika przeobrazić się w osobę społeczną ;)

Jak mogłabyś scharakteryzować swoją twórczość? Kto jest jej odbiorcą?

A to zależy. Jeśli chodzi o wiersze – to odbiorcą może być każda osoba. Każdy bowiem, mam przynajmniej taką nadzieję, znajdzie w niej coś dla siebie, wyniesie może przekaz, który będzie mógł odnieść do swojego życia. Jeśli chodzi o prozę, to w większości w stronę kobiet – chyba że akurat udaję mi się stworzyć opowiadanie z wątkiem makabrycznym i strasznym, w którym i mężczyzna się dobrze odnajdzie ;)

Kto jest pierwszym czytelnikiem Twoich tekstów?

I tu zazwyczaj mam trudność. Narzeczony bowiem nie ma zbytnio czasu, by zagłębiać się w moje wypociny. A wolałabym, żeby to on był moim pierwszym krytykiem, bo wiem, że zawsze powie mi prawdę, nawet tą najczarniejszą ;) Staram się więc, by czytały je bliskie mi koleżanki, a ja polegam na ich osądzie – wierząc oczywiście, że będzie obiektywny ;)

Podobno uwielbiasz pisać listy. Czy papierowe, czy o maile?

Uwielbiałam ;) Parę lat temu jeszcze pisywałam listy papierowe z koleżankami z innych zakątków kraju. Teraz już wymieniam albo smsy, albo wiadomości mailowe. Znak naszych czasów. Choć czasami żałuję, że nie mam już chęci do zebrania się i napisania papierowego listu.

Prowadzisz bloga (autopsja-stron.blogspot.com/). Czy nie żal Ci czasu przeznaczonego na recenzowanie cudzych książek, skoro w zamian mogłabyś napisać cos autorskiego?

Nie, lubię czytać innych. Widzę wtedy wiele mankamentów mojego warsztatu. Dzięki temu mogę więc podszkolić siebie. Ostatnimi czasy jednak nawet zaczęłam zaniedbywać bloga. Mam nadzieję, że ten stan się uspokoi i po wakacjach wrócę do statusu recenzenta.

Prowadzisz stronę autorską www.romanowska.com.pl). Czy jeszcze jakieś inne strony administrujesz?

Nie, nie. Teraz to nawet powyższej już nie administruje. Cierpię na chroniczny brak czasu. Takie moje małe przekleństwo. A jak już trochę czasu wygospodaruje, to wolę przeznaczyć go na błogie leniuchowanie – aż wstyd się przyznać ;)

Ożywasz nocą. Co robisz w ciągu dnia?

Pracuję. Albo śpię przed pracą ;) Albo robię obiad lub też siedzę w szkole. Innymi jeszcze czasy sprzątam w domu. Zawsze coś się znajdzie do roboty w ciągu dnia. Czasami nic nie robię. Tak też czasami trzeba sobie czas zająć. Najzwyczajniej w świecie się ponudzić ;)

Pod koniec sierpnia tego roku wybierasz się na imprezę LITERA TURA II. Skąd dowiedziałaś się o tej akcji?

O akcji wiem od zeszłego roku, kiedy to miejsca miała pierwsza edycja. Stwierdziłam, że nie mogę sobie jej odpuścić, tym bardziej, że zjawi się tutaj postać dla mnie wręcz kultowa. Kiedyś nawet podkreślałam, że jest to mój ulubiony pisarz horrorów. Chyba wiadomo o kogo chodzi. Jak więc mogłoby mnie nie być? ;)

Wymień ulubionego wykonawcę muzyki (piosenkarza).

Ajć, no toć to trudne pytanie!  Tyle mamy wspaniałej muzyki. Jeśli jednak muszę zdecydować się na jednego, jedynego wykonawcę, to zdam się na kogoś, kto zauroczył mnie swoją muzyką jakiś czas temu. Młoda dziewczyna – Birdy.

Wybierz taki fragmencik jej (jego) piosenki, by te słowa te mogłyby być puenta naszej rozmowy.

I znowu pytanie z serii trudnych. Birdy ma ciężkie teksty, raczej bardzo romantyczne, lub też odnoszące się do miłości, a my wcale o miłości nie rozmawiałyśmy. Jeśli jednak mam się na któryś zdecydować, to myślę, że ten będzie dobrze wkomponowany:
We're all young and naive still
We require certain skill
The motive changes like the wind
Hard to control when it begins
The bittersweet between my teeth
Trying to find the in-between
Fall back in love eventually
Czyli mniej więcej streszczając – wszyscy poszukujemy swojej ścieżki ;)

Bardzo dziękuję za rozmowę

Wywiad przeprowadziła Maria Zofia Tomaszewska

2

Witam serdecznie Panią Kornelię Romanowską – pisarkę i poetkę. Opublikowała pani dwa tomiki wierszy oraz książkę: Puszka Pandory. W czym pani się lepiej czuje – pisząc wiersze czy prozę?

W sumie jest mi ciężko określić, ponieważ poezja nie jest łatwa. W bardzo ograniczonej ilości słów trzeba oddać wiele uczuć. To jest w poezji najtrudniejsze. W prozie natomiast można się rozwinąć, na ile się chce – można te uczucia opisać. Dla jednych poezja jest trudna, dla innych proza... Ja próbuję się odnaleźć i w jednym i drugim. Najpierw zaczęłam pisać wiersze.Od trzynastego roku bodajże... Zaczęłam więc od poezji. To był mój początek. Ale ona ze mną została. Zawsze będę pisać wiersze, chociaż różnie to bywa, nie zawsze piszę intensywnie. Na przykład teraz piszę tylko jeden wiersz na rok. Natomiast odnosząc się do prozy – w książkach szukam czegoś zupełnie innego.

Jako autorka wierszy – jest Pani osobą wrażliwą czy „młodą-gniewną"?

Bardziej wrażliwą. Nawet gdy pisałam w okresie buntu gimnazjalnego. Moje wiersze są raczej ciężkie. Na pewno nie są proste. Nie piszę rymów. Pełno jest poezji rymowanej. U mnie jest inaczej. Wolę wiersze cięższe, białe, bez interpunkcji, nierymowane, zawiłe metafory...

Który z poetów jest Pani przewodnikiem duchowym?

Takiego jeszcze nie odnalazłam, choć bardzo, bardzo lubię Wojaczka. Mam nadzieję, że nie zostanie nigdy moim przewodnikiem duchowym, bo źle bym skończyła, ale należy do tych poetów, których czytywałam w szkole, mieliśmy o nich zajęcia. A takich współczesnych, których poznałam gdzieś-tam, uwielbiam Marka Olszewskiego i Kamila Kwidzyńskiego. Ten ostatni – młody pisarz, młodszy ode mnie – pisze niesamowite wiersze. Ma tak niezwykle wrażliwą duszę, że mam nadzieję, że kiedyś ktoś go wyda. I mam nadzieję, że zrobi to porządnie. Że będzie dostępny jego tomik w księgarni, bo chłopak naprawdę na to zasługuje. Staram się wybierać poezję ludzi młodych, którzy tworzą teraz, są mi po prostu bardziej bliscy.

Napisała Pani książkę: Puszka Pandory. Znalazłam porównanie tej książki do do filmu „Bodyguard". Czy tego typu porównania są dla Pani deprymujące czy raczej sympatyczne?

No tak, takie porównanie w zasadzie spotkałam w jednej recenzji. „Bodyguard" to był generalnie bardzo dobry film i zbierał bardzo dobre recenzje, więc takie porównanie może być dla mnie promocją. W zasadzie uważam jednak, że wiele w mojej książce ma się nijak do filmu, to porównanie podejrzewam dotyczy tematu ochroniarzy, to się od razu nasuwa, bo lubimy tak...

...myśleć schematami...

...właśnie.

Jak została książka przyjęta?Jakie są Pani odczucia?

O, tutaj było bardzo różnie. Na początku recenzje były przychylne, wrażenia raczej były dobre. Chyba w ogóle trafiłam tylko na trzy, w których zakwalifikowałam się poniżej 3 punktów na 6. Wydaje mi się, że książka nie została jakoś źle odebrana. Myślę, że z powodu, że jest to romans (bo to jest kobieca literatura), jeśli przeczyta ją mężczyzna, może mu się niekoniecznie spodobać. Zawsze trzeba książkę kierować do czytelników, którzy w danej dziedzinie czują się dobrze. Jeśli przeczyta tę książkę kobieta, pomyśli – o fajnie, może być - i da czwóreczkę. A jeśli przeczyta mężczyzna, punkty spadną. Tu trzeba się wstrzelić w rynek.

No dobrze, a Pani najbliższe otoczenie? Pani jeszcze studiuje. Czy wszyscy studenci w grupie stanęli na wysokości zadania i przeczytali książkę?

Oczywiście, że ... nie.

(śmiech)...teraz mnie Pani zaskoczyła...

Nie, to wcale nie jest tak, że znajomi, jeśli się tylko coś opublikuje to zaraz pędzą i kupują. Nie. Raczej chcą zostać o-b-d-a-r-o-w-a-n-i.

A najbliżsi przyjaciele?

Najbliżsi tak, a ci dalsi, tacy z Facebook'a reagują tak: „fajnie, ale możesz mi dać? Możesz mi podarować, ja przeczytam" Nie bardzo chcą wspierać czytelnictwo. Zresztą nie mówię tylko o sobie i moim przypadku - młodzi ludzie po prostu nie czytają...

Dopiero jeśli zostaną obdarowani, wtedy z przyzwoitości przeczytają...

... wtedy tak. Nawet z chęcią wielką. To mnie przeraża. Ja też recenzuję książki, sama bardzo dużo kupuję, bo lubię to robić. Przeraża mnie to, że większość moich koleżanek zamiast czytać woli siedzieć przy komputerze, przy Facebook'u, przy grach, nie wychodzą nawet do ludzi, więc... nie wiem jak to będzie wyglądało niedługo...

A Pani? Studiuje pani, uczy się. Jak Pani potrafi to wszystko pogodzić? Pisuje Pani systematycznie czy z doskoku?

Ciężko mi to pogodzić, bo na dodatek jeszcze pracuję. W weekendy się uczę, w tygodniu pracuję, noce mam na pisanie. To jest tak, że nie zawsze znajduję czas, raz w miesiącu czasami... Czasami potrafię pisać cały tydzień, a czasem przerwa jest dwumiesięczna. To zależy od tego jakie mam obowiązki oraz od tego kiedy przychodzi wena.

Czy wydaje się Pani, że określiła już swój gatunek literacki czy dopiero poszukuje?

Zdecydowanie poszukuję. „Puszka..." jest oceniona jako kryminał, ale tak naprawdę jest romansem. A teraz napisałam obyczajowo-romansowo-fantastyczną książkę, więc to znów w ogóle będzie coś innego. Pisuję też do antologii, nie wiem czy pani słyszała o projekcie: „Halloween po polsku". To jest horror. Napisałam więc horror.

Oczywiście, słyszałam. A skąd taka tematyka?

Bo lubię! Ja sama lubię czytać horrory. Uwielbiam oglądać takie filmy.

Jaki jest ulubiony pisarz?

Graham Masterton. Nie King, to może jest dziwne, ale nie King. King pisze bardzo „psychologicznie". U niego horror nie jest w sumie horrorem. Nie ma tam przerażających postaci, potworów... U Mastertona podoba mi się to, że opisuje jakieś straszne zło, które uderza w ludzi. A ja się lubię bać czegoś, o czym wiem, że nie istnieje. Natomiast nie lubię czytać o czymś co mogłoby zaistnieć, a jest straszne.

Lubi Pani straszyć swoich czytelników?

Luuuuuuuubię (śmiech). Dlatego właśnie udzielam się w „Halloween..." i pisząc opowiadanie do pierwszej i drugiej edycji, (a niedługo wyjdzie też trzecia), można popuścić wodze wyobraźni. Pierwsze opowiadanie napisałam o duchach. To bardzo delikatne opowiadanie. Bałam się czy to mi się uda. A drugie jest już straszne. Tu już mamy jakieś rozrywanie ciał... Teraz dopiero było fajnie, mogłam dać upust w utworze tej agresywności tkwiącej gdzieś tam we mnie.

Czy myślała Pani już o tym, żeby wydać samodzielnie jakąś powieść albo własny zbiór opowiadań w tym stylu?

Na razie to są tylko pojedyncze utwory. Zobaczymy co będzie dalej. Jeśli chodzi o książkę, to myślę, że teraz, w tym momencie bym się bała napisać horror, bo jeszcze nie czuję się w tym gatunku dość pewnie. Na razie dwa opowiadania mi wyszły. Teraz będzie kolejne. Zobaczymy co będzie dalej. Może w końcu przy tym kolejnym wczuję się bardziej i zacznie mi coś kiełkować. Kto wie? Nie mówię, że nie. Ale jeszcze nie teraz.

Zapytam jeszcze o Pani preferencje, jako młodą czytelniczkę. Sięga Pani po czytniki czy raczej woli książki papierowe?

Formy tradycyjne! Wolę książki. Nie wyobrażam sobie: siedzieć w pociągu i trzymać Kindle'a. Wiadomo, że to jest lżejsze. Nie trzeba taszczyć z sobą ciężkich tomów. Ale dla mnie zapach książki tej całkiem nowej, gdy się kupuje... właśnie pierwsze co robię, to ją wącham;)

I to jest niepowtarzalne wrażenie.

Tak, ja lubię przekartkować sobie coś, zatrzymać się, odłożyć na półkę, wrócić sobie...

Jakie są ulubione książki, do których Pani wraca bez przerwy?

Bez przerwy mogłabym wracać do Paulliny Simons i jej „Jeźdźca miedzianego". Po prostu uwielbiam. To jest już trzynaście lat temu wydana książka, ale jest genialna. Dwa lata temu odkryłam jeszcze pisarkę Santę Montefiore i uwielbiam jej styl. Jej książki są przejmujące, niesamowite, nie można się od nich oderwać po prostu. To są książki z elementami romansowymi, taka literatura kobieca. Jeśli chodzi o horrory, to Masterton, który jest niepowtarzalny. Ogólnie czytam to, co gdzieś mi wpadnie w oko. Gdy idę do księgarni, gdy wybieram sobie coś, co chcę sobie kupić, to kieruję się opisem z tyłu, a nie okładką, bo ta jest często myląca.

Sugerowanie się okładkami nie jest wskazane i chociaż nigdy tego nie robię, w zasadzie dopiero teraz przygotowując się do wywiadu podczas imprezy „LiteraTura", doszło do mnie – w jakim stopniu rzeczywiście okładki mogą być mylące.

Bardzo! A właśnie większość ludzi kieruje się okładką. Wolę sobie przeczytać z tyłu. W moim przypadku – książkę „ Puszka Pandory" zaliczono do kryminałów, a tak naprawdę – to jest romans. Ludzie sięgając po nią, mają obietnicę kryminału i mogą być zawiedzeni.

Nad czym Pani teraz pracuje: to jest wiersz, powieść czy opowiadanie grozy?

Teraz pracuję nad opowiadaniem grozy do „Halloween...", ale jednocześnie pracuję nad tą obyczajowo-romansowo-fantastyczną książką, o której też wspominałam.

Kiedy będziemy ją mogli przeczytać?

Wszystko jest w początkowej fazie, dopiero ją wypuściłam do wydawnictw. Czekam na odpowiedzi, zobaczymy co z tego będzie.

Jak to jest. Wydała Pani już pierwszą książkę. Czy to otwarło już jakieś drzwi, przetarło szlaki, czy za każdym razem – podczas wydawania nowego tomiku, książki - całą procedurę przechodzi się od nowa i wszystko zaczyna się od początku?

Nie ma z górki. Może gdyby wydał mnie Prószyński, a ja bym została sprzedana w milionowym nakładzie, byłoby inaczej. Dzisiaj ciężko jest sprzedać książkę. Nie mówiąc o całym procesie, który trwa, bo to trzeba wydać, wydrukować, rozesłać do księgarń, wypromować...

A Pani? W jaki sposób Pani promowała swoją pierwszą powieść? Pani studiowała, miała sesje, pracowała. Miała Pani czas na spotkania autorskie?

Promocja była, ale z mojej strony właśnie. Ja musiałam sobie reklamować książkę. Pierwsze spotkanie autorskie miałam w swojej maleńkiej mieścince.

Jak to wyglądało – poszła Pani do biblioteki i powiedziała, że napisała książkę?

Nie, sami mi zaproponowali. Usłyszeli, że książka została wydana, więc stwierdzono, że skoro mieszkam tutaj, to nie mogą mi nie zrobić spotkania autorskiego. Więc to była inicjatywa domu kultury. Było bardzo sympatycznie i fajnie. Później już działałam sama. Weszłam na Facebook'a, założyłam stronę autorską, pozapisywałam się do różnych grup, poznałam innych pisarzy, bardziej doświadczonych, Pytałam ich co można jeszcze zrobić. Rok temu przyjechałam tutaj, do Wrocławia, do Stowarzyszenia Sztukater, co też mi pomogło. Już na terenie Wrocławia miałam 5 spotkań autorskich.

Opowiadania, które Pani pisze dla „Halloween...", napisała Pani z grupą pisarzy skupionych w klubie Tfórców z Facebook'a?

Pomysł rzeczywiście wyszedł od grupy Tfórców. To był taki pomysł, który miał w jakiś sposób wypromować czytelnictwo. Może to nie brzmi fajnie, że to są utwory do ściągnięcia za darmo, ale faktycznie – tych pobrań mieliśmy dużo. Z tego wynika, że jednak ludzie chcą czytać, ale ... nie wiem co im stoi na przeszkodzie. Tu było za darmo, czyli – fajnie – można pobrać. Nie płacę za to - więc mogę sobie poczytać.

Czym jest Grupa Tfórców? Skąd ona się wzięła i jaką ma się satysfakcję należąc do niej?

Grupa działa, ale coraz mniej się tam dzieje. Nawet nie wiem czy byłam tam od początków jej powstania. Chyba powstała po to, byśmy mogli się wymienić doświadczeniami. To jest z tego, co pamiętam grupa otwarta... Stwierdziliśmy, że zbierzemy się, poznamy się, wymienimy doświadczeniami, zapytamy o to jak nam wychodzi promocja. Spróbujemy sobie pomóc, bo samemu przebić się jest trudno. Jeśli się pozna kogoś, kto wskaże jakąś drogę, powie – spróbuj tutaj, spróbuj tam, może ci się uda. Nie wszyscy wiemy gdzie uderzać. Ta grupa miała nam pomóc w odnalezieniu się w tym świecie.

Co Pani robi w wolnym czasie, gdy nie ma Pani dostępu do komputera ani pióra – nie może pisać?

Jeśli nie mogę pisać, ale mam dostęp do komputera, to robię grafikę komputerową. Skończyłam szkołę graficzną, a grafika to moje hobby.

Myślała Pani w takim razie nad tym, żeby połączyć grafikę z pisarstwem? Czy mógłby powstać jakiś projekt typu – własny tomik wierszy ilustrowany przez Panią osobiście?

Nie do końca. Grafika w moim przypadku jest dosyć trudna, bo wbrew pozorom ja nie mam zdolności manualnych. Ja nie rysuję. Robię całkowite obrazy komputerowe od podstaw, przerabiając zdjęcia, które już gdzieś w internecie są. Powstaje jednak z tego całkowicie nowy projekt.

Czy szuka Pani kontaktu z czytelnikami, drukuje wiersze na blogu? Szuka Pani opinii czytelników?

Wiersze na przykład publikowałam i publikuję na forach internetowych, w szczególności na poezjaart. Prowadzę blog z recenzjami. Na nim umieściłam odnośnik do mojej książki, można wejść i poczytać. Bardziej jednak korzystam z Facebook'a, to jest chyba największe narzędzie komunikacji z kimkolwiek. Wszyscy siedzą na „fejsie".

Zdarza się Pani dyskutować o swojej książce?

Zdarza się, choć rzadko. Raczej rok temu. Teraz książka ma dwa lata, więc zaczęła znikać...

Trzeba wyjść już z czymś nowym...

No właśnie, więc teraz chcę zawalczyć...

Serdecznie dziękuję za rozmowę, życzę sukcesów w życiu osobistym i zawodowym i wspaniałych tematów do przyszłych książek.

Ja także dziękuję.

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Urbańczyk

Współpracujemy z: