Mirosław Tomaszewski

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Gdynia, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Marynarka"

    "Pełnomocnik"

    "Ugi"

Biografia:

Mirosław Tomaszewski – gdyński pisarz, scenarzysta i dramaturg. Z wykształcenia inżynier. Jest autorem powieści "Pełnomocnik" (KAW - 1992) i "UGI" (Czarne - 2006), "Marynarka" (WAB – 2013), dramatów "Stroiciel" (Teatr Telewizji - 1995) i "Jak bracia" (Teatr Polskiego Radia -1996), ok. 170 odcinków seriali telewizyjnych (2005-2010), oraz kilku komedii teatralnych czekających na premierę."

Wywiad:

"Cenię sobie każdego czytelnika"

Jakie posiadasz wykształcenie i jaki jest Twój zawód?

Jestem absolwentem Wydziału Mechanicznego-Technologicznego Politechniki Gdańskiej. Wcześniej skończyłem Technikum Chłodnicze w Gdyni. Byłem przez 13 lat inżynierem w Radmorze. Konstruowałem maszyny i urządzenia produkcyjne. Trzy z nich zostały opatentowane. Zaliczyłem trzyletni epizod handlowy w firmie siostry. Założyłem z kolegą spółkę z o.o., pracowałem 3 miesiące jak marynarz - młodszy motorzysta i pomocnik palacza na jednym z ostatnich parowców polskiej floty handlowej. Prowadziłem, do spółki z żoną firmę produkującą kasety magnetofonowe, a potem płyty CD z jej muzyką, które były uzupełnieniem do pisanych przez nią podręczników do nauczania muzyki. Przez kilka lat pracowałem jako scenarzysta serialowy. Jak widać, mam kłopot z wypełnieniem rubryki „zawód wykonywany".

Skąd zatem pomysł na pisarstwo?

Nie było żadnego pomysłu. Pisanie to w mojej wersji przymus, genetyczne obciążenie, który nie daje żadnego wyboru.

Jak określiłbyś swego Czytelnika? Dla kogo piszesz?

Nie powiem tu nic oryginalnego. Moi czytelnicy to ludzie, którzy myślą o świecie podobnie do mnie. Chciałbym, żeby było ich jak najwięcej, więc w swoich tekstach staram się nie stawiać barier trudnych do przejścia. Zawsze mówię o sprawach ważnych, ale w raczej lekkiej formie, podobno zawsze przesiąkniętej humorem, sarkazmem, ironią i cynizmem. Chociaż moje powieści określane są jako męskie, mam także czytelniczki. Na szczęście, bo w Polsce to głównie kobiety czytają.

Czy piszesz dla wszystkich, czy kogoś, np. pewne grupy, celowo pomijasz?

Takie pisanie do ściśle określonych grup docelowych można uprawiać pisząc podręczniki dla fryzjerów albo ginekologów. Literatura zawsze powinna być otwarta na każdego czytelnika, którego uda się zwabić. Jest jednak oczywiste, że niektórzy z nich nigdy nie wejdą do naszego świata, chociaż drzwi będą na oścież otwarte. Dotyczy to nie tylko literatury.

Kto jest pierwszym czytelnikiem Twojej twórczości?

Żona Maria. Potem zwykle znajomy scenarzysta, szczególnie jeśli chodzi o sztuki i scenariusze.

W cyklu krótkich opowiadań "Marynarka", nawiązujesz do zmiany odzieży jako do symbolu zmiany poglądów, sprzedania swoich wartości. Czy zdarzyło Ci się zmienić taką marynarkę w życiu osobistym?

„Marynarka" nie jest zbiorem opowiadań, ale normalną powieścią podzieloną na krótkie rozdziały, które początkowo wydają się odrębnymi bytami, ale w miarę rozwoju akcji tworzą coraz bardziej spójną całość. Tematem książki nie jest zmiana odzieży. To co stało się z marynarką ojca głównej postaci jest symbolem tragicznych historycznych doświadczeń, jakie odebraliśmy jako naród. W tym sensie ja również ją noszę i nie mogę jej zmienić.

Twoja komedia teatralna pt. "Teściowa Hamleta" ma szansę trafić w tym roku na afisz krakowskiego Teatru Ludowego. Jak to się robi? Czy poprzez siłę przekazu Twego dzieła, a może poprzez układy?

Decyzja o premierze, chociaż zapowiedziana w prasie, nie została jeszcze przez Teatr Ludowy podjęta, więc staram się nie ekscytować. „Teściowa Hamleta" miała już 6 zapowiedzianych premier, odbywały się próby, powstał plakat, a potem sprawa umierała. Wcześniej wystawiłem „Stroiciela" w Teatrze Telewizji i dwie inne sztuki w Teatrze Polskiego Radia, ale w żywym teatrze Mirosława Tomaszewskiego jeszcze nie grali. Nie jestem więc najlepszym ekspertem od dawania porad jak to się robi. Moja ostatnia sztuka „Osadzeni" też ma duże szanse zostać jesienią 2014 wystawiona w Warszawie i Tarnowie, ale dopóki nie mam zaproszenia na premierę, nie jestem niczego pewien. Te możliwości pojawiły się głównie dzięki mojej żonie, która operuje w sieci bardzo sprawnie i nawiązuje mnóstwo kontaktów. To dzięki nim moje sztuki mają szanse zostać wystawione. Gdyby nie to, zostałbym na łasce wymienionych przez Ciebie układów, które oczywiście są głównym powodem wystawień i odrzuceń tekstów. Układów nigdy nie miałem i nie mam, do czego przyczyniła się wydatnie moja edukacja, która ominęła wydziały humanistyczne uniwersytetów. W każdym środowisku, nie tylko artystycznym, jest z tym podobnie. Decyduje osobista znajomość, sympatia, antypatia, interesy. Jakość tekstu, do pewnego etapu, nie jest najważniejsza. Może nawet ... nigdy nie jest ;), niestety.

W "Teściowej Hamleta" wyśmiewasz pokolenie "Pilotów", tj. przykutych do sofy telewidzów z pilotem w ręku. Czy nie boisz się, że Ci sami telewidzowie mogą stać się Twymi Czytelnikami?

Cenią sobie każdego czytelnika. Nie przeszkadza mi jeśli trzyma w dłoni pilota czy piwo. Sam jestem uzależniony od seriali, głównie amerykańskich i brytyjskich. Tam dzieją się rzeczy o wiele bardziej interesujące niż w kinie. Oczywiście większość produkcji jest bardzo słaba, ale powstaje wiele wybitnych seriali. Moja ironia w „Teściowej Hamleta" dotyczy raczej zasad, które rządzą popularnością, manipulacji medialnych oraz kryteriom, które nominują ludzi na gwiazdy. Mówi także o tym w jaki sposób instytucje finansowe hipnotyzują ludzi, by zdobyć nad ludźmi władzę, a potem wykorzystać ją dla swoich celów. Pokazuje jak popularność, seks i pieniądze splatają się w domu pewnego serialowego aktora. „Teściowa" poddaje także weryfikacji artystowskie poglądy tych, którzy uważają, że wystarczy odrzucić komercję, żeby robić prawdziwą sztukę, na przykład wystawiając nową wersję sztuki Szekspira. W jakimś sensie jest to także sztuka o niespełnieniu, szczególnie twórców.

Pod koniec sierpnia weźmiesz udział w charytatywnym wydarzeniu literackim pt. "LITERATURA II" w Strzelinie. Skąd Twoja tam obecność? Czy charytatywność to Twoje powołanie, czy raczej sprytna forma reklamy własnej twórczości?

Wyjazd do Strzelina będzie odpowiedzią na zaproszenie. Nie kalkuluję co się tam zdarzy. O tym wiedzą lepiej organizatorzy, chociaż życie przynosi wiele niespodzianek i nic nie da się do końca przewidzieć. Przy całej swojej niezależności czasem lubię poddać się fali, a jeśli „Literaturze II" uda się połączyć promocję ze szczytną ideą pomocy dzieciom z domu dziecka, to tym lepiej. Wciąż za mało w tym zakresie robimy jako społeczeństwo. Budzenie świadomości istnienia wokół nas ludzi pokrzywdzonych przez los warte jest każdego wysiłku. Jeśli pretekstem jest sztuka, to świetnie. Pisarze też mogą coś na tym zyskać. To zwykle samotnicy i jeśli jest okazja spotkać takie odludne wyspy w jednym miejscu, to może coś ciekawego z tego wynikać.

Dziękuję za rozmowę

Wywiad przeprowadził Jacek Wąsowicz

Współpracujemy z: