Maria Paszyńska

Informacje Personalne:

  • Narodowość: Polska
  • Język: polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Warszawski Niebotyk"

    "Cień Sułtana"

    "Gonitwa Chmur"

Biografia:

Maria Paszyńska (1985) z urodzenia Dolnoślązaczka, z wyboru rodziców, a później i własnego serca warszawianka. Absolwentka iranistyki Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz prawa na Uczelni Łazarskiego. Jest przewodnikiem miejskim po Warszawie i varsavianistką z zamiłowania. Prowadziła własną firmę przewodnicką i wiele lat pracowała w kancelarii prawnej. Zna całkiem sporo języków obcych. Prywatnie jest zakochaną żoną i chyba nienajgorszą matką dwójki dzieci.
Przygodę z pisaniem, rozpoczęła w czwartej klasie szkoły podstawowej. Napisała wówczas sztukę z morałem dla szkolnego kółka teatralnego. Potem były opowiadania, powieści, nowele, haiku pisane do szuflady. W liceum reżyserowała musicale, do których pisała również scenariusze. Jest także autorką felietonów i bajek dla dzieci publikowanych w tygodniku „Klimaty św. Anny".


Źródło: mariapaszynska.wordpress.com

Wywiad:

"Warszawski niebotyk" zauroczył mnie kompletnie. To powieść napisana z wielkim rozmachem. Dzisiaj zapraszam Was na rozmowę z jej autorką – Marią Paszyńską. Opowie m.in.: o swoich inspiracjach, planach na przyszłość oraz zdradzi, który z siedmiu języków jakie zna jest jej ulubionym.

 

Warszawski niebotyk to opowieść o młodych ludziach wkraczających w dorosłe życie. Skąd pomysł na fabułę? Co Cię zainspirowało?

Inspiracją do napisania „Warszawskiego niebotyku" był budynek Prudential przy obecnym placu Powstańców Warszawy. Nigdy nie podejrzewałam, że jakaś betonowo – stalowa konstrukcja będzie w stanie tak mocno zadziałać na moją wyobraźnię. Pamiętam dzień, w którym w przedwojennym numerze jednej z warszawskich gazet znalazłam pięknie podkolorowane zdjęcie ówczesnego placu Napoleona. Mimo iż wcześniej tysiące razy przechodziłam obok tego budynku, tego dnia spojrzałam na niego po raz pierwszy oczami ludzi żyjących w dwudziestoleciu międzywojennym. Nie patrzyłam na niego przez pryzmat paskudnych, socrealistycznych kariatyd i innych ozdób wątpliwej urody, dodanych podczas powojennej odbudowy, nie jako na zrujnowany budynek w centrum miasta rozpaczliwie wołający o remont, ale jak na istny cud techniki, architektury, dumę i chlubę Warszawy. Zachwyciłam mnie zuchwałość i rozmach z jakim zaprojektowano ten budynek. Zaczęłam czytać wszystkie dostępne materiały na jego temat odkrywając coraz to nowe ciekawostki, aż wreszcie przyszła myśl, że jest to doskonały zaczyn opowieści o szalonych marzeniach, bezkompromisowym pragnieniu by los spełniał każde żądanie, brawurowym wkraczaniu w zastaną rzeczywistość, czyli o tym co jest kwintesencją młodości. A wszystko zaczęło się od obecnie zdecydowanie niepozornego budynku...Jego główny konstruktor Stefan Bryła po chwili miał już w mojej wyobraźni serdecznego przyjaciela, który miał trzech synów...

Bohaterowie mają swoje pierwowzory wśród ludzi z Twojego otoczenia, czy raczej stanowią wytwór wyobraźni?

Bohaterowie fikcyjni, gdyż należy pamiętać, że w mojej powieści jest kilka postaci historycznych, są stuprocentowym wytworem mojej wyobraźni. Ciekawe jest jednak to, że bardzo wiele osób z mojego najbliższego otoczenia doszukuje się wśród nich samych siebie lub podobieństwa do wspólnych znajomych.

Który z nich jest najbliższy Twojemu sercu?

Lubię wszystkich moich bohaterów. Starałam się, żeby każdy z nich był wyjątkowy, charakterystyczny, jedyny w swoim rodzaju i na swój sposób niezapomniany. Mam jednak słabość do postaci tragicznych, zwłaszcza tych, których tragedii winna jest namiętność, której nie można opanować, dlatego moim ulubieńcem jest Jan Zasławski.

To chyba również mój ulubiony bohater. Idąc dalej jak przebiegają prace nad pisaniem? Robisz zarys historii, notatki czy raczej piszesz bez wcześniejszego scenariusza?

Jestem osobą dość nieuporządkowaną, ale gdy idzie o pisanie mam swój nowatorski system, który pozwala mi nie pogubić się w opowiadanej historii. Każdą fabułę opracowuje od początku do końca, jeszcze przed przystąpieniem do układania zdań. Fabułę, nad którą aktualnie pracuję zawsze można znaleźć na wielkich płachtach papieru szczelnie pokrywających ściany w mojej sypialni. Po skończonej pracy, zwykle nieco już spłowiałe, pożółkłe arkusze zwijam w rulony, opatruję datą i chowam na pamiątkę. Po czym znów oblepiam ściany białymi, czystymi, czekającymi na zarysowanie kartonami... Mam także całe mnóstwo zeszytów, notatników, kalendarzyków, w których zapisuję różne myśli, pomysły czy sceny, które w najmniej odpowiednich chwilach stają mi przed oczami domagając się natychmiastowego zanotowania.

Zakończenie „Warszawskiego niebotyku" daje nadzieję na kontynuację powieści. Taki był pierwotny zamysł? Napiszesz ciąg dalszy opowiadający losy bohaterów czy raczej powstanie coś zupełnie nowego?

Bohaterowie „Warszawskiego niebotyku" nie przestali istnieć w mojej wyobraźni z chwilą, w której postawiłam ostatnią kropkę w powieści. Po pewnym czasie zaczęli o sobie przypominać, a ja chodziłam i myślałam, co u nich słychać, jak potoczyły się ich dalsze losy. Tak powstał zarys kontynuacji, która ukaże się wkrótce ponownie nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona. Mogę chyba już zdradzić tytuł, który brzmi „Gonitwa chmur".

Pojawiają się pierwsze recenzje. Stresowałaś się przed premierą? Zaglądasz na blogi recenzenckie? Myślisz, że są one potrzebne?

Miałam ogromną tremę. Choć pisane przeze mnie krótkie formy były już wielokrotnie analizowane i komentowane przez różnorodne grono czytelników, nigdy wcześniej nie oddałam pod recenzencki nóż powieści. Nie wiedziałam jak zostanie przyjęta, zwłaszcza, że wybrałam gatunek nietypowy dla czasów, w których żyjemy. Pierwsze recenzje sprawiły mi przeogromną radość. Książka jak na razie wydaje się być odbierana bardzo pozytywnie, więc i ja czuję się pewniej otwierając wiadomość zawierająca kolejną recenzję. Jeśli chodzi o blogi recenzenckie to uważam, że są szalenie potrzebne. Na rynku wydawniczym każdego roku pojawia się tak wiele propozycji, że zwykłemu śmiertelnikowi, nie związanemu z branżą wydawniczą, który na co dzień nie zajmuje się książkami, trudno jest za tym wszystkim nadążyć. Wiem to z własnego doświadczenia. Wówczas w tym zalewie propozycji, blogi recenzenckie są doskonałymi drogowskazami. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu na znalezienie bloga, którego autor ma podobny gust i podejście do literatury. Na szczęście blogów literackich jest coraz więcej i są coraz lepiej sprofilowane, więc naprawdę warto znaleźć swoją latarnię morską.

Co czuje pisarz trzymający w dłoniach swoją debiutancką książkę? Do czego porównałabyś to uczucie?

Ach, jest to uczucie jedyne w swoim rodzaju, trudne do opisania i jeszcze trudniejsze do porównania z czymkolwiek innym. Szalona radość, duma, niedowierzanie, wdzięczność wobec tych wszystkich, którzy umożliwili mi przeżycie tej chwili – unikalna mieszanka uczuć.

Swoją powieść napisałaś z wielkim rozmachem. Czy właśnie po ten gatunek sięgasz najczęściej czytając?

Bardzo lubię powieści, zwłaszcza te wielopłaszczyznowe, wielowątkowe, wciągające czytelnika bez reszty w inny świat. Niemniej jestem beznadziejnym przypadkiem nałogowego czytelnika, więc gdy nie mam wyboru czytam wszystko co mi wpadnie w ręce. Muszę chyba jednak zacząć nad sobą pracować, bo mój serdeczny przyjaciel (również nałogowiec) analizując nasze czytelnicze zwyczaje, wyliczył niedawno, że do chwili odejścia z tego świata i tak nie zdążymy przeczytać wszystkiego, co byśmy chcieli, więc może nie warto tracić czasu na przypadkowe książki...

Jak pracujesz nad swoim warsztatem pisarskim?

Czytam. Zarówno literaturę piękną sensu stricto, jak i literaturę faktu, z której doskonale można uczyć się dyscypliny formułowania myśli. Czytam także podręczniki scenopisarstwa, w których zawarta jest cała masa praktycznych wskazówek dotyczących uzyskiwania efektu odpowiedniej plastyczności wypowiedzi. Drugim elementem mojej pracy nad warsztatem jest po prostu pisanie. Piszę w każdych okolicznościach, codziennie, czasem pod przymusem goniących terminów, czasem dla czystej przyjemności obcowania ze słowem. Zawsze mam przy sobie mały zeszyt do zapisywania podsłuchanych w tramwaju dialogów, notowania inspirujących myśli. Papier i ołówek mam także przy łóżku- tego nauczył mnie mój profesor, znakomity polski iranista Bogdan Składanek, który powtarzał mi wielokrotnie, że najtrafniejsze spostrzeżenia najczęściej przychodzą człowiekowi tuż po przebudzeniu i trzeba je jak najszybciej zapisać, będąc na pograniczu jawy i snu.

Gdyby miałaś możliwość nauki sztuki pisarskiej od dowolnego pisarza kto by to był i dlaczego?

Może to zachłanne z mojej strony, ale chciałabym się uczyć od wielu pisarzy. Wybór jednego mistrza jest zbyt trudny, gdyż każdy z moich faworytów „specjalizuje się" w czymś innym. Tołstoj jest niedoścignionym mistrzem przedstawiania ludzkich stanów emocjonalnych, charakterów i usposobień. Wiesław Myśliwski jest wirtuozem słowa, nikt tak jak on nie konstruuje zdań. Od Ayn Rand chciałabym nauczyć się tkania z trudnych zagadnień idealnie gładkiej w przekazie fabuły. Od zmarłego w ubiegłym roku Marqueza usypiania czytelnika, tak by śnił mój sen.

Jesteś przewodnikiem miejskim po Warszawie, jakie miejsca poleciłaby osobie, która zawitałaby pierwszy raz do stolicy?

Warszawa to specyficzne miasto. Jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. Tragiczne, uparte, temperamentne, wesołe...Tylko trzeba umieć na nie patrzeć, nauczyć się po nim chodzić, bo jest to także miasto wymagające od odwiedzającego o wiele więcej wysiłku niż Paryż czy Wiedeń. Z drugiej strony takie odkrywanie wdzięku miasta z pozoru zupełnie nieurokliwego jest fascynującym doświadczeniem, które polecam każdemu. A osobie po raz pierwszy wizytującej stolicę, z pewnością wspomniałabym o zaczarowanej, choć miejscami bardzo zaniedbanej Lwowskiej, okolicach Jasnej, parku Skaryszewskim, Pałacu Kultury i Nauki, który pod tą socrealistyczną szatą zewnętrzną skrywa mnóstwo absurdalnych i niezwykłych miejsc, moim Wilanowie i oczywiście placu Powstańców Warszawy, przy którym stoi tytułowy warszawski niebotyk, choć na razie w kiepskiej formie. Mam nadzieję, że wkrótce zostanie mu przywrócona świetności i będzie go można pokazywać z dumą.

W informacjach czytamy, że znasz całkiem sporo języków obcych. Zatem iloma językami się posługujesz? Który nich należy do Twoich ulubionych?

Nie licząc ojczystego, całkiem nieźle znam siedem. W kilku kolejnych załatwię proste, codzienne sprawy, policzę do dziesięciu, zapytam czy możemy przestawić się na jakiś inny język. Do Alexandra Arguelles'a bardzo mi daleko Nauka języków obcych jest jednym z moich ulubionych zajęć, choć niestety z biegiem lat mam na to coraz mniej czasu. Pocieszam się jednak, że będzie to doskonała rozrywka na czas emerytury. Neurolodzy mówią, że nauka języków obcych sprzyja przyrostowi komórek nerwowych w mózgu i wytwarzaniu połączeń między nimi, więc być może dzięki tej pasji na dłużej zachowam sprawność intelektualną. A jeśli chodzi o mój ulubiony język obcy, bo polski jest językiem moich uczuć i emocji, więc jemu prymatu nic nie odbierze, zależy, do czego ma być używany. Uważam, że śpiew najpiękniej brzmi po rosyjsku, relacje z meczy piłkarskich po hiszpańsku , a mowa codzienna zdecydowanie po turecku.

 Wywiad przeprowadziła Marta Mrowiec.

Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!