Krzysztof Chrząstek

Informacje Personalne:

  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Uśmiech Słońca"

Biografia:

Krzysztof Chrząstek od wielu lat interesuje się rozwojem duchowym, huną, tantrą, zen, rozwijaniem świadomości, pracą z umysłem, zmianą przekonań na lepsze, religią i duchowością. Ciekawi go sedno wszystkiego – mądrość i przebłysk świadomości, który przychodzi...nie wiadomo skąd.
Swoje artykuły publikował m.in. w pismach „Czwarty Wymiar", „Nieznany Świat", „Wegetariański Świat" i nieistniejącym już miesięczniku „OdNowa". Jest autorem książek "Duchowa rEwolucja" i "Poradnik szczęśliwego człowieka".
Jest wegetarianinem, lubi żeglować i wypoczywać na łonie natury. Robi analizy psychometryczne, udziela konsultacji i inspiruje.

Źródło: www.zysk.com.pl

Wywiad:

"Łatwiej i wygodniej, a nawet mądrzej jest żyć bez ślepej wiary w coś, co mówią inni, choć nikt lub niewiele osób to sprawdziło."

Korzystając z tej niebywałej okazji jaką to jest spotkanie z Panem - uznanym i cenionym specjalistą od doradzania i pomagania innym ludziom w odnajdywaniu przez nich mądrości i szczęścia w życiu, nie mogę oprzeć się zadaniu tego nieco naiwnego ale też i trudnego pytania.. Jak żyć, żeby być szczęśliwym człowiekiem:)?

Dziękuję za te miłe słowa. Odpowiadając na każde pytanie można to zrobić krótko, sensownie i treściwie, albo rozwlekle i obrazowo. Tutaj posłużę się pierwszą możliwością. Aby być szczęśliwym warto być po prostu dobrym, uczciwym, mądrym, pogodnym, zrównoważonym i zdrowym człowiekiem. Nie tylko w słowach czy myśleniu, ale również a nawet zwłaszcza - w czynach. Takim, który rozumie w miarę siebie i swoje otoczenie. Jest świadomy szerszego kontekstu istnienia a równocześnie potrafi cieszyć się drobiazgami indywidualnego życia. Warto też omijać to, co temu nie służy.

Nawiązując do poprzedniego pytania... Czym według Pana jest szczęście i czy tak naprawdę w ogóle można mówić o takim pojęciu w jego uniwersalnym znaczeniu, które będzie się odnosić do nas wszystkich? Ośmielę się także zapytać, czy Pan jest szczęśliwym człowiekiem..?

Jeżeli mówimy o szczęściu, to właśnie przede wszystkim odnosimy się do uniwersalnego znaczenia tego stanu. Szczęście to brak napięć i przyzwolenie na to, aby energia wszechświata - radość i miłość płynęła swobodnie w nas i wokół nas. Ona jest i stale wypełnia nasze otoczenie. To poziom wibracji, do którego można się dostroić jak do odpowiedniej fali stacji radiowej. Często ten stan przejawiają małe, kochane i zdrowe dzieci. Prawie wszystkie zwierzęta i rośliny są szczęśliwe, bo jest to powszechny i normalny stan istnienia. Jak to mówił pewien wędrowny nauczyciel: "jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego", które właśnie jest tym prostym, naturalnym i dostępnym dla każdego rozluźnionego bytu stanem istnienia.
Jestem szczęśliwy wtedy, kiedy podążam za swoją intuicją i żyję w swoim rytmie. Wtedy najłatwiej utrzymać ten stan w sobie i swoim otoczeniu. Również nadal uczę się, aby coraz mocniej to przejawiać a właściwie oduczam tego, co nie służy temu stanowi.
Niestety dla wielu, nie obejmuje on wielu rozważań, mów i intelektualnego szumu. To jak wejście do wody. Wchodzisz i po prostu jesteś mokry. Szczęście jest zwykłe, może nawet zwyczajne, dlatego je często mijamy, bo oczekujemy fajerwerków i niezwykłości.

Wielu moich znajomych i szczerze mówiąc - ja także, podchodzę bardzo sceptycznie do wszelkich porad i wskazówek tzw. "specjalistów" z zakresu religii, filozofii czy też psychologii, którzy zdają się "wiedzieć lepiej" jak powinniśmy żyć. Jak by Pan przekonał mnie i innych "niedowiarków" do korzystania z tych porad?

Niewiele osób, łącznie z psychologami, trenerami i specjalistami w wielu dziedzinach jest świadomych tego, że jeżeli dana osoba w jakimś temacie ma za małą świadomość, to niewiele z zewnątrz jej pomoże, aby zrozumieć, pojąć dane zagadnienie. Dopiero jak sama zmądrzeje w danym temacie na tyle wystarczająco, aby dostrzec i zrozumieć korzyści np. danego stanu czy wiedzy, to dopiero wtedy poczuje do nich pociąg i chęć doświadczenia ich, albo chociaż przynajmniej zainteresuje się tym tematem.
Dlatego często namawianie i przekonywanie nie odnoszą żadnego lub zadowalającego skutku. Proszę np. przekonać dziecko z przedszkola o sensowności studiów. To jest na razie poza jego sferą rozumienia i świadomości. Być może po skończeniu podstawówki już będzie wiedziało, o co chodzi a być może dopiero później. Może też wybrać inną drogę. Studia nie są konieczne do tego, aby być szczęśliwym, a nawet bogatym czy mądrym. Czasem jest to tylko czas na fajne przedłużenie młodości lub znalezienie życiowej partnerki ;) Mam nadzieję, że ta dygresja jest zrozumiała. Na Ziemi jest bardzo dużo osób o tak różnym i odmiennym poziomie świadomości, że część z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, że nie jest w stanie zrozumieć pewnych prawd, idei i zjawisk. Uważają się jednak za "mądre", "inteligentne" i "wyedukowane" oraz "nowoczesne".
Część nurtów psychologicznych i duchowych to bardziej marketing, reklama i blichtr niż szkoła mądrości i świadomości. Dlatego należy mądrze i świadomie wybierać te idee i nauczycieli, którzy rzeczywiście - na co dzień - poza kamerami, szkoleniami i oficjalnymi wystąpieniami są mądrzy, skromni i uczciwi.
Według mnie właśnie tacy ludzie powinni przewodzić społeczeństwom, nakierowywać je na najlepsze rozwiązania i pomysły, rozstrzygać ewentualne spory i wzmagać rozwój świadomości i moc pozytywnych wibracji.
Najkrócej rzecz ujmując można powrócić do od wieków powtarzanego stwierdzenia - "jeśli chcesz być szczęśliwy, to taki po prostu bądź". Gdy ktoś zaczyna chcieć czegoś bardzo, po prostu to robi. Odnajduje wszelkie możliwe sposoby, które temu służą i wybiera ten najlepszy dla niego. Tyle, że warto rozróżniać stan zdrowego egoizmu, który właściwie jest stanem dobrego samopoczucia i harmonii z wszechświatem od złego egoizmu, który niszczy, zubaża i zniewala. Do tego, aby odróżnić te dwa stany niezbędna jest właśnie mądrość, która często przychodzi dopiero przez medytację a i często przez jakieś nieprzyjemne wydarzenia w życiu, bo one budzą większość ludzi z ich nieświadomego letargu i zgubnych nawyków.
Warto wybrać dla siebie jedną, dwie zasady - np. uśmiecham się do swego odbicia w lustrze i doceniam, zauważam swoje piękno i je stosować często i konsekwentnie niż przeczytać tysiąc zasad i stosować je po łebkach albo jedną na ruski rok. To zadziwiające, jak proste, tanie i powszechnie dostępne metody mogą zmienić natychmiast jakość ludzkiego życia i zadowolenie z niego. Proszę sobie np. przypomnieć głaskanie siebie przez osobę, która chciała nam zrobić przyjemność. Takie proste, naturalne, a jaką daje błogość i radość.
Dodam jeszcze, że poczucie szczęścia, a nawet zadowolenie i zwyczajny, szczery uśmiech powodują wyregulowanie zegara biologicznego i hormonalnego. Dzięki temu piękniejemy i odmładzamy się. Mam nadzieję, że to duża zachęta, zwłaszcza dla kobiet. Jest to o wiele lepsze niż tony kosmetyków i kremów.

Tego lata ukazała się Pana książka "Uśmiech słońca", na którą składa się zbiór przypowieści filozoficznych odnoszących się, najogólniej mówiąc, do roli człowieka w otaczającym go świecie. Co odnajdą w tej książce Pańscy czytelnicy i dla kogo jest ona adresowana?

Aby to poczuć, najlepiej jest po prostu tę książkę przeczytać:). Ta książka ma podtytuł "książka dla Ciebie i przyjaciół", bo jest napisana serdecznym, pogodnym językiem, aby pobudzić mądrość serca i radość, którą ma każdy z nas.
Książka adresowana jest do wszystkich mądrych ludzi, którzy poszukują prawdy i sensu w swoim życiu i sobie samym. Jest dla tych, którzy lubią się uśmiechnąć i zrozumieć coś więcej. Dla takich, którzy czytają sercem i są gotowi doświadczyć nowego poziomu prawdy, również o sobie. Dla tych, którzy poszukują sensu i radości w życiu. Myślę, że wszyscy zainteresowani rozwojem, samorozwojem odnajdą w niej coś istotnego. Mam już sygnały od czytelników, że te opowiadanka są proste, ale głębokie. Że pokazują prawdę i miłość, która jest obecna w nas i naszym życiu, ale czasem nam umyka.
Warto codziennie przeczytać chociaż jedno opowiadanko z tej książki, bo "Uśmiech słońca" jest zbiorem krótkich, anegdotycznych opowieści - przypowieści okraszonych aforyzmami - złotymi myślami również mojego autorstwa. Świetnie się ją czyta, bo w zasadzie jedna strona to jedna krótka, treściwa, często metaforyczna opowieść. To fajna rozrywka z solidną szczyptą humoru i mądrości. Są to opowiadanka podobne do tych, jakie kiedyś pisał De Mello. Mądra rozrywka i duchowość w jednym. Bazuję na zwięzłości przekazu, humorze i niezwykłych zakończeniach. To powrót do literatury serca.

Jak wyglądała praca nad "Uśmiechem słońca", skąd czerpał Pan pomysły i co decydowało o takim, a nie innym doborze tematów?

Te opowiadanka pisałem przez wiele lat. Po prostu wpadałem na pewne pomysły i je sobie zapisywałem na karteczkach. A potem pewnego pięknego i szczęśliwego dnia usiadłem i spisałem je wszystkie na komputerze. Ponieważ interesuję się mądrością, sensem istnienia, duchowością w różnych wydaniach - buddyjskim, chrześcijańskim, hinduistycznym i innym, tematyka książki przyszła niejako sama. Zgłębiam tajemnicę istnienia, ludzkiego bytu, prawdy i szczęścia, więc o tym jest większość opowiadanek i aforyzmów. Czerpię z życia, własnych przemyśleń i wyobraźni. Chcę też, aby ten świat piękniał i był coraz lepszy. To jest mój wkład w zmianę świata. Mam nadzieję, że czytelnicy to uszanują i skorzystają z tej książki jak najwięcej.

Bardzo ważną rolę w tej książce spełniają sentencje i aforyzmy, wieńczące każdą z przypowieści i wskazujące na mądrość w niej ukrytą. Moją ulubionym cytatem spośród zawartych w książce, jest ten odnoszący się do przypowieści "O życiowych potrzebach", który brzmi: "Niczego nie oczekuj, a zdziwisz się, jak wiele otrzymasz". Który z aforyzmów/sentencji jest dla Pana najważniejszy i dlaczego?

Aforyzmy to takie mądre zdania, które ujmują szeroki temat krótką formą i pozwalają na skierowanie uwagi czytelnika nie tylko w sferę wysokiego intelektu, rozumu i umysłu, ale również poza te poziomy - w wyższe sfery wibracji, gdzie prawda, szczęście i miłość po prostu istnieją jako fundamenty kreacji wszechświata. Tam jest proste i szybkie rozumienie bez ton dysput, dywagacji i argumentacji.
Lubię wszystkie swoje aforyzmy. Szczególnie podoba mi się ten: " Płacz, uśmiech i miłość mówią wszystkimi językami świata". Opisuje on rzeczywistość, sytuację, która jest pozbawiona słów a przy tym jest niesamowicie wymowna. Chyba każdy z nas doświadczył tej niezwykłej sytuacji, zwłaszcza za granicą, gdy nie znając jakiegoś języka świetnie się z kimś rozumieliśmy za pomocą spojrzenia, gestu czy uśmiechu. Jestem wręcz zdania, że im więcej słów, tym mniej porozumienia i zrozumienia. Warto zwrócić na to uwagę i się temu przyjrzeć uważniej.

Czytając Pańską książkę, wielokrotnie uświadamiałam sobie to, jak wiele rzeczy nam umyka każdego dnia, których nie zauważamy, nie dostrzegamy, a które są dla nas "na wyciągnięcie ręki". Jak Pan myśli, dlaczego tak trudno jest dzisiaj Nam na chwilę przystanąć i zwyczajnie pomyśleć o tym, co i jak robimy w naszym życiu..?

Dzieje się tak, ponieważ jesteśmy przeniknięci reklamami i programami - zbiorami zasad na życie napisanymi przez innych, którzy mają je w sobie nie z mądrości, daj Boże własnej, ale niestety z reklam i programów, jakimi obdarzyli ich inni ludzie, często znani i cenieni, co nie znaczy, że naprawdę dobrzy i mądrzy. Cierpimy, bo nie słuchamy siebie i nie doceniamy prostoty oraz piękna istnienia. Jest nam też źle, gdy nie mamy tego, co inni a co wydaje się jest tak istotne - jakaś prestiżowa praca, pozycja społeczna czy duży dom. Oczywiście to wszystko może być wartościowe, o ile nie jest okupione nadmiernym wysiłkiem, zdrowiem i złym samopoczuciem.
Aby w pełni cieszyć się życiem, trzeba powrócić do równowagi, do stanu radości. Jako ludzkość osiągnęliśmy już poziom, w którym widzimy, że sama wydajność, bez mądrości serca nie jest zbyt cenna. Po co nam np. sto miliardów telewizorów czy aut, do produkcji których potrzeba wiele chemikaliów zabijających życie, skoro można sięgnąć po zupełnie inne, nieinwazyjne i bezpieczne technologie - siły wiatru, fal, Słońca i eteru. Napisałem nawet artykuł w którym sugeruję, abyśmy wszyscy - jako cywilizacja, choć na jeden dzień zatrzymali się. Niech nie działają lotniska, sklepy i kina. Niech ludzie idą na spacer i w milczeniu przyglądają się sobie, drzewom i własnym odbiciom w oczach innych ludzi. Poczujmy siebie i usłyszmy własne myśli. Zauważmy swoje uczucia. Doświadczmy pełnej radości istnienia.
Boimy się tego, choć wydaje się to słodkie i piękne, bo natychmiast w tej ciszy słyszymy bicie własnego serca, które wie, że często na co dzień nie żyjemy z pożytkiem dla siebie. A nadal tak żyjąc zasilamy cywilizacyjnego potwora, który zjada swój własny ogon, choć tego próbuje nie dostrzegać. Słyszymy też wtedy wiele własnych myśli i frustracji, z którymi nie wszyscy umieją sobie poradzić. Dlatego wolimy uciekać w działania zewnętrzne, które angażują nasze siły, powodując chwilowe zadowolenie i zapomnienie o szerszym kontekście naszej życiowej sytuacji. Często nawet działania i praktyki duchowe, takie jak joga, tai chi i inne są tylko chwilowym uspokojeniem, dającym poczucie dobrego działania, rozwoju i podążania w dobrym kierunku. Tymczasem spokój umysłu i czystość serca - właściwie rozumiane są najważniejsze, przynajmniej dla ludzkości na tym etapie świadomości, jaki większość ma obecnie.

Z lektury "Uśmiechu słońca" jak i również poprzednich Pańskich publikacji, rysuje się taki oto obraz, że do poprawy Naszego życia potrzeba tak naprawdę bardzo niewiele... Niestety łatwiej jest o czymś mówić, pisać i czytać aniżeli wcielać to w życie. Jak zmusić siebie do tego, by coś zmienić w naszym życiu i nie poddać się przy pierwszym potknięciu, ot chociażby w przypadku udręki 80% naszego społeczeństwa, czyli decyzji o przejściu na dietę..:) ?

Powrócę tutaj do tego, co powiedziałem wcześniej. Gdy ktoś już wchodzi na przyzwoity poziom świadomości, to się po prostu dzieje. Widzi się wszystkie korzyści np. diety wegetariańskiej i wegańskiej i się po prostu to robi, tak jak myje się zęby i ręce po skorzystaniu z toalety. Jest to naturalne, logiczne i proste. Czasami do niektórych ludzi docierają wnioski i argumenty logiczne. Tylko, że umysł jest tak skonstruowany, że zawsze można znaleźć 100 argumentów za i 100 przeciw.
Myślę, że warto zacząć od rzeczy najprostszych - wrzucania śmieci do kosza i zbierania ich po sobie po pikniku czy zbierania odchodów po swoich psach. To jest mądrość i duchowość w działaniu. Dzieci nauczone takiego poziomu życia naturalnie powielają te zachowania w swej dorosłej egzystencji i z pewnością nauczą ich nowe pokolenie. Już nawet psychologowie;) mówią, że na ludzi nie wpływają słowa, a bardziej osobisty przykład. Jeżeli ktoś coś mówi, a robi inaczej, to jest po prostu głupcem, który chce zrobić z innych głupców.
Nie trzeba się do niczego zmuszać, warto po prostu wybierać najlepsze rozwiązania i je konsekwentnie stosować. Ważna jest stałość w powtarzaniu najlepszych idei. W internecie pojawiają się czasem mądre myśli w rodzaju takiej, że gdybyśmy wszystkie dzieci uczyli medytacji i relaksacji, agresja na tej planecie zaniknęłaby w ciągu jednego pokolenia. Czuję, że to prawda. Medytacja pomaga odróżnić dobre od najlepszego i otwiera na spokój oraz inspiracje, idee i przebłyski, które są genialne. Daje też radość, odświeża i uspokaja. To tak jak z praniem. Wolimy mieć czyste ubranie. Podobnie jest z umysłem, emocjami i uczuciami. Gdy zadbamy o to, ten świat - ludzki świat wypięknieje w ciągu jednego dnia.

Od wielu lat zajmuje się Pan rozwojem duchowym człowieka, ezoteryką, rozwijaniem świadomości, religią i duchowością. Czy w dobie postępującej wszech obecnie laicyzacji, również w Polsce, religia może mieć jeszcze wpływ na człowieka i jego czyny? Czy nie uważa Pan, że za kilkadziesiąt lat Kościół, Bóg i wiara będą jedynie nic nie znaczącymi hasłami z przeszłości?

Duchowość a wiara czy religia to często różne, niekiedy bardzo odległe od siebie zagadnienia, sprawy i przestrzenie. Duchowość ta prawdziwa zaczyna się po uwolnieniu się od jakiejkolwiek, zwłaszcza tej, w której się urodziliśmy, religii. Religia to tylko pewien poziom rozumienia siebie i świata, nie najwyższy zresztą. To podpora, która ma nam pomóc być szczęśliwym. Niestety obecnie większość religii mocno ogranicza i szkodzi. Ludzie jednak jak roboty mają tak silnie wdrukowane w siebie wielopokoleniowe programy i nadrzędności swojej religii, że bardzo trudno jest im zobaczyć prawdę. Religia jest średnią szkołą duchowości. Niektórzy zostają na tym poziomie świadomości, inni idą dalej. To jeden z wielu poziomów w rozwoju świadomości.
Myślę, że nawet wcześniej - do kilkunastu lat nastąpi gwałtowny spadek zainteresowania kościołem katolickim. Potem to samo czeka islam. Gdyby nie fanatyzm religijny wiele miejsc kwitłoby i byłoby pełnych pokoju, a tymczasem są tam stałe niesnaski.
Czasami też osoby deklarujące się jako ateiści mają trzeźwiejszy i bliższy prawdzie stosunek do rzeczywistości niż osoby religijne, bo właśnie wyzwoliły się one z przywiązania do wizji świata jaki oferuje dane wyznanie. Brakuje im tylko kroku do zjednoczenia się z absolutem i zrozumienia, że wszyscy i wszystko pływamy w "Nim" jak ryby w wodzie. Oczywiście jakiekolwiek formy szkodzenia sobie i nałogi znacznie obniżają prawidłowe widzenie i odczuwanie siebie i wszechświata.
Polecam wszystkim obejrzenie wykładu Nassima Harameina - geniusza łączącego najwyższy poziom fizyki, ezoteryki i duchowości p.t. "Przekroczyć horyzont zdarzeń", część 4, który genialnie wyjaśnia kwestie związane z biblią, arką przymierza i temu podobne. Polecam też wystąpienia tłumacza biblii Mauro Biglino, w którym mówi, że kulty judaistyczne miały związek z przybyszami z innych planet, którzy dysponowali zaawansowaną technologią, która wydawała się boska. Pora, aby ludzkość dojrzała do tego poziomu samoświadomości, że nie wszystko co im się mówiło, również w ich własnej religii, jest prawdą. Po prostu ci, którzy przekazywali te wiadomości, byli również nieświadomi i zagubieni, jak obecnie wielu wyznawców jakiejś religii. To naprawdę otwiera oczy, ale tylko mądrym ludziom, tym, którzy są w stanie wyjść z klatek swoich umysłów i poszerzyć świadomość. Bo Bóg to raczej nie jakaś odrębna postać a raczej całość istnienia, ze szczególnym zwróceniem uwagi na energię - frakcję wibracji Mądrości, Radości, Szczęścia i Mocy. Reszta to tylko ludzkie wyobrażenia i chcenia dotyczące tego, jak wygląda Bóg oraz mylenie z "Nim" istot, które posługując się zaawansowaną technologią i wiedzą duchową były za "Niego" brane przez mieszkańców naszej planety w przeszłości.
Warto również odróżniać wiarę jako siłę mentalną, która pomaga zaistnieć pewnym sprawom w naszym życiu od ślepej wiary w coś, co ktoś powiedział lub w dogmaty jakiejś religii. To pierwsze jest naturalną siłą wszechświata. Można ją wykorzystać - najlepiej w dobrym celu. Natomiast to drugie jest niekiedy tylko traceniem czasu. Można np. wierzyć, że po śmierci będzie się mieszkało w domu ze służbą lub tresowało różowe słonie. Na tym polega większość religii. Niestety są one po części prawdą, bo w świecie astralnym, w którym przebywamy przez pewien czas po śmierci ciała fizycznego, można wykreować sobie wszystko, w co umysł uwierzy. Tylko tyle, że jest to świat nietrwały. Zatem mieszkanie w domu ze służbą nie potrwa raczej dłużej niż 2-4 lata, po czym niestety takie osoby będą doświadczały innych aspektów swego umysłu lub też ich dusze i podświadomości wcielą się ponownie, budując nową osobowość, która przejawia się w świecie fizycznym. Również w naszym świecie jeśli ktoś chce, aby przed jego domem pojawił się np. smok, to to się może w jakiejś formie wydarzyć. Może go wyrzeźbić, odlać w plastiku, albo namalować na ścianie.
Na to nabierały się nawet rozwinięte osoby z różnych nurtów religijnych, opisując świat "po tamtej stronie" jako trwały, niezmienny, gdy tymczasem w dużej części dopasowuje się on do oczekiwań i wyobrażeń istoty tam przebywającej. Najbardziej realne po tej i po tamtej stronie jest światło - intensywne, mocne i pełne radości. Można zatem powiedzieć, że Bóg jest Światłością :). Świadomą i mądrą.

Od pewnego czasu skłaniam się ku tezie, iż współczesnemu człowiekowi coraz trudniej jest wierzyć w Boga, niezależnie od jego wyznania. Mam tu na myśli wszech ogarniające nas nieszczęścia, katastrofy naturalne, wojny, biedę, zabijanie w imię religii i postępujący pesymizm dnia jutrzejszego. Czy nie uważa Pan, że dzisiaj łatwiej, wygodniej, a być może i rozsądniej jest żyć bez wiary, która każe wierzyć w to, że nawet największe zło istnieje w imię bliżej nie poznanego dobra?

Wiara w jakąś wyobrażoną formę Boga, jak to robią przedstawiciele wszystkich religii a umiejętność dostrzeżenia, że jesteśmy częścią wielkiego organizmu istnienia, który w całości swych odrębnych istnień jest właśnie Bogiem, to odrębne formy świadomości i rozumienia wszechświata. Bóg może być też rozumiany jako wszechmądra i wszechogarniająca wibracja wypełniona i wypełniająca całość istnienia wszechmiłością i wszechszczęśliwością.
Zło kreują sobie przede wszystkim ludzie i odrębne byty. Przecież chyba widzą, że robią to swoimi własnymi rękoma. Czynią tak głównie poprzez swoje chore wizje i wyobrażenia. Gdyby nie pewne przekonania, że "tak jest" lub "tak musi być" na tym świecie, bo np. tak mówi religia, jakiś prorok czy takie są prawa ekonomii, choć wszystko na Ziemi jest relatywne i umowne, to wszędzie byłby pokój, spokój i miłość. Jak ludzie dojrzeją do dojrzenia, że wszystko może wyglądać o wiele lepiej i bardziej po ludzku, to to się stanie.
Łatwiej i wygodniej, a nawet mądrzej jest żyć bez ślepej wiary w coś, co mówią inni, choć nikt lub niewiele osób to sprawdziło. Większość dogmatów religii katolickiej to zasady ustanawiane przez pyszałkowatych, chciwych i nieuczciwych papieży, cesarzy i innych, którzy chcieli się na tym wzbogacić politycznie, ekonomicznie i w jakiś pewnie jeszcze inny sposób. Niewiele osób jednak zadaje sobie trud, aby posprawdzać pewne fakty i trochę pogrzebać w historii, która również bywa zwodnicza, bo jak się powszechnie mówi, piszą ją zwycięzcy, często rękami odpłacanych ludzi.
Z większością religii jest podobnie. Łącznie z niektórymi nurtami buddyzmu, które w wielu wykonaniach są suchym naśladownictwem bez zrozumienia sedna działania, które kiedyś miało sens a dziś niekoniecznie. Duchowość jest żywa, świeża i unikalna. Codziennie ma nowy uśmiech, codziennie nowy błysk w oku. Jest zabawna i radosna. Głęboka i mocna.
Jest pewien nurt duchowości, mówiący, że bez pewnego procentu tzw. zła ludzkość by się nie rozwijała, ale moim zdaniem dotyczy to tylko pewnych krnąbrnych bytów, dusz, które są mało mądre ogólnie, choć robią wokół siebie dużo szumu i czasem mają dostęp do mocy psychicznych czy mentalnych. Takim potrzeba wiele doświadczeń, aby wreszcie zechcieć doświadczyć w sobie spokoju, pokoju i wejść z powrotem w pierwotną wibrację swej wewnętrznej esencji.
O wiele lepiej jest rozwijać się szybciej, ucząc się na błędach innych, zamiast na własnych i wyciągać wnioski jeszcze przed jakimś wydarzeniem. Duchowość jest prosta. Mądrość jest prosta i jasna. Religia i religijność jest pełna tajemnic, zawoalowana i niejasna a to tylko dlatego, że jej wyznawcy i ci, którzy jej nauczają, nie wiedza o co w niej chodzi. Są pełni frazesów i pięknych słów, które nie mają odbicia w ich życiu i świadomości. Powtarzają rytuały bez rozumienia ich znaczenia. Większość ludzki przestało już to bawić. I dobrze. jest to tylko pewien etap rozwoju świadomości i duchowości i należy go przekroczyć, podobnie jak szkołę średnią czy podstawówkę. Źle jest jak trzydziesto czy pięćdziesięciolatkowie nadal siedzą w szkolnej ławie szkoły podstawowej i mówią innym, że to jest wszystko, co można i należy robić w duchowości czy życiu. Rozumiem jednak, że pewne umysły nie są w stanie tego zrozumieć i się z tego wyzwolić. Można być w pewnych tematach geniuszem, a w innych kompletnie zagubionym laikiem. Tak jest z większością społeczeństwa.
Gdy to przekroczymy, zobaczymy, że Ziemia rodzi nadmiar owoców. Że nie trzeba je wszystkie ładować w puszki na 3-5 lat, bo można je zjadać w dwa, a potem znowu liczyć na hojność Matki Natury. Dojrzymy też nadmiar energii, która jest wszędzie i tego, że nie trzeba wykorzystywać innych, aby żyć dostatnio i bogato. Kiedy naprawdę tego zapragniemy, ta planeta rozkwitnie Miłością, Radością i Szczęściem. Po pierwsze jednak musi się to stać w naszych sercach. Kiedy one dojrzeją, powszechne szczęście będzie tak naturalne, jak oddychanie i deszcz.

To bardzo osobiste pytanie i oczywiście rozumiem jeśli nie zechce Pan na nie odpowiedzieć. Niemniej pozwolę sobie zapytać, czy w Pańskim życiu wydarzyło się coś takiego, co kazało Panu zachwiać wiarą w Boga, w człowieka?

W ludzkość jako całość raczej nie, choć w pojedynczych ludzi czy nawet większe zbiorowości z pewnością tak. Męczy mnie czasem - albo ujmując to bardziej prawdziwie - zadziwia mnie to, że proces mądrzenia ludzkości idzie w tak powolnych cyklach. Mamy za dużo książek o tym, za dużo słów pada na ten temat a mamy za mało realnych, rzeczywistych i nie wymuszonych działań na co dzień. Ale widać tak ma być, aby podświadomość i świadomość większości ludzi wreszcie zrozumiała ten program i go z radością, mocą, troską i pewnością urzeczywistniła.

Gdyby mógłby Pan się pokusić o króciutką ocenę polskiego społeczeństwa, to czy uważa Pan, że naprawdę My Polacy jesteśmy tacy źli, jak to się Nam przedstawia w codziennych wiadomościach telewizyjnych?

Mądrzy ludzie wiedzą, że wiadomości we wszystkich mediach są filtrowane przez zespoły ludzi i "na antenę" dopuszczane są takie wiadomości, które mają wywołać odpowiedni stan u społeczeństwa. To czysta manipulacja. Ci, którzy mają władzę - choć to my jako naród i społeczeństwo ją mamy! - i są właścicielami mediów, manipulują ludźmi dla osiągnięcia swoich korzyści. Oni wielopokoleniowo programują naród, aby tańczył tak, jak oni grają. Niewiele osób wie, że prawie każdy aspekt ich życia - od muzyki, której słuchają, poprzez krój odzieży, w która się ubierają a nawet poprzez niby stałe zasady ekonomiczne czy polityczne są ustalane przez sprytne grupy supermanipulatorów, którzy z wyprzedzeniem kilku a nawet kilkunastu i kilkudziesięciu lat przewidują przyszłe trendy, zachowania i działania narodów. Pora się z tego wyzwolić. W sposób pokojowy i pełny miłości, ale stanowczy i nieustępliwy. Bo mamy wszystko, absolutnie wszystko, aby wszyscy na tej planecie żyli szczęśliwie, zdrowo i bogato, ale jeszcze "żyje" wyobrażenie, że tak nie jest i że jeśli ktoś coś ma, to dlatego, że ktoś inny nie ma, bo jest ograniczony zasób dóbr, gdy tymczasem żyjemy w świecie wszechbogatym, tylko potrzeba zmiany świadomości większości osób, a za tym pójdzie zmiana technologii, którą się posługujemy i stylu życia z korzyścią dla całej planety. Jak więc widać duchowość - prawdziwa duchowość dotyczy szerokiego aspektu istnienia i jest również bardzo praktyczna.
My Polacy jesteśmy Genialni. Mamy super wspaniałe pomysły. Jesteśmy uniwersalni, wytrzymali i pracowici. Wszędzie na świecie osiągamy duże sukcesy. Trzeba teraz tylko postawić również w tym kraju na trzeźwość, prawdę, życzliwość, wspieranie się i miłość. Na innowacyjność i wspólne, pełne szacunku działania. Przyda się też większa, zrównoważona samoocena i wiara w siebie oraz własne siły. Na pewno bardzo pomoże przemodelowanie struktur rządzenia państwem - np. poprzez wprowadzenie demokracji bezpośredniej i jednomandatowe okręgi wyborcze. To usprawni wprowadzenie realnych zmian, a nie tylko o nich gadanie. Bo potrzebujemy teraz więcej czynów i dobrze pojętej normalności, a będzie tu bardzo dobrze. Może nawet jak w raju;). I to już wkrótce.
Cieszą mnie inicjatywy w rodzaju tworzenia ogródków śródmiejskich, w których pracują ci co chcą, aby potem wziąć z nich tyle warzyw i owoców, ile potrzebują danego dnia do jedzenia. To nowa świadomość obfitości, która zalewa ten kraj szeroką i wysoką falą zmiany na lepsze.

Skąd u Krzysztofa Chrząstka zrodziły się zainteresowania duchowością, filozofią, rozwojem umysłu? Czy zagadnienia te interesowały już Pana od najmłodszych lat, czy też przyszło to dopiero z czasem?

Myślę, że to naturalne tendencje i zainteresowania, z którymi przyszła moja dusza w to wcielenie. Po prostu umiem dostrzegać prawdę i sens, wybierać to co istotne i oddzielać od nieistotnego. W dzisiejszym szumie energetycznym i informacyjnym jest to niebywale cenna umiejętność. Nawet w podstawówce umiałem wyławiać sedno z jakichś lekcji czy czytanek.
Można też powiedzieć, że jest to całkiem zwyczajne. Jedni interesują się fizyką, inni teatrem, a ja duchowością, czyli mądrością, sensem istnienia, radością oraz naturalnie fizyką, teatrem, scenariuszami, literaturą i piosenkami :) Bo tworzę w bardzo szerokim zakresie. Głównie poprzez słowo pisane. Ale również doradzam ludziom, pomagam im się zrelaksować, odkryć ich predyspozycje czy usunąć przyczyny jakiegoś problemu. To często uwalnia i powoduje szybkie zmiany w ich życiu. Zależy to wszystko od chęci, wytrwałości i otwartości.

W notce biograficznej na okładce książki przeczytałam, że jest Pan wegetarianinem. Skąd taka decyzja i co daje Panu taki styl życia?

Wegetarianizm jest naturalną konsekwencją wzrostu świadomości. Kiedy rozumiesz, że nie musisz krzywdzić i męczyć zwierząt, aby się najeść, robisz to - z miłości i szacunku do siebie i innych istot. Często bardzo podobnych do domowych pupili.
Kiedy rozumiesz, że dla wykarmienia tej samej ilości ludzi na sposób wegetariański potrzeba dużo mniejszego nakładu energii, czasu, wody, środków i pracy, niż za pomocą mięsa pozyskiwanego przez hodowle zwierząt utrzymywanych w zatrważających warunkach i faszerowanych sztucznymi hormonami, to po prostu to robisz, bo inaczej byłoby to brakiem mądrości. Wystarczy pooglądać filmy w internecie pokazujące jak działają współczesne fermy drobiu czy bydła. Większość osób po ich obejrzeniu zostaje wegetarianami. To smutne, jak małą świadomość mają ludzie kupujący mięso i nie uświadamiający sobie trudnej i nieprzyjemnej drogi, jaką muszą przejść zwierzęta, aby nieświadome żołądki ludzi mogły się napełnić ich cierpieniem. Lepiej jeść więcej owoców i warzyw, kasze i ryż.
Taki styl odżywiania wysubtelnia też energię i sprawia, że można poczuć wyższe wibracje, inną frakcję energii i ją sobą, swoim organizmem przejawić, wlać w życie swoje i innych. Jest się też zdrowszym i mądrzejszym. Co nie oznacza zaraz posiadania większej wiedzy. Wielu wegetarian jest zdrowszych, ma więcej spokoju i radości. Prowadzono doświadczenia, w których wykazano, że dieta wegetariańska w szkołach znacznie zmniejszyła poziom hałasu i agresji wśród uczniów. Dlatego warto to robić.
Wiele znakomitych postaci było i jest wegetarianami: Leonardo da Vinci, Einstein, Pitagoras, Sokrates i wiele współczesnych gwiazd muzyki i filmu. Nawet utytułowany kulturysta jest wege. Dlatego naprawdę warto przejść na wegetarianizm - dla siebie i dla innych. Dla zmiany świata na lepsze. A to już jest bardzo dużo.

Wiem, że uwielbia Pan wypoczywać na łonie natury i aktywnie spędzać wolny czas. Mam Pan jakieś ulubione miejsce w Polsce, które jest dla Pana "oazą spokoju":)?

Oczywiście, że mam, ale go nie wyjawię, bo zaraz zwaliłaby się tam cała masa osób i wtedy przestałoby ono być oazą spokoju;). Uwielbiam lasy, szmer strumienia, brzeg jeziora, trel ptaków. To dźwięki natury, z którymi jesteśmy zestrojeni. Niech każdy znajdzie to, które go cieszy i uspokaja. Takie, w którym może siedzieć w ciszy godzinami i jest mu dobrze.

Nie mogę nie zapytać Pana o zainteresowania literaturą:) Jacy autorzy i jakie książki są dla Pana najważniejsze lub też jaka ostatnio przeczytana książka wywarła na Panu największe wrażenie?

Jest wiele dobrych książek. Warto znaleźć taką, która otwiera, rozjaśnia i uwzniaśla nas i nasze życie. Najpiękniejszą książką dla mnie jest "Alchemik". Może dlatego, że jest to opowieść będąca wielką alegorią, metaforą i parabolą, która trafia bezpośrednio do serca. Żyje w nim i działa. Dlatego nie potrzeba wielu słów, ani wymyślnych porównań. Prawda i prostota wystarczą. Miłość dopełnia resztę. O de Mello już wspomniałem. Warto też przeczytać z dwie ksiązki Osho czy duetu Sanaya Roman i Duane Packer. Kiedyś lubiłem książki podróżnicze. A teraz moją ulubioną książką jest "Uśmiech słońca". To pięknie wydana, w sztywnej okładce książka, która jest pełna blasku, mądrości i radości. To coś dla każdego - zwłaszcza w tych czasach. Zachwyć się nią, przeczytaj, a potem podaruj komuś bliskiemu, aby również uśmiechnął się, trochę porozmyślał i doświadczył prawdziwej błogości. Jednemu da ona odrobinę wytchnienia i uśmiechu a drugiego pociągnie w stronę głębszych poszukiwań prawdy i mądrości. Dlatego warto ją upowszechniać.

Czy mogłabym na zakończenie poprosić o króciutkie życzenia dla wszystkich czytelników Sztukatera. pl, które najlepiej oddawały by przesłanie Pana twórczości i działalności?

Wszystkim czytelnikom życzę szczęścia, radości i miłości - takiej w sercu i odwzajemnionej w życiu. Życzę również dobrych warunków życia i poczucia spełnienia oraz tego, żeby robili to, co naprawdę lubią i kochają. Życzę każdemu długiego, pięknego, wspaniałego i mądrego życia pełnego prawdy, mądrości oraz dobra.
Krzysztof Chrząstek

Wywiad przeprowadziła Urszula Janiszyn.

Współpracujemy z: