Grzegorz Raczek

Informacje Personalne:

  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie

Galeria:

Biografia:

Grzegorz Raczek - założyciel portalu kulturalnego dla dorosłych duże Ka, portalu kulturalnego dla dzieci Papierowy Pies i kilku blogów autorskich – Pacynka z dziurawej skarpetki, Czasami Kalafior, Trampki Dwa i Papierowy Pies.

Wywiad:

Papierowy Pies, Trampki Dwa, a może Pacynka z dziurawej skarpetki...

Jest Pan założycielem portali internetowych, duże Ka, Papierowy Pies, radia internetowego... nie wiem, czy czegoś nie pominęłam... Trzeba przyznać, że to nie lada przedsięwzięcie, skąd pomysł? Jak doszło do podjęcia wszystkich tych wyzwań, które budzą spore zainteresowanie.

Na początek może pewne dopełnienie. Jestem założycielem portalu kulturalnego dla dorosłych duże Ka, portalu kulturalnego dla dzieci Papierowy Pies i kilku blogów autorskich – Pacynka z dziurawej skarpetki, Czasami Kalafior, Trampki Dwa i Papierowy Pies. Kulturalne Radio Internetowe rDJo dopiero raczkuje, choć – parafrazując klasyka – radio me widzę ogromne. Są jeszcze dwa projekty, którym poświęciłem całkiem sporo czasu, serca i pieniędzy, czyli konkurs literacko-plastyczny dla dzieci i dorosłych Bazgroł i konkurs na najlepszy blog książkowy eBuka. To wszystko spinane było wydawanym, głównie przy okazjach targowych, wydaniem drukowanym dużego Ka i Papierowego Psa. Zapomniałbym jeszcze o jednej akcji, czyli Books Not Dead, czyli zbieranie wspólnie z Fundacją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy książek dla bibliotek na Przystanku Woodstock. W tym roku odbyła się pierwsza edycja. Pomniejszych akcji i konkursów było w ciągu tych kilkunastu lat, kiedy zajmuję się kulturą, całkiem sporo, ale poprzestańmy na tych najważniejszych i cyklicznych.

Wszystko zaczęło się od dużego Ka. Pracując w redakcji lokalnego tygodnika, poprosiłem pracownika o załatwienie sponsora do krzyżówki. Nagroda, a i owszem się znalazła, ale nie taka jaką chciałem. Postanowiłem samemu poszukać firm chętnych do współpracy i tak trafiłem do wydawnictw książkowych, dystrybutorów filmowych, muzycznych, producentów gier, sprzętu etc. Po pewnym czasie tych kontaktów zebrało się tyle, że grzech było ich nie zagospodarować w ramach jakiegoś portalu. Wymyśliłem wtedy duże Ka. Potem pojawiła się pierwsza wersja drukowana – towarzysząca Targom Książki Edukacyjnej w Warszawie. Później były Międzynarodowe Targi Książki, Targi Książki w Krakowie, Poznań Game Arena etc. Jako że obecność materiałów dla dorosłych i dla dzieci w ramach jednego portalu mocno go ograniczały, postanowiłem na początku założyć blog, a potem portal Papierowy Pies.
Obecnie pracuję nad radiem, bo ta forma kontaktu z ludźmi mocno mi się spodobała – zaliczyłem już krótką przygodę z radiem, ale zostałem wywalony za nieprawomyślność i zbyt ostry język.
I tak to wygląda wielkim skrócie.
Niestety trochę się w tej pracy zaniedbałem, ale obiecuję sobie i innym poprawę, bo postanowiłem nieco odpocząć od portali i konkursów. Strony internetowe pozostawiłem nowym naczelnym, konkursy zawiesiłem, a sam postanowiłem odpocząć, odreagować i zająć się nieco rodziną, no i sobą.

Co okazało się najtrudniejsze przy realizacji projektów?

Tak się akurat składa, że żadna z tych rzeczy ostatecznie nie była zbyt trudna. Jestem cholernie uparty, cierpliwy i widzę możliwości tam, gdzie inni, nawet w najśmielszych snach, nie starają się zapędzać. Zawsze wyznawałem zasadę, że jak cię wywalą przez drzwi – właź oknem, ale najpierw delikatnie zapukaj i powiedz grzecznie „dzień dobry". Nie boję się wyzwań i nie mam kłopotów z artykułowaniem swoich potrzeb. Dziecięciem będąc, byłem nieśmiały, ale od czasu gdy wyrosły mi włosy pod pachami jakoś mi to przeszło – to mocno ułatwia pracę na tak szerokim froncie.

Jak udało się Panu dotrzeć do tylu osób zaangażowanych dzisiaj we wszystkie te przedsięwzięcia, dodajmy nieprzynoszące właściwie żadnego dochodu. Czy „idea" to właściwe określenie Pańskiej działalności?

Te działania nie przynoszą dochodów, a nawet trzeba do nich niestety nieco dołożyć. Do tej pory jakoś sobie radziłem, wychodząc z założenia, że każde hobby wymaga mniejszych lub większych nakładów. I nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale również o czas.

Czy można to nazwać ideą – na pewno. Jeśli przez kilkanaście lat codziennie poświęca się czemuś każdą wolną chwilę i każdy wolny grosz, to trudno to nazwać biznesem. Osobiście uważam, że kultura, podobnie jak działania prospołeczne, wolontariat, opierać się muszą na działaniach świrów mojego pokroju, którzy nad dobra doczesne przedkładać będą właśnie takie wydumane idee. Na szczęście znalazło się kilka osób, które podzielają takie podejście do życia – może nie w pełnym wymiarze, ale w niewielkim jego procencie.

A jakie właściwie jest to podejście do życia. Jak określiłby je Pan jednym zdaniem?

Jestem pracowity, cholernie uparty, mam czterocyfrowe IQ (trzy cyfry po przecinku) i skłonności maso, albo jakieś wrodzone skrzywienie psychiczne (raczej z tych nieuleczalnych), bo zajmowanie się w tym kraju kulturą i to za swoje pieniądze trąci albo zboczeniem, albo chorobą psychiczną. Na szczęście organizm wykształcił w ramach samoobrony niespotykany dystans do siebie i poczucie humoru. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo ludzie zazwyczaj śmieją się z moich dowcipów (chyba, że bydlaki chcą być po prostu uprzejmi). Taki człowiek bigos – do jednego gara wrzuca się kupę śmieci, a wychodzi całkiem gustowne danie.

Jak Pan ocenia tę naszą dzisiejszą kulturę?

Jak ma się obecnie kultura? Wszystko niestety zależy od tego, po której stronie koryta się stoi. Ważne jest też czy chodzi o kulturę wielkomiejską czy tą tworzoną w małych ośrodkach. W swojej pracy spotkałem się z wielkimi koncernami, które tysiące przeznaczały na bzdury i biblioteki szkolne, których roczny budżet (podkreślam – ROCZNY!) wynosił ledwo kilkadziesiąt złotych! Kreacja, uczestnictwo, finansowanie czy snobowanie kultury zależy w dużym stopniu od zasobności portfela – nawet najlepsze chęci, energia, czas jaki jej poświęcamy nic nie dadzą, jeśli nie znajdą adekwatnych źródeł i form finansowania. Za darmo można co najwyżej w kółko graniaste pograć, a nie zorganizować konkurs dla dzieci czy dla dorosłych!

Niestety problem stanowi również dostęp do kultury. W dużych miastach nasze w niej uczestnictwo jest tylko kwestią osobistego wyboru, na wsiach nasz wybór ogranicza się do koła gospodyń wiejskich czy do domu kultury z kilkoma książkami na krzyż i kubkiem zdekompletowanych kredek.
Problemem jest także wsparcie, jakie powinno płynąć od osób i instytucji, które mogą, a nawet w zakresie obowiązków mają wpisane wsparcie i promocję kultury. Politycy mają ją głęboko w... sobie, media udają, że się nią zajmują, a urzędy wolą zajmować się podziałem budżetowych łupów wśród przyjaciół i znajomych królika niż zrobić coś dla jej rozwoju. Nie mówię tego, bo przeżywając drugą młodość obudziłem w sobie małego anarchistę – ja to przerobiłem na własnej skórze!

Jest Pan z zawodu grafikiem komputerowym? Tworzy Pan niezwykle ciekawe rysunki, choć czasem kontrowersyjne. To pasja rozwijana od dzieciństwa, czy nabyta z czasem?

Nie jestem wykształconym grafikiem – bardziej samoukiem. Od dziecka przejawiałem zdolności plastyczne, których niestety nie rozwinąłem w żadnej szkole. Kiedy po skończeniu szkoły podstawowej (uczyłem się w 8-latce), przyszedł czas na wybór ścieżki edukacyjnej, posłuchałem rodziców (czego żałuję po dziś dzień) i wybrałem kierunek elektroniczny. Jedyną naukę jaką wyniosłem jest to, żeby nie wkładać niezaizolowanego drutu do kontaktu, bo człowieka porazi i korki może wywalić. Na szczęście jakoś udało mi się wykorzystać talent plastyczny – w wieku 22 lat z kilkoma rysunkami wszedłem na bezczela do redakcji lokalnego tygodnika („Gazeta Łowicka" - chyba pierwsze bezpłatne pismo wydawane w nakładzie kilku tysięcy egzemplarzy) i po pół roku zostałem jego... redaktorem naczelnym. Chyba w tamtym czasie byłem najmłodszym naczelnym poważnej gazety w kraju.

Przeszedłem wszystkie stopnie redakcyjnej hierarchii – zaczynałem od robienia herbaty starszym kolegom i koleżankom, przepisywałem teksty na dzięcioła (pisanie na klawiaturze jednym palcem), a teraz mogę zająć się w redakcji wszystkim – dziennikarstwem, grafiką, składem. Te doświadczenia przydały się do mojej działalności na polu kultury, bo do opracowania grafiki, napisania oferty czy newsa, złożenia gazety targowej nie potrzebuję pomocy – sam to potrafię zrobić.

Na jednej ze stron pojawił się Pański tekst dla dzieci. Jak to jest z tym pisaniem?

Nie napisałem jeszcze książki w klasycznym rozumieniu tego słowa, choć piszę i rysuję w ilościach hurtowych. Wszystkie swoje dzieła udostępniam za darmo na stronach autorskich, a na blogu Papierowy Pies zamieszczam pisane na bieżąco dwie książki dla dzieci i opowiadania o przygodach małego chłopca – Michaśka.

Ile czasu zajmuje wykonanie jednej ilustracji?

To zależy – od kilku minut (szkic ołówkiem) do kilku dni (grafika wykonywana za pomocą jakiegoś programu graficznego). Wszystko zależy od skomplikowania i wybranej techniki.

Wywiad przeprowadziła Bogumiła Hyla.

Współpracujemy z: