Krzysztof Jan Drozdowski

Informacje Personalne:

  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Twórczość:

    "Sosabowcy"

    "Meandry Wojny Bieszczadem Naznaczone"

    "Brygada Spod Arnhem"

Biografia:

rzysztof Jan Drozdowski jest z wykształcenia historykiem. Po studiach na Uniwersytecie Łódzkim przez wiele lat pracował jako dziennikarz i tłumacz, również książek z zakresu psychologii. Jego zainteresowanie historią po raz pierwszy znalazło odzwierciedlenie w pracy „Brygada spod Arnhem". Jest autorem m.in. pokaźnego zbioru rozmów z przedstawicielami polskiej arystokracji i ludzi wojska przechowywanego w Archiwum Historii Mówionej.

Źródło: http://historia.org

Wywiad:

Pozwoli Pan, że naszą rozmowę rozpocznę od kluczowego moim zdaniem pytania o to, czy pisanie o historii jest dziś wciąż potrzebne?

Odpowiedź może być tylko jedna: zdecydowanie tak. Tak, niezależnie od tego, co Pani ma na myśli mówiąc o 'pisaniu o historii', wszak pod tym pojęciem możemy mieć zarówno rozprawy naukowe jak i beletrystykę osadzoną w jakiejś epoce, artykuły do gazet jak i scenariusze filmów, wspomnienia i biografie.

Powyższe, nieco kontrowersyjne pytanie, zadałam z tego powodu, iż niemalże każdego dnia słyszymy o wciąż to niższym poziomie czytelnictwa w Polsce, które jeśli już jest, to ogranicza się głównie do pozycji lekkich, łatwych i przyjemnych. Co zatem należałoby według Pana zrobić, by ponownie przywrócić w Polakach ciekawość historią swojego kraju, a tym samym literaturą historyczną?

Pisać lekko, łatwo i przyjemnie. Nawet najprostsza forma może nieść ważne treści. Wystarczy wspomnieć popularne ostatnio komiksy historyczne. Na szczęście mamy coraz więcej współczesnych autorów podejmujących tematy historyczne w sposób interesujący, a niekiedy bulwersujący. Mackiewicz i Jasienica mogliby się cieszyć.

Kończąc niejako ten ogólny wątek wstępu.. Czy jest Pan zadowolony z "polityki historycznej" współczesnych władz naszego kraju, o której nie tak dawno przewinęła się ponownie wielka dyskusja w związku z głośnymi słowami dyrektora FBI, na temat polskiej współodpowiedzialności za Holokaust?

Wydaje mi się, że wpierw należałoby zdefiniować pojęcie 'polityki historycznej'. Naszym władzom chyba to się nie udało. By jednak nie zagłębiać się w niuanse terminologiczne posłużę się przykładem Rosji i Niemiec. W obu tych krajach mamy do czynienia z bardzo jednoznaczną i wyraźną polityką historyczną. W przypadku Rosji chodzi o utrwalenie w narodzie przeświadczenia, że wszystko co kiedykolwiek Rosja (bądź Związek Radziecki, bez różnicy) zrobiły, było dobre i sprawiedliwe. Ostatnio towarzysz Putin nawet sojusz ZSSR z Hitlerem przedstawił jako posunięcie słuszne. W efekcie wciąż mamy do czynienia z masą ludzi radzieckich, dla których 17 września 1939 to nie data napadu na Polskę, ale data obrony połowy tego kraju przed hitlerowcami!!! Pisanie źle o Rosji może być karane więzieniem.

W Niemczech z kolei, mimo iż na poziomie oficjalnym wszystko jest politycznie poprawne, III Rzesza pozostaje winną zbrodni itp., to na poziomie popularnym trwa proces rozmydlania winy narodu: winni są jacyś naziści, a Niemcy przechodzą na pozycje ofiar wojny. Głośny ostatnio serial jest tego najlepszym przykładem. Taki obraz poszedł w świat w dziesiątkach, jeśli nie setkach kopii. Do tego mamy pojawiające się niemal dzień w dzień, w najróżniejszych publikacjach i wypowiedziach na świecie, informacje o 'polskich obozach'. W efekcie, przy skandalicznej bierności polskich władz – żądania sprostowań po kolejnym fakcie to kpina – za parę lat przeciętny mieszkaniec przeciętnego kraju na świecie będzie przeświadczony, że naziści to Polacy. Przekonywanie nas samych i świata o tym, że jako naród jesteśmy winni zbrodni zwyrodniałych jednostek lub też, że kolokwialnie sprawę ujmując, jakoby „nieustannie" dostawaliśmy w 'd' , to taka polityka służy raczej gnębieniu narodu. Czy np. młody człowiek może czuć się dumny z takiego kraju? Tak postępowali okupanci. Jeśli ustawiczne bicie się w piersi przy jednoczesnym podkreślaniu martyrologii jest polityką historyczną naszych elit, to zadowolony z niej nie jestem.
Jakże inne, jak widać, podejście do historii mają Niemcy i Rosjanie. Ich polityka historyczna ma na celu poprawę i następnie utrzymanie dobrego samopoczucia narodu. Historia naszego kraju również może temu służyć. Mamy się czym chwalić, tylko brak woli politycznej, by tak się stało. Wystarczy sięgnąć bardziej wstecz niż rozbiory. Wystarczy na chwilę zapomnieć o nieszczęsnych powstaniach i sięgnąć do czasów, gdy obywatele I Rzeczypospolitej mówili w różnych językach, wyznawali różne wiary i nikt im tego nie wypominał. Jeśli chcemy przetrwać jako samodzielny naród, to w zakresie polityki historycznej, znajdując się między niemieckim młotem a rosyjskim kowadłem, musimy być jak oręż z najtwardszej stali lub tytanu, a nie jak orzech włoski.

Z zawodu jest Pan historykiem. Przez wiele lat pracował Pan także jako dziennikarz, tłumacz. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się potrzeba i chęć zmierzenia się z piórem i napisania pierwszej książki?

Drobne uściślenie, historykiem jestem z wykształcenia i zamiłowania. Pierwsza moja próba zmierzenia się – jak Pani powiedziała – z piórem, to czas pisania pracy magisterskiej. Na jej podstawie wydałem książkę. Potem, pozostając w kręgu historii, wziąłem się za tłumaczenia. Jedno z pierwszych, wspomnienia ostatniego cesarza Chin w moim przekładzie, zatytułowane 'Obywatel cesarz', ukazały się tuż po wejściu na ekrany znanego filmu Bertolucciego 'Ostatni cesarz' zrobionego na podstawie tychże wspomnień.

W ubiegłym rok ukazały się dwie Pana książki - "Meandry wojny Bieszczadem naznaczone" i "Sosabowscy". Pierwsza z nich to powieść historyczna, druga zaś to ściśle naukowa monografia poświęcona postaci generała Sosabowskiego i jego żołnierzom. Skąd tak dwa różne gatunki literackie i z którym wiąże Pan bardziej swoją dalszą przyszłość pisarską?

Podstawowa różnica między tematami podjętymi w obu wspomnianych książkach sprowadza się do poziomu ich spopularyzowania. Żołnierze generała Sosabowskiego i bitwa pod Arnhem w jakimś stopniu funkcjonują w powszechnej świadomości Polaków. Potrzebne zatem jest zagłębianie się w różne niuanse historii jednostki i jej dowódców. W drugim przypadku podjąłem się tematu niemal dziewiczego na poziomie popularnym: Polacy w armii carskiej, co z tego wynikło w czasie pierwszej wojny światowej i potem, relacje z Rosjanami. Podjąłem próbę zarysowania w przystępnej formie panoramy tamtej epoki, rozterek ludzi, zmian na frontach. Chodziło mi o naruszenie coraz mocniej utrwalanego dogmatu, że w czasie pierwszej wojny światowej właściwie tylko legiony Piłsudskiego biły się o wyzwolenie Polski. Tymczasem po stronie rosyjskiej walczyły setki tysięcy Polaków, którym udało się sformować nie jedną brygadę, ale trzy korpusy i do tego przez pewien czas tworzyli coś na kształt własnego państwa na wschodzie. Wreszcie chodziło mi o przypomnienie, że w roku 1920 żołnierz polski bił bolszewików ramię w ramię z żołnierzem rosyjskim, że w tym okresie powstała w Polsce 3 Armia Rosyjska.

Wbrew pozorom, napisanie książki popularnej, by była rzetelna, wymaga nie mniej wysiłku badawczego niż praca naukowa. Dodatkowa trudność sprowadza się do takiego przekształcenia nabytej wiedzy, by była strawna dla niewprawionego czytelnika. Wydaje mi się, że to wyzwanie warte kontynuowania.

"Sosabowscy" to opowieść o powstaniu, przeszkoleniu i walce w słynnej bitwie o Arnhem. Co znajdą w niej Pańscy czytelnicy i czym owa pozycja wyróżnia się spośród szeregu innych książek poświęconych postaci generała Sosabowskiego?

Słusznie wspomniała Pani o istnieniu innych książek na ten temat. W bibliografii do „Sosabowców" wiele z nich wymieniam. To, co moim zdaniem wyróżnia moją książkę spośród innych, można ująć w kilku punktach. Przede wszystkim to szeroko omówiona walka o przeznaczenie polskiej brygady spadochronowej. Z przeprowadzonej przeze mnie analizy wynika w skrócie, że Anglicy oszukiwali polskie władze w Londynie, zaś te oszukiwały dowództwo Armii Krajowej w Warszawie. Bitwa pod Arnhem, w której ostatecznie wzięła udział polska brygada, zakończyła się sromotną klęską Anglików i tym samym porażką Polaków. Nigdzie nie znalazłem rzetelnych informacji na temat strat, więc postarałem się przeprowadzić analizę wszelkich dostępnych danych . Kolejny interesujący wątek to konflikt między pierwszym dowódcą brygady i ostatnim. Wreszcie starałem się przedstawić tło skandalicznego potraktowania generała Sosabowskiego przez Anglików po samej bitwie. To tylko wątki, jak sądzę, wyróżniające moją książkę, oczywiście bowiem czytelnik znajdzie w niej również omówienie całej operacji Market-Garden.

W książce tej podważa Pan brytyjską wersję wydarzeń, iż to właśnie generał Sosabowski i jego błędne decyzje przyczyniły się do klęski operacji "Market-Garden". Skąd Pana zdaniem zrodziła się taka wersja wydarzeń i czy dziś postać generała Sosabowskiego została według Pana należycie zrehabilitowana?

Twórca pomysłu operacji Market-Garden, generał a potem marszałek Montgomery, był człowiekiem mało skromnym, a właściwie był zwykłym bufonem. Przyznanie się do porażki nie mieściło się w jego głowie. Ponieważ zaś „nie wszystko się powiodło", zatem oczywiście należało znaleźć kozła ofiarnego. Dowódca korpusu powietrzno -desantowego, generał Browning, podsunął mu pomysł na zwalenie wszelkiej winy na generała Sosabowskiego. Polskie władze w Londynie były uzależnione od swych gospodarzy i w efekcie zostały zmuszone do zwolnienia twórcy brygady spadochronowej ze stanowiska jej dowódcy. Niestety, do dziś generał nie doczekał się pełnej satysfakcji. Najbardziej przykre jest to, że władze wolnej Polski mają problemy z uhonorowaniem tego wybitnego żołnierza. W swej książce opisuję skandaliczne zlekceważenie wielkiej fety, na jaką w końcu zdobyli się Holendrzy w roku 2006, by uczcić generała Sosabowskiego i jego podwładnych. Rzeczpospolita wysłała drugorzędnego urzędnika na uroczystość, na której gospodarzy reprezentowała królowa, premier i grono ministrów.

Jak wyglądała praca nad tą książką, jak długo ją Pan tworzył, skąd czerpał materiał źródłowy?

Bardzo trudno jednoznacznie powiedzieć, jak długo ona powstawała. Gdyby liczyć od pierwszego napisanego znaku po złożenie zamkniętego tekstu w wydawnictwie Finna, to trwało to ponad ćwierć wieku. W tym czasie niektóre obszerne fragmenty tej książki były nawet publikowane. Najważniejsze materiały archiwalne pochodzą oczywiście z Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Sporo materiałów otrzymałem również od ostatniego dowódcy brygady, generała Antoniego Rawicz Szczerbo, którego poznałem i z którym wiele lat korespondowałem. Potężną dawkę materiałów zaczerpnąłem z bezcennej publikacji pt.: „Armia Krajowa w dokumentach". Oczywiście nie obyło się również bez licznych wspomnień i opracowań.

Wiem, że to bardzo mało naukowe podejście.., ale moja wiedza o udziale polskich wojsk spadochronowych w operacji "Market Garden" została ukształtowana głównie poprzez film "O jeden most za daleko". Jak ocenia Pan ten film i ukazaną w nim rolę polskich żołnierzy?

Film jako dzieło artystyczne jest, moim zdaniem, najwyższej próby. Oczywiście chciałbym na przykład widzieć więcej odniesień do walk Polaków, a np. zmagań w Driel w ogóle tu brak. Tym niemniej to nie dokument i mało który widz będzie zastanawiał się nad detalami znanymi historykowi. Krytyczny stosunek generała Sosabowskiego do całej operacji został w nim uwypuklony.

Czy nie kusi Pana napisanie wielkiej powieści wojennej poświęconej owym wydarzeniom, która z pewnością miała by większe szanse na dotarcie do szerszego grona czytelników?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, nie. Wydaje mi się, że po książce Ryana i filmie pod tym samym tytułem byłoby to zmaganie już tylko z formą, a nie z treścią. Poza tym, jest jeszcze całkiem sporo wątków nawiązujących do powojennych losów polskiej brygady spadochronowej, które są mało przebadane. Jednym z nich może być na przykład pobyt jednostki na okupacji w Niemczech. W swej książce poruszyłem ten wątek, ale jeszcze bardzo daleko do zamknięcia tematu.

Jakie okresy historyczne, wydarzenia, postacie są dla Pana szczególnie ważne, interesujące, którym to chciałby Pan poświęcić kolejną pracę?

Wiele jest okresów, wydarzeń i postaci, które są dla mnie ważne i interesujące, ale to nie znaczy, że sam chciałbym się nimi zająć. Z przyjemnością czytam książki innych autorów, specjalistów w poszczególnych tematach. Niezwykle interesujący jest na przykład okres rewolucji w Rosji i wojny domowej, a właściwie, jak ja to nazywam, okres wojny rosyjsko -bolszewickiej. Mam na myśli oczywiście wersję niezakłamaną, czyli taką jaka funkcjonuje od niedawna. Ostatnio trafiłem na pasjonującą książkę autorstwa Douglasa Smitha pt. 'Skazani', w której podejmuje temat losów rosyjskiej arystokracji. To 'cegła', ale nie mogę doczekać się wolnych chwil, by się w nią wgryźć. Przetrawiwszy ją, z przyjemnością powrócę do zbierania materiałów na temat naszych sojuszników z roku 1920, rosyjskich jednostek bijących bolszewików w składzie polskich frontów.

Skoro mowa o kolejnych książkach Pana autorstwa.. Czy mógłby Pan zdradzić czytelnikom swoje najbliższe plany wydawnicze?

Z przyjemnością. Obecnie szukam wydawcy mojej nowej powieści. To praca wprawdzie już nie historyczna, ale bez odniesień do dawnych dziejów i w niej się nie obyło. Na warsztacie natomiast mam pracę bardzo historyczną. Razem z moją żoną, Marią, przygotowujemy monografię wojennych losów polskiej arystokracji w oparciu m.in. o dziesiątki godzin nagrań rozmów, jakie w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku przeprowadziłem w Polsce i w Anglii z przedstawicielami największych naszych rodów.

Nie mogę nie zapytać o Pana pasje literackie, także spoza kanonu literatury historycznej. Jakie książki i jacy autorzy wywarli na Pana największy wpływ?

Nie jestem pewien, czy mogę powiedzieć, że ktoś wywarł na mnie wielki wpływ, ale bez wątpienia bardzo bliscy są mi obaj Mackiewicze i Antoni Ossendowski. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie powieść Floriana Czarnyszewicza 'Nadberezyńcy'. Jeśli zaś chodzi o książki spoza działki historycznej, o których mogę powiedzieć, że z ogromną przyjemnością je pochłaniam, robiąc przy tym wielkie ilości notatek, to prace takich autorów jak: Paul Davies, Lee Smolin czy Michio Kaku. Dla przybliżenia problematyki jaką zajmują się ci autorzy, podam kilka tytułów ich prac: „Kosmiczna wygrana", „Życie wszechświata", „Wszechświaty równoległe". Chyba jednak i tu historia wtrąca swoje trzy grosze, wszak kiedy nawiązujemy do początków wszechświata, to również sięgamy w przeszłość, bardzo odległą przeszłość.

Na koniec prosiłabym Pana o odniesienie się do dzisiejszej sytuacji politycznej naszej części Europy, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń na Ukrainie. Jak według Pana mogą rysować się scenariusze na najbliższe miesiące dla Ukrainy, krajów bałtyckich i Polski?

Obawiam się, że ktoś, kto zasmakował bezkarności, może być zupełnie nieobliczalny. Mam oczywiście na myśli towarzysza Putina. Niestety, najwyraźniej drobne interesiki rozmaitych państw i państewek, jak również korporacji za nic mają historię, o której przecież już Cyceron mówił, że jest 'magistra vitae'. Towarzysz Putin, pisząc historię na nowo, przypomina, że Krym należał do Rosji już w połowie osiemnastego wieku. Najwyraźniej jakoś uszedł jego uwadze taki drobny szczegół, że w tamtym czasie granica między Polską i Rosją przebiegała na Dnieprze, kilka kilometrów od Kijowa. Słuchając aktualnego przywódcy Rosji mogłoby się wydawać, że słuchamy Hitlera i jego argumentacji z lat 1938, 1939. Ciarki przebiegają po grzbiecie, jak się o tym myśli. Możemy mieć nadzieję, że jednak to podobieństwo wreszcie się skończy, że nie będzie powtórki 'Sudetów' w Estonii, że stanie się coś nieprzewidywalnego, co rozwieje nasze obawy.

Co jakiś czas w dyskusjach historyków pojawia się pytanie o przyczyny rozbiorów Polski. Moja odpowiedź na to pytanie może być również sugestią odpowiedzi na Pani pytanie. Według mnie, bezpośrednią przyczyną rozbiorów była śmierć carycy Elżbiety w 1762 roku. Ta mądra władczyni zmarła niestety w chwili, gdy pruski Fryderyk, późniejszy inspirator rozbiorów, został przez nią już PRAWIE zmiażdżony.

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi poświęcony czas.

Wywiad przeprowadziła Urszula Janiszyn.

Współpracujemy z: