Wojciech Wójcik

Informacje Personalne:

  • Twórczość:

    "Garść popiołu"

    "Jezioro pełne łez"

    "Nikomu nie ufaj"

Biografia:

.

Wywiad:

Nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka ukazała się niedawno trzecia powieść kryminalna w Pana dorobku - "Jezioro pełne łez". Czy zatem może Pan powiedzieć o sobie, iż czuje się już doświadczonym twórcą tego gatunku?

W żadnym wypadku! Swoją pierwszą książkę napisałem zaledwie trzy lata temu, co czyni mnie pisarzem relatywnie młodym. I chciałbym takim pozostać jak najdłużej. Doświadczenie jest dobre, ale wraz z nim pojawia się niebezpieczeństwo popadania w rutynę.

Proszę powiedzieć dlaczego akurat kryminał i czy na stałe wiążę Pan już swoją pisarską drogę z tym gatunkiem literackim?

Moje książki nie są klasycznymi kryminałami. Są w nich elementy kryminału – przynajmniej w Jeziorze pełnym łez i Garści popiołu – ale także elementy thrillera i powieści sensacyjnej. Nie staram się wpasować w żaden konkretny gatunek. Zależy mi jedynie na opowiadaniu ciekawych historii. W części z nich pojawia się trup, z kolei w innych fabuła obudowana jest wokół czegoś innego. To, co łączy moje książki, to pierwszoosobowa narracja, którą – jako czytelnik – zawsze bardzo lubiłem.

Wracając do najnowszej powieści - czego mogą spodziewać się po niej Pana czytelnicy?

Intryga rozgrywa się na Mazurach – w położonym na uboczu ośrodku wypoczynkowym, a także w sąsiadujących z nim wioskach i miasteczku. Bohaterem jest człowiek, który właśnie opuścił zakład karny i panicznie boi się tam wrócić. Tymczasem wokół niego zaczynają się dziać dziwne rzeczy, z morderstwem na czele. Marcin, bo tak nazywa się mój bohater, uświadamia sobie, że ktoś chce go z powrotem wysłać za kraty.
Nie lubię reklamować swoich książek. Szczerze mówiąc, bardzo mnie to peszy. Marketingowiec napisałby, że każdy czytelnik – niezależnie od upodobań i temperamentu – znajdzie w tej książce coś dla siebie. Jest w niej sporo akcji – ucieczki, pościgi, bójki i krwawe odkrycia – są tajemnice, jest spójne logicznie śledztwo, mazurskie pejzaże, wyraziste postacie i dający się lubić główny bohater.

Akcja książki rozgrywa się na urokliwych Mazurach - miejscu z natury sielankowym, bezpiecznym, wolnym od zła. Skąd zatem taki wybór?

Lubię osadzać akcję w miejscach, które znam, a Mazury akurat znam bardzo dobrze i to zarówno jako turysta, jak też autor pracy magisterskiej o ich historii. A co do zła, to uważam, chociaż zabrzmi to złowieszczo, że występuje ono wszędzie. Zarówno w miejscach brzydkich, jak i tych najpiękniejszych.

Główny bohater "Jeziora pełnego łez" - Marcin, to człowiek po przejściach, mający na swym koncie zabójstwa człowieka. Przyznam szczerze, że to bardzo odważny krok autora, który głównym bohaterem kryminału czyni nie prawego policjanta, lecz byłego skazańca. Skąd taki wybór i czy nie obawiał się Pan tego kroku?

Na rynku jest obecnie mnóstwo książek z pogranicza kryminału i sensacji. Myślę, że każdy pisarz chce wyróżnić się czymś oryginalnym. Ja w swoich trzech pierwszych książkach postawiłem na dość oryginalnych bohaterów: nieco nietypowego agenta służb w Nikomu nie ufaj, mocno nietypowego nauczyciela w Garści popiołu i wreszcie byłego skazańca w Jeziorze... Ale Marcin jest nie tylko byłym skazańcem, ale też – dla kontrastu – bardzo miłym człowiekiem, który miał w życiu dużo pecha. Starałem się wyposażyć go w takie cechy, by Czytelnik go polubił – i to mimo kryminalnej przeszłości.

Bardzo ciekawi mnie fakt, iż w dobie mody na wielotomowe cykle kryminalne, Pan tworzy pojedyncze i zamknięte opowieści. Nie kusi Pana na powrót do fabuły którejś z trzech Pana książek i zaoferowania czytelnikom ciągu dalszego?

Oczywiście, że kusi. Mogę zdradzić, że przynajmniej jeden z moich bohaterów powróci. Mam także pomysł na kilkutomowy cykl z zupełnie nowym bohaterem. Kto wie? Może uda mi się stworzyć „mojego” Myrona Boliara czy Dirka Pitta.

Pomówmy chwilę o kryminale, jako gatunku literackim. Co jest dla Pana najważniejsze w opowieści o zbrodni?

W klasycznym kryminale – takim jak chociażby Morderstwo na plebanii, do którego napisałem rekomendację – najważniejsze jest takie poprowadzenie fabuły, które zawiera wskazówki co do tożsamości mordercy, ale i tak na końcu zaskakuje. Z kolei w powieściach takich jak moje ważniejsze od „kto zabił?” jest „dlaczego to zrobił?”.

Jak oceniłby Pan poziom współczesnego polskiego kryminału? Czy naprawdę jest tak dobrze, jak twierdzą wydawcy i krytycy, czy jednak wciąż jest wiele do zrobienia na tym polu?

Polski kryminał ma się dobrze. Odnoszę wrażenie, że lepiej niż inne gatunki, może za wyjątkiem tzw. „powieści kobiecej”, która chętnie czytana jest też przez mężczyzn. Mamy wielu autorów, którzy znają się na rzeczy. Osobiście bardzo cenie twórczość Zygmunta Miłoszewskiego (świetny Bezcenny), Marka Krajewskiego czy Marcina Wrońskiego, ale także – z pisarzy nieco mniej znanych – Bartłomieja Rychtera, Tomasza Konatkowskiego czy Marty Guzowskiej. A przede mną jeszcze rendez-vous z takimi tuzami jak Remigiusz Mróz czy Katarzyna Puzyńska. Eh, doba ma zdecydowanie za mało godzin...

Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem i jacy mistrzowie pióra (jak i ich dzieła) wpłynęli na Pana w największym stopniu?

Zawsze byłem typem sowy. Zwykle nie kładłem się przed północą. Traf chciał, że poznałem dziewczynę, która zaczynała ziewać o dziewiątej, a przed dziesiątą zazwyczaj już chrapała. Pozostały mi więc dwie-trzy godziny doby, na które za bardzo nie miałem pomysłu.
Najczęściej grałem wtedy na komputerze w piłkarskiego menedżera. W momencie uruchamiania na ekranie pojawiała się informacja o całościowym czasie gry. Gdy pewnego dnia zobaczyłem, że łącznie gram już ponad pięćset godzin, poczułem się głupio. Uznałem, że mogę ten czas wykorzystać efektywniej. I tym sposobem... powstało Nikomu nie ufaj.
A ta dziewczyna, dzięki której zacząłem pisać, jest dzisiaj moją żoną!
Jeżeli chodzi o pisarskich idoli, to oprócz autorów znad Wisły, których już wymieniłem, bardzo lubię Harlana Cobena, Wilbura Smitha (do Błękitnego horyzontu włącznie), Roberta Ludluma, Clive Cusslera i Lena Deightona. Muszę też wspomnieć o Aleksandrze Dumas. Jego Hrabia Monte Christo jest pod każdym względem genialny.

Proszę powiedzieć, jak powstają Pana książki? Czy czerpie Pan inspirację z życia i otaczającej nas rzeczywistości, czy też jednak bazuje głównie na swojej wyobraźni?

Czerpię i z życia, i z wyobraźni. Najczęściej wygląda to w ten sposób, że osobiste doświadczenia życiowe dostarczają mi impulsów, które następnie obudowuję wyobraźnią.

Czy może zdradzić Pan swoim czytelnikom najbliższe plany wydawnicze?

Oczywiście. Prawdopodobnie na wiosnę ukaże się moja czwarta książka, której nadałem roboczy tytuł Młoda krew.

Wywiad przeprowadziła Urszula Janiszyn.

Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!