Anna Sokalska

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Wrocław, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Kimera"

    "Kod Źródłowy"

    "Kryształowe Sny"

    "Melodia Końca Świata"

    "Moja Ukochana Zmora"

    "Na Psa Urok"

    "Potomstwo Księżyca"

Galeria:

Biografia:

Anna Sokalska, urodzona 1 X 1990, mieszka we Wrocławiu. Autorka książek "Melodia końca świata", "Kryształowe sny", "Potomstwo Księżyca" oraz "Kod źródłowy", również ich ilustratorka. W swoich powieściach i opowiadaniach łączy elementy gatunku low fantasy oraz science-fiction z refleksyjnymi opisami codzienności oraz dopracowanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Przedstawiane miejsca i sytuacje konfrontują Czytelnika z uniwersalnymi problemami takimi jak wolna wola, autonomia jednostki, ludzkie motywacje, wpływ przeszłości na życie człowieka, odmienność zarówno psychiczna jak i fizyczna, rasizm i konflikty społeczne, stawanie naprzeciw życiu i śmierci.

Wywiad:

„Ostatecznie nie mamy nic do stracenia…”

Zaczynała Pani pisanie od wymyślania historii wspólnie z koleżankami, jeszcze w czasach, kiedy dziewczynki bawią się lalkami a chłopcy strzelają do siebie z plastikowych karabinów. Pani jest dzisiaj po publikacji swojej czwartej książki a jak potoczyły się pisarskie losy szkolnych koleżanek?

Na początku pisanie było tylko jednym z elementów zabaw, sądzę nawet, że w tamtych, ale też i obecnych czasach, wspólne pisanie opowiadań przez dzieci i młodzież jest - przynajmniej w pewnych "kręgach" - dość popularne. Dostępność internetu, fora, grupy fanów połączonych wspólnym zamiłowaniem do bajek, filmów i tak dalej - wszystko to sprzyja hobbystycznemu pisarstwu. To dość oczywiste, że kiedyś wymyślane na bieżąco i opowiadane sobie nawzajem opowieści o duchach czy zabawy we wróżki teraz przeniosły się na monitory komputerów, a tematyka ewoluowała w wielu kierunkach. Dla mnie akurat pisanie z czasem stało się czymś więcej, niż tylko zabawą; koleżanki nie poszły w tym kierunku aż tak bardzo jak ja, choć czasem jeszcze coś pisują, bardziej lub mniej serio.

Pani twórczość przypada na czas dojrzewania, poszukiwania tożsamości, określania swojego stosunku do rzeczywistości… Czy z obecnej perspektywy rozpoznaje Pani w swoich książkach odbicie tych ważnych procesów?

Dojrzewamy, uczymy się i zmieniamy przez całe życie, ale wiek nastoletni jest takim momentem, w którym to sobie uświadamiamy. Zaczynamy patrzeć na świat i siebie z większą uwagą, niektóre zjawiska zauważając po raz pierwszy. Zanika wiara w magię i musimy zderzyć się z nieraz trudniejszą do wytłumaczenia realnością. Nie jest chyba możliwym, aby związane z tym przemyślenia nie trafiły do moich książek. Jeśli opisywane przeze mnie treści mają być – określmy to "rzetelne", to muszą być zbudowane na jakiejś wiedzy, doświadczeniu. Gdybym opisywała teorie oparte tylko o abstrakcyjne domysły, nie miałyby one zbyt wielkiej wartości, prawdopodobnie roztrzaskałyby się w zderzeniu z testem rzeczywistości. Książka (czy w ogóle dzieło) w pewien naturalny sposób musi być odbiciem swojego twórcy; autor nie może udawać, że jest kimś innym, i jako ktoś inny, jako sztuczna osoba, tworzyć coś sztucznego. Z resztą – nawet takie udawanie o czymś by już świadczyło (choć to zagadnienie dla psychologa). Jestem pewna tylko tego, że niczego nie chciałabym w swoich książkach zmieniać – nawet, jeśli za jakiś czas, rok albo dziesięć lat, któreś myśli wydadzą mi się młodzieńczo naiwne i nieprawdziwe, to takie powinny tam pozostać, jako owoc danego wieku, sposobu myślenia, przykład jak świat w danych okolicznościach może się rysować.

A jak dzisiaj rysuje się Pani świat?

Staram się go za bardzo nie oceniać, a raczej odbierać. Nie wierzę w jedną słuszna teorię, jedyny właściwy zbiór poglądów. Świat, życie, ludzie i sytuacje są tak bardzo różnorodne, że trudno opisać całość za pomocą pojedynczego wzoru. Nie wiem, czy to najlepsze nastawienie, ale staram się tę różnorodność akceptować i czerpać z niej jak najwięcej; jak najwięcej poznawać, próbować, uczyć się ciągle czegoś nowego i starać się przy tym zachowywać zawsze możliwie najmniej uprzedzoną postawę. We wszystkim można odszukać zalety i wady, element interesujący i element świadczący o przesadzie – i mam tu na myśli zarówno muzykę czy też na przykład politykę. Wychodzę z założenia, że jeśli choć jedna osoba w coś wierzy albo coś lubi, to warto próbować zrozumieć, co nią kieruje.

Pani wierzy w literaturę jako dobre miejsce do podejmowania ważnych problemów. O czym Pani pisze w swoich książkach?

Głównym motywem wszystkich książek jest – najogólniej mówiąc – wolna wola, ale dookoła obudowane są też inne kwestie. Na przykład w "Kryształowych snach" i "Potomstwie Księżyca", gdzie akcja toczy się w czasach wojny, starałam się dotknąć wątków sporów na tłach etnicznych i narodowościowych, losów ofiar wojny, bohaterstwa, które choć ma ogromną cenę dla poświęcającej się jednostki, w skali wydarzeń ginie niezauważone.

Jakie przyjmuje Pani stanowisko w sprawie wolności i determinizmu?

Trudno odpowiedzieć w paru zdaniach, gdy napisało się w związku z tym cztery książki. Walka człowieka z fatum i chęć wybierania własnej drogi towarzyszy ludziom od zawsze, i nie ma jednej prostej odpowiedzi na to, czym jest wolność i czy człowiek jest wolny, czy może stanowi tylko wytwór otoczenia.

Czy ta dychotomia nie wydaje się Pani anachroniczna? Może już czas, żebyśmy zaczęli używać nowego pojęcia, które odda skomplikowaną relację między wolnością i  zależnością, i pozwoli po prostu ją zaakceptować jako trwałą cechę naszej egzystencji…

Dychotomia sama w sobie z pewnością jest anachroniczna i zatrzymywanie się na takim poziomie grozi błędnym postrzeganiem zjawisk. Dotyczy to wszystkiego, nie tylko podziału na determinizm i indeterminizm. Ale można traktować taki zero-jedynkowy system - w końcu z jakiegoś powodu tak silnie zakorzeniony w ludzkiej naturze - jako punkt wyjścia do głębszej i bardziej skomplikowanej analizy. W "Kodzie źródłowym" kwestie te poruszam całkiem wprost, właściwie nie ukrywając się już za fabułą.

Czytając Pani książki można odnieść wrażenie, że pisanie jest dla Pani czynnością osobistą, prostolinijną, niekalkulowalną ze względu na jakieś zewnętrzne warunki…

Nigdy nie zastanawiałam się nad - jak to ostatnio się mawia - swoim "targetem". Nawet kiedy teraz o tym myślę, nie potrafię dokładnie określić grupy docelowej czytelników, jakiegoś ich profilu. Pisze o tym, co mnie interesuje - o wolnej woli, o wpływie człowieka na swój los, o determinizmie środowiskowym, historycznym, genetycznym, o odpowiedzialności za siebie, o człowieczeństwie – jakkolwiek wydumanie może to brzmieć. Nie piszę przy tym po to, żeby "pomóc sobie" czy prowadzić dla siebie jakaś "terapię" – jak czasem o pisarstwie wypowiadają się niektórzy autorzy. Te tematy, które wymieniłam oraz kilka innych, najzwyczajniej zaprzątają moje myśli, ciekawią mnie i na swój sposób pociągają. Pytanie po co ludzie tworzą – piszą, śpiewają, tańczą, rzeźbią – można snuć rożne teorie, ostatecznie jednak faktem pozostaje, że ludzie lubią i tworzyć, i czyjeś "wytwory" odkrywać. Nie tworzę "pod publikę", według jakiegoś aktualnego, dobrze sprzedającego się trendu, ale nie znaczy to jednocześnie, że tworzę dla siebie albo nie myśląc o czytelnikach. Przeciwnie – mam nadzieję, że może ktoś po przeczytaniu mojej książki pomyśli sobie: "Ah..." i spojrzy na jakiś element życia w nieco inny sposób. Byłoby to dla mnie bardzo satysfakcjonujące, bo przy całej poruszanej przeze mnie tematyce – w gruncie rzeczy dość melancholijnej, zawsze staram się, żeby na końcu wybrzmiewała jakaś nadzieja, siła, nastawienie, że "jednak warto"...

Czy na prawdę zawsze warto?

Zawsze warto. Najprościej mówiąc: nie wiadomo, co spotka nas w przyszłości – niezależnie, czy decyduje o tym przypadek czy jakiś z góry ustalony wzór. Ostatecznie nie mamy nic do stracenia, a jest szansa, że coś uda się zdobyć.

Jest Pani ilustratorką własnych książek. Jakie znaczenie nadaje Pani tym rysunkom?

Szczerze mówiąc – znaczenie głównie ilustracyjne. Bez jakichkolwiek ukrytych intencji. Budowanie klimatu, domykanie całości, czy zwyczajny "dodatek". Od dziecka lubiłam komiksy, kreskówki i rysowanie w ogóle. Ilustrowanie własnych książek jest dla mnie czymś naturalnym, to jak przedłużenie słów, tego, czego nie można już doprecyzować samym użyciem liter. Dobór kolorów, kontrastu, lekkiej albo ciężkiej kreski, kadr, punkt widzenia, rozmycie albo natężenie szczegółów – to wszystko uderza odbiorcę na raz i ma swój własny sposób oddziaływania, którego nie niosą zdania. Z drugiej strony widząc w głowie pewne sceny wręcz fotograficznie, ciężko mi je opisać – nie chcę pominąć czegoś istotnego, więc opisuję (prawie) wszystko. Było to największym problemem w "Kryształowych snach" i "Potomstwie Księżyca", gdzie świat jest w dużej mierze fikcyjny i są takie opisy, których nie da się obudować tylko wokół skojarzeń czytelnika. Określenie "mieszkanie o nowoczesnym wystroju" niesie za sobą pewien rozbudowany obraz, ale "typowa tirvańska wioska" przy pierwszym zetknięciu nie mówi już nic. Pozostaje opisanie danych elementów wprost, nitka po nitce, cegła po cegle, śrubka po śrubce; aby odciążyć narrację, na końcu "Potomstwa Księżyca" umieściłam dodatek opisujący przedstawiony świat, starając się zadbać o jego jak największą spójność.

Czy chciałaby Pani porzucić „nasz” świat i przenieść się do świata wykreowanego w książkach?

Chyba każdy ma czasem ochotę przenieść się do innego świata, przeżyć ekscytującą przygodę albo poznać nowe miejsca. To dlatego powstają książki, komiksy, filmy i gry – rozrywka oparta na ludzkim instynkcie, ciekawości, chęci rozwoju i odkrywania nowego. Tworzone przeze mnie światy też się w ten kontekst wpisują. Drugą sprawą jest, że o wiele łatwiej przedstawić pewne problemy i dramatyczne konstrukcje w świecie sztucznym, gdzie można wszystko odpowiednio przejaskrawić i ukształtować tak, by posłużyło swojej funkcji - czyli właśnie przedstawieniu problemu. Mam do swoich "światów" dość chłodne podejście i nie traktuje ich jako miejsc ucieczki, do których chciałabym się przenieść by żyć długo i szczęśliwie (albo długo i dramatycznie). Punkt w czasie i przestrzeni w jakim się znalazłam być może nie jest idealny, ale lubię go. Mam cele, do których dążę, a jeśli coś mi przeszkadza, staram się to zmienić albo ominąć; żyć jak najlepiej w danych uwarunkowaniach, tak, by nie czuć żalu – nie jest to proste, ale z pewnością możliwe.

Niedługo skończy Pani studia prawnicze. Czy wiąże Pani z nimi swoją zawodową przyszłość?

Życie zaskakuje nas bardziej, niż byśmy się spodziewali i wysnute przez nas plany na przyszłość bardzo często zmieniają się w ciągu kilku chwil, pod naciskiem nagłych wydarzeń. Zostały mi jeszcze prawie dwa lata studiów – to z jednej strony krótki, ale jednocześnie bardzo długi czas. Póki co – idę do przodu, na bieżąco załatwiając różne sprawy; mam pewną perspektywę, ale podchodzę do niej z rezerwą. Część planów być może uda się zrealizować, część nie – zobaczymy, co czas (w połączeniu z moimi staraniami) przyniesie.

A co chciałaby Pani aby przyniósł czas?

Skończyć studia, choć nie jestem jeszcze pewna, co będę robić po nich – jest kilka możliwości: aplikacja, doktorat, studia podyplomowe, praca... mam jeszcze czas na decyzję w tym zakresie. Co do książek – na razie robię sobie przerwę, choć trudno mi przewidzieć, jak długą. To zależy od innych zajęć, które teraz zaczynam. Nie chciałabym jednak ich zdradzać – mogę tylko powiedzieć, że ma to związek z szeroko pojętą twórczością, choć akurat w innej dziedzinie niż pisarstwo.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził Łukasz Musielak

Współpracujemy z: