Anna Fryczkowska

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Warszawa, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Kobieta Bez Twarzy"

    "Kurort Amnezja"

    "Starsza Pani Wnika"

    "Straszne Historie O Otyłości I Pożądaniu"

    "Sześć Kobiet W Śniegu (Nie Licząc Suki)"

    "Trafiona-Zatopiona"

    "Z Grubsza Wenus"

Biografia:

Italianistka, scenarzystka, dziennikarka. Napisała powieści „Straszne historie o otyłości i pożądaniu”, „Trafiona-zatopiona”, „Kobieta bez twarzy” i „Strasza pani wnika”. Obecnie mieszka w Warszawie, studiuje gendery, najbardziej lubi pisać w kawiarniach.
Źródło: proszynski.pl/Anna_Fryczkowska-mfc-17473-.html
Należy do grupy literackiej „Zbrodnicze siostrzyczki”.
Źródło: zbrodniczesiostrzyczki.pl/aktualnoci/413-anna-fryczkowska-zbrodnicz-siostrzyczk.html

Wywiad:

Wokół niesprawiedliwości wobec kobiet na gruncie literatury

Dwie pierwsze Pani książki to powieści obyczajowe, które wpisują się w nurt tzw. „literatury kobiecej". To pojemne określenie sygnalizuje pewien typ odbiorcy a także pewien sposób opowiadania. Niektóre autorki chętnie przyjmują tę łatkę, Pani jej nie lubi...

Kto wpisuje je w ten nurt? Napisałam po prostu dwie powieści obyczajowe, które z racji mojej płci wiele osób automatycznie zakwalifikowało do literatury kobiecej. A przecież gdybym się nazywała Antoni Fryczkowski i była autorką identycznych książek, pewnie by mi Pan nie sugerował, że się w coś wpisują.

Ja nie oceniam, przywołuję tylko pewne obiegowe określenia... i sprawdzam, jaki ma Pani do nich stosunek. Czy mężczyzna nie może napisać powieści kobiecej? Myślę, że tutaj chodzi o coś innego niż płeć, chociaż z pewnością to uproszczenie bywa powszechne. Czy to nie jest raczej kwestia określonej tematyki, sposobu opowiadania, stosunku do podejmowanych problemów... a może także czytelnika, który nie rozkoszuje się słowem, tylko po prostu chce przeżywać perypetie bohaterek, podnosić sobie poziom endorfin i egzorcyzmować swoje codzienne lęki...

Niech mi w takim razie Pan powie, co to jest powieść kobieca. O jaką tematykę chodzi? Jaki jest ten kobiecy sposób opowiadania, stosunek do podejmowanych problemów? Jaki jest też ten styl kobiecy, którym czytelnik nijak się nie podnieca? Bo ciągle nie mam jasności, jak Pan ten gatunek definiuje. Jeśli Pan określa tą nazwą wszystkie popularne czytadła obyczajowe klasy C, to mam jednak wrażenie, że Pan wartościuje. A co do egzorcyzmowania codziennych lęków oraz podnoszenia sobie poziomu endorfin, to cechują one różne rodzaje literatury. Również kryminalną, tradycyjnie przypisywaną mężczyznom.

Myślałem, że to Pani mi wytłumaczy, co to jest „literatura kobieca". Określenie to funkcjonuje powszechnie, księgarnie są wypełnione książkami umieszczonymi pod tą kategorią, wiele pisarek się z tym określeniem utożsamia... Czy wszystko to rzeczywiście bezpodstawnie? Czy ten termin nie ma żadnej treści?

Ja mam tłumaczyć? Przecież to Pan używa tego określenia. W księgarniach czy bibliotekach, do których ja chodzę, funkcjonuje raczej dużo bardziej użyteczny podział literatury popularnej na romans, literaturę obyczajową, kryminał czy sensację. I tego bym się trzymała.

Pytam Panią o te sprawy – przyznaję, że trochę prowokacyjnie – nie bez powodu. Zajmuje się Pani zagadnieniami gender – płci kulturowej...

Poszłam na studia podyplomowe dotyczące płci kulturowej, bo lubię się uczyć. Okazało się, że patrzenie na kulturę z perspektywy genderowej jest bardzo ciekawe, jak każde spojrzenie z nietypowej strony. Zaczynam zauważać, w jakich schematach myślowych, psychologicznych, fabularnych się poruszamy. Czy pan wie, że jeszcze całkiem niedawno w atlasach anatomicznych zamieszczano dwie plansze: ciało człowieka i ciało kobiety? Nikt się temu nie dziwił, bo nasza kultura od wieków traktuje mężczyznę jako normę, a kobietę jako przypadek szczególny bycia człowiekiem. Przesadzam? To proszę sobie przypomnieć swoje pierwsze pytanie.
W naszej kulturze to, co męskie, jest uniwersalne, przezroczyste, normatywne. To, co kobiece, jest nacechowane, niszowe, traktowane z pobłażliwością. Książki, w których kilku kumpli pije wódkę, zastanawiając się nad sensem życia i analizując zalety znajomych pań, nominuje się do nagród literackich i recenzuje w mediach. Powieści, w których kilka kumpelek pije wino, zastanawiając się nad sensem życia i analizując zalety znajomych panów, wsadza się w różowe okładki i określa mianem „literatury kobiecej", która na recenzenckie salony nie ma wstępu.

Kiedyś, żeby zostać dopuszczonymi do publicznego głosu, kobiety musiały przebierać się za mężczyzn... świetnie wykorzystała tę kulturową kliszę Katarzyna Kozyra w „Łaźni męskiej". Ale od tamtych czasów wiele się przecież w kulturze zmieniło...

Ja jednak zupełnie inaczej odczytuję tę pracę. Kozyra, która weszła do męskiej łaźni z przyprawioną atrapą penisa i ręcznikiem przewieszonym przez szyję, który ukrywał jej piersi, była bardzo zaskoczona, że żaden z mężczyzn nie zauważył jej mistyfikacji. Tłumaczono to tym, że panowie byli tak zajęci prezentacją własnego wizerunku, że nie zwracali uwagi na to, co dzieje się dookoła. Moim zdaniem dowodzi to jeszcze czegoś: te tak fundamentalne różnice między płciami w wielu sytuacjach okazują się zupełnie niezauważalne. A jeśli chodzi o przebieranie się za mężczyzn – te rozpaczliwe próby w stylu Piotra Odmieńca Własta nadal są podejmowane. Nawet J. K. Rowling, gdy wysyłała potencjalnym wydawcom „Harry'ego Pottera", nie rozwijała skrótów J. K., żeby być traktowana poważniej.

Dużo zależy od tego, czy atrapa penisa jest dobrze wykonana... Ale tu przecież nie chodzi o udawanie, czy nawet zamazywanie różnic, tylko o literaturę. Kobiety, podobnie jak mężczyźni, piszą na różnym poziomie. Obok masy czytadeł i kiepskich pisarek mamy przecież Olgę Tokarczuk, Manuelę Gretkowską, Ingę Iwasiów... Dobra literatura nie musi udawać, że nosi wąsy...

Cenię wymienione przez Pana pisarki, proszę jednak zwrócić uwagę, że niewiele więcej kobiecych pisarskich nazwisk funkcjonuje w tzw. oficjalnym obiegu. Powieści, o których się nie pisze, nie dyskutuje, których się nie nagradza, nie obronią się same, bo po prostu niewiele osób o nich wie. Wśród powieści wrzucanych do wora opatrzonego pogardliwą metką „literatura kobieca" jest wiele naprawdę dobrych książek. Czy słyszał Pan o powieściach Karoliny Wilczyńskiej czy Danuty Noszczyńskiej? Czy słyszał Pan o Monice Rakusie czy Ewie Madeyskiej? O Magdalenie Zimniak czy o Grażynie Jeromin-Gałuszce? A o kryminałach Joanny Jodełki, Izabeli Żukowskiej czy Agnieszki Krawczyk? O Magdzie Skubisz, Agnieszce Gil czy Annie Łacinie? O Marioli Zaczyńskiej czy Dorocie Cembrzyńskiej-Nogali? To literatura z różnych półek, w swoich gatunkach – doskonała. I co? Broni się sama?

Co Pani sądzi o takich festiwalach, jak Festiwal Literatury Kobiet „Gryfia" w Szczecinie, i Festiwal Literatury Kobiecej „Pióro&Pazur" w Siedlcach?

Niesprawiedliwość oficjalnego obiegu kultury widać nie mnie jednej dała się we znaki, skoro w tym samym roku w dwóch krańcach Polski, zupełnie niezależnie od siebie, powstały dwie podobne inicjatywy, które pozwalają wreszcie dojść do głosu pisarkom. Gryfia nagradza kobiety parające się literaturą artystyczną, a Pióro i Pazur – literaturą popularną. Spotkałam się z zarzutem, że to dyskryminacja piszących mężczyzn. Cóż, proponuję w takim razie przyjrzeć się proporcjom płci w nagrodach przyznawanych w istniejących już konkursach. Nagroda Nike: na 16 edycji tylko 3 razy wygrały kobiety. Paszporty Polityki w dziedzinie literatury? Dziewiętnaście edycji i 4 nagrody dla kobiet. I wcale nie mówię tylko o literaturze wyższej. Nagroda Wielkiego Kalibru, przyznawana za najlepszą polską powieść kryminalną? Na dziewięć edycji ledwie dwa razy wygrały kobiety. W nominacjach też te proporcje płciowe są porażające.

Dysproporcja jest faktem i trzeba o niej mówić. Pani z tą dysproporcją w świecie rozprawia się we własnych książkach. Gra Pani ze schematem kultury patriarchalnej. W świecie Pani książek rządzą kobiety, a mężczyźni traktowani bywają częściej jako rekwizyty, ofiary czy trofea...

Literatura kryminalna, kultura popularna w ogóle, na ogół umieszczała kobiety w roli ofiar, dekoracji i zdobyczy, rzadko bywały zabójczyniami, częściej inspirowały zbrodnię. Ale od niedawna popkultura upaja się zamianą ról, nierzadko nieźle podkręconą. Mnie też to bawi. Siła słabych to niezwykle inspirująca sytuacja. Mnóstwo grozy może się kryć w dziesięcioletniej dziewczynce, co staram się udowodnić w mojej „Kobiecie bez twarzy" czy w lekko zgarbionej siedemdziesięciolatce, zdarza się też, że dwudziestoparoletni bysio jest wylęgarnią kompleksów, co pokazuję w powieści „Starsza pani wnika".

Mam wrażenie, że Pani nie lubi mężczyzn, a przynajmniej ma do nich sporo żalu...

Skąd ten wniosek? Jednych lubię, innych nie lubię.

W jakim świecie byśmy dzisiaj żyli, gdyby o kształcie tego świata zadecydowały kobiety?

Zapewne w równie niesprawiedliwym co obecny.

Miałem nadzieję, że powie Pani, że w cieplejszym i bardziej przyjaznym do życia...

Naprawdę sądzi Pan, że kobiety są z natury cieplejsze i bardziej przyjazne? Kolejny stereotyp. Ciepło i otwartość nie zależą od płci.

W „Strasznych historiach o otyłości i pożądaniu" podejmuje Pani problem samoakceptacji kobiet... Zaniedbany mężczyzna z wielkim brzuchem staje przed lustrem i widzi supermana, atrakcyjna kobieta widzi w lustrze brzydką, grubą postać, która wstydzi się wyjść z domu. Czy faktycznie tak to najczęściej wygląda?

Pewnie tak, wystarczy się przejść po plaży. Panie wstydliwie osłaniają chustami całkiem zadbane ciała, panowie z dumą prężą obfite brzuchy. W Średniowieczu kobiety wypychały brzuchy i podgalały czoła, w dziewiętnastym wieku wypychały pośladki tiurniurami i ściskały się gorsetami tak mocno, że co chwila mdlały; teraz zasuwają na niebotycznych szpilkach i kaleczą się, żeby mieć większe i bardziej okrągłe piersi. A przecież tak wiele zależy od kryteriów piękna, jakie się przyjmie. Jeśli odrzuci się wzór wybotoksowanego i wyfotoszopowanego ciała z kolorowej gazety, można wreszcie zauważyć, że piękne bywają i zmarszczki, i rzeźby cellulitu (który ma ponad 90 proc kobiet, więc należałoby uznać go za normę, a nie defekt). Piękne jest starzejące się czy tyjące ciało ukochanej osoby, piękna jest dostojnie krocząca, ciężka kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, piękna jest okrągła pani w średnim wieku, piękny jest starzec, na którego twarzy odcisnęły się miny, jakie przybierał przez całe życie. Moja córka lubi rysować twarze starych ludzi. Uważa, że są najciekawsze.

W swoich książkach oddaje Pani głos tym, którym na co dzień ten głos jest rzadko udzielany. Bohaterami są grube gospodynie domowe, samotne matki, starsze panie w beretach...

Piszę o bohaterach, którzy mnie interesują. Czterdziestoletni frustrat czy trzydziestoletnia singielka doczekali się już setek tomów, stłumiona gospodyni domowa czy sąsiadka w podeszłym wieku to ciągle literacka ziemia mało znana.

...i Pani odkrywa ten wiek wczesnej starości jako fascynujący i pełen możliwości...

Boję się starości. Chciałam więc oswoić swoje lęki, poeksplorować świat, w który za jakiś czas wkroczę. Ma on swoje zalety, które bez trudu zauważam u swoich starszych o pokolenie przyjaciółek czy krewnych. Pewien dystans, ironia w stosunku do świata, pod warunkiem, że nie wyewoluuje w zgorzkniałość, jest bardzo twórczy i inspirujący. Ciekawość świata połączona z doświadczeniem daje bardzo interesujące efekty. Daleka jestem oczywiście od generalizowania, że wszystkie kobiety po siedemdziesiątce są takie czy siakie. Widzę jednak na licznych przykładach, że życie po siedemdziesiątce, po osiemdziesiątce może być pełne i ciekawe.

A czym chciałaby się Pani zająć w zaawansowanym wieku, kiedy już w gruncie rzeczy niczego nie będzie trzeba robić?

Jeśli będę miała zdrowie i trochę pieniędzy? Będę cieszyć się życiem i zebranym doświadczeniem. Innych opcji na razie nie będę rozważać, bo po co.

W dwóch ostatnich książkach – „Kobieta bez twarzy" i „Starsza pani wnika" - pojawiają się trupy, mroczne tajemnice, intryga, zło... Dlaczego postanowiła Pani podjąć w swoich książkach wątek kryminalny?

Czytam mnóstwo kryminałów, a lubię pisać rzeczy, które sama chętnie bym przeczytała. Powieść kryminalna to zresztą bardzo pojemna forma, na tym szkielecie można osadzić niemal wszystko, w czym celują Skandynawowie. Może też chciałam przestać być wreszcie klasyfikowana jako twórczyni „literatury kobiecej". Cóż, w nagrodę zaczęłam być klasyfikowana jako autorka kobiecego kryminału.

Co Pani sądzi o polskiej prowincji? W książce „Kobieta bez twarzy" przełamuje Pani schemat wsi spokojnej, sielskiej, która może uspokoić skołatane wielkomiejskie nerwy...

Raju nie ma, ani na wsi, ani w mieście, chyba że się go odnajdzie w sobie. A wtedy to już trochę wszystko jedno, gdzie się mieszka.

W swoich książkach rewiduje Pani zasadę zaufania społecznego, zupełnie podstawową dla życia zbiorowego...

Zaskoczył mnie Pan. Naprawdę podważam zaufanie społeczne? A w jaki sposób?

Nie możemy ufać sąsiadom, nawet starszej pani, która przemyka z siatką zakupów. Każdy ma swoje mroczne tajemnice i ukryte cele. Każe Pani sprawdzać szczerość intencji, wzbudza podejrzenia... Tylko patrzeć, jak znajdziemy się na czyimś celowniku.

Każdy ma swoje tajemnice i ukryte cele, dlatego świat jest taki ciekawy. Fascynujące jest odkrywanie tych poukrywanych płaszczyzn w rozmowach, lubię też zabawy nimi w wyobraźni. Naprawdę czułby się Pan bezpieczniej, gdyby to wszystko było takie oczywiste? Łysy osiłek: zaraz oberwę. Starsza pani z siatą: seriale i Radio Maryja. Brunetka z czerwonymi ustami: femme fatale. Pulchnawa niebieskoooka blondynka: naiwny słodziak. Świat, w którym każdy by grzecznie siedział w szufladce stereotypu, byłby nie do zniesienia. Poza tym trudno byłoby napisać coś ciekawszego niż kiczowate powieści klasy C czy nudne soap opery, które właśnie takie schematy kochają.

Przyznam, że nie chciałbym znaleźć trupa w pobliskim stawie... Chciałbym natomiast zapytać jeszcze o nieco inną przestrzeń działalności. Pisze Pani także scenariusze...

Pisuję scenariusze seriali do cudzych pomysłów. Fajna i ciekawa praca, jestem w niej rzetelną i nie najgorzej opłacaną rzemieślniczką.

Jakie seriale dotychczas zrealizowano na podstawie Pani scenariuszy?

Istnieje bardzo użyteczny serwis filmpolski.pl. Mam tam swoją rubryczkę (filmpolski.pl/fp/index.php/1153012), gdzie łatwo przeczytać o wszystkim, w czym brałam udział. Trudno to jednak nazwać moimi scenariuszami – w zespole pisze się według cudzych wskazówek i według cudzych pomysłów, większość seriali to praca bardzo zbiorowa, którą staram się wykonywać jak najsolidniej, według mojej najlepszej wiedzy. A swoją drogą – mam wrażenie, że wiedza scenariopisarska bardzo pomaga w budowaniu fabuły powieści.

Pani dzieci także piszą. To niesamowite i niecodzienne poznawać swoje dzieci poprzez literaturę. Czy wiele nowego dowiedziała się o nich Pani czytając ich teksty?

Och, całe mnóstwo. Oni oczywiście tworzą fikcję, bo nawet jeśli piszą pamiętniki, to mi ich nie pokazują. Ale z fikcji też można się wiele dowiedzieć. Mój syn Staś ma niezwykłą zdolność przedstawiania świata w zwięzłych, niewytartych metaforach, lubi sobie ze świata czy bohaterów poszydzić, znajduje nieoczekiwane pointy. Jego świetna polonistka miała go za satyryka, teraz zaczął pisać wiersze, nawet został laureatem jednego z konkursów ogólnopolskich. Budzi to mój szczery podziw, bo ja poezji pisać nie umiem. Moja córka Adela ma potoczysty, obyczajowy styl i nieco ironiczne spojrzenie na świat. Napisała już kilka powieści, każda kolejna jest lepsza od poprzedniej, ostatnia to kryminał. Cieszę się, że chcą mi pokazywać, co napiszą, że proszą o uwagi i że nie do wszystkich się stosują.

A co sądzą dzieci o Pani książkach?

Nie czytają ich. Ciągle uważam, że te powieści są dla nich za dorosłe.

Dziękuję Pani za rozmowę.

Współpracujemy z: