Joanna Pypłacz

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Kraków, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "August Nacht"

    "Krzyk Persefony"

    "Mechaniczna Ćma"

Galeria:

Biografia:

Urodziła się w Krakowie 14 listopada 1982. Z wykształcenia jest filologiem klasycznym. W roku 2007 obroniła pracę doktorską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje w Bibliotece Jagiellońskiej w Sekcji Starych Druków. Pasjonuje się literaturą, czego owocem są nie tylko publikacje naukowe, lecz także powieści" August Nacht", "Krzyk Persefony" i najnowsza - "Mechaniczna ćma".  Zainteresowania literackie łączy z zamiłowaniem do muzyki, szczególnie poważnej. Od najmłodszych lat nie tylko pisuje opowiadania i wiersze, lecz także gra na fortepianie.

Wywiad:

Za kilka dni ukaże się najnowsza powieść Pani autorstwa pt. "Mechaniczna ćma". Czy mogłaby Pani przybliżyć nieco czytelnikom fabułę i klimat tej pozycji?

Główną bohaterką mojej powieści jest Celina, młoda kobieta obdarzona nadprzyrodzonymi zdolnościami, dzięki którym potrafi komunikować się ze światem zmarłych. Pomimo że jako medium od lat pomaga innym, sama nie może nawiązać kontaktu z duchem własnej matki. Poszukiwanie tożsamości oraz utraconych bliskich z czasem staje się jej wyniszczającą obsesją. Zarówno Celina, jak i kilkoro innych bohaterów to ludzie owładnięci różnego rodzaju namiętnościami i pragnieniami; ludzie-ćmy, za wszelką cenę zmierzający do pożądanego, lecz śmiertelnie dla nich niebezpiecznego płomienia świecy. „Mechaniczna ćma” jest powieścią gotycką, a więc przynależy do literatury grozy. Nie należy jej jednak zestawiać z takimi – skądinąd świetnymi thrillerami czy horrorami, w których podstawowe źródło lęku stanowią elementy nadprzyrodzone. Pomimo że w książce nie brak duchów oraz zjawisk paranormalnych, podobnie jak moi anglosascy mistrzowie, w tym Edgar Allan Poe, eksploruję przede wszystkim grozę ludzką, wypływającą z naszego własnego wnętrza. To właśnie drzemiące w nim podstępne i nieobliczalne potwory są według mnie najbardziej przerażające.

Proszę zdradzić jakie były okoliczności powstawania tej opowieści?  Skąd pomysł na taką historię, jak wyglądał sam proces twórczy i jak wielką rolę odgrywa w nim słynny Orfeo:)?

Podobnie jak to było w przypadku moich pozostałych powieści, pomysł zrodził się spontanicznie. Po prostu pewnego razu, w czasie spaceru po Krakowie, „zobaczyłam” jedną scenę, która spodobała mi się na tyle, że zaczęłam „wypatrywać” pozostałych. Wkrótce wszystko ułożyło się w jedną całość: bezimienni bohaterowie „spotkani” na ulicy dostali imiona i nazwiska, biografie, zostali wpisani w fikcyjny świat książki, który – osadzony w realiach historycznych – nigdy nie istniał, choć mógłby. Jeśli chodzi o Orfeo… no cóż, jego rola polegała przede wszystkim na skakaniu po klawiaturze, obgryzaniu klawiszy i zakrywaniu ekranu ogonem, byle tylko zająć się nim a nie pracą. Taką już ma naturę, to nieuleczalny ekstrawertyk, po prostu musi być w centrum uwagi!

Powieść historyczna wymaga od autora ogromu wiedzy na temat danej epoki. Co było dla Pani bogactwem wiedzy na temat XIX- wiecznego Krakowa?

Źródeł miałam bez liku… Od rodzinnych pamiątek, starych gazet, pocztówek, map, bedekerów oraz rozmaitych publikacji ze stricte naukowymi włącznie, poprzez kwerendę w Archiwum Narodowym w Krakowie (serdecznie dziękuję jego Pracownikom za okazaną mi życzliwość oraz udzielone odpowiedzi na dość kłopotliwe pytania), aż po ulubione spacery po krakowskich cmentarzach, które same w sobie są kroniką, spisem ludności (a więc także doskonałym źródłem nazwisk) oraz potężną inspiracją estetyczną w jednym.

Zarówno "Mechaniczna ćma", "Krzyk Persefony" jak i Pani debiut: "August Nacht" osadzone są na przełomie XIX i XX wieku. Dlaczego akurat ten okres upodobała sobie Pani na czas akcji swoich powieści?

Mała korekta: „August Nacht” osadzony jest w ostatniej ćwierci XVIII wieku, a konkretnie w roku 1791, natomiast akcja „Krzyku Persefony” rzeczywiście rozgrywa się w roku 1887. To właśnie poniekąd z tęsknoty za tą powieścią powstała „Mechaniczna ćma”. Nie miałam zamiaru pisać kontynuacji z obawy przed, jak to nazywam, „klątwą sequelu”, a z drugiej strony trudno mi było „wyjść” z epoki późnowiktoriańskiej, w której zdążyłam się bardzo zadomowić... Przez pewien czas po skończeniu „Krzyku Persefony” przebywałam więc w twórczym limbo, aż do czasu, gdy – jak już wspomniałam –„zobaczyłam” jedną, a potem następne sceny. Machina ruszyła, wyobraźnia zaczęła pracować na pełnych obrotach. Sądzę, że ten historyczny sentyment ma swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie, gdy zakochałam się w powieściach Dickensa, Collinsa, Hardy’ego, Maupassanta oraz innych wspaniałych pisarzy właśnie z mojej ulubionej epoki. Na pewno swoje zrobiła też muzyka, a także specyficzny klimat rodzinnego domu, gdzie miałam zaszczyt i ogromną przyjemność rozmawiać z ludźmi, których rodzice urodzili się jeszcze w XIX wieku, a oni sami byli doskonale zaznajomieni z kulturą i mentalnością tamtych czasów.

Czy bohaterowie "Mechanicznej ćmy" mają swoje pierwowzory i czy wśród szeregu tych postaci ma Pani swoją ulubioną postać?

Konkretnych pierwowzorów nie ma, są natomiast pewne zachowania, tendencje, sposoby postępowania, które stały się moją inspiracją. Pisarz to obserwator. Przygląda się uważnie otaczającemu światu i nieustannie notuje swoje obserwacje; analizuje nie tylko spostrzeżenia poczynione z zewnątrz, lecz także dokonuje introspekcji, zastanawia się nad własnymi doświadczeniami, wyciąga wnioski, analizuje sytuacje. Jego praca chwilami przypomina pracę policyjnego profilera. Jeśli chodzi o ulubioną postać… Trudne pytanie! Zależnie od sytuacji, aktualnego nastroju itp., raz jest mi bliższy jeden bohater, raz znowu inny… Czasem bardziej utożsamiam się z Celiną, która umie pomóc wszystkim, tylko nie sobie samej, raz z Annabellą – artystką o trudnym charakterze i skomplikowanym życiu emocjonalnym, raz z Jerzym, innym razem z Leonardem, czy nawet z Emilią von Klosterberg… Dla mnie bohaterowie książki to żywi ludzie, nie chciałabym żadnego z nich urazić, gdyż wszyscy – zarówno postacie pierwszo jak i drugoplanowe – są tak samo ważni, tak samo cenni i potrzebni.

W powieści znajdziemy wiele odniesień do świata artystycznego, w szczególności do muzyki poważnej. Czy na co dzień również towarzyszy Pani ten gatunek muzyczny, a jeśli tak to jak wielką odgrywa muzyka w Pani życiu:)?

Powiem więcej, nie tylko mi towarzyszy, ale wręcz utrzymuje mnie przy życiu! Kiedy przebywam w domu, zawsze coś „idzie” w tle. A to opery Mozarta, a to Chopin, a to Rachmaninow, Satie… w zależności od aktualnego nastroju. Bez muzyki po prostu nie funkcjonuję, a pianino jest właściwie moim drugim warsztatem pisarskim. Pomysły często pojawiają się podczas gry, zupełnie nagle: jakiś utwór silniej podziała na wyobraźnię i zaczynają powstawać sceny, dialogi, albo po prostu same obrazy… Postaci prawie materializują się w pomieszczeniu! Potem idę do komputera i zapisuję; najpierw luźne notatki, a następnie bardziej szczegółowy plan. Bywa jednak, że od razu piszę na czysto, bo to, co „zobaczyłam” i „usłyszałam” nie wymaga większych poprawek, dopiero na etapie, kiedy pracuję nad tekstem już od strony formalnej.

"Mechaniczna ćma" to powieść gotycka, w której przeważa mrok, odcienie szarości i chłód. Proszę powiedzieć co takiego jest w tym nurcie, iż tak bardzo on Panią fascynuje? Ponadto intryguje mnie kwestia,  czy tworzenie tego typu historii wymaga odpowiednich warunków, klimatu, scenerii, np. nocnej pory i zapalonych świec...:)?

Od najmłodszych lat miałam gotycką duszę, lubiłam czarne stroje, dramatyczną, podniosłą muzykę, miałam skłonności do melancholii. Nigdy nie byłam „na czasie” z żadnymi modami i trendami, gdyż siedziałam w tym swoim cienistym, tajemniczym świecie pełnym dzieł sztuki oraz muzyki poważnej, co oczywiście – jak łatwo sobie wyobrazić – nie zawsze bywało entuzjastycznie przyjmowane przez otoczenie. To przecież zupełnie naturalne, że ludzie często patrzą na kogoś takiego jak na dziwoląga, który przywędrował z innej epoki i nie bardzo potrafi się odnaleźć we współczesnych realiach. Jeśli chodzi o klimat, o tak, zdecydowanie lepiej pracuje mi się w odpowiednim otoczeniu. Niekoniecznie w nocy, bo akurat zdecydowanie lepiej funkcjonuję w pierwszej połowie dnia, ale zawsze przy odpowiedniej muzyce, w lekkim półmroku. Zdarzało mi się zapalić świecę lub dwie, choć teraz  muszę z tym uważać ze względu na wszędobylskie ptaszysko.:)

Wywiad niebyłby wywiadem wartościowym, gdybym nie zapytała o to, skąd czerpie Pani inspiracje do pisania kolejnych książek, jak i również o to, czy ma już Pani pomysł na kolejną powieść:)?

Inspirację czerpię z otaczającego świata; z obserwacji, introspekcji, przemyśleń na temat wyciągniętych wniosków… To są inspiracje oparte na chłodniejszym, bardziej empirycznym podejściu, potrzebne do budowania psychologicznej konstrukcji bohaterów. Ale istnieje też drugi rodzaj inspiracji: te spontaniczne, emocjonalne, które pojawiają się nagle i nie wiadomo skąd; i to właśnie one są głównym motorem mojej pracy. Bez nich nie napisałabym ani jednej książki. Nad kolejną powieścią pracuję, a pomysłów to ostatnio mam aż za dużo!

Proszę zdradzić naszym czytelnikom, jakie książki wywarły na Pani największe wrażenie i sprawiły, że dziś sama jest Pani autorką:)?

Do książek, które, że tak powiem, ukształtowały mnie twórczo, zaliczam przede wszystkim wszystkie powieści Ann Radcliffe, opowiadania i poezje Edgara Allana Poe, „Great Expectations” i „Bleak House” Dickensa, „The Woman in White” i „Armadale” Wilkiego Collinsa, „Far from the Madding Crowd” Thomasa Hardy’ego, „Przedwiośnie” oraz „Wierną rzekę” Stefana Żeromskiego i „Imię Róży” Umberto Eco, ale też literaturę starożytną, którą z racji mojego wykształcenia zdołałam dość dobrze poznać. Ogromny wpływ wywarły na mnie tragedie Seneki, ukazujące ludzi rozdartych emocjonalnie, udręczonych przez własne namiętności oraz swoje wewnętrzne potwory. Utworów literackich, które zaważyły na kształtowaniu moich upodobań oraz dzięki którym nauczyłam się pisać, jest oczywiście dużo, dużo więcej. Nieustannie się uczę od lepszych od siebie, wyszukuję coraz to nowe, interesujące pozycje… Niedawno odkryłam „Le Château des Bois-Noirs” Roberta Margerita. Niesamowita książka!

Jest Pani dość skrytą osobą, czy czytelnicy Sztukatera mogliby dowiedzieć sie czegoś więcej o  Joannie Pypłacz, jako osobie prywatnej?

Prywatnie mieszkam z dwoma Panami: moim Mężem Raulem oraz nimfą imieniem Orfeo. Pracuję w Bibliotece Jagiellońskiej, w Sekcji Starych Druków, gdzie również – z racji nieustannego kontaktu z zabytkowymi książkami – napotykam wiele wspaniałych inspiracji. Poza tym… Ktoś mi kiedyś powiedział, że pod pewnymi względami trochę przypominam niektóre bohaterki moich książek. Nie zgłębiałam tematu, choć z pewnością jest w tym ziarnko prawdy. W końcu Flaubert zadeklarował: Madame Bovary c'est moi.

I tym miłym akcentem chciałabym serdecznie podziękować za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów zarówno na arenie zawodowej, jak i  osobistej

Wywiad przeprowadziła Anna Sukiennik

Współpracujemy z: