Sławomir Mrugowski

Informacje Personalne:

  • Twórczość:

    "Otóż"

    "Dziedzictwo krwi"

Biografia:

Sławomir Mrugowski (ur. 13.10.1971 w Bydgoszczy) – Absolwent Akademii Techniczno Rolniczej na kierunku Budownictwo. Związany zawodowo z przemysłem, handlem i zarządzaniem w segmencie budownictwa i wyposażenia wnętrz. Organizator 2 edycji targów "Therm" w roku 2000 i 2001. Publikował artykuły branżowe w miesięcznikach "Ciepło" i "Zaopatrzeniowiec". W latach 1987-1996 tancerz Bydgoskiego Teatru Tańca "Gest". Uczestnik, laureat turniejów tanecznych, brał udział w wielu spektaklach i musicalu. Instruktor młodzieżowych grup tanecznych, pracował w Wojewódzkim Ośrodku Kultury. Debiut na polu prozy sf&f miał miejsce na łamach miesięcznika "Nowa Fantastyka" (10/2001) opowiadaniem "Krew z krwi", stanowiącym element sagi o wojowniku Strzygoni; osadzonej w realiach VIII w. i wykorzystującej wątki baśniowe np. "Balladyny" J. Słowackiego, ale także podań i wierzeń zarówno słowiańskich, jak i innych ludów europejskich tamtego okresu. Publikacje prozy miały miejsce również w miesięcznikach "Science Fiction", "Akant", oraz internetowych "Esensja" i "Fahrenheit". Powieść "Strzygonia" wydana została we wrześniu 2012 nakładem Fabryki Słów. Debiut poetycki na łamach pisma "Akant" (XII 1998) utworem "Samoubezwłasnowolnienie" opartym na prozie S. Lema "Maska", definiującym jeden z podstawowych kierunków dalszego rozwoju. Inne publikacje poezji miały miejsce w tymże "Akancie", miesięczniku "Więź", almanachach "Generacja" i "Spojrzenia". Tomik "Otóż" został wydany w grudniu 2011 r nakładem WFW. Sławomir Mrugowski zajmuje się również grafiką, rysunkiem i malarstwem. W latach 1999-2006 związany z ruchem rycerskim. Wielokrotny uczestnik inscenizacji, między innymi Bitwy pod Grunwaldem i Oblężenia Malborka. Zawsze po właściwej stronie... W przygotowaniu drugi tom powieści "Strzygonia", nowela "Przepraszam, czy Pan Diabeł?", zbiór opowiadań "Na granicy światów" oraz tomik poetycki - jeszcze bez tytułu, oraz kilka innych tekstów - może kiedyś ujrzą światło dzienne. Zainteresowanych wydawców prosi się o kontakt (i kontrakt oczywiście).
Źródło: mrugowski.home.pl/kreator/page2.php

Wywiad:

Właśnie debiutuje Pan książką „Strzygonia. Dziedzictwo krwi". Recenzje są rozbieżne. Od zachwytu po krytykę. Z czego to może wynikać?

Oczywiście cieszą mnie dobre opinie, a krytyka zmusza do poszukiwania i jeszcze większego wysiłku. Oceny, jak sądzę, są pochodną oczekiwań. Jednym sprostałem, innym nie. Tom pierwszy jest wstępem do historii, jaką chcę opowiedzieć. Fascynuje mnie zmaganie ludzi z przeciwnościami, to że ich słabości mogą być ich siłą i w każdej chwili może nadejść przełom za sprawą ich własnych wyborów. Ścieżka herosa nie jest zaś jedyną możliwą dla głównego bohatera.

Krytycy mówią, że książka, wbrew wartkiej akcji, jest po prostu nudna. Brakuje plastyczności obrazu i rozległych opisów świata przedstawionego, zbyt szczegółowe opisy mało znaczących postaci wprowadzają zamieszanie a forma – za sprawą dużej ilości zdań pojedynczych – przypomina raczej sprawozdanie z akcji niż powieść napisaną z epickim rozmachem... Co Pan odpowie krytykom?

Cóż, znam dwie takie opinie na kilkanaście, albo kilkadziesiąt innych. Są to opinie anonimowe. Obie bliźniaczo podobne. Pana pytanie zawiera wierny cytat. Proszę przeczytać opinie na www.fantastyka.pl „Strzygonia, czyli powrót nad Gopło" pani Elżbiety Żukowskiej, albo recenję pana Michała Smyka na www.opetaniczytaniem.pl i jeszcze wiele innych. Każdy ma prawo do własnej oceny, ale myślę że pisanie o dwóch głosach jako o zdaniu ogółu „krytyków" jest nadużyciem. Uznałem, że do opowiedzenia tej historii najwłaściwszy będzie język jakiego użyłem. Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości swojego stylu pisania, nie jestem profesjonalistą, piszę, czytam, kreślę, zmieniam i tak wiele razy, aż rzecz jest własnie taka jaką chciałbym pokazać. Jestem przekonany, że historia którą chcę opowiedzieć, jest wyjątkowa. Każdy z bohaterów ma swoją rolę, jeśli nie w pierwszym, to w kolejnych tomach. Jeśli zaś o rozmach chodzi, epicką nazwałbym na przykład historię opwiedzianą przez Zofię Kossak w „Krzyżowcach", albo własnie „Balladynę" Słowackiego. Wszystko zależy od punktu odniesienia. Świadomie konfrontuję Strzygonię takiego, jaki jest z takim, jaki mógłby być, a na epickie opisy przyjdzie pora, choć oczywiście w takim zakresie aby nie podważyć założeń świata, mrocznego i pełnego tajemnic.

Czy w tej historii wszystko zbiega się w logiczną całość? Mamy do czynienia z ogromnym natłokiem zdarzeń i mnogością bohaterów. Czytelnik może mieć problem z ogarnięciem fabuły.

Fabuła jest wielowątkowa. Taka miała być. Towarzyszy temu określony zamysł. Pewne jest natomiast, że potrzeba ciągu dalszego by wszystkie wątki się zaplotły, a postaci odegrały swoje role. Mam nadzieję, że historia Strzygoni zyska zwolenników, a czytelnicy będa czerpać przyjemność z odnajdywania bohaterów tomu pierwszego w kontynuacji.

Tworzy Pan alternatywną wersję przedchrześcijańskiej historii słowian. Na jakich źródłach się Pan opiera?

 W pierwszym tomie niewiele jest tej alternatywności. Wszystko, co opisałem zdarzyć się mogło. Oczywiście próżno szukać w źródłach zapisów o wyprawie Franków nad Gopło, licentia poetica, ale nie piszę powieści historycznej. Nie mam takich ambicji przy okazji „Strzygoni". Co do źródeł, moja biblioteczka zawiera trochę materiałów opisujących wykopaliska, broń, dzieje budownictwa, poradniki zielarstwa etc. Na moich półkach są prace Jasienicy, Łowmiańskiego, przekłady Tacyta. Jest rzeczony Bunsch, Kraszewski, Zofia Kossak, Pieśń o Nibelungach, Eddy, Pieśń o Rolandzie, Willehalm Wolframa i wiele innych. Mam masę książek o historii wczesnośredniowiecznej, roli kobiet i mężczyzn w społeczeństwach, kształtowaniu ustrojów, wreszcie o Państwie Franków etc. Kiedy czegoś w nich szukam często zapominam o pisaniu i zagłębiam się bez pamięci. Wtedy często zadaję sobie pytanie, co by było gdyby?

A co by było, gdyby... nie doszło do chrztu a Polska pozostałaby krajem pogańskim?

Moneoteizm w moim przekonaniu był koniecznością. Oczywiście można snuć domysły co stałoby się gdyby Frankowie ponieśli klęskę pod Poitiers, a Konstantynopol padł pod naporem Umajjadów? Jedno i drugie było blisko. Wtedy zamiast krzyża mielibyśmy zmagania z półksiężycem. Jak potoczyłyby się losy świata i Europy? Hm... Religia była i jest najsilniejszym imperatywem działań ludzi, wyzwala emocje jak nic innego. Monoteizm jednoczy i popycha do fanatyzmu. Pogańska, politeistyczna Polska w moim odczuciu podzieliłaby los Związku Wieleckiego, Sasów, Awarów etc. Jedyną szansą, choć i tak wątpliwą byłoby wytworzenie własnego kultu i skoncentrowanie się wokół któregoś z bóstw. Przedmurze Połabskie skonało jednak zbyt prędko. Trochę będzie o tym w drugim tomie...

Co sądzi Pan o chrześcijaństwie jako ruchu kulturowym, który całkowicie zmienił kulturę słowian?

Chrześcijaństwo niestety dokonało spustoszenia w kulturze Słowian. Szkoda, że nie pozostały dokumenty pisane, które dokumentowałyby życie, obyczaje, wierzenia i osiągnięcia naszych przodków, a przecież mielibyśmy się czym pochwalić. Historię piszą zwycięzcy, a zwyciężeni nie mają racji. Echa naszej słowiańskiej, pogańskiej przeszłości są jednak obecne do dziś w rdzeniach wielu słów, nazwach miejscowości, w ludowych pieśniach, imionach świętych i terminach świąt katolickich, w sposobach świętowania... Nasi przodkowie byli sprytni.

Niewiele mówi się w mediach o ruchu neopogańskim, który ma się w Polsce całkiem dobrze i od kilku lat wyraźnie zyskuje na sile. Czy jest Pan związany z tym ruchem?

Nie jestem związany z ruchem neopogańskim. Nie przewiduję także apostazji. Interesuje mnie historia, również pod kątem wierzeń, które są nieodłącznym elementem naszej spuścizny kulturowej i historii. Lubię wiedzieć i rozumieć.

Jest Pan chrześcijaninem...

Jestem katolikiem, choć nie bezkrytycznym wobec przeszłości i teraźniejszości kościoła. I na tym poprzestańmy.

Wróćmy do „Strzygoni". Dokonał Pan archaizacji języka, w dodatku z uwzględnieniem podziałów stanowych bohaterów. Tutaj trudno o źródła pisane. Co było dla Pana inspiracją?

Gromadzę książki o gwarach regionalnych Kujaw, Pałuk, Pomorza, w końcu tutaj mieszkam. Pamiętam jak na wsi moja babcia i prababcia rozmawiały ze sobą używając słów które mało kto rozumiał. Zainteresowało mnie ich znaczenie i pochodzenie. Każde ze słów, których używamy z kądś się wywodzi, ma ukryte znaczenia, albo kiedyś znaczyło coś zupełnie innego. Etymologia jest fascynująca. Moja córka tańczy i spiewa w zepole ludowym, wiele tekstów piosenek zawiera słowa nieużywane dziś, a pięknie brzmiące.

Niektórych czytelników drażnią nieobojętne dla fabuły a nieprzetłumaczone łacińskie wtrącenia. To celowy zabieg czy niedopatrzenie redakcyjne?

Nie jest to żaden błąd. Uznałem, że tłumaczenia są niepotrzebne, gdyż zawsze kiedy używam zwrotów w obcych językach tłumaczę co znaczą poprzez kontekst rozmowy, czy przez zachowanie bohaterów. Wtrącenia łacińskie, włoskie i francuskie mają budować klimat poprzez swoje brzmienie. Mógłbym przecież napisać dialog po polsku i opisać, że bohater użył np. języka Franków. Sposobem na zrozumienie jest poszukanie w źródłach, to rozwija i daje satysfakcję dociekliwym. Fragment Pieśni o Rolandzie w orginale nikogo nie zabije, a co nas nie zabije; wiadomo, wzmocni nas!

À propos zabijania... W latach 1999-2006 był Pan związany z ruchem rycerskim, wielokrotnie uczestniczył Pan w inscenizacjach bitew, między innymi Bitwy pod Grunwaldem i Oblężenia Malborka...

W rycerstwie nie ma mowy o zabijaniu, unika się kontuzji, a przeciwnik to przecież partner i kolega. Ruch Rycerski to świetna zabawa, wymagająca kondycji i ciagłych ćwiczeń, a przy okazji okazja do spotkania wielkiej ilości wspaniałych ludzi, entuzjastów i rzemieślników. Przy jednym ognisku spotykają się: rolnik z małej miejscowości, inżynier z biura projektów, dyrektor dużej firmy, pracownik z linii produkyjnej, nauczyciel etc. Wszyscy mają wspólną pasję. Rozmowy trwają do rana, zakrapiane miodem i przegryzane pieczystym, a i śpiewy się zdarzają, niejednokrotnie po łacinie, i to nie tej podwórkowej. Sam byłem świadkiem kiedy profesor historii z wypiekami słuchał rolnika opowiadającego o wykuwaniu mieczy, albo o wytwarzaniu sukna. Czasami trzeba też ruszyć na siebie wzajemnie, z mieczem w dłoni ale jak już mówiłem, wszystko w ramach rozsądku. Niestety od kilku lat nie ćwiczę regularnie. Pozdrawiam przyjaciół! Semper Honors!

Czy te inscenizacje rzeczywiście tworzone są w ścisłym związku z wiedzą historyczną czy raczej są swobodną interpretacją dokonaną przez pasjonatów dla publiczności?

Organizatorzy poważanych imprez starają się wiernie odtwarzać historię, zapraszają uczestników z doświadczeniem, uzbrojonych i ubranych epokowo. Często zaproszenia przychodzą na papierze czerpanym z lakową pieczęcią, a na imprezie obowiązuje pełna etykieta. Są też ludowe festyny, gdzie dzieją się cuda, ale co kraj to folklor... Nie bywałem jako uczestnik, omijałem jako widz.

Jest Pan artystą, który wyraża się w wielu mediach: od tańca przez rysunek i malarstwo do poezji i prozy. Z czego wynika ta różnorodność zainteresowań?

Sam nie wiem. Ludzie od najdawniejszych czasów próbowali uzewnętrznić to, w jaki sposób postrzegają rzeczywistość. Ta potrzeba jest w nas wszystkich. Napotykałem wspaniałych ludzi którzy zarażali mnie pasjami, z którymi dzieliłem się swoją wizją świata. Wyrażanie siebie poprzez sztukę jest też niewątpliwie formą terapii. Korzystam z niej dla zdrowia.

Doskonale Pana rozumiem, sam postrzegam sztukę podobnie... Którą z tych form wyrazu traktuje Pan jako dla siebie podstawową, najważniejszą?

Wszystkie formy tworzą spójną całość. Obecnie koncentruję się na prozie. Synkretyzm cechował romantyków, a ta epoka i jej przedstawiniele są mi bliscy.

W 2011 roku opublikował Pan tomik wierszy „Otóż". Czy mógłby Pan przybliżyć czytelnikowi koncepcję tego zbioru?

Tomik zawiera wiersze publikowane wcześniej w różnych zbiorach, w prasie literackiej i takie, których nie pokazywałem nikomu poza wąskim gronem przyjaciół. To w wiekszości utwory, które napisałem jako nastolatek. Po pozytywnych opiniach osób z kręgów związanych z literaturą uznałem, że mogą być interesujące dla szerszego grona odbiorców. Czy są, trzeba spytać tych, co czytali.

W jednej z wypowiedzi związanej z tym tomikiem wierszy stwierdził Pan, że „budujemy cywilizację zagłady osobowości". Co miał Pan na myśli?

W świecie wszechujednolicenia, standaryzacji i mediów wypaczających sens wydarzeń, konfabulacji i nadinterpretacji trudno jest myśleć samodzielnie, posiadać własne zdanie, podążać w określonym kierunku. Bardzo wielu z nas rezygnuje więc z poszukiwań biorąc to, co podane i takie jak zostało podane. To miałem na myśli. Część tych sposprzeżeń jest obecna także w „Strzygoni".

Sądzi Pan, że w czasach opisanych w „Strzygoni" myśleliśmy bardziej niezależnie, byliśmy bardziej kreatywni w realizowaniu własnego życia?

Wtedy ludzie koncentrowali się na celach prostszych, bliższych. Myśleli o śmierci, oddawali cześć bóstwom zaklinając rzeczywistość, z którą się mierzyli. Na pewno także marzyli... Jak bardzo byli kreatywni? Dojdziesz tylko tam, gdzie pójdziesz, a trzask pekającego chrustu i szelest suchych liści pod stopami będą jutro pieczęciami oddzielającymi cię od dnia dzisiejszego, znakami twojego wyboru... – mówi Borowit do Strzygoni. Ale sam Strzygonia dostrzega, że przeznaczenie jest dla tych, którzy nie mają siły aby sami wybierać drogę. Tymi mogą kierować bogowie, albo inni ludzie. Niech te słowa będą odpowiedzią.

Przygotowuje Pan drugi tom powieści „Strzygonia", także nowelę „Przepraszam, czy Pan Diabeł?", zbiór opowiadań „Na granicy światów" oraz tomik poetycki. To dużo... Pracuje Pan nad wszystkim naraz?

Nie potrafię skupić się na jednym tekście. To umiejętność profesjonalistów. Życie dyktuje scenariusze, jedne pasują do powieści współczesnej, inne do historycznej, jeszcze kolejne są komiczne, a z tego wynika już zupełnie inna historia. Zapisuję, rozwijam...

Czy znalazł Pan już wydawcę?

Jeszcze nie szukałem, utwory te nie są w pełni gotowe, ale jesli któryś z wydawców się zgłosi chętnie zaprezentuję próbkę.

Jakiego tekstu nie chciałby Pan nigdy napisać?

Wiem, jaki chciałbym napisać. Ten cel wciąż daleko przede mną.

Zatem życzę Panu realizacji tego celu... dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził Łukasz Musielak

Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!