Kornel Maliszewski

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Nowa Ruda, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Sardynka"

    "Wintro"

Biografia:

Kornel Maliszewski - urodzony w 1988 roku w Nowej Rudzie. W 2011 zadebiutował powieścią "Wintro". "Nur" to jego druga książka, która prawdopodobnie kiedyś ukaże się drukiem.

Wywiad:

O wchodzeniu w głąb siebie, dotykaniu bruku z poetyckim polotem, o narkotykach i sensowności art-zinów

Kilka miesięcy temu zadebiutowałeś powieścią „Wintro". Zapytam od razu, czy ta książka ma charakter autobiograficzny?

Jest to historia o pewnym momencie w życiu (też go przechodziłem), w którym desperacko walczy się o inność, próbując osiągnąć ją w każdy możliwy sposób. Chciałem zuniwersalizować i odpowiednio fabularnie spreparować wspomnienia o czasie, gdy wchodziłem w dorosłość. Cieszę się jednak, że nie jestem tak wykorzeniony jak główny bohater, mam na przykład świetną rodzinę, a on nie miał nic. Chciałem sprawdzić jak zachowa się postać, której powoli odbiera się wszystko. Jednym słowem – w tekście zawsze odbije się piętno biograficzne autora, wydaje się być to nieuniknione. Łatwiej nalać życie w postaci i uniwersum powieściowe, gdy ocierało się w rzeczywistości o wydarzenia, z którymi fikcyjni bohaterowie muszą się zmierzyć.

Niektórzy mówią, że prosta opowieść, wulgarny język, narkotyki i... jakby to ująć, swobodny seks, to świetny sposób na zwrócenie na siebie uwagi wśród zalewu zawiłych kryminałów, romansideł i mdłych powieści obyczajowych. Tym bardziej, że to debiut. Przyznaj się, czy kalkulowałeś w ten sposób?

Bohaterowie muszą żyć w świecie i coś w nim robić. Mogliby być rybakami, urzędnikami na prowincji, harcerzami jadącymi radośnie na obóz. Nie znam jednak za dobrze takich światów, byłaby to próba nieciekawej abstrakcji, choć jeśli nie umie się empatyzować każdej rzeczywistości, lepiej nie brać się za klepanie w klawiaturę. Lubię książki i filmy, w których jeżdżą, ćpają i się pieprzą. Wiadomo, że są to popkulturowe klisze zdarte do nieprzytomności od ciągłego wyświetlania, ale co tam, ja się nimi dalej cieszę. To, co wymieniłeś, jest dla mnie tylko fasadą, sadzę, że porządny czytelnik rozchyli kotary wydarzeń i zobaczy coś o wiele więcej; ciepło, przyjaźń, krojenie sensu, wiwisekcję outsideryzmu i kondycji ludzkiej. Zastanawiają mnie osoby, które na przemijanie i śmiertelność reagują wariactwem, szalonym tańcem, szybkim biegiem ku zatraceniu. Liczę na to, że zadebiutowałem z potrzeby serca, kalkulacje mogą zabić resztki piękna życia.

Ale zwróciłeś na siebie uwagę... już chyba porównywali Cię z Bukowskim. Jak się z tym czujesz?

Jeśli stawia się na proste historie dotykające bruku, będą mówić, że pisze się Bukowskim. Gdy zagęści się język, doda koloru, przesadnie zmetaforyzuje sprawę, powiedzą że Schulz. Próby groteski? No to wpłynął na ciebie Topor. I tak dalej, i tak dalej. Literackie przystanie zostały sto razy już zajęte, nie ma co się denerwować, czy obrażać, gdy zaczną porównywać. Potrafimy lepiej zarządzać naszym myśleniem dzięki porównaniom. Bukowski jest niezły, tylko chyba najgorsze, co mogło mu się przydarzyć, to kult jego osoby. Z wrażliwego, wstydliwego faceta zrobiono wulgarnego potwora – ruchacza. Byłbym rad, gdyby ktoś kiedyś porównał mnie raczej do Johna Fantego, był to taki Bukowski z większą poetycką wkładką i umiejętnością władania symbolem, można powiedzieć jego mentalny patron. Sądzę, że chyba najbardziej on przyssał mi się do kości, i pewnie w nieuświadomiony sposób coś z niego, poprzez mnie, wypływa.

Co sądzisz o współczesnej polskiej literaturze? Czy znajdujesz jakieś duchowe powinowactwa?

Za dobrze jej nie znam, nad czym ubolewam. Ostatnimi czasy staram się wypełniać braki, bo zaniedbałem to i owo, czasem błędnie sądząc, że polskie znaczy gorsze. Szperałem w literaturze innych kultur, niestety pomijając naszą. Gdy wyszła moja pierwsza książka, wielu ludzi zaczęło porównywać ją do twórczości, nieżyjącego już, Mirosława Nahacza. Wziąłem wtedy do ręki jego debiut i rzeczywiście poczułem coś w rodzaju duchowego powinowactwa, tym bardziej, że obydwoje wychowywaliśmy się na prowincji w polskich górach. Pierwsze poperelowskie pokolenie, dorastające w czasach względnej prosperity, odrzucające tradycje ojców i dziadków, mogące spokojnie poszukać swojego sensu życia. Okazało się to jednak trudne, zachodni zalew treści zderzył się z polskimi zaszłościami, wybuchł wulkan możliwości, z których trudno było wyłuskać coś odpowiedniego. A to wszystko przepuszczone jeszcze przez filtr prowincji, wraz z tym okrutnym odczuciem, że trzeba biec do tych wielkich miast ze świetlistymi neonami. Dodałbym jeszcze, że mentalne związki i inspiracje wykraczają poza literaturę, cenię niektórych mniej znanych raperów, którzy momentami wyprzedzają współczesnych literatów umiejętnością trafienia w odbiorcę dosadnym, skompilowanym przekazem. Wymieniłbym persony takie jak: Laikike1, Bisz, Gres, Jimson, Smarki Smark oraz inicjatywę Skwer.org pod przewodnictwem Wojciecha Cichonia. Oczywiście równie ważni są ich producenci. Z kinematografii podobają mi się filmy Smarzowskiego, szczególnie „Dom zły". Marzę o reżyserze urodzonym w latach 80. z intelektem i talentem wyżej wymienionego. Wracając do literatury, musi się tu także znaleźć miejsce dla poezji – na przykład w postaci Andrzeja Sosnowskiego, Romana Honeta i Roberta Rybickiego.

Co oznacza tytuł – „Wintro" ?

Introspekcję, introwersję, pogłębienie wnętrza, wejścia w głąb siebie, jądro życia, kwintesencję wrażliwości, przeżyć. Rzadki wsobny moment, haj, sen, halucynacje, bycie wewnątrz ale też poza, podświadomość, może też wolę mocy, i tak dalej, i tak dalej. A tak ogólnie – jest to po prostu nazwisko głównego bohatera.

Co sądzisz o narkotykach? Ludzie używali ich od zawsze i we wszystkich chyba kulturach. Ale czy można stworzyć z nimi szczęśliwy związek?

Szkoda, że środki psychoaktywne przestały być używane w momentach rytualnych, mglista magia została wyparta poprzez nadużywanie ich dla chwilowego szczęścia. Potrzebna byłaby tymczasowa definicja narkotyku. Według mnie jest to coś, co zmienia. Jest to fatalny pomysł definicyjny, bo wszystko może być tym samym narkotykiem, ale niech już tak zostanie. Środki psychoaktywne w klasycznej formie za bardzo mnie już nie interesują, stawiam raczej na literaturę, film, muzykę, drugiego człowieka, własne ja. Wydaje mi się, że są to lepsze materiały, aby się lepić, szlifować, poznawać. To całe pieprzenie o tworzeniu z naćpaną głową powoli śmieszy, lecz niech każdy robi to, co uważa za słuszne. Lubię tych wszystkich kaskaderów wszystkich czasów, choć chciałbym spytać, jak wam się, chłopaki, leży w ziemi? Dobra, też tam będę, ale chyba trzeba odraczać wyrok jak złą wróżbę. Jeśli się już chce brać za wielką narkotyczną przygodę, warto o sprawie poczytać i zrobić to z ludźmi, których się naprawdę uwielbia, bo inaczej jest to strata czasu. Dobrze wspominam noc, głaszczące głowę drzewa, ognisko wchodzące do płuc, rozpalone oczy i zawodzące krzyki w czerń. Warto to wspominać, a reszta to majaki wirusowych mitów, które rozwalają głowy młodym pokoleniom.

Wydajesz art-zin DIE PIARD. Czy możesz przybliżyć ideę tego projektu?

Widziałem wtedy ludzi, którzy nie istnieją. Szczególnie jednego, wyglądał jak elektroniczny utopiec. Próbowałem się ich pozbyć farmakologicznie, ale pomógł sen. W śnie coś szepnęło, żeby realizować DIE PIARD. I pomogło. Pisanie miało charakter terapeutyczny, z każdym zdaniem wypraszało się potwory i złe duchy. Jest to zapis powrotu na łono normalności.

Czy w dobie facebooka, profesjonalizacji i komercjalizacji wszystkiego, co możliwe, formuła art-zin jest jeszcze możliwa? Niektórzy sądzą, że czasy zinów niestety już minęły..

Jeśli powstają takowe, znaczy, że to możliwe. Pytaniem zaś jest, czy ma to sens. Jeśli chodzi o odbiór, rozpowszechnianie, rozpoznawalność – to go nie ma. Jeśli idzie o robienie tego, na co ma się ochotę, pojawia się zarys większego znaczenia. Dobrze grzebać w swoim małym ogródku, nawet jeśli sąsiad wygraża zza płotu, a jedynym uśmiechem jest tylko ten w lustrze.

Obecnie studiujesz w Poznaniu etnologię...

Nie. Kłamałem w którejś z notek biograficznych. Za każdym razem staram się napisać inną. Studiowałem kiedyś kilka lat biofizykę we Wrocławiu, oraz kilka innych kierunków w różnych miastach. Rzeczywiście mieszkam teraz w Poznaniu, smażę kurczaki w budzie koło Poznańskiego Kupca, więc można wpaść i mnie odwiedzić. Chciałbym przy okazji pozdrowić Dzidzię, z którą pracuję.

Jakie masz plany?

Niedawno napisałem drugą książkę, chciałbym ją gdzieś wydać. Jest chyba lepsza od pierwszej i nazywa się „Nur". Poza tym planuję z dwoma kumplami projekt społeczny, polegający na wspólnym związku z jedną dziewczyną. Zobaczymy, jakie są możliwość tej biednej istotki, choć może też będą to jej najmilsze chwile w życiu. Z innymi kumplami za pewien czas kręcę film drogi, rozgrywający się na sudeckich bezdrożach. Relacja dwóch, lekko upośledzonych, facetów i mijanej przestrzeni. Kontemplacja świata i takie tam.

Dziękuję za rozmowę, życzę udanych „projektów społecznych" i innych twórczych realizacji.

Wywiad przeprowadził Łukasz Musielak

Współpracujemy z: