Ilona Felicjańska

Informacje Personalne:

  • Miejsce Urodzenia: Łask, Polska
  • Narodowość: Polska
  • Język: Polski
  • Obywatelstwo: Polskie
  • Twórczość:

    "Cała Prawda O..."

    "Jak Być Niezniszczalną. O Uzależnieniu, Depresji, Przemocy"

    "Wszystkie Odcienie Czerni"

    "Znalazłam Klucz Do Szczęścia, Moja Droga W Poszukiwaniu Tego Co W Życiu Najważniejsze"

  • Wzrost: 178 cm

Biografia:

Ilona Felicjańska to jedna z najsłynniejszych polskich modelek. Swoją karierę zaczęła od udziału w konkursie Miss Polonia w 1993r., w którym zdobyła tytuł II wicemiss. W tym samym roku została finalistką konkursu Elitte Model Look. Rok później zadebiutowała na wybiegu w kolekcji nieistniejącej już „Mody Polskiej" i podpisała umowę z renomowaną agencją mody Model Plus. W następnych latach brała udział, między innymi, w pokazach pret-a-porter w Paryżu i otwarciu filii agencji Berlin Models w Chile. Byłą gwiazdą na wybiegach u Calvina Kleina, Triumpf, Pierre'a Cardina, Max Mary, Eskady, Gotexu oraz Hexeline, Macieja Zienia i Teresy Rosati, oraz wielu innych.
Obecnie Ilona Felicjańska to mama dwóch synów oraz świadoma własnej wartości i atrakcyjności kobieta. Świat mody nadal jest jej bliski, z dużym zaangażowaniem i rewelacyjnymi rezultatami pozuje do sesji zdjęciowych młodym, świetnie rokującym fotografom, projektantom, a także makijażystom i fryzjerom. Realizuje się również nadal w roli działaczki społecznej oraz bizneswoman. Prowadzi własną kampanie społeczna skierowana do kobiet „Pamiętaj o samokontroli" www.fb.com/pamietajosamokontroli w której mówi do kobiet o zdrowym egoizmie i szukaniu własnej szczęśliwej drogi życia bez względu na wiek.

 

Źródło: facebook.com/IlonaFelicjanska

Wywiad:

"Jedną z pułapek naszych czasów jest to, że cały czas gonimy za czymś, co ma nam dać szczęście, a przecież szczęśliwe życie jest właśnie tu i teraz. W tej pięknej pogodzie, w kwiatach cudownych od mojej mamy, w tym, że przyszła i jest pięknie uczesana i w tym, że ją kocham."

 

Właśnie ukazuje się Pani kolejna książka o szalenie wymownym tytule „Znalazłam klucz do szczęścia". Rozumiem, że jest w tej chwili Pani szczęśliwa?

Jestem szczęśliwa! Ludziom się wydaje, że jeśli odnajdą szczęście, to będą podskakiwać, będą cały czas promienieć i będą non stop w stanie upojenia radością. Nie, odnalezienie szczęścia w moim przypadku polega na akceptacji. Na akceptacji również tego, że dzisiaj jestem zdenerwowana, ponieważ jest premiera mojego dzieła, mojej książki, mojego trochę dziecka i tak naprawdę jestem przejęta tym, jak to moje dziecko zostanie przyjęte. Wiadomo, że zależy mi na tym, żeby było odebrane jak najlepiej, bo to nawet nie chodzi o mnie, nie pisałam tej ksiązki po to, żeby pokazać, jaka jestem mądra i szczęśliwa i żeby zbierać peany zachwytu. Napisałam ją po to, żeby pokazać ludziom właśnie tę moją drogę z miejsca, gdzie leżałam z głową w błocie i bałam się, że nie będę w stanie wstać.

Dwie poprzednie Pani książki o tym traktowały, prawda?

Tak, zwłaszcza pierwsza „Ilona Felicjańska. Cała prawda o.."

Przyznam, że nie czytałem poprzednich, ale jako, że w najnowszej „Znalazłam klucz do szczęścia" odnośni się Pani gęsto do przeszłości i historii opisywanych w poprzednich książkach, można wyobrazić sobie jakie były i odnieść wrażenie, że ta jest kolokwialnie mówiąc raczej „lightowa".

Bo jest „lightowa", faktycznie. Jeżeli ktoś przeczytał poprzednie moje książki, to pewnie zwróci uwagę na styl i język, który jest inny. Zobaczy, jak dużo jest zrozumienia, jak dużo jest wybaczenia, jak dużo jest właśnie rzeczonej akceptacji. Akceptacji tego, że szczęśliwe życie nie polega tylko na tym, że jest dobrze, pięknie i łagodnie, bo życie przecież jest po to byśmy zmagali się ze sobą, a to zmaganie, to pokonywanie barier, to jest troszeczkę tak, jak wejście na Mount Everest. Ci, którzy wchodzą, a ja jeszcze nie weszłam, wiedzą, że jak się wejdzie na szczyt, to duma i ten widok, zasługują na to, by pokonać tę przeciwność, by o nią powalczyć. I tak samo z problemami w życiu – każdy kolejny pokazuje nam, jak dużo siły w sobie mamy i każdy kolejny może spowodować, że polubimy i zaakceptujemy siebie jeszcze bardziej. Bo szczęście, o którym piszę, to jest właśnie akceptacja. Akceptacja siebie dokładnie takim, jakim się jest, z wadami i zaletami.

Można więc powiedzieć, że jednak osiągnęła Pani ten Everest i tej pointy można się domyślić czytając Pani książkę. I jest w tym sporo tez, jakie znajdziemy u Dalajlamy czy Jezusa.

Tak, ale gdyby to było takie proste, wystarczyłoby przeczytać książkę Dalajlamy, Osho albo innego mędrca i wszyscy byliby mądrzy. Ale to nie jest takie proste bez doświadczenia. Te książki mogą nam wiele podpowiedzieć, ale bez doświadczenie nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego o czym ci mędrcy piszą.

Stąd moje twierdzenie, że pani jednak osiągnęła tan Everest. Ma pani świadomość jak to powinno wyglądać i przerobiła pani tę wiedzę w praktyce. Najnowsza książka tego właśnie dowodzi.

Kiedy czasem słyszę „podziwiam panią" odpowiadam, że nie ma co podziwiać, bo w każdym z nas drzemie ta siła, tylko nie każdy tak bardzo walnie w ścianę i nikomu tego nie życzę, ale każdy ma swoje problemy i każdy wśród tych problemów może być w stanie się odnaleźć.

W tytule pojawia się słowo szczęście, w treści wielokrotnie przewija się pojęcie miłości, czy nie są to jednak pojęcia zbyt subiektywne, by próbować je definiować?

Tak naprawdę bardzo często nie zdajemy sobie sprawy czym tak naprawdę jest miłość. Bardzo często mylimy zawieszanie się na drugiej osobie i poszukiwanie szczęścia, jakie może dać nam ta druga osoba nazywamy miłością, uzależnienie od tej osoby nazywamy miłością i cierpimy wtedy, bo nie odnajdziemy miłości w drugiej osobie, jeśli nie mamy jej w sobie dla samego siebie. Bardzo więc często zawieszamy się na drugiej osobie i myślimy, że to jest miłość, a ta osoba zwyczajnie ucieka, bo czuje się duszona. To samo jest ze szczęściem. Nikt nie jest w stanie go nam dać. Musimy zrozumieć, że życie jest tu i teraz. Jedną z pułapek naszych czasów jest to, że cały czas gonimy za czymś, co ma nam dać szczęście, a przecież szczęśliwe życie jest właśnie tu i teraz. W tej pięknej pogodzie, w kwiatach cudownych od mojej mamy, w tym, że przyszła i jest pięknie uczesana i w tym, że ją kocham. To wszystko to są te momenty, o których często zapominamy, a wszystko, co najważniejsze dzieje się właśnie tutaj. Bardzo często na przykład nie spędzamy zwyczajnie czasu z dziećmi i nie rozmawiamy z nimi, bo zajmuje nas myślenie o tym, jak zapewnić im dobrą przyszłość, ale jeśli nie będziemy z nimi rozmawiać i zwyczajnie nie będziemy z nimi tu i teraz, to za chwilę one powiedzą, że teraz to ja już nic od ciebie nie chcę, bo kiedy ciebie potrzebowałem, to właściwie ciebie nie było. Gubimy się w tej nieumiejętności życia tu i teraz.

A propos dzieci, bardzo trafny był ten fragment, w którym Pani pisze, że z perspektywy dziecka czas płynie szalenie wolno i nie może się ono doczekać, aż będzie dorosłe, a gdy to już się stanie, czas mija wyjątkowo szybko.

Tak i w tej szybkości nie zauważamy tego, co ważne. Nie zauważamy upływającego czasu, nie szanujemy go. Myślimy, że wszystko jest jeszcze przed nami i dlatego jestem wdzięczna losowi za to, co mnie spotkało, bo to mnie obudziło tak naprawdę do poszukiwania. Bo chociaż byłam dobrym człowiekiem, starałam się być uczciwa, pomagałam, założyłam cudowną rodzinę i wydawało mi się, że to wszystko jest takie piękne, ale okazało się, że po pierwsze nie kochałam siebie, po drugie nie żyłam tu i teraz. W pewnym momencie zadałam sobie pytanie o co chodzi, dlaczego dostaję te kopniaki, mimo, że staram się robić wszystko jak należy. Obraziłam się na Boga, ale nic to nie dało, więc zaczęłam zadawać pytania do życia. Pomogła mi w tym moja mentorka i przyjaciółka Alina Wajda, której książkę „Pytania do życia" serdecznie wszystkim polecam. Bo tak to trochę wygląda, że jak zaczynamy zadawać pytania do życia, to ono nam zwyczajnie odpowiada. I wtedy zobaczyłam błędy, jakie popełniałam. Że pomagając, za bardzo oddawałam siebie, że w moim życiu brakowało przestrzeni dla siebie. Kończyło się tym, że traciłam chęć do życia.

Traciła ją chyba pani wielokrotnie. Z tego, co Pani pisze, było momentami wyjątkowo nieciekawie.

Tak, szczególnie był jeden taki moment, na szczęście udało mi się przez to przejść. I teraz mogę powiedzieć, że wiem o co chodzi ze szczęściem, z tym, że kiedy zaczynamy zadawać pytania do życia, a ono odpowiada, to wtedy chcemy więcej i więcej. Słowem, piękne jest w tym wszystkim to, że tych poszukiwań jest przede mną jeszcze bardzo dużo. I właśnie tym moim poszukiwaniem chcę się dzielić z innymi, aby też zechcieli szukać. W książce są podpowiedzi.

W książce pojawia się informacja o rozpoczęciu kierunkowych studiów, czy konsekwencją tego ma być własna praktyka, a być może autorska metod terapeutyczna?

W życiu trzeba mieć plany i ja je mam. Kiedy usłyszałam o tej szkole, pomyślałam, że powinnam do niej pójść, że może być ważna dla mojego rozwoju, ale czy skończy się prywatną praktyką, to czas pokaże. Fakt, będę dyplomowaną terapeutką i to z pewnością ułatwi realizację takich pomysłów, ale tak naprawdę najważniejsze jest to poszukiwanie, o którym cały czas mówię, droga do szczęścia, która pojawia się w podtytule książki.

Z całą pewnością tematy, o których Pani wspomina w swojej najnowszej książce, mogą zainspirować do dalszych własnych poszukiwań, do sięgania po nie w momentach, które będą dla nas odpowiednie

Jest jeszcze jedna rzecz, której się nauczyłam i którą chciałabym się podzielić z czytelnikami, że ważne jest w życiu, aby się nadmiernie nie przejmować. Oczywiście należy zwracać baczną uwagę na to, na co możemy mieć wpływ i co ewentualnie możemy w sobie i wokół siebie zmienić, ale nie możemy korygować wszystkiego na siłę. Mam na przykład przekonanie, że mój syn ma alergię na sierść kotów, ponieważ mówiono mi, kiedy byłam w ciąży, że nie mogę dotykać kotów, bo grozi to toxoplazmozą. A ja uwielbiałam koty, wychowałam się na wsi i kiedy byłam w ciąży znajdowałam się w miejscu, gdzie kotów było mnóstwo i ja cierpiałam odpychając je. Myślę, że ta alergia syna, to trochę pochodna tej nomen omen toksycznej sytuacji. Dlatego teraz wychodzę, z założenie, że owszem trzeba myśleć o takich rzeczach, ale ważniejsze jest, by podświadomość i zakodowane w niej lęki nie przejęły nad nami kontroli i nie przeszkadzały nam być szczęśliwymi ludźmi.

 Wywiad przeprowadził Bartek Grochulski.

Współpracujemy z: