We are Colours - Wymiana we Włoszech

W dniach 31 sierpnia - 8 września 2019 r. wolontariusze Stowarzyszenia Sztukater - Aleksandra, Kacper, Maria, Mikołaj oraz Patrycja uczestniczyli w Wymianie Młodzieży „We are Colours", realizowanej w ramach programu Erasmus+. Projekt odbył się w miejscowości Tirrenia we Włoszech.

 

PONIŻEJ PRZEDSTAWIAMY RELACJE NASZYCH WOLONTARIUSZY.

 

Aleksandra

 W dniu 31.08-08.09.2019r. Brałam udział w projekcie Erasmus+, który miał miejsce w miasteczku Calambrone we Włoszech. Do Pizy dolecieliśmy samolotem, a z lotniska odebrały nas organizatorki. Gdy dotarliśmy na miejsce, było już dość późno i wszyscy spali, więc następnego dnia odbył się „Ice-breaker" podczas którego wszyscy poznawaliśmy się. W naszym projekcie brały udział państwa takie jak Litwa, Włochy, Rumunia i Grecja. Każdego dnia robiliśmy coś interesującego, odkrywaliśmy w sobie nowe rzeczy, malowaliśmy, czy nawet rzeźbiliśmy z gliny. Często rozmawialiśmy o naszych uczuciach, otwieraliśmy się na siebie i pozwalaliśmy poznać. Podczas tego pobytu bardzo się z sobą zżyliśmy. Wieczory kulturowe były bardzo ciekawe, dowiedziałam się wielu nowych rzeczy o danym państwie i jego kulturze.

 

W piątek pojechaliśmy do Florencji, gdzie mogliśmy przedstawić nasze dzieła w galerii. Ludzie wychodzili stamtąd z usmiechami na twarzy, co bardzo mnie cieszyło, ponieważ nasze prace go spowodowały. Czułam się również doceniona przez owe osoby, gdyż zaakceptowały i doceniły nasz wysiłek i emocje włożone w prace.

 

Kuchnia oraz akomodacja były fantastyczne, nie mam zarzutów. Organizatorki także bardzo się spisały, robiły wszystko na najwyższym poziomie.

 

Podsumowując, na projekcie „We are colours" było niesamowicie. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, rozwinęłam się artystycznie. Był to mój pierwszy raz na Erasmus+ i jestem zachwycona, na pewno będę go polecać każdemu.

Kacper

 W dniach 31.08-08.09 2019 roku wziąłem udział w projekcie Erasmus+, który odbywał się w Calambrone, małym miasteczku przymorskim tuż pod Tirenią i oddalonym o około godzinę jazdy busem od Pizy. W projekcie brały udział grupy z Litwy, Polski, Grecji, Rumunii i Włoch.

 

Na lotnisko w Pizie dotarliśmy bez większych problemów. Z lotniska odebrała nas jedna z organizatorek, która zawiozła nas samochodem bezpośrednio do naszego miejsca zamieszkania. Gdy dotarliśmy na miejsce większość uczestników spała więc czasu na powitanie nie było za dużo.

 

Pierwszego dnia projektu mieliśmy "ice-breaker" czyli zajęcia mające na celu poznanie się i rozmaite name games oraz rysowanie swoich karykatur, gdzie każda osoba rysowała po 1 części twarzy.

 

W kolejnych dniach braliśmy udział w różnych zajęciach mających na celu wywołanie roznych emocji w nas, zrozumienia ich, znalezienia swojej osobowości i tego co nas wyróżnia. Wykonywaliśmy tańce ludzi pierwotnych, pracowaliśmy w grupach, opowiadaliśmy historię o sobie, naszych emocjach i uczuciach. Jedną z najciekawszych "activity" jakie utkwiły mi w pamięci było "human library", gdzie każdy miał za zadanie wykonać okładkę książki, której tematem byłem ja. To pozwoliło na otworzenie się przed innymi i dialog. Pracowaliśmy także sporo w grupach. W grupach malowaliśmy rzeczy między innymi rzeczy które zaskakiwały nas bardziej w kulturach innych krajów.

 

Głównym środkiem przekazu była oczywiście sztuka. Wykonywaliśmy obrazy techniką akwareli, malowaliśmy na drewnie a nawet lepiliśmy rzeczy charakterystyczne dla nas z gliny.

 

Punktem kulminacyjnym była wyprawa do Florencji, gdzie musieliśmy wyjść ze swojej strefy komfortu i zapraszać ludzi na wystawę sztuki, którą były prace jakie zrobiliśmy przez czas trwania projektu.

 

Było to niezwykłe doświadczenie. Każdego wieczora mieliśmy wieczory kulturowe kiedy dowiadywaliśmy się wielu rzeczy o innych krajach, ich kulturach i zwyczajach. Oprócz wieczorów kulturowych integrowaliśmy się w grupie poprzez różne zabawy, granie na instrumentach i rozmowy. Co do jedzenia i akomodacji wszystko było fantastyczne. Włoskie jedzenie jest tak dobre jak ludzie mówią! Tydzień spędzony w ramach projektu był prawdopodobnie jednym z najciekawszych w moim życiu. Okazja by poznać tyle różnych osób, każda ze swoimi cechami, problemami, emocjami była czymś niepowtarzalnym i zdecydowanie będzie mi brakowało tej grupy :( Jak na pierwszy projekt, jestem bardzo pod wrażeniem i mam nadzieję,że to nie będzie mój ostatni projekt i z przyjemnością polecam program Erasmus wszystkim!

Maria

 Projekt "We are colours" był dla mnie jednym z najbardziej niezwykłych doświadczeń. Projekt odbył się między 31 sierpnia a 09 września w Calambrone, miasteczku położonym pół godziny drogi od słynnej Pizy. Podczas projektu był poruszany temat interpretacji oraz ekspresji emocji, a także sztuki. Mimo powtarzającego się motywu sztuki, nie każdy, kto brał udział w projekcie musiał być artystą, nie wymagane było nawet szczególne zainteresowania sztuką, ponieważ w gruncie rzeczy w projekcie chodzi o wspaniałych ludzi, których spotykasz przy tej okazji, o rzeczy, których się od nich uczysz, nawet mimowolnie, oraz o znalezienie odpowiedzi na najbardziej intrygujące pytania, które sobie zadajesz, dotyczące twojej osoby. Pomocne w odnajdywaniu odpowiedzi okazały się aktywności zaproponowane nam przez organizatorki. Oczywiście cały projekt rozpoczął się od "przełamywanie lodów" graliśmy w różne gry, które miały nam ułatwić zapamiętanie imion uczestników oraz lepsze ich poznanie. Wspólnie ustaliliśmy zasady mająca obowiązywać w kolejnych dniach naszych aktywności. Jedną z zasad było niekorzystanie z telefonów w obrębie sali na której odbywały się spotkania, moim zdaniem to bardzo ważna zasada pozwalająca młodym osobą oderwać się od wirtualnego świata, w którym na codzień żyją, niestety jej wprowadzenie utrudniało nam robienie zdjęć podczas aktywności :). Zadania które wykonywaliśmy w czas całego projektu miały pomóc nam wyrazić siebie, czy to poprzez taniec, czy tworzenie prac plastycznych, bądź zwykłą rozmowę i dzielenie się swoimi odczuciami z innymi. Swoistym podsumowaniem naszych działań było zorganizowanie wystawy naszych prac w galerii sztuki we Florencji. Jedną z ostatnich i chyba najważniejszych aktywności, było wyjście do ludzi i zaproszenie ich do obejrzenia naszej wystawy. Powrót do domu choć trudny pod względem wielu przeżytych pożegnań przebiegł bez żadnych problemów komunikacyjnych.

Mikołaj

 ,,We are colours” trwał od 31 sierpnia do 8 września i odbył się na terenie małego miasteczka Calambrone tuż pod Tirrenią nieopodal Pizy. Na lotnisko w Pizie dotarliśmy około godziny 23. Podróż liniami Ryanair przebiegła całkiem gładko i bez zbędnych problemów z odprawą bądź znalezieniem właściwych miejsc na pokładzie samolotu. Tam nasza grupa miała okazję poznać organizatorki – Myriam i Veronicę oraz Rao, członka drużyny włoskiej. Po drodze do miejsca docelowego podziwialiśmy Kraj Pizzy i Pasty po zmroku i poznaliśmy odpowiedź na wszystkie nurtujące nas pytania oraz kilka ciekawych faktów o okolicy, w której mieliśmy spędzić cały przyszły tydzień. Niestety umknęła mi nazwa ośrodka, w którym się zatrzymaliśmy ale było to ładne, zaciszne miejsce. Oprócz nas na miejscu były już grupy z Włoch, Litwy i Grecji. Brakowało tylko grupy z Rumunii, która dotarła dopiera popołudniem dnia drugiego. Gdy zmierzaliśmy już do łóżek okazało się, że w grę wchodził zamysł, że każdy pokój zawierał członków innych narodowości, a nie tak jak do tej pory przypuszczaliśmy jedynie własnych. Idea ta, która w teorii wydała mi się kuriozalna i nieco przerażająca okazała się świetnym sposobem na naturalne przyśpieszenie procesu poznawania nowych przyjaciół. Tak poznałem Themisa, mojego greckiego współlokatora, bo okazało się, że chwilowo tylko on zamieszkiwał pokój numer 5. Reszta dotarła dopiero nazajutrz. Co do konkretów dotyczących zakwaterowania to pokoje były bardzo przytulne i dobrze umeblowane, gdyż co okazało się miłą niespodzianką posiadaliśmy nawet własną lodówkę. Śmiałbym pokusić się o stwierdzenie, że było to zakwaterowanie wychodzące ponad polskie standardy (a przynajmniej te, których do tej pory doświadczyłem). Już z rana drugiego dnia niepokój przed nieznajomym przeminął gdy wszyscy poznaliśmy się i w pierwszych aktywnościach dowiedzieliśmy nieco o każdym z nas. Powoli wszyscy zaczęli dostrzegać podobieństwa zbliżające nas do siebie. Wszystkie gry i zabawy wymagały od nas współpracy i zaufania oraz myślenia i kreatywności. W przerwach zaś praktykowaliśmy życie towarzyskie chadzając na plażę lub organizując międzynarodowe eskapady do pobliskiego marketu. Na długo zapamiętam wieczorną kąpiel w Morzu Śródziemnym i desperacką ucieczkę przed meduzami. Podczas gdy dni upływały na wypisywaniu mazaków, rozsmarowywaniu farb i przede wszystkim ukazywaniu uczuć i przemyśleń noce przychodziły z równie ciekawą ofensywą w postaci wieczorów kulturowych. Niewątpliwie każdy z nich był niesamowity na swój sposób. Uczestniczenie w wieczorach kulturowych organizowanych tak pieczołowicie przez każdy z zespołów było pięknym przeżyciem. Pierwszego wieczora przenieśliśmy się na chwilę do Grecji. Ekipa z kraju filozofii wprowadziła nas w niepowtarzalny klimat ich ojczyzny. Przy całym tygodniu tak intensywnych wrażeń ciężko dokładnie pamiętać co było którego dnia. Zakładam jednakże, że ćwiczenie, które spodobało mi się najbardziej ze wszystkich odbyło się dnia drugiego. Była to tzw. ,,Ludzka Biblioteka”. Cała akcja polegała na sporządzeniu okładki do książki mającej opisywać nasze życie. Następnie każdy posiadający okładkę wcielał się w książkę i odpowiadał na serię pytań. Ćwiczenie to pozwalało otworzyć się przed drugą osobą szczególnie, że każda z rozmów odbywała się w cztery oczy. Była to prosta aktywność pozwalająca w niebanalny sposób dowiedzieć się faktów niedostępnych na pierwszy rzut oka. Większość z przeprowadzanych ćwiczeń miała w sobie podobną energię i wywoływała oczekiwane skutki lecz to jedno konkretnie utkwiło mi w głowie najbardziej. W inne dni oprócz zmagania się z uczuciami musieliśmy też podziałać z kolorami. Przyszło nam wykonywać między innymi prace tworzone metodą akwareli zarówno na papierze jak i na drewnie, ale i rzeźby z gliny. Innym razem przekaźnikiem emocji stawały się ciała podczas wykonywania czegoś na kształt układów tanecznych. Ciekawą odmianą względem tego co przeżywaliśmy na co dzień były wyjazdy. Pierwszy z nich był do Pizy gdzie podziwialiśmy między innymi słynną krzywą wieżę, mieliśmy okazję uświadczyć wieczornego gwaru na ulicach włoskiego miasta oraz spróbować prawdziwej włoskiej Pizzy w jednej z lokalnych restauracji. Drugim miejscem, które odwiedziliśmy była Florencja, po której podróżowaliśmy cały dzień. Mieliśmy okazję obserwować z bliska włoską kulturę jak i po raz kolejny piękne zabytki. Zobaczyliśmy majestatyczną bazylikę Santa Maria Del Fiore. Punktem kulminacyjnym tej wycieczki była organizowana przez nas wystawa prac, które sporządziliśmy podczas pobytu we Włoszech. Wspólnymi siłami udało nam się skusić kilku łasych na sztukę przechodniów, którzy chwalili naszą galerię. Kończąc muszę jeszcze napomknąć kilka słów o organizatorkach i personelu ośrodka. Obie organizatorki były naprawdę przemiłe i świetnie wykonywały swoje obowiązki bawiąc się przy tym równie dobrze co my. Ich pozytywna energia sprawiała, że każdego ranka wstawaliśmy by uczestniczyć w zajęciach, które prowadziły. Właściciel ośrodka również był bardzo przyjaznym człowiekiem. Sprawiało nam dużą przyjemność za każdym razem gdy mogliśmy go gościć na wieczorach kulturowych. Czuję się zobowiązany wspomnieć też o Adeli, kucharce, która każdego dnia zapewniała nam nie tylko wybitny posiłek, ale również ciepłą włoską atmosferę. Ta przesympatyczna kobieta była duszą całego projektu. Ostatni dzień okazał się być naprawdę trudny ze względu na konieczność pożegnania się z nowymi przyjaciółmi. Aż ciężko uwierzyć, że był to tylko tydzień gdyż w tak wspaniałym towarzystwie wydawało się jakbyśmy spędzili razem miesiąc. Moje ogólne wrażenia po zakończeniu projektu są bardzo pozytywne. Jeśli nadarzy mi się okazja ponownego wzięcia udziału w programie Erasmus + na pewno chętnie ją wykorzystam.

Patrycja

 W dniach 31.09 - 08.09, dzięki Stowarzyszeniu Sztukater brałam udział w kolejnym projekcie Erasmus+, we Włoszech, Toskanii, w miejscowości letniskowej Calambrone. Projekt prowadziły dwie młode, charyzmatyczne Włoszki - Veronica Spada i Miriam Bartolucci. Wiem, że wielokrotnie uczestniczyły w projektach. Tym razem zmierzyły się z wyzwaniem i same przygotowały projekt "We are colours". Było to ich pierwsze i zarazem niezwykle, niezwykle udane przedsięwzięcie. Wbrew temu, co sugeruje tytuł projekt niejest skierowany do artystów plastyków, artystów muzyków czy tancerzy, ale do każdego, przeciętnego człowieka, który żyje w tym naszym scyfrowanym, zmechanizowanym świecie, żyje na szybkich obrotach, nie jest robotem i dlatego wpada w różne pułapki emocjonalne (niepokój, strach, smutek, zwątpienie, depresja.....). Lista tych naszych niedobrych emocji nie ma końca.

 

W ciągu paru dni trwania projektu zostaliśmy poddani jakże owocnej terapi słownej - storytelling. Snuliśmy opowieści o naszych podróżach przygodach i emocjach. Terapia tańcem, która łączyła ruch, gest, dźwięk i dotyk wyzwoliła kolejne emocje. Terapia sztuką (glina, farby plakatowe i farby olejne) przynosiła wyciszenie. Po kolacji, po wieczorkach kulturowych i ucztach w stylu greckim, włoskim, rumuńskim i litewskim odbywały się zawsze sesje nocne, czyli nocne uczestników rozmowy, śpiewy przy akompaniamencie gitary i ukulele, i zabawy. Organizatorki pomyślały też o bezpośrednim obcowaniu ze sztuką przez duże "S" i zabrały nas na wycieczki do Pizy i Florencji. Tam spróbowaliśmy prawdziwych, włoskich specjalności - pizzy, lodów i ristretto i naturalnie włoskiego wina.

 

Ten projekt był dla mnie. Ten projekt i z tymi organizatorkami. Jestem osobą łatwo ulegającą nastrojom, meteropatką, nadwrażliwą, targaną różnymi emocjami i obciążoną bagażem doświadczeń. Tutaj odpoczęłam, uwolniłam się od złych emocji i dostałam potężny zastrzyk pozytywnej energii. Sprzyjało temu miejsce, w którym projekt się odbywał. Bliskie sąsiedztwo morza, plaży, ale przede wszystkim przepiękna pogoda i dużo słońca.

 

Jestem nauczycielem języka angielskiego i ten projekt, podobnie jak poprzedni, w Rumunii, w Comanesti to idealna forma odświeżenia sobie języka, oderwanie się od podręcznika i źródło pomysłów na lekcje angielskiego i godziny wychowawcze. Cieszę się, że mogłam zabrać ze sobą paru uczniów, którzy mogli wykorzystać swoją wiedzę teoretyczną w praktyce i przełamać barierę językową i nawiązać przyjaźnie.

 

Nie mam słów pochwały dla Veronici i Miriam, słów podziwu. Kobiece, wrażliwe, ale i niesamowicie konsekwentne i zdyscyplinowane, wymagające w stosunku do siebie i do uczestników. Jeszcze raz dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater za projekt i dziękuję moim uczniom za przemiłą atmosferę i pomoc. Patrycja Krawczyk. Koluszki, woj.łódzkie.

 

GALLERY/GALERIA:

 

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!