Stage of Mind. A Performance about European Diversity – Wymiana w Belgii

W dniach 8 - 19 lipca 2019 r. wolontariusze Stowarzyszenia Sztukater -  Agata, Hanna, Jakub, Justyna, Przemek oraz Zofia uczestniczyli w Wymianie Młodzieży "Stage of Mind. A Performance about European Diversity", realizowanej w ramach programu Erasmus+. Projekt odbył się w miejscowości Lommel w Belgii.

 

PONIŻEJ PRZEDSTAWIAMY RELACJE NASZYCH WOLONTARIUSZY.

 

Agata

Sprawozdanie z uczestnictwa w wymianie młodzieżowej Stage of mind w Lommel, Belgia.

 

W dniach 8-19 lipca 2019 r. miałam szansę uczestniczyć w projekcie „Stage of mind” w niewielkim miasteczku Lommel w Belgii. Założeniem i celem projektu było połączenie historii i doświadczeń z przeszłości w celu jej upamiętnienia oraz budowania lepszej przyszłości w atmosferze wzajemnego szacunku i zrozumienia.

 

Nasz projekt jednak zaczął się na miesiąc przed rozpoczęciem wymiany w Lommel. Przed odjazdem uczestniczyliśmy w odprawie na projekt, podczas której mogliśmy ustalić szczegóły naszego wyjazdu, przygotować się merytorycznie na projekt oraz przećwiczyć wspólne gotowanie pierogów w staropolskim stylu oraz wykonanie pączków. Nasz wyjazd obejmował również odwiedziny na cmentarzach w Holandii i w Belgii, gdzie spoczywają polscy żołnierze. Odwiedziliśmy trzy takie miejsca – cmentarz w Amsterdamie, Rotterdamie oraz w Bredzie, gdzie spoczywa między innymi gen. Stanisław Maczek. Podczas projektu odwiedziliśmy również cmentarz w Lommel, gdzie również są pochowani polscy żołnierze.

 

Pierwszego dnia mieliśmy okazję do zapoznania się z pozostałymi uczestnikami oraz ustalenia reguł panujących na projekcie. Drugiego dnia zostaliśmy wprowadzeni w historię miejsca, w którym projekt był realizowany, czyli... cmentarz żołnierzy poległych głównie podczas I i II wojny światowej, a także okoliczne atrakcyjne miejsca, czyli miejscowa „Sahara” oraz miasteczko Lommel, w tym między innymi miejski ratusz. Dzięki uprzejmości organizatorów zostały dla nas wypożyczone rowery, które uświetniły naszą wycieczkę i wprowadziły iście belgijski nastrój.

 

Trzeci dzień aktywności był wprowadzeniem nas w historię II wojny światowej oraz tematykę praw człowieka. Tego dnia przeprowadziliśmy też wieczór kulturowy dla uczestników, na którym nie zabrakło konkursów, piosenek, zadań do zrealizowania przez innych uczestników i tańca. Dla uczestników przygotowaliśmy również pierogi ze słoniną, ziemniakami i białym serem, pierogi z jabłkami, a także słodkie bułki z truskawkami. Na koniec wieczoru rozdaliśmy również wszystkim przybyłym upominki wykonane przez wolontariuszy Stowarzyszenia Sztukater – świeczniki oraz płócienne kieszonki ze słodkościami.

 

Kolejne dni były poświęcone przygotowaniom do występu – uczyliśmy się grać na nowych instrumentach, a także ich kreatywnego wykorzystania, zostały również zorganizowane zajęcia sprawnościowo-teatralne, zajęcia z przygotowania do ekspresyjnego wyrażania emocji oraz czas na przygotowanie indywidualnych białych kostiumów na paradę. Nie spodziewałam się tak ciekawych i kreatywnych zajęć, które miały również na celu odkrycia w nas drzemiących talentów, aby skutecznie podzielić uczestników na „grupę muzyczną” i „grupę teatralną”. Od tej pory pracowaliśmy jednocześnie we wspomnianych grupach, a jednocześnie razem, ponieważ stanowiliśmy jedność. Parę dni przed występem organizatorzy zorganizowali dla nas wycieczkę do Brukseli, gdzie odwiedziliśmy „Dom Historii Europy”, a także mieliśmy czas na samodzielne odkrywanie stolicy Belgii.

 

Wreszcie nadszedł czas na występ przed publiką. Przed występem malowaliśmy twarze na biało, aby jak najskuteczniej ucharakteryzować się do roli. Okazało się, że na występ przyjechały... lokalne media, do których miałam okazję się wypowiadać. Cały występ zaczynał się spokojną paradą ze środka cmentarza aż do mauzoleum, gdzie miała się odbyć „konfrontacja z wroną”. Później wysłuchaliśmy pieśni, którą wykonała uczestniczka z Niemiec, aby następnie przejść do wykonania efektu „dźwięku tłumu ze studni”. Następnie dźwięcznym pochodem udaliśmy się przed cmentarz, gdzie ukończyliśmy trzecią część występu – połączenia teatru i muzyki. Co zaskoczyło mnie najbardziej to ilość widowni i pozytywne komentarze po zakończeniu widowiska.
https://www.tvl.be/nieuws/erasmusstudenten-houden-theatervoorstelling-op-duitse-militaire-begraafplaats-lommel-81772?fbclid=IwAR3cMv67wxOpMAORpZBC7F0FC_BplImIVg269dKHTbYNnWhE3p0HPdDZCvk

 

Na koniec projektu przyszedł czas ewaluacji i finalnego podsumowania całości, a także moment rozdania certyfikatów potwierdzających uczestnictwo w projekcie.

 

Zbierając swoje przemyślenia na temat projektu mogę wnioskować jedno – warto dawać młodym ludziom szansę na improwizację, pokazania swoich zdolności i umiejętności, a także zachęcanie ich do bycia sobą. Nawet, jeżeli to jest znacznie inna forma ekspresji niż dotychczas nam znana.

 

Nie mogłabym uczestniczyć w projekcie, gdyby nie wytrwała praca członków i wolontariuszy Stowarzyszenia Sztukater, za co serdecznie chciałabym podziękować.

Hanna

W dniach 8 – 19 lipca 2019 r. wzięłam udział w wymianie młodzieży: Stage of Mind: a performance about European Diversity. Projekt odbył się w miejscowości Lommel w Belgii. Partnerami w wymianie były organizacje z Niemiec, Belgii, Rumunii, Hiszpanii oraz Polski, co za tym idzie każda z tych organizacji wytypowała 6 uczestników, którzy wzięli udział w projekcie. Do założeń projektu należały między innymi wymiana kulturowa oraz zawieranie znajomości z osobami z innych krajów, jak również poszerzenie perspektyw. Wszystko to odbywało się poprzez pryzmat konfliktów z przeszłości, ponieważ projekt przewidywał odwiedzenie historycznych miejsc oraz różnego typu nawiązań do wydarzeń z okresu I i II wojny światowej. Wszystkie aktywności prowadziły nas w moim odczuciu pośrednio lub bezpośrednio do kulminacyjnego wydarzenia, którym było przedstawienie, w którym my – uczestnicy projektu byliśmy zarówno aktorami, jak i muzykami. Jak do tego doszło? Dwa tygodnie minęły niespodziewanie szybko i w momencie rozpoczęcia projektu, pomimo poznania jego założeń, nie spodziewałam się rezultatów, które osiągnęliśmy. Mogę powiedzieć jedno. Projekt przerósł moje oczekiwania.

 

Obiekt, w którym byliśmy zakwaterowani oraz mieliśmy aktywności jest równocześnie centrum edukacyjnym, jak i placówką aktywności młodzieży w ramach Niemieckiej Komisji ds. Grobów Wojennych. W naszym bezpośrednim sąsiedztwie znajdował się niemiecki cmentarz wojskowy, na którym spoczywa ponad 39000 ofiar I i II wojny światowej. Cmentarz ten odegrał kluczową rolę w naszym projekcie.

 

Wymiana rozpoczęła się standardowo, bo od prezentacji projektu oraz zabaw i gier zapoznawczych. Mieliśmy również możliwość zwiedzić ratusz w miasteczku Lommel oraz miejscową atrakcję – pustynię. Przy okazji zostaliśmy wyposażeni w rowery, które służyły nam do samego końca projektu i wyśmienicie sprawdzały się w aktywnym wykorzystywaniu czasu wolnego. Wdrożenie do tematu wojny zaczęło się od wycieczki na cmentarz. Szczególnie interesujące było przedstawienie przez przewodnika historii konkretnych osób spoczywających w tym miejscu. Wzbudziło to na pewno mieszane uczucia co do osób walczących na wojnie, ponieważ opowieści nie ograniczały się do żołnierzy o radykalnych poglądach tudzież zbrodniarzy wojennych, ale bohaterami powieści były również młodzi chłopcy wyrywani z domów, aby iść na wojnę i nigdy z niej nie wrócić, osoby otwarcie i zdecydowanie sprzeciwiające się panującemu ustrojowi, czy też osoby idące na wojnę dla pieniędzy, aby utrzymać rodzinę. Kolejny dzień również opierał się na odkrywaniu historii, zajęcia obejmowały też tematykę praw człowieka, tym razem poznaliśmy historię osób z całego świata, które sprzeciwiały się łamaniu praw człowieka, a także tragiczne i wzruszające, a czasem nawet inspirujące historie wybranych osób z okresu wojennego. Był to moment przemyśleń na temat tego, jakim przeciwnościom losu musiała stawiać czoła ludzkość w tych niespokojnych czasach. Podsumowując, dla mnie była to pewnego rodzaju lekcja historii, która nie tylko ukazywała zdarzenia z przeszłości, ale również skłaniała do przemyśleń, zwłaszcza w stosunku do postaw niektórych osób wobec przeciwności losu.

 

Zapoznanie się z historią miało poszerzyć nasze horyzonty oraz pozwolić nam poczuć i zrozumieć niektóre zdarzenia, ale przedstawienie nie powstałoby rzecz jasna bez szczypty czegoś więcej. Tym czymś była artystyczna strona przygotowań. Na kolejne dni mieliśmy zaplanowane zajęcia muzyczne i teatralne. Podczas zajęć muzycznych zapoznaliśmy się z instrumentami z różnych stron świata, dla mnie było to jedno z pierwszych i największych zaskoczeń, ponieważ nie spodziewałam się takiego zróżnicowania. Muzyka została nam przedstawiona jako element codzienności, niektóre instrumenty wydawały dźwięku szumu fal lub wiatru. Grając na bębnach nie udawaliśmy profesjonalnych artystów, założeniem było to, że muzyka jest dla wszystkich i każdy ma swój indywidualny dźwięk/brzmienie. W ramach zajęć muzycznych mieliśmy również masaż muzyką, który przypominał trans, tudzież medytację, miał nas zrelaksować i pozwolić naszym myślom płynąć swobodnie. Polegało to na tym, że leżeliśmy wszyscy z zamkniętymi oczami i wsłuchiwaliśmy się w dźwięki muzyki granej na instrumentach przez animatorów. W praktyce co prawda kilka osób zwyczajnie zasnęło, ale uważam, że każdy miał prawo indywidualnie i według własnego uznania poddać się „zabiegowi". Podczas zajęć teatralnych pracowaliśmy nad ruchem i koordynacją. Wiele ćwiczeń prowadziło do „czucia" osób, które są koło nas. Przykładem może być ćwiczenie, kiedy staliśmy w kółku i mieliśmy równocześnie skoczyć do góry bez komunikacji werbalnej, trzeba było bacznie obserwować grupę i poczuć ten moment, w którym należy skoczyć. Było to bardzo praktyczne z punktu widzenia przygotowań do przedstawienia, ponieważ jako duża grupa, do odgrywania wielu scen musieliśmy być zsynchronizowani, a celem nie było to, aby każdy ruch zaplanować i wymierzyć. W tym wszystkim podobało mi się podejście naszych „nauczycieli", że dostawaliśmy konkretne polecenie, ale mieliśmy duże pole do inwencji własnej oraz to, że większość z aktywności przewidywało pracę zespołową. Istotną rolę w przygotowaniach odgrywały zajęcia, w których ćwiczyliśmy sceny przewidujące występ całej grupy. Wymagało to od nas dużo chęci i skupienia, a od naszych nauczycieli całych pokładów cierpliwości, miałam wrażenie, że jako dużą grupę ciężko było nas zsynchronizować. Innym rodzajem aktywności było tworzenie kostiumów do przedstawienia. Każdy z nas miał za zadanie przywieźć białe ubrania na projekt, do tego podczas zajęć zostaliśmy wyposażeni w dodatkowe materiały oraz narzędzia i mogliśmy dzięki temu udoskonalać nasze przebrania. Mieliśmy na to wytyczone konkretne zajęcia, ale wielu z nas poświęciło na tworzenie kostiumu czas wolny od zajęć, robiąc ostatnie poprawki niemalże do samego przedstawienia.

 

Przedstawienie było zaplanowane w taki sposób, że każdy z nas uczestniczył w każdej scenie, ale równocześnie w większości scen mieliśmy różne role. Kilka dni przed przedstawieniem zostaliśmy przyporządkowani do konkretnych grup, w których mieliśmy przygotowywać się do naszych funkcji. Trafiłam do grupy teatralnej. Podczas zajęć zaczęliśmy wdrażać i udoskonalać elementy, które poznaliśmy podczas pierwszych aktywności z teatru. Teraz zaczęły stanowić one jedną całość. Po kilku próbach połączyliśmy siły z grupą muzyczną. Całe przedstawienie zaczęło nabierać kształtu. Następne dni upłynęły na ćwiczeniach, a dzień przed przedstawieniem odbyła się próba generalna z kostiumami. Przedstawienie było kilkuetapowe, bo wykorzystaliśmy do niego przestrzeń cmentarza, mauzoleum, przestrzeń przed cmentarzem, a nawet kryptę pod mauzoleum. Występ był zaplanowany na 17 lipca na godzinę 15:00. Na przygotowania mieliśmy cały dzień, najważniejsza oczywiście było charakteryzacja, koncepcję, że mamy być „cali na biało" potraktowaliśmy bardzo dosłownie. Tuż przed przedstawieniem wszyscy już byli na swoich miejscach i zaczęło się... Spektakl trwał około godziny. Organizatorzy zapewni promocję wydarzenia, tak więc pojawiła się również publiczność. Z radością mogę stwierdzić, że samo przedstawienie wyszło lepiej niż jakakolwiek z prób, zakładam, że powodem było to, że sceny grupowe podczas prób nie wychodziły idealnie z powodu braku skupienia, a podczas samego występu każdemu szczególnie zależało, żeby wyszło jak najlepiej.

 

Sam występ był niesamowitym przeżyciem, ze względu na kuriozalność tego co robiliśmy. W moich najśmielszych wyobrażeniach nie spodziewałam się, że będę iść z paradą osób ubranych i wymalowanych na biało po cmentarzu w rytmie bębnów, chociaż z pełną świadomością trywializuję to przeżycie, bo w rzeczywistości było to coś znacznie więcej. Cały projekt przygotowywaliśmy się do tego. Próbując opisać poszczególne etapy występu, na pewno każdy z nich zabrzmiałby trywialnie i prymitywnie, jednocześnie ze względu na nasze przeżycia, rozmowy, przemyślenia i czas spędzony z ludźmi, z którymi tworzyliśmy to przedstawienie, każda scena była symboliczna i miała szczególne znaczenie, którego nie da się opisać słowami. Trzeba być tego częścią. Przyznam, że do tej pory nie widziałam jeszcze pełnego nagrania z przedstawienia, tylko zdjęcia i fragmenty, nie jestem w stanie powiedzieć, czy udało nam się przekazać to, co sami czuliśmy widzom. Jednym z założeń występu było to, że mamy występować dla siebie. Z mojej strony jestem pewna, że tak było. Przedstawienie zostało zwieńczone podziękowaniami dla naszych nauczycieli i organizatorów. Potem wkradły się sesje zdjęciowe, a na koniec okazało się, że ci, którzy czuli bluesa nie mogli się tak łatwo rozstać z ulubionymi instrumentami, bo miało miejsce jeszcze kilka spontanicznych improwizacji na bębnach.

 

Po zakończonym przedstawieniu został nam raptem jeden dzień projektu, który przeznaczony był na ewaluację, podczas której każdy mógł wyrazić swoje zdanie. Z bardzo dużym uznaniem spotkała się praca organizatorów i naszych nauczycieli, z czym zupełnie się zgadzam. Osobiście moim największym zaskoczeniem tego projektu był sam fakt pokierowania grupą młodzieży w taki sposób, że udało się stworzyć coś tak spektakularnego w ciągu tygodnia. Nauczyciele byli bardzo profesjonalni i wykazywali się dużą cierpliwością, potrafili nas motywować, dając równocześnie przestrzeń, w której mogliśmy poczuć się swobodnie, ale w chwilach, w których musieliśmy się wziąć do pracy nie folgowali nam. Sam projekt był bardzo spójny, zwłaszcza, że na samym początku było wiele zajęć, pozornie niezwiązanych ze sobą, ale po przemyśleniach jestem w stanie każde z nich połączyć ze sobą i z naszym efektem końcowym.

 

Mogę z pewnością zaliczyć ten projekt do najciekawszych doświadczeń w moim życiu. Oprócz tego zmienił on mój punkt widzenia na projekty międzynarodowe, którym została wysoko postawiona poprzeczka, na pewno dodał wiary w to, że można zrobić coś z niczego, jeżeli tylko ma się kogoś to poprowadzi Cię do celu. Chciałabym podziękować z całego serca Stowarzyszeniu Sztukater za możliwość wyjazdu i przygotowanie, organizacji Huis over Grenzen za to wszystko, co opisałam powyżej, bo bez niej nic z tego nie doszłoby do skutku, nauczycielom za inspirację i poświecenie nam czasu, naszej wspaniałej grupie narodowej za wsparcie i motywację oraz wszystkim, którzy tam byli za podzielenie się częścią siebie.

Jakub

Projekt „Stage of Mind” sensu stricte odbywał się w terminie od ósmego do dziewiętnastego lipca. Jednak podróż dla trojga z naszego sześcioosobowego zespołu rozpoczęła się już w czwartek, piątego lipca. Tak duże wyprzedzenie było spowodowane wyjątkową inicjatywą powiązaną ze szczególnym miejscem, w którym mieliśmy rezydować – największym niemieckim cmentarzem wojennym w Europie Zachodniej. Nasz plan zakładał odwiedziny polskich cmentarzy wojennych w Bredzie oraz grobów polskich żołnierzy na innych cmentarzach w Amsterdamie oraz Rotterdamie.

 

Przemieszczaliśmy się autokarami rejsowymi i kolejami niderlandzkimi, co umożliwiło bardziej urozmaiconą trasę, skutkowało jednak wydłużonym czasem dostania się w rejon Beneluksu. Pierwszym przystankiem na trasie był Amsterdam. Na tamtejszym cmentarzu De Nieuwe Ooster pośród innych aliantów spoczywa szesnastu polskich żołnierzy. Są to głównie lotnicy polskich batalionów RAF-u. Podobnie sytuacja wygląda na rotterdamskim Crooswijk, gdzie na samym skraju cmentarza odnaleźliśmy nagrobki 11 Polaków. Breda natomiast uważana jest za najbardziej „polskie” miasto Holandii. 29 października 1944 roku polska Pierwsza Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka wkroczyła do Bredy, wyzwalając miejscowość spod okupacji niemieckich oddziałów. By okazać swoją wdzięczność, mieszkańcy uczynili żołnierzy całej dywizji honorowymi obywatelami. W mieście powstały dwa cmentarze wojskowe mieszczące szczątki głównie członków dywizji. Na jednymi z nich w 1994 roku obok swoich podkomendnych spoczął zmarły na emigracji w Edynburgu generał Maczek.

 

Po zakończeniu wizytacji nekropolii skierowaliśmy się do przygranicznego Einthoven, gdzie wraz z wieloma innymi uczestnikami projektu zostaliśmy zabrani autokarem do belgijskiego Lommel – miejsca naszego pobytu. Jako członek zespołu uczestniczącego w APV, czyli aktywności mającej na celu zaplanowanie szczególnego przebiegu projektu, byłem już zaznajomiony z obiektem, w którym mieliśmy przebywać. Duży budynek graniczy z wspomnianym już wcześniej cmentarzem. Na miejscu uczestnicy mają okazję uczyć się odpowiedzialności. Zasadami Huis over Grenzen, bo takie miano nosi owa instytucja, jest zaangażowanie lokatorów w sprzątanie kuchni oraz przestrzeni wspólnych na co dzień oraz pozostawienie po sobie zastanego porządku w dniu wyjazdu.

 

Nasz projekt jako główny cel obrał stworzenie przedstawienia muzyczno-aktorskiego dotyczącego połączenia między żywymi a martwymi. Placówka oferowała doskonałe warunki. Z uwagi na położenie poza miastem, w lasach, nie narzekaliśmy na brak miejsca do ćwiczeń.  Ogromnie doceniam też pracę trenerów wspierających nas w drodze do ukończenia kreacji. George zajmował się kwestiami aktorskimi i współreżyserował nasz występ. Z nim nauczyłem się chodzić na szczudłach. Patrick inspirował muzycznie wszystkich, ogarniał aspekty instrumentalne z pomocą perkusisty Oscara i miłośnika cajonów Berta oraz dokładał swoje trzy grosze do reżyserii. Wies czyli Marie-Louise wspomagała nas w szyciu, klejeniu i wszelkich innych metodach realizacji naszych kostiumów wedle naszych osobistych pomysłów.

 

Obok warsztatów muzycznych, teatralnych oraz kostiumograficznych nasz czas wypełnialiśmy następującymi zajęciami: Zwiększaliśmy wiedzę o historii związanej z przyległym cmentarzem. Razem z przedstawicielem ratusza zajmującym się kwestiami kulturalnymi i artystą-rzeźbiarzem Lucienem oraz jego żoną na wypożyczonych specjalnie dla nas rowerach zapoznawaliśmy się ze specyfiką regionu i odwiedziliśmy największy polski cmentarz wojenny w kraju. Zwiedziliśmy też Brukselę, gdzie odwiedziliśmy między innymi Dom Historii Europejskiej.

 

Nasz występ spotkał się z entuzjastycznym odzewem ze strony lokalnej społeczności. Po ukłonach i małym poczęstunku Ruth Soria, artystka katalońska, rozpoczęła malowanie obrazu na żywo na wielkoformatowym płótnie. Razem z Oscarem, Bertem i Patrickiem oraz kilkoma innymi uczestnikami akompaniowaliśmy jej na instrumentach.

 

Podziękowania należą się Stowarzyszeniu Sztukater za koordynację polskiej strony projektu oraz wszystkim pracownikom oraz wolontariuszom Huis over Grenzen za wielkie starania i troskę o nas oraz uwzględnianie z natychmiastowym skutkiem wszelkich zastrzeżeń czy próśb uczestników.

 

Jakub

Justyna

Sprawozdanie - Stage of Mind. A Performance about European Diversity

 

Wymiana młodzieżowa „Stage of Mind. A Performance about European Diversity” która odbyła się w terminie 8.07-19.07.2019r., w przepięknie położonym Lommel, w Belgii, była najlepszym projektem zorganizowanym w ramach programu Erasmus+, w którym brałam udział. Ideą wymiany było ukazanie dziedzictwa i różnorodności kulturowej Europy od czasów I oraz II wojny światowej, aż do chwilii obecnej, aby promować kulturę pokoju.

 

Miejsce projeku było szczególne, ponieważ mieszkaliśmy w ośrodku położonym przy Niemieckim Cmentarzu Wojennym w Lommel. Cmentarzem tym zajmują się pracownicy i wolontariusze organizacji goszczącej Huis Over Grenzen. Oprócz tego pomagają krewnym w poszukiwaniu członków rodziny poległych podczas I lub II wojny światowej oraz wspierają badania związne z cmentarzem i pochowanymi tam żołnieżami.

 

Pierwsze dni pobytu upłynęły na zapoznawaniu z uczestnikami z innych krajów, wśród których były osoby z Niemiec, Rumunii, Ukrainy, Hiszpanii, Afganistanu, czy Syrii. Wspólne gry i zabawy pozwoliły na łatwiejsze zapamiętywanie imion, a także na poznanie osobowości i historii osób, które zaangażowały się w ten projekt. Pracownicy i wolontariusze Huis Over Grenzen zapoznali nas z historią miejsca, do którego przybyliśmy. Zaprezentowali także biografie kilku osób spoczywających na cmentarzu. Podczas dyskusji okazało się, że na cmentarzu zostali pochowani nie tylko Niemcy, ale także przedstawiciele innch nacji, w tym Polacy. Dowiedzieliśmy się, że jest tam prawie 40 tysięcy grobów, a cmentarz zajmuje powierzchnię 16 hektarów.

 

Opisywany cmentarz był miejscem, gdzie odbyło się przedstawienie Życia i Śmierci, które zostało przygotowane przez wszystkich uczestników projektu, dla lokalnej społeczności Lommel. W zaaranżowaniu widowiska pomogło nam kilku specjalistów zajmujących się teatrem, ruchem scenicznym oraz muzyką. Każdy z nich przedsawił nam dziedzinę, którą się zajmuje i pasjonuje. Dzięki wsparciu i doświadczaeniu tych ludzi przez kilka dni mogliśmy spróbować i nauczyć się zupełnie nowych rzeczy. My uczestnicy projektu mogliśmy sprawdzić się jako aktorzy, muzycy, czy projektanci mody. Mieliśmy okazję nauczyć się chodzić na szczudłach, czy też zagrać na niezliczonej liczbie wspaniałych instrumentów, w tym bębnach, gongach, czy kalimbie. Przygotowywalśmy także samodzielnie stroje, które potem zostały wykorzystane podczas naszego przedstawienia. Warunek był jeden – nasza kreacja, jak i my podczas przedstawienia mieliśmy być tak biali jak tylko się da. Poza tym nic ne ograniczało naszej wyobraźni.

 

Próby do przedstawienia odbywały się przez kila dni. Każdego dnia tworzyliśmy nową część widowika. Podczas tych prób odkrywaliśmy swoje talenty, wspaniale się bawiliśmy, a co najważniejsze uczyliśmy się ze sobą współpracować. W końcu nadszedł dzień, w którym mogliśmy zaprezentować się przed pulicznością. Wystroiliśmy się w własnoręcznie przygotowane stroje, pomalowaliśmy się na biało od stóp po czubek głowy i wyruszyliśmy na cmentarz, aby rozpocząć widowisko. Nasze przedstawienie rozpoczynało się na środku cmentarza, skąd przy wturze bębnów i gongów, w towarzystwie szczudlarzy, ruszyliśmy w pochodzie Życia i Śmierci w kierunku malzoleum przed którym czekała osoba przebrana za wronę. Po konfrontacji z wroną udaliśmy się do malzoleum, w którym przywitał nas anielski głos jednej z uczestniczek projektu. Po odśpiewaniu przez nią pieśni udaliśmy się do piwnicy malzoleum, w której niesamowita akustyka pozwoliła na zaaranżowaie dźwięków przypominających jęki wydobywające się z piekieł. Następnie przedstawienie przeniosło się przed cmentarz. Tam odbyła się część teatralna i muzyczna. Po skończeniu przedstawienia zostaliśmy nagrodzeni gromkmi brawami przez dość liczną publiczność, wśród której znalazała się także lokalna telewizja.

 

Wymiana była także doskonałą okazją do zwiedzenia okolic Lommel. Podczas całego projektu mieliśmy dostęp do rowerów, z których korzystaliśmy w każdej wolnej chwili. Organizatorzy projektu przygotowali dla nas także wycieczkę do Brukseli, w której odwiedziliśmy Dom Historii Europejskiej i zwiedziliśmy stolicę Belgii.

 

Współnie spędzane wieczory były okazją do zaprezentowania kultury, obyczajów, a także kuchnii krajów, z których przyjechali uczestnicy projektu. My reprezentancji z Polski podczas jednego z wieczorów kulturowych przygotowliśmy quiz o Polsce, degustację własnoręczne wykonanych pierogów staropolskich oraz bułek, a także nauczyliśmy pozostałych uczestników tańczyć poloneza.

 

Projekt był niezapomnianym doświadczeniem, które z pewnością będę bardzo długo wspominała. Pragnę serdecznie podziękować pracownikom i wolontariuszom organizacji goszczącej Huis Over Grenzen za przygotowanie niezwykłej wymiany oraz stworzenie niesamowitej atmosfery podczas projektu. Podziękowania należą się także wolontariuszom Stowarzyszenia Sztukater, bez których nie mogłabym uczestniczyć w tym projekcie.

 

Justyna

Przemek

Wyprawa do Belgii na wymianę młodzieżową Stage of Mind w ramach programu Erasmus+ nie była dla mnie pierwszym tego rodzaju doświadczeniem. Wcześniej już brałem udział w podobnego typu projektach, temat tego jednak zainteresował mnie szczególnie. Odkąd pamiętam żywiłem pewne (nieraz niemałe) zainteresowanie historią, zwłaszcza nowożytną z uwzględnieniem II Wojny Światowej, a o tym właśnie traktował ten projekt, stąd postanowiłem udać się właśnie do Belgii. Nie zawiodłem się - był to jeden z lepszych projektów, w jakich miałem przyjemność brać udział.

 

My, reprezentanci Polski z ramienia Stowarzyszenia Sztukater, swą podróż rozpoczęliśmy w Katowicach, skąd polecieliśmy do Eindhoven, gdzie spotkaliśmy się z dużą częścią pozostałych uczestników, by stamtąd udać się do Lommel - niewielkiej miejscowości, gdzie odbywał się projekt.

 

Celem projektu było zapoznanie uczestników ze wspólną, krwawą historią naszych krajów, która łączyła się właśnie w Belgii - to bowiem właśnie w Beneluksie stoczono jedne z najkrwawszych starć podczas II Wojny Światowej - oraz przygotowania do szeroko rozumianego corocznego przedstawienia, upamiętniającego poległych i spoczywających na cmentarzu w bezpośrednim sąsiedztwie naszego ośrodka. Mieliśmy zatem okazję przyuczyć się gry na różnego rodzaju instrumentach muzycznych, mniej lub bardziej egzotycznych, wśród których furorę robiły bębny pochodzenia afrykańskiego a także gongi, prawdopodobnie tybetańskie. Niektórzy mieli sposobność do zakosztowania ciężkiego aktorskiego chleba, więc wkroczyli na ścieżkę pełną inspiracji, bólu, dumy, ale też doświadczenia, magii i lekcji. Samo przedstawienie wyszło raczej w porządku, była lokalna telewizja, był materiał w serwisie informacyjnym wyemitowany w tzw. prime time, w którym my - cali na biało - udajemy, że potrafimy grać na instrumentach, wykrzykujemy różne dziwne rzeczy czy też najzwyczajniej w świecie tarzamy się po trawie, przez co nasze nieskazitelnie białe kostiumy stały się nieco umorusane.

 

Większość czasu pochłaniały przygotowania do finałowego przedstawienia nie zabrakło jednak również elementu ruchu - można było pograć w siatkówkę, pochodzić na szczudłach (to sobie odpuściłem), czy też pojeździć rowerami. Zorganizowano nam również pełną wrażeń, również mocnych, wycieczkę do Brukseli, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Historii Europy, zajadaliśmy się waflami oraz poszukiwaliśmy lokali z możliwością darmowej degustacji słynnej belgijskiej czekolady. Z różnym powodzeniem.

 

Jak już wspomniałem był to jeden z najlepszych projektów w jakcich brałem udział. W jego trakcie mieliśmy niepowtarzalną okazję, by poznać obce kultury i obyczaje, a także współpracować z ludźmi, jak mogłoby się zdawać, zupełnie różnymi od siebie. Za możliwość wzięcia udziału w projekcie serdecznie dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater.

Zofia

Wymiana w Belgii była tego rodzaju projektem, który za każdym razem, jak go będę wspominała będzie wywoływać uśmiech na twarzy, cudowne wspomnienia i lekką nostalgię. Zaczęła się wymiana standardowo od zapoznania się między sobą uczestników i wprowadzenia do tematu ogólnie. W naszym wypadku to była Wojna Światowa. Zakwaterowanie mieliśmy w ośrodku, który znajdował się koło dużego wojskowego cmentarza, który był głównym przedmiotem naszego przyszłego wystąpienia. Organizatorzy dali możliwość wszystkim uczestnikom de facto nauczyć się wszystkiego, co może być potrzebne dla wykonania danej scenki. Każdy miał możliwość wybrać, co mu się spodoba, co będzie wychodzić lepiej niż u innych, a co wcale do gustu nie przepadło. Bazując na tym, organizatorzy zaproponowali „szkielet” scenki, który później był jeszcze modyfikowany. Po przydzieleniu każdemu swojej roli poprzednie aktywności były skierowane na to by każdy swoją zadanie odegrał dobrze. Były próby poszczególnych części wystąpienia. Warto też przypomnieć, że mieliśmy możliwość przygotować swoje własne kostiumy lub udoskonalić to, co przywieźliśmy ze sobą. Koncepcja zakładała, że musimy być na biało ubrani a także pomalowani - „Na tyle biali, na ile o możliwe”.

 

Szczerze mówiąc, miałam niektóre wątpliwości dotyczące miejsca, w którym odbywało się całe przedsięwzięcie, ale wszystkie zniknęły po jednym wydarzeniu. Po jednej z prób podeszła do mnie kobieta i zapytała się, czy jestem z tej grupy, co robiła to „wydarzenie”. Po uzyskaniu odpowiedzi powiedziała, jakie cudownie jest to, co robimy, i jakie to ważne jest dla ludzi, którzy spoczywają na tym cmentarzu.

 

Ten projekt pomógł mi odkryć w sobie dużo nowego, przypomniał mi o mojej miłości do muzyki i także o uczuciu, kiedy stoisz przed publiką (co prawda, w dzieciństwie strasznie się jej bałam, a teraz nawet nie sprawiała lęku, ja po prostu robiłam swoje i byłam szczęśliwa podczas całego przedstawienia). Nareszcie miałam możliwość dotknąć instrumentów, których już wcześniej chciałam doświadczyć (a od słuchania o kalimbie uszy wszystkich polskich uczestników chyba skręciły się w rurkę, odkręciły się od reszty ciała i uciekły na wakacje, bo dłużej wytrzymać już tego nie mogły). Steel drum też był dla mnie potężnym odkryciem i na nim zagrałam tez podczas ostatniej scenki. Jest on bardzo podobny w istocie na hand pung, do którego już dawno chciałam się dostać, ale na razie tylko widziałam innych ludzi grających na nim. Na projekcie organizator też mi go pokazał, i podczas jednej aktywności go nawet wykorzystał, ale raczej nikt z uczestników na tym nie grał. Część instrumentów pozostawała w ośrodku 24/7 więc mogliśmy na nich grać w czasie wolnym. Były to między innymi djembe, kahony.
Jeszcze była możliwość nauczyć się chodzić na szczudłach, co ja, oczywiście, zrobić spróbowałam, ale raczej nie dokończyłam, bo każda moja próba odejścia od ściany zakończyła się wędrówką nosem w kierunku ziemi i straszeniem przechodniów dźwięcznym BUM. A poza tym było i tarzanie się po ziemi w rozpaczy i utknięcie przy ścianie w próbie samodzielnego podniesienia się z ziemi (nie jest źle, udało mi się za drugim razem). W końcu i tak nie zrobiłam żadnego spacerku samodzielnie.

 

Ten projekt to jedno z najlepszych przeżyć w moim życiu. Oprócz samych zajęć w przerwy obiadowe i wieczorowe mieliśmy możliwość zwiedzić okolicę na wypożyczonych dla nas rowerach. Czasami dla nas organizowało wycieczki po okolicy przecudowne starsze małżeństwo. Widoki w Belgii bardzo różnią się od tych co doświadczyłam tu w Polsce. Domki jednorodzinne tam były podobne do domków z bajek, a ulice miejscami przypominali mi filmy western (chociaż myślę, że normalny człowiek nie dopatrzy tam się dużego podobieństwa).

 

Bardzo dziękuję za ten projekt organizatorom i trenerom z „Huis over Grenzen”, Stowarzyszeniu Sztukater i innym organizacjom i ludziom, którzy przyczyniły się do tego, że ten projekt był taki jakim ja go zapamiętałam!

 

GALLERY/GALERIA:

 

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z:

KARTA BIBLIOTECZNA

BIBLIOTECZKA

  • Załóż swoje konto
  • Karta Do Kultury

    Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
    *obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
    *dodawać je do ulubionych
    *polecać innym czytelnikom
    *odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
    *listować pozycje, które posiadasz
    *oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
    Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!