Przejdź do głównej treści

Recenzja Filmu - Wieloryb


WIELORYB

The Whale – reż. Darren Aronofsky, 2022 rok

 

wieloryb plakat oscary cut e6d6321158

 

Charlie, główny bohater, od lat żyje na marginesie świata uwięziony w małym, zagraconym mieszkaniu przez chorobliwą otyłość. Odrzucony przez ludzi, skreślony przez swoich bliskich, samotnie zmierza w życiową przepaść. Idzie na dno i choć boi się tego, nie umie temu zapobiec. Ale - wystarczy jeden impuls od kogoś bliskiego, jedno spotkanie, by uwierzył, że jeszcze nie wszystko stracone i że warto się starać o siebie i chyba dlatego podejmuje próbę. Podejmuje próbę nawiązania dawno utraconego kontaktu z nastoletnią córką, która – jak się okazuje – gardzi nim i ma za kompletne zero. Charlie jest rozwiedziony, a była żona odcięła córkę od ojca na długie osiem lat. I teraz on, ojciec, podejmuje się nawiązać z nią jakieś porozumienie, które jest kruche jak szkło. 

Aronofsky to reżyser Czarnego Łabędzia, którym się zachwyciłam. Jednak oglądanie go wymaga odwagi. Nie inaczej jest z Wielorybem. Ten film wbija się w widza niczym zardzewiały gwóźdź. Powoli, powoli, coraz boleśniej, aż stajesz na granicy omdlenia.

Charlie to tytułowy Wieloryb, którego akwen stanowią cztery ściany mieszkania. Tu toczy swe życie na pół-sprawnego samotnika, gdyż cierpi na chorobliwą otyłość. Do tego dochodzi depresja, jaką wywołała w nim śmierć partnera oraz izolacja i ukrycie się przed ludźmi. Nosi w sobie wstyd i wstręt do samego siebie ale i niemoc. Do pomocy przychodzi do niego Liz – ona też robi mu zakupy i zapewnia dużo wszystkiego.

Aż pewnego dnia próg jego domu przekracza krnąbrna córka i wszystko zaczyna się komplikować.

Tak pokrótce wygląda film Aronofsky`ego. To pobieżny opis, bo w głównej i zasadniczej mierze jest to film grający na uczuciach i emocjach. Szarpie widzem wewnętrznie i wzrusza. Budzi się w tobie litość na widok Charliego. Współczujesz mu, ale z drugiej strony tępisz na głupotę. Bo jak można się doprowadzić do takiego stanu? Odpowiedź – normalnie. Żyjesz ze smakiem i wielkim apetytem, które pewnego dnia wymykają ci się spod kontroli. Do tego dochodzi osobista tragedia – i okazuje się, że nic więcej nie jest potrzebne. Zostajesz ty z lodówką i szafkami pełnymi słodyczy. Pocieszenie daje jedzenie i tak to się samoistnie toczy.

Aż przychodzi tęsknota.

Aż serce zaczyna słabnąć.

Aż zaczynasz dusisz się i brzydzić samym sobą.

Aż dopada cię wstręt do tego gdzie się znalazłeś.   

Reżyser sięga do traumy przeszłości Charliego. Do tych wielu strat, jakie poniósł i ludzi, którzy go opuścili. Szuka w niej uzasadnienia dla obecnego stanu. Bo oto on, bystry nauczyciel, nagle chce skończyć to swoje marne, grube życie. Wiele słów padło i pada nadal, wiele było niepotrzebnych spojrzeń oczu i reakcji. Czasu nie da się cofnąć, ale można go naprawić. Jednak muszą tego chcieć dwie strony,a tu okazuje się, że Charlie zostaje sam na polu walki. A sam, wobec ściany przed sobą, wybiera lodówkę i wszystko, co ona skrywa. Pożera życie, jak ono jego.

Reżyser, Darren Aronofsky w swoich filmach porusza bardzo wrażliwe tematy. Człowiek, jego ułomność i samotność w pewnej mierze, niedoskonałości i bycie lepszym od siebie teraz. Jest i brak akceptacji. W Czarnym Łabędziu mamy podobny obraz, jak w Wielorybie, acz nieco inny, czyli dewastacji własnego ciała. To obraz jakiejś nieskrywanej pogardy do jego ograniczeń, a za razem brak umiaru i balansu. I to w filmach Aronofsky`ego pociąga i do końca magnetyzuje. 

 

Autorka recenzji - Agnesto.