O NAS, JACY JESTEŚMY...?
O czym marzymy?
Co jest dla nas ważne?
Czego chcemy od samych siebie? I co jest nam potrzebne - nam, nie innym, lecz nam?
Czytamy książki (jeśli już) pomiędzy kuchenką, a pralką. Słuchamy audiobooków (najczęściej zaległych) podczas joggingu, wieczornego chodzenia z kijkami nord-walking albo uprawianiu domowej gimnastyki na szmacie. Seriale oglądamy najczęściej przed północą, po całodniowej harówce i przeważnie po dwudziestu minutach zasypiamy. I tak dzień w dzień.
O szóstej rano dzwoni budzik. Wyskakujemy z ciepłego łóżka, bo im dłużej w nim poleżymy, tym gorzej się zwlec. Włącza nam się osobisty gps i znowu. Kierunek kuchnia, włączenie czajnika, na ślepo do łazienki...
Musimy się w końcu zatrzymać.
Powiedzieć sobie – stop.
Stop – modne słowo. Slow life – każdy już o tym słyszał lub czytał. Zwolnij krzyczą autorzy poradników. Odżywiaj się bio, bo to zdrowo, a w zdrowym ciele zdrowy duch. Gotuj dla siebie, wyciskaj soki ze świeżych owoców, czytaj etykiety i wybieraj tylko to, co ekologiczne. Slow life, na który nie mamy czasu. Bo u nas life musi być fast. Jedzenie zamawiamy, jemy w biegu. Na oglądanie produktów bio odseparowanych na osobnych działach nie mamy czasu. A owoce? I to wyciskane w domu? Kto się będzie w to bawił? Lepiej coś kupić. Byle szybko do sklepu wejść i jeszcze szybciej w niego wyjść. Nie mamy czasu na celebrację ani minut, ani życia, ani tym bardziej zakupów.
Uciekamy w świat powieści, by nasza wyobraźnie oderwała się (albo chociaż spróbowała) oderwać się od rzeczywistości. Oglądamy seriale, bo uciekamy od samych siebie chowając się w swoich zmęczonych wnętrzach. Patrzymy i zachwycamy się obrazem, który przewija się przed naszymi oczami. Lecz to wszystko to mamienie organizmu. Bo czego potrzebujemy? Odpowiem za siebie i za innych - tylko – i aż – wolnego czasu. Zaskoczenie? Tak, bo my wciąż nadrabiamy zaległości. Przecież trzeba iść na przód, awansować, zdobywać świat i poznawać miejsca dotąd niepoznane. Ale, po co tak zasuwać, po co tak gonić za wiecznie uciekającym królikiem, skoro nie mamy czasu na rozmowę z drugim człowiekiem? Po co nam dwa etaty, skoro nie mamy kiedy przeczytać nowego numeru prenumerowanego miesięcznika, który po raz kolejny wylądował w skrzynce pocztowej?
Staliśmy się automatami – zadaniowcami. Od – do. Komfortem i niemalże luksusem stało się robienie czegoś tylko dla siebie. Musimy walczyć o siebie. Nie być ozdobną broszką własnego mieszkania i dodatkiem do innych domowników. Nie być robotem. Czy to kapitulacja? Absolutnie. To powrót do normalności, o której wielu z nas zdążyło już zapomnieć. To potrzeba odnalezienia siebie tu i teraz. To konieczność opuszczenia kołowrotka i poczucia smaku życia.
Czytamy „Alicję w Krainie czarów” i chcielibyśmy być... książkową Alicją. Roimy o takiej norze, do której wpadniemy i dzięki niej znajdziemy się w innej rzeczywistości - w bajkowym świecie piękna, braku obowiązków i typowej nudzie.
Oglądamy Asteriksa i Oberliksa i marzymy o ich... gallijskiej wiosce. Tam czas płynie inaczej. Są waśnie i kłótnie, jak to pomiędzy ludźmi bywa, ale tam życie to „łagodna rzeka”. Tam można mieć swoje kury (i znajdować czas na ich doglądanie), można mieć swoje jajka i piec chleb czy ciasto z owocami, którego słodycz zawisa chmurą nad całą wioską. Tam można zamknąć oczy, położyć się pod drzewem i do ust wsunąć źdźbło trawy. Można po prostu oddychać pełnią życia. Można się wręcz zachłysnąć. Ale – tu pytam was i siebie jednocześnie – czy to jest realne jedynie w marzeniach? Wszędzie indziej jest lepiej niż u mnie?
Kim wobec tego jestem i gdzie?
O czym marzymy? Zwłaszcza w ciemne poranki?
Co jest dla nas ważne?
Może czas odłożyć (mimo wewnętrznego oporu) książki, wyłączyć telefony, telewizor, muzykę i własne myśli? Być tu i teraz. Poczuć siebie i choć chwilę być egoistą w oczach innych, a dla siebie pępkiem szczęścia.
Banalne? Pewnie tak, ale jakże trudne. Nudzić się samemu ze sobą. Dać sobie czas leniuchowania i nicnierobienia. Pozwolić sobie na niemyślenie i nieanalizowanie.
Let the time to pass away.
Agnieszka Kusiak Agnesto