Co Tam Panie W Polityce?

- CO TAM PANIE W POLITYCE?

- CHIŃCZYKI MAJĄ SIĘ DOBRZE.

 

co-tam-panie-w-polityce-1

 

MOTTO:

 

Eckhart Tolle: „Świat nie istnieje po to, by dać nam szczęście, lecz po to, by uczynić nas świadomymi".

 

J. Andrzejewski: „Polityka to nie praca. To zajęcia na ogół zbyteczne stwarzające sytuacje, a nie wartości".

 

A. Bierce: „Dostojnik to urzędnik z dużą władzą i małą lub żadną odpowiedzialnością".

 

K. Capek: „Jedna z największych klęsk cywilizacji – uczony głupiec".

 

H.G.Wells: „Historia ludzkości coraz bardziej przybiera wygląd wyścigu pomiędzy wiedzą a katastrofą".

 

 

„Miałeś chamie złoty róg,

miałeś chamie czapę z piór.

Wicher czapę niesie,

róg huka po lesie,

ostał ci się jeno sznur..."

 

Podzwonne dla zaprzepaszczonych szans wolnościowych i niepodległościowych Polaków. Młodopolska polemika ze współczesnością wynikająca z filozoficznej i metafizycznej interpretacji dziejów Polski. Tematyka spraw narodowościowych w zaborach tkwiła więc w symbolizmie i ekspresjonizmie sztuki przełomu wieków, nasyconej neoromantyczną tęsknotą za niepodległym bytem narodowym.

 

Coś jest na rzeczy z tym narodowym charakterem naszej nacji, co potwierdza wielowiekowa martyrologia, ciągła walka o wolność i niepodległość, bohaterstwo, ofiara krwi i życia, nieustępliwość i niepodatność na złowieszcze zabiegi najeźdźców i okupantów, a jeśli już cel się osiągnie, to tylko po to, by w końcu zaprzepaścić efekty zwycięstwa. Potwierdzają to również współczesne dzieje począwszy od zrywu po pierwszej wojnie światowej zakończonego restytucja Rzeczypospolitej. Ta zaś trwała raptem 20 lat i chociaż zadziwiła świat bohaterskim odparciem nawały bolszewickiej, to fatalna polityka wewnętrzna i zagraniczna zaowocowała zamordowaniem prezydenta, puczami i skorumpowanymi rządami sanacji, gdzie dominowała bezinteresowna zawiść, egoistyczna walka interesów, elitarna polityka rozwarstwienia ekonomicznego narodu. Dokładnie przecież opisywał to w swej twórczości Dołęga-Mostowicz.

 

Kilka dni temu usłyszałem w telewizji jakiegoś dziennikarza-oszołoma, który stwierdził niewątpliwe szaleństwo Piłsudskiego w ostatnich miesiącach przed śmiercią. Nawet jeśli to prawda, to się „Dziadkowi" nie dziwię, bo naprawdę można oszaleć ciągle walcząc z głupotą i indolencją środowisk polityków przedkładających swoje sprawy nad dobrem narodu, któremu mają służyć. Nikt jednak nie wspomniał, że już na łożu śmierci Piłsudski przekazał swój testament: strzec się wrogów zarówno z zachodu jak i wschodu, wzmacniać potencjał obrony, tworzyć silną armię i skuteczną politykę sojuszniczą. Tu dygresja: będąc tuz po wojnie drugiej światowej uczniem szkoły podstawowej we Wrocławiu usłyszałem od swojej „przedwojennej" nauczycielki historii, jak to w ostatnich latach przed nawałą hitlerowską i sowiecką, społeczeństwo co rusz fundowało niedozbrojonym jednostkom Wojska Polskiego, z wielką pompą, karabiny maszynowe czy jakieś inne jednostkowe rodzaje broni, bo nie stać było na to państwa. Skończyło się to klęską wrześniową, ludobójstwem katyńskim, okupacją hitlerowską i wielomilionową ofiarą krwi i śmierci heroicznych patriotów i żołnierzy na wielu frontach bojowych i powstańczych świata.

 

Ale nawet po zwycięstwie, np. w Anglii, która zawiodła jako sojusznik, nie zaproszono na paradę zwycięzców oddziałów polskiego wojska, które przecież wniosły znaczący wkład w obronę tego kraju i w ogóle w walce o wolność naszą i waszą. Przyznam, że nie pałam zbytnią sympatia do Anglii i Angolów „za całokształt", nawet niezbyt lubię, choć szanuję W Churchilla, ale w jednym przyznaję mu rację. Za to, że słusznie powiedział, iż „Polacy to naród zdolny do bohaterskich zrywów i czynów, ofiary życia w walce o wolność, ale jeżeli już tę wolność wywalczą, to nie wiedzą, co z nią zrobić".

 

No i cóż mamy dzisiaj? Najpierw byt państwowy pod dyktando sowieckie i zbrodnie stalinowskie, doprowadzenie do biedy i nędzy narodu i kolejny zryw „Solidarnościowy" społeczeństwa, który ku niedowierzaniu i podziwie świata doprowadził do bezkrwawej, pokojowej transformacji ustrojowej i wyprowadzeniu z kraju wojsk sowieckich. Od dwudziestu kilku lat mamy więc upragnioną wolność. Pytanie więc brzmi: Co z nią robimy i co w końcu zrobimy? Na razie wesoło nie jest. Chyba rację miał P. J. PROUDHON mówiąc: „Wszystkie partie, które dążą do władzy, są bez wyjątku zwyrodnieniami absolutyzmu". Obserwując scenę polityczną w Polsce ma się wrażenie, że partie walczą ze sobą nie przebierając w środkach, że miast konstruktywnej opozycji stają do bezwzględnych bitew zaciekli wrogowie. Mało tego, w miarę rosnącego niezadowolenia społecznego rosną wzajemne animozje w łonie .rządzących, a nieróbstwo rządu i parlamentu świadczy o wyizolowaniu polityków od społeczeństwa. Są zajęci własnymi interesami, żrą się między sobą o kompetencje, oskarżenia, znaczenie i rację, powiększają kodeks nietrafionych ustaw i praw, bałagan administracyjny, gwałcąc sprawiedliwość, niszcząc gospodarkę. Niebezpiecznie rośnie dług publiczny i pogarszają się systematycznie warunki bytu przeciętnego obywatela, notuje się wzrost obszarów biedy i bogactwa elit. Warto tu przytoczyć słuszną sentencję TACYTA: „Im bardziej chore jest państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń".

 

Na to wszystko nakłada się światowy kryzys gospodarczy i finansowy, który moim zdaniem jest tylko najbardziej widocznym, choć nie najbardziej istotnym elementem kryzysu cywilizacyjnego. Najbardziej boli, że do władzy doszli po plecach „Solidarnościowych" członków społeczeństwa osoby, które po kilkunastu latach transformacji obnażyli swoje prawdziwe oblicza. Doszło do tego, że ciągle w polityce, parlamencie i rządzie pojawiają się te same nazwiska i osoby, które przyspawane do stołków władzy zasłużyły sobie wśród narodu na miano „zawodowych" posłów, senatorów, ministrów, itp. Wszystkim politykom należy się tu przypomnienie słów, w końcu liczącego się męża stanu, TONY BLAIRE'A: „Politycy są jak pieluchy. Powinni być zmieniani często i z tego samego powodu". Koresponduje z tym powiedzenie: „Polityk, gdy zrobi głupstwo, tłumaczy, że było to jego obowiązkiem".

 

co-tam-panie-w-polityce-2

 

Zresztą, tak dzieje się ostatnio wszędzie na świecie. Arogancja władzy rodzi zamieszki i bunty zniewolonych narodów i oburzonych obywateli, niejednokrotnie krwawo tłumione i zmieniające scenę polityczną. Rację miał niedoceniany K. MARKS mówiąc, że „pięść jest ostatnim argumentem władzy; pięść będzie ostatnim argumentem ludu". Od dawna wiadomo, ze zadufanie władzy rodzi przemoc. Jeden w z wielkich polityków i filozofów, mąż opatrznościowy Indii, MAHATMA GANDHI, proroczo określił KORZENIE PRZEMOCY i wszelkiego zła w tym świecie:

 

Bogactwo bez pracy

przyjemność bez sumienia

wiedza bez osobowości

handel bez moralności

nauka bez człowieczeństwa (nie mylić z religią)

 

POLITYKA bez zasad

 

Jako ludzkość pędzimy wielkimi susami doraźnego zysku donikąd, a efekty postępu cywilizacyjnego są niewielkie, lub tendencyjnie ukrywane, czy tez perfidnie ukrywane przez (prawdopodobnie) zorganizowaną zgodę największych beneficjentów tego zysku. Natomiast doraźny i szczątkowy dochód jest dla tych, którzy w wyścigu pracowitej bylejakości ten zysk wypracowują – w lwiej części tym manipulantom „łaskawie" dającym pracę niezbędną dla przeżycia w tak zorganizowanym społeczeństwie. Systemowa mentalność wdrażana latami jest ciężkim jarzmem, do zrzucenia długo niemożliwym.

 

Rację miał W.JAMES: „Nic nie jest absurdalne do tego stopnia, by nie mogło być przyjęte za prawdziwe, pod warunkiem, że powtarza się to wystarczająco często". W całej historii ludzkości te absurdy wpajano jako prawdy niezbędnie obowiązujące, a ewentualne bunty i protesty w większości uniemożliwiano polityką „chleba i igrzysk", opłacanej konkurencyjności, zapewnianiem społeczeństwu minimum „godnej" egzystencji, aby nie chciało mu się burzyć swego spokoju i status quo. Dlatego również i u nas demokracja w myśl sentencji ARYSTOTELESA, że „są to rządy hien nad osłami", zmusza wręcz ludzi w głosowaniach do postępków zachowawczych i dla świętego spokoju „olewają" wybory lub głosują na tych, co więcej obiecują, a mniej lub wcale nie dotrzymują, czyli na tych samych, bo przecież znane to mniejsze zło niż nieznane.

 

Na niedawnej debacie ekonomicznej zorganizowanej przez PiS, którą PO odsądziło od czci i wiary, a którą co mądrzejsi ekonomiczniej profesorowie uznali za pożyteczną, padły dwa znamienne stwierdzenia o naszych rządzących: G. ANCYPAROWICZ: o programie PO – „To jest program rządów kleptokracji (rządy złodziei – KOPALIŃSKI). Takie rządy mieliśmy już w PRL, tylko w mniejszej skali, gdyż partyjni działacze nie wiedzieli jak się do tego zabrać. Polega to na tym, ze jest grupa ludzi, którzy nie kradną osobiście, nie popełniają przestępstwa, lecz tworzą prawo, które pozwala im zagrabić legalnie to, na co inni przez lata pracowali. OFE to przykład rządów kleptokracji, a komercjalizacja szpitali to przykład ostatni. Najpierw przez złe prawo doprowadza się do zadłużenia szpitali, a potem albo likwidacja albo prywatyzacja". R GWIAZDOWSKI: „Platforma nie ma programu gospodarczego... I pewnie dlatego, że ludzie go nie znają, PO cieszy się dużym społecznym poparciem". I dalej: „Po tej debacie pojawił się pomysł, żeby to nie politycy zapraszali ekspertów, ale eksperci polityków, przeprowadzając im kurs wiedzy ekonomicznej i mam nadzieję, że to się uda... Politycy nigdy nie zrobią nic rozsądnego, gdy nie będą do tego zmuszeni" itp.

 

No i właśnie przyszedł ten czas, gdy postanowiono zmusić polityków do jakiegoś wreszcie działania. Kiedy piszę te słowa, do Warszawy zjechała kilkudziesięciotysięczna rzesza związkowców z zakładów pracy wraz ze środowiskami policjantów, nauczycieli (w tym roku ma być zwolnionych z pracy 7 tys. pedagogów!) i służby zdrowia, by podczas kilku dni manifestować swoje oczekiwania pracownicze i obywatelskie. Założono miasteczko namiotowe przed Sejmem i pikiety przed ministerstwami. Związkowcy są bezwzględni i nie przebierają w gorzkich słowach o społecznej prawdzie; protestują przeciwko arogancji i indolencji rządu oraz pseudoreformom uderzających w pracowników i ich rodziny. Chodzi przede wszystkim o minimalne płace, faktyczny brak ich wzrostu, permanentne podwyżki kosztów utrzymania, zagrożone emerytury, upadającą służbę zdrowia, zagrożenie chorych w dostępie do leczenia, lawinowo rosnące czynsze lokalowe, śmieciowe umowy o pracę, umowy próbne o zatrudnieniu, które są oszustwem, brak kontroli organów administracyjnych i kluczowych instytucji, indolencję prokuratury i opieszałość sądów, niszczenie drobnych przedsiębiorców i w ogóle wykańczającą psychicznie i fizycznie walkę o uzyskanie sprawiedliwości. Manifestacje i przemarsze są pokojowe, bez ekscesów i póki co przebiegają spokojnie.

 

Rząd jak zwykle nie chce rozmawiać i wynajduje różne przeszkody i argumentacje, by zignorować protestujących. Jak na ironię, ze strajkiem zbiegły się dwie informacje medialne. Przypomniano sprawę malwersacji pieniędzy klientów banków Amber Gold. W tej sprawie toczy się do tej pory śledztwo, natomiast nie wyciągnięto żadnych konsekwencji w stosunku do winnych zaniedbania kontroli tych parabanków, zwłaszcza, ze właściciel był uprzednio karany za przekręty finansowe (sic!). Jak zwykle ludzie stracili oszczędności życia, a sprawa się wlecze i winnych nie ma. Przy okazji wybuchła nowa afera korupcyjna dotycząca istniejącego od siedmiu lat Domu Maklerskiego WGI, w którą zamieszani są znani politycy, m.in. p. BOCHNIARZ, ROSATI, DĄBROWSKI i inni, którzy ponoć zasiadali w radach nadzorczych i innych strukturach tego Domu M.WGI. Ma się odbyć proces (?). Sprzeniewierzono 250 milionów złotych klientów! A winnych nie ma! Pieniędzy też. Prawdopodobnie wyprowadzono je gdzieś zagranicę. W dodatku media podały, że gdzieś na zachodzie malwersant zdefraudował 50 milionów dolarów, za co natychmiast skazano go na 150 lat więzienia. Tymczasem u nas takie sprawy ciągną się latami, poszkodowani bankrutują, a winni na ogół pozostają bezkarni. Toteż zwykli obywatele często nie mogąc zaznać sprawiedliwości wnoszą skargi i sprawy do europejskiego Trybunału Spraw Człowieka i je wygrywają, a państwo płaci odszkodowania – płacą oczywiście podatnicy. Żeby było śmieszniej, za grube afery płacą więc obywatele, zaś nie wiadomo, kto zyskuje. A bilans przecież musi wyjść na zero. Stara prawda – zarabiają krocie ci, co już wiele mają, a tracą ci ciułacze za lata wyrzeczeń i nadziei.

 

Natomiast więzienia przepełnione są drobnymi złodziejami i przestępcami wobec których, o dziwo, prawo dział. I tu okazuje się, że niekoniecznie. W jakiejś dyskusji telewizyjnej kompetentny rozmówca powiedział, że poszkodowanym nie opłaca się zakładać sprawy o kradzieże kwot do 10-15 tysięcy zł, ponieważ stracą podwójnie, gdyż pieniędzy skradzionych z reguły nie odzyskują, a adwokat kosztuje około 8 tys. zł (!). Sądy natomiast rejestrują skazanie złodzieja, natomiast wyrok ferują w zawieszeniu ze względu na małą szkodliwość czynu. Więc koło się zamyka. A dobry rząd mógłby chociażby ustanowić prawo nakazu pracy lub pracy strzeżonej dla więźniów, za których płaci na utrzymanie całe społeczeństwo. Przypomina się tu sentencja F. BACONA: „Prawa są jak nić pajęcza, w której więzną małe muchy, ale przebijają się wielkie". I polska późniejsza wersja H. KOCHOWSKIEGO: „Prawa są polskie jako pajęczyna – pan się przebije, uwięźnie chudzina".

 

Protesty dotyczą też zakazania umów śmieciowych, gdzie za ciężką pracę płaci się marne grosze; i co ważniejsze – tzw. umów na okres próbny, który pracodawca przedłuża nawet do kilku miesięcy, po czym nie podpisuje umowy, zwalnia pracownika angażując innego do wykorzystania, chociaż prawo mówi, że umowa ta musi być zarejestrowana po jednym dniu pracy. W razie kontroli pracownik zmuszony jest pod groźbą utraty zatrudnienia do przyznania, że jest to jego pierwszy dzień pracy (sic!).

 

Inną zmorą obecnej codzienności jest często niemożność znalezienia stałej pracy zwłaszcza przez osoby starsze, lecz jeszcze sporo przed emeryturą. Ale największe bezrobocie, nie tylko u nas, dotyka ludzi młodych (Grecja: 60 %; Hiszpania: 30-40%; Polska: ok. 30%). Przeciętne bezrobocie u nas waha się okresowo od 15-25%. Bezprecedensowe są ceny za mieszkania oraz wygórowane i wciąż podnoszone czynsze. Powiem krótko: przez 7 lat pobytu w mieszkaniu TBS o pow. 23 mkw. mój czynsz z 320 zł (bez mediów!) wzrósł obecnie do 650 zł, a przez ostatnie półtora roku było 6 podwyżek tego czynszu! Tragiczna jest też wysokość płac minimalnych, które przecież otrzymuje największa liczba ludzi w kraju. Sięgają one od niecałego 1000 do 1200 złotych. Jak ma za to wyżyć np. ktoś samotny, czy samotna matka? A jeśli rodzina jest 4-5 osobowa i nawet dwie osoby pracują, to po opłaceniu wszystkich koniecznych rachunków nie ma po prostu za co żyć, a ceny na wszystko SA europejskie!

 

O fatalnej służbie zdrowia, cenach leków i dostępie do specjalistów, dewastacji działalności szpitali i ograniczeniach kompetencji i przyjęć wśród tzw. Lekarzy podstawowych, nie sposób tutaj pisać (trzeba by osobnej obszernej publikacji). Wspomnę tylko z własnego doświadczenia, że niedawno byłem rzucany z problemem angiologicznym do czterech szpitali, a to z powodu potrzebnych konsultacji, bo pewnych specjalizacji nie ma w każdym szpitalu oraz wynikło to też z braku umów międzyszpitalnych i wielu innych typowo biurokratycznych i oszczędnościowych spraw. Wypisany po 3 dniach z ostatniego szpitala z zaleceniem koniecznego leczenia angiologicznego, otrzymałem przy rejestracji w przychodni kategoryczną informację, że zapisy na wizytę u angiologia przyjmuje się dopiero na 2015 rok (sic!). Teraz już wiem, że hasło „Człowieku lecz się sam!" to nasza polska prawda konieczna.

 

co-tam-panie-w-polityce-3

 

Na domiar złego podano w Dzienniku Telewizyjnym, że zmarł pacjent w szpitalu, bo popsuł się w nocy respirator, z powodu oszczędności i braku środków na konserwację i zakup nowego. Życie straciła także młoda dziewczyna, która zakupiła przez Internet środek na odchudzaniem tzw. DNP. Środek ten to chemiczne cudo, które ponoć spala tłuszcz, ale po przebadaniu go stwierdzono, że spala także inne organy wewnętrzne: po 8 dniach stosowania chudnie się 8 kg, następuje podwyższenie temperatury i zgon. Padło również stwierdzenie, że 90 % leków i pseudo leków w handlu internetowym to środki niebezpieczne dla życia, które bez trudu można nabyć. Jak dotąd jest to proceder bezkarny. Swoja drogą przeraża fakt, że tak silna jest motywacja mentalna jakiegokolwiek zysku, ze upadla człowieka, niszczy jego duszę, pozbawia moralności i demoralizuje umysł. Zanik człowieczeństwa wszędzie postępuje zwycięsko. To co powyżej napisałem to tylko kilka ostatnio wyeksponowanych przykładów w natłoku wielu innych z różnych dziedzin życia Polaków. Dlatego nie dziwię się, że zdesperowani związkowcy ostrzegają w ostrych słowach, że jeżeli nic się nie zmieni, to w generalnym proteście wyprowadzą w całym kraju ludzi na ulice. Hasło brzmi: „Politycy! Coście zrobili z tym krajem? Przecież to nasza wspólna ojcowizna, a nie wasza pańszczyzna!".

 

Wieczne błędy rządzących profity dla egoistycznych złodziei i niedostatek zapracowanych lub zrezygnowanych biedaków wyszydzał już mądry KONFUCJUSZ: „W państwie rządzonym dobrze wstyd być biednym; w państwie rządzonym śle – jest hańbą być bogatym". Natomiast bardziej współcześnie – nie może wybaczyć politykom H. IBSEN: „Jest rzeczą nie do wybaczenia, gdy badacze torturują zwierzęta. Dużo lepiej by było, gdyby do tego celu używali polityków i dziennikarzy". Nasz B. PRUS w swoim opowiadaniu umieścił zaś dziennikarzy w piekielnej komnacie, w której wszyscy dmuchają bezustannie w wielki czajnik, by doprowadzić wodę do wrzenia :)

 

Zadziwiające jest, że niewielu zabiera się czynnie do koniecznych zmian, chociaż spora liczba ludzi zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się w naszym ziemskim świecie. Czy to w wymiarze indywidualnym czy zbiorowym, narodowym czy też globalnym. Że trzeba jak najszybciej i bezwzględnie zmienić model cywilizacyjny wieloaspektowo: ekologicznie, gospodarczo, ekonomicznie, finansowo, naukowo (dzisiaj uczeni są kupowani przez elity finansowe, konsorcja, koncerny i wojsko; ich osiągnięcia badawcze i odkrycia wykorzystuje się niejednokrotnie do niecnych poczynań przeciwko ludzkości lub ukrywa w celu osiągania zysku i bogactwa, a niepokornym uniemożliwia się publikację odkryć. Wątpiących odsyłam do dwóch artykułów w kwietniowym numerze „NEXUSA": dr Christopher BUSBY – „ Naukowa niegodziwość i promieniowanie jądrowe"; oraz Elaine HILLINGWORTH: „Ukryte zagrożenia ze strony przetworzonej żywności". Po lekturze tych publikacji, znanych już w świecie, włosy stają dęba na głowie i tracimy apetyt, gdy poznamy wreszcie czym naprawdę karmi nas przemysł spożywczy. Proszę mi wierzyć, że w tzw. „cywilizowanym świecie" nie ma już bezpiecznej żywności, a przed wszędobylskim podtruwaniem „ratuje" nas chciwy przemysł farmaceutyczny, przedłużając schorowane życie).

 

Obserwuje się również, oczywiście także dzięki nauce, globalny wzrost świadomości, również tej, że zmierzamy jako ludzkość ku katastrofie cywilizacyjnej. Zmiany te jakoś nie przenikają do struktur ekonomicznych, szczególnie finansowych, politycznych i społecznych. Przy tych pozytywach świadomościowych niezrozumiała jest bierność i brak konstruktywnych działań uzdrowienia sytuacji. Tzw. masy, jak mniemam, w ogromnej większości są zdeterminowane codzienną pracowitą i siermiężną rzeczywistością oraz własną bezradnością i nieskutecznością głoszenia swoich przekonań. Natomiast ludzie odpowiedzialni za ekonomię, finanse, władzę państwową i prawną zwykli bez względu na stopień inteligencji i sprawności umysłu utożsamiać się z własnym interesownym EGO. Pytanie brzmi więc, czy od wieków zakorzeniona forma egoistycznej świadomości będzie istnieć przy swoim tak długo, aż zgubi populację planety interesowna destrukcyjnością, czy też w końcu przeciwstawi się chaosowi i zagładzie? Wziąwszy pod uwagę wieki historii oraz blisko nam wiek XX i obecny – osobiście jestem zdeklarowanym pesymistą, czego wyraz dałem w wielu swoich wierszach i kilku esejach. Dla przykładu przytoczę epilog mego wiersza pt. „Kwadratura koła":

 

Niejedna tajemnica w przyszłości nas czeka,

w niejednym imperatyw odkrycia wyzwoli,

nienasyconym sławy w łeb zabije ćwieka,

aż rozwiązanie – żądnych prawdy zadowoli.

Sęk w tym, by w dobrym zdrowiu do tych czasów dotrwać,

wyjść za ziemskie opłotki, zbadać galaktykę,

kosmicznym wyzwaniom trudnym mądrze sprostać

i usłyszeć egzotyczną gwiezdnych sfer muzykę.

Tymczasem życie planety wciąż groźnie rokuje –

kultura naszej cywilizacji choruje!

To teatr wojen, walk o władzę, bank chciwości,

rozpasany egoizm i krew bratobójcza,

kult Idola-Pieniądza i wyzysk ludności,

obłuda polityków i fałsz wiadomości,

terroryzm, przestępczość i płatne zabójstwa.

Makiaweliczne rządy – „cel środki uświęca",

cynizm i brak skrupułów – dla narodów nędza.

Okrucieństwo dla zwierząt, dewastacja lasów,

zanieczyszczanie gleby, mórz i atmosfery –

antyekologia stygmatem naszych czasów;

istna kwadratura koła – skuteczne bariery.

Ratunkiem jest kwantowy skok mentalnościowy –

powszechny pęd do mocnej etycznej odnowy:

trend proekologiczny, prawo naturalne,

kantowski imperatyw zasady moralnej...

Ależ to utopia! – To jest jedyne wyjście!

Przecież robi się wszystko, by ratować życie...

Więc ziemskim destruktorom bez serc i bez ducha

takie ślę ostrzeżenie – niech każdy posłucha:

CI, KTÓRZY CHCĄ W TOKSYCZNY ŚMIETNIK ZIEMIĘ ZMIENIĆ,

BY ŻYĆ – MUSZĄ KOSMICZNY WARUNEK DOCENIĆ –

TO ZGODA Z BIOCENOZY MĄDRĄ KLAUZULĄ:

„NATURA ZAWSZE WYGRA Z PROFANÓW KULTURĄ".

 

Moi czytelnicy zarzucają mi, że straszę ich swymi kasandrycznymi przewidywaniami i życzą więcej optymizmu. Myślę jednak, że miast miana zdeklarowanego pesymisty bardziej pasuje do mnie inna definicja: „Optymista to człowiek. Który uważa, że żyje w najlepszym ze światów; pesymista zaś uważa, że ten pierwszy może mieć rację". Lepiej dla ludzi, by przyjęli, że nasze myśli nie są nami. Jeżeli utożsamiamy się z umysłem podporządkowanym EGO i rządzącymi od dawna światem paradygmatami, stłumimy to najważniejsze – duchową JAŹŃ i otwarcie się na prawdy duchowe i niezbędna dla rozwojowej egzystencji moralność. Często przecież słyszymy wykształconych ludzi czy wręcz naukowców, którzy tak się zżyli ze swymi procesami myślowymi, przekonaniami i dokonaniami, że ich inteligencja sama w sobie nie może nawet zbliżyć się do zrozumienia pozaempirycznej natury świata. Vide zaciekły ateizm i negowanie wszystkich zjawisk wykraczających poza wyjaśnienia naukowe.

 

Ludzie nie chcą czy nie potrafią zrozumieć, że los społeczeństwa, ba, całej populacji, zależy od nich samych, że ludzkość jest taka, jaki jest moralno-ideowy poziom jej członków, a postęp społeczny w aktualnym paradygmacie cywilizacyjnym ma ścisły związek z szeroko pojętą ekonomiką i jej rozwojem, a ta jest teraz chora, nakierowana na maksymalny zysk ponad wszystko. Dlatego tak bardzo potrzebna jest moralna polityka, bo przecież jeszcze długo lub wcale od polityki nie uciekniemy. Ostatnio przeczytałem przypomnieniowo i rozrywkowo „Wiedźmina" A. SAPKOWSKIEGO. Wykreowany jest tam świat ekspansywnej ludzkości eksterminującej rasy elfów, niziołków i krasnoludów oraz obraz polityki nakierowanej na nieustanna walkę o wszelkie dobra, terytoria, interesy elit władzy, zyski, spełnianie chorych ambicji, a wszystko okupione rozlewem krwi, przemocą, gwałtem i pomiataniem szarym człowiekiem – miałem wrażenie, że śledzę historię własnych przodków i burzliwe dzieje ziemskiej polityki. Było to bardzo zbieżne z moja percepcją świata. W rozmowie krasnoludów o ówczesnej książkowej rzeczywistości tkwią przecież dzisiejsze prawdy. Nie powstrzymam się więc od streszczenia tej rozmowy, bo mieści się znakomicie w temacie mojej pisaniny.

 

Krasnoludy proponują robić karierę w polityce, bo w każdym innym interesie duża konkurencja. A w polityce dureń na łapowniku i złodziejem pogania. Łatwo się wybić. Trzeba trochę sprytu i bystrej obserwacji. Polityka demoralizuje i upadla narody. Deprawuje cywilizację. W zamian osmradza i niszczy życie. Jak mawiał pewien król zaglądając po defekacji do nocnika: „Rozum nie jest w stanie tego ogarnąć".

 

Tu dygresja w stylu: Polityka jest jak droga i ekskluzywna kurwa – zaspokaja niewyżyte potrzeby, zachcianki i wynaturzenia niezdolnych do prawdziwej miłości i empatii niemoralnych degeneratów.

 

Wracam do Sapkowskiego: Krasnolud peroruje, że zło tłumaczy filozof nie zaznawszy ohydy niejednej egzystencji; to przejaw działań Chaosu, z którego powstał Ład, a ten trzeba programowo zakłócać. Wszystko zbudowane przez Ład wcześniej czy później minie. Jasność mądrości, promień nadziei, przyjazne ciepło ogarnie ciemność, a w niej będą kły, pazury i krew. Procesowość zdarzeń sprzężona z postępem zmieniła proporcje dotychczasowych poczynań. Racja istnienia i racja bytu zostały zachwiane. Walka Dobra ze Złem toczy się teraz na innym polu bitwy i inne są taktyka i strategia tej walki. Zło przestało być chaotyczne. Nie jest już ślepą i żywiołową siłą, której od przypadku do przypadku przeciwstawiało się Dobro. Dziś Zło rządzi się prawami, bo te prawa mu przysługują jako systemowe bezprawie, w myśl rozmaitych traktatów, porozumień, ustanowień, kodeksów i racji, w tym zwłaszcza racji stanu. To właśnie wina wszechobecnej polityki. Zmian, którym wciąż ulega świat. Tak zwany rozwój i postęp. Ten postęp jest jak stado świń łażących po gumnie i obejściu. Daje rozliczne korzyści – kiełbasę, golonkę, słoninę, schab, zimne nóżki w galarecie. Nie wypada więc narzekać, że wszędzie nasrane.

 

Postęp będzie na dłuższą metę rozjaśniał mroki. Pod warunkiem, że będzie miał dla kogo. Lecz ciemność nie od razu ustąpi i na pewno nie bez walki. Postęp przecież po to jest, nie przymierzając, jak dupa do srania. Będzie więc coraz jaśniej, mniej zaczajonego w mrokach Zła, być może nastanie czas, gdy przestaniemy wierzyć, że gdzieś na nas cos czyha i będziemy wstydzić się takich lęków. Ale Zło będzie zawsze, od czasu do czasu pokazując kły i pazury, strasząc swym szkaradnym i drwiącym obliczem, świadome konieczności swej przeciwwagi. Chyba że – co prawdopodobne – ciemność brzemienna Złem to stan ducha, nie materii. Do walki z czymś takim trzeba zupełnie innych kwalifikacji. Najwyższy czas się uczyć i wychowywać, a nade wszystko – rozumieć.

 

Ta dyskusja Krasnoludów uświadamia nam rolę pisarza czy poety w doniosłości przekazów obserwacji faktów i wniosków, a także ważności przewidywania i ostrzegania. A czym innym jest wiersz noblisty Czesława MIŁOSZA, jeśli nie ostrzeżeniem dla tych, którzy nasz los dzierżą w swoich rękach?

 

„KTÓRY SKRZYWDZIŁEŚ"

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

Gromadę błaznów koło siebie mając

Na pomieszanie dobrego i złego.

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili

Cnotę i mądrość tobie przypisując,

Złote medale na twoją cześć kując

Radzi, że jeszcze dzień jeden przeżyli.

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.

Możesz go zabić – narodzi się nowy.

Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy

I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta.

 

Cz. MIŁOSZ nie ogranicza się tylko do ostrzeżenia krzywdziciela. Doświadczony blaskami i cieniami życia, piewca martyrologii narodu, dotknięty okrucieństwem przestępczej polityki światowej, kieruje swój sprzeciw bezpośrednio do sprawców losów świata:

 

„DO POLITYKA"


Kto ty jesteś, człowieku – zbrodniarz czy bohater?

Ty, którego do czynu wychowała noc.

Oto starca i dziecka w ręku dzierżysz los.

I twarz twoja zakryta

Jak golem nad światem.

Czy obrócisz w popioły miasto czy ojczyznę?

Stój! Zadrżyj w sercu swoim! Nie umywaj rąk!

Nie oddawaj wyroku niespełnionym dziejom!

Twoja jest waga i twój jest miecz.

Ty, ponad ludzką troską, gniewem i nadzieją

Ocalasz albo gubisz

Pospolitą rzecz.

Ty jesteś dobry i w gronie rodziny

Pieściłeś nieraz blask dziecinnych głów.

Ale jeżeli przeklnie ciebie - milion rodzin?

Biada! Co pozostanie z twoich dobrych dni?

Co pozostanie z twoich krzepkich mów?

Ciemność nadchodzi.

Gwarne miasta i pola, kopalnie, okręty

Na twojej dłoni, ludzkiej, jakże ludzkiej.

Patrz. Linia twego życia tędy będzie szła.

Trzykroć błogosławiony

Po trzykroć przeklęty

Władco dobra

Albo władco zła.

 

co-tam-panie-w-polityce-4

 

Dzisiejsza światowa polityka „jaka jest, każden widzi". Kryzysy dotykając przede wszystkim obywateli państw, oddalenie polityków i rządów od własnych narodów, priorytetowe interesy różnego autoramentu lobbystów – krezusów, bieda i nędza szeregowych członków społeczeństwa wypracowujących te bogactwa dla bezwzględnych decydentów o losach świata, no i nieustające protesty pokrzywdzonych strajki, manifestacje, zamieszki i przewroty zdesperowanych, tłumione krwawo oraz wojenne jatki w różnych zapalnych rejonach Ziemi. Do tego dochodzą terroryzm, nienawiści etniczne i religijne. Początek XXI wieku świadczy o tym, że jak zwykle historia XX wieku niczego polityków nie nauczyła. Przy tym wszystkim postęp kroczy swoją drogą, nauka – często tłumiona przez pilnujących swych interesów władców świata – zadziwiająco szybko prze do przodu. Galopujący rozwój nanotechnologii i fizyki kwantowej informatycznie zmienia oblicze świata. Już nazywamy Ziemię „globalna wioską". Stajemy się społeczeństwem informatycznym. Wszechobecna informacja elektroniczna skraca dystans między narodami, państwami, kontynentami. Czy ktoś chce czy nie – globalizacja nieuchronnie postępuje wielkimi krokami. Jednocześnie co mądrzejsi naukowcy, filozofowie, pisarze i poeci alarmują o eskalacji starych i nowych zagrożeń cywilizacyjnych, stwierdzając generalnie, że świat nasz w tym kształcie obecnym nie ma przyszłości i jeśli nic się nie zmieni, to grozi mu autoxenocyd i to najdalej za 200-300 lat!

 

Być może nastąpi w końcu opamiętanie, przewartościowanie mentalności, o ile nie dojdzie do skutku żadna teoria spiskowa, np. opanowanie świata przez synarchistów, wytracenie połowy ludności i matriksowo-czipowe zniewolenie reszty populacji – i cywilizacja ludzi przetrwa – to nieuchronnie dojdzie do globalnej integracji państw i narodów w jedno wielkie ziemskie społeczeństwo, czy to się komu podoba czy nie, bo taka jest prawidłowość rozwoju cywilizacyjnego. Wymaga to przeorganizowania pokoleniowego całej społecznej struktury świata, wyjścia na zewnątrz planety; powinna nastąpić penetracja całego Układu Słonecznego i jego zagospodarowanie, by w perspektywie sięgnąć gwiazd.

 

Nie chcę się silić na wymyślanie nowej utopii, nawet bowiem jeśli cywilizacja przetrwa – to okres integracji zdecyduje, czy w końcu nie zginie. Przypomnę tylko, że szybko rozpadły się chrześcijańskie gminne komuny, okres imperialny takoż, feudalizm zmroczył krwią, ciemnotą i religijnym szaleństwem, kapitalizm krzywdę ludzką utopił w spektakularnych wojnach i rewolucjach, które zebrały swoje krwawe żniwo, próba naukowego komunizmu, mimo teoretycznej wspaniałości, została zamieniona w zbrodniczy totalitaryzm i spłynęła krwią i nieszczęściem milionów ofiar i cierpieniem więźniów gułagów i syberyjskich zsyłek, hitlerowski nazizm nie zawahał się przed zagładą narodu w dymiących krematoriami obozach śmierci i wielomilionową hekatombą z życia międzynarodowych ofiar, a i później, aż do dzisiaj, nie obyło się bez krwawych jatek i różnorodnej przemocy.

 

Dlatego, aby integracja się powiodła, trzeba przede wszystkim zbudować społeczeństwo o wysokiej moralności i duchowości (nie mylić z jakąkolwiek religią), a zwłaszcza należy tego wymagać od wszelkiej maści przywódców. To praca od teraz przez liczne pokolenia. Dlatego tak ważny jest fizyczny i duchowy (jeszcze raz powtarzam, by nie mylić wiary i duchowości z religią!) rozwój człowieka, jego dobre wychowanie od dziecka.

 

Tu konieczna jest dygresja wynikająca z moich obserwacji. Dzisiaj dzieci zostawiane są przeważnie samopas przez rodziców zabieganych w pracy lub poszukiwaniu jakichkolwiek dochodów, albo robiących tzw. karierę. Nie mają przeważnie czasu dla swych pociech. Częściowo, ale niekoniecznie, sytuację ratują przedszkola, ale te nie są w stanie wyrobić odpowiednich cech i nawyków, czy zlikwidować nieprawidłowości, albo wręcz niewłaściwie indoktrynując te dzieci. Natomiast zmęczeni rodzice prócz zapewnienia niezbędnych podstawowych potrzeb dziecka (i to nie wszyscy i nie zawsze) stosują tzw. spychologię w wychowaniu, aby mieć wreszcie święty spokój.

 

Tymczasem dobre nawyki czy przyzwyczajenia powstają z postępków właściwych, charakter kształtuje się w dużej mierze z przyzwyczajeń, a los dziecka będzie zależał również od jego charakteru. Najtrudniejszą sprawą zarówno dla wychowanka, jak i rodzica czy wychowawcy jest przezwyciężanie własnego egoizmu i konsekwencja w prowadzeniu rozwoju dziecka, rozmowy, zabawy, częste kontakty, wspólne przedsięwzięcia i zapadające w umysł dobre przykłady postępowania. Nie pomoże tu moralizowanie – czasem wręcz odwrotnie – bo egoizm to nie jest tylko źródło zła, lecz naturalny, pierwotny instynkt służący również samoobronie szeroko pojętej. Dlatego tak ważne jest mądre kontrolowanie, konsekwencja w wymaganiu potrzebnych potem w życiu zachowań, korygowanie błędów akceptowane przez dziecko poprzez trafne tłumaczenie, po prostu poświęcanie czasu dziecku, przezwyciężanie własnej wygody i co bardzo ważne – zaślepienia destrukcyjnej miłości.

 

co-tam-panie-w-polityce-5

 

Wciąż aktualne jest więc powiedzenie Jana ZAMOJSKIEGO: „Takie będziemy mieli Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie", można je transponować na pokoleniowe kształtowanie mądrych i empatycznych ludzi, którzy muszą dać sobie radę z wyzwaniami przyszłości, zwłaszcza w zintegrowanym świecie. W takim świecie bowiem wszelka władza powinna składać się z mędrców o nieposzlakowanych walorach moralnych. Będzie całkowicie inny model władzy. Zabawię się w fantastę i wyobrażę sobie Światową Radę Skojarzeniową wybraną przez delegatów poszczególnych regionów świata, które przy całej integracji zachowają swoja dobrą tradycję i kulturę oraz tolerancję dla specyfiki innych regionów. Wiadomo, że istotą życia, także życia społecznego, jest ścieranie się przeciwieństw, cykliczność gromadzenia skutków doświadczeń, syntezy danych i eksplozji nowego, pobudzanie i hamowanie. Kojarzenie tego wszystkiego i wyciąganie właściwych wniosków daje możliwość regulacji i koordynacji wszystkich procesów według realnych możliwości organizmu społecznego. Wtedy wzajemne oddziaływanie sprzecznych sił może być podstawą harmonii społecznej. Trzeba będzie także zmienić nastawienie do własnej planety, chronić naturę, nie eksploatować i nie ranić jej struktury, przejść na wykorzystanie naturalnych źródeł energii, być może także (oby!) niewyczerpanej energii „pola zerowego" przenikającego materię piątego wymiaru. Surowce trzeba będzie znaleźć poza planetą. Do dyspozycji jest na początek cały układ Słoneczny. Z Ziemi należy uczynić ogród i mateczniki własnego przecież kosmicznego domu.

 

Naprawdę chciałbym zostać choćby umiarkowanym optymistą. Ale jeżeli powyższa wizja się kiedyś ziści, ja zobaczę rezultat spoglądając już na to z zupełnie innego świata.
Dawno temu Majowie pozostawili po sobie dumną i zastanawiającą sentencję minionej rasy: „Ty, który najpóźniej ukażesz tu swoje oblicze! Jeśli twój rozum pojmuje, zapytasz: czym jesteśmy? Zapytaj zorzy, zapytaj lasu, zapytaj fali, zapytaj burzy, zapytaj miłości. Zapytaj ziemi, ziemi cierpień i ziemi ukochanej. Czym jesteśmy? Jesteśmy – Ziemią!"

 

Wrocław, wrzesień 2013r.

 

Autor: Piotr Stanisław Issel

© Katarzyna Georgiou

Źródło: http://www.eioba.pl

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: