Czytam – Czy To Czyni Mnie Lepszym?

Czytam – Czy To Czyni Mnie Lepszym?

 

Jestem osobą czytającą, wielu moich znajomych też. Gorąco popierałam, popieram i będę popierała wszelkie akcje popierające czytelnictwo. Jednocześnie jednak jestem zdania, że z obcowaniem z literaturą jest jak z rysowaniem. Bieganiem. Footballem. Słowem: z każdą aktywnością, która zapełnia nam wolny czas. Po prostu – ja, Daria, w chwili wytchnienia lubię usiąść i zatopić się w świecie wykreowanym przez autora, a Piotrek woli popływać, Zosia pospacerować, Kasia iść do kina. Nie jest to nic złego, ot, zwykłe osobiste preferencje. Akcje propagujące czytanie? Jasne, że są dobre, ale cudów od nich wymagać nie można – nie stanie się cud, nie da rady przekonać każdego jednego człowieka, że książka jest czymś pięknym. Należy się cieszyć z każdej nawróconej osoby, nawet jeżeli w wyniku danej akcji będzie taka osoba jedna. To zawsze jakiś sukces.

 

Chyba dla nikogo – no, może poza tymi ludźmi, którzy nie posiadają kont na portalach społecznościowych typu Facebook – nie jest szokiem, że powstają strony o nazwach takich jak Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki czy Czytam książki. Tak, jestem zajebista. I tak, przyznaję bez bicia: sama kliknęłam Lubię to!, jak w przypadku wszystkiego, co związane z literaturą, a co wpadło mi w oko. Tylko że od pewnego czasu, kiedy widzę, co na tych fanpage'ach się wyrabia, włosy stają mi dęba, ręce opadają, a szczęka opada. I nie chce wrócić na miejsce.

 

Miałam nadzieję, że tytuły tych wszystkich stron to tylko chwyt reklamowy, mający na celu przyciągnąć jak największą liczbę osób. To w sumie logiczne – przecież naszą uwagę przyciągają rzeczy, które czymś się wyróżniają, mają w sobie coś niemal magicznego. I tak szybciej klikniemy Lubię to! przy stronie, która nazywa się Czytam książki. Tak, jestem zajebista niż przy takiej, której nazwa to Stowarzyszenie moli książkowych, po prostu – człowiek potrzebuje odrobiny kontrowersji, żeby się czymś zainteresować, coś zauważyć. To normalne. Powracając do tematu dzisiejszego wpisu, niestety, w wielu przypadkach na tytułach się nie kończy. Strony, które mają w założeniu – przynajmniej według mojej logiki – propagować czytelnictwo, zachęcać do niego, zamieniają się w siedliska osób, które uważają się za władców świata tylko dlatego, że czytają, przy czym wykazują się kompletną ignorancją w stosunku do tych, którzy mają inne pasje, inne sposoby spędzania wolnego czasu. Ja się pytam: jakim prawem? Kto zezwala ludziom na tego typu samosądy? I - przede wszystkim – skąd w ludziach taka pogarda, powiedziałabym, że nawet nienawiść do inności? Przecież wydawałoby się, że regularny czytelnik to osoba oczytana, winna utrzymywać dość wysoki poziom, zarówno wiedzy, jak i kultury osobistej. Niestety, uparte wyśmiewanie ludzi o odmiennych pasjach, pokazywanie im, że są gorsi, automatycznie ten poziom zaniża, nie pozwala mu być dostatecznie wysokim!

 

Ja sama dziwię się, jak można nie lubić czytać. Dziwię się tym bardziej dlatego, że znam osoby, które tej aktywności polubić nawet nie spróbowały. A raczej spróbowały, ale na swój, pokrętny sposób: po prostu spojrzały na książkę, najczęściej grubą i najczęściej lekturę – bo przecież co zniechęci do czytania bardziej niż jego OBOWIĄZEK? – i powiedziały nie, nie lubię. Takie podejście przechodzi ludzkie pojęcie. Mimo wszystko jednak uważam za swój obowiązek akceptować, tolerować nawet to. Bądź co bądź, nie moje życie, nie moja broszka. Ja mogę spróbować zachęcić zbłąkaną owieczkę (uwaga, zwrot ten nie został użyty w celu obrażenia kogokolwiek!), ale nikogo nie mogę do czytania zmusić. A już tym bardziej obrażać. Wyśmiewanie to najgorszy, przynoszący najmarniejsze skutki sposób przekonania człowieka do czegoś.

 

Żebyście sobie nie pomyśleli, że jestem jakąś świętą, co to się z samego nieba na urlop urwała. Czasem są chwile, kiedy czuję się lepsza. Ba, nawet często. Bo jakże nie czuć się lepszym od kogoś, kto nie dość, że nie czyta, to jeszcze ma ubogie słownictwo, problemy (zamieniające się często wręcz w niemożność) z wysławianiem się – a przynajmniej takim, by ktokolwiek zrozumiał, co się miało na myśli – i od kogoś, kto nie potrafi samodzielnie kreować własnych poglądów i opinii? A przecież czytanie nie równa się głupocie. Nie zawsze. Nie musi tak być, jednak czasem jest – i takie wyjątki od reguły kłują w oczy najbardziej.

 

A Wy, drodzy czytelnicy? Jak zapatrujecie się na problem osób, które czują się lepsze od nieczytających, bo czytają? Pochwalacie ich zachowanie? Potępiacie? Są przypadki, kiedy jesteście w stanie to zrozumieć, wręcz usprawiedliwić, a nawet – poprzeć?

 

by Daria.

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: