Relacja Z Tron Night

Daft Punk i „TRON: Dziedzictwo" – fantastyczny efekt trzyletniej pracy...

Kina na całym świecie żyły wczoraj tylko jednym wydarzeniem - Tron Night. Wytwórnia Disneya zaprezentowała fanom trwające 23 minuty klipy z superprodukcji "Tron: Dziedzictwo". Tylko w samej Polsce można było je zobaczyć w ponad 30 miastach.
Obok prezentujemy Wam opinię Agnieszki, która uczestniczyła w pokazie, który odbył się w Sosnowcu...

 

********************************

Zespół Daft Punk, czyli DJ-e Guy Manuel de Homem-Christo i Thomas Bangalter, to niezwykle cenieni pionierzy łączenia muzyki house, funky, elektro, techno i całego spektrum szeroko rozumianej muzyki tanecznej z rockiem. Pierwszego singla wydali w 1993 roku. Wielkim powodzeniem cieszył się ich albumowy debiut „Homework" (1997). Potem duet wydał jeszcze dwie cenione płyty studyjne – „Discovery" (2001) oraz „Human after All" (2005), i dwie koncertowe – „Alive 1997" i „Alive 2007". W swojej twórczości grupa inspirowała się m.in. kultowym w latach 80. filmem „TRON". Już niebawem na naszych ekranach będziemy oglądać jego kontynuację – „TRON: Dziedzictwo", zrealizowaną w technologii 3D. Jedną z pierwszych decyzji reżysera Josepha Kosinskiego było powierzenie napisania muzyki właśnie grupie Daft Punk. Członkowie zespołu odnieśli się do pomysłu z entuzjazmem i uczestniczyli w pracy nad filmem od bardzo wczesnego etapu, w sumie przez trzy lata, pracując nad ścieżką dźwiękową łączącą harmonijnie brzmienia elektroniczne i orkiestrowe. Daft Punk mieli wielki wkład także w pozamuzyczne efekty dźwiękowe. – W naszym filmie jest ponad 100 minut muzyki, niezwykle ściśle powiązanej z obrazem. Szczerze mówiąc, trudno byłoby już sobie wyobrazić obrazy bez tej muzyki i starannie dobranego tła dźwiękowego – komentował z zadowoleniem reżyser. „TRON: Dziedzictwo" to film olśniewający wizualnie. Muzyka Daft Punk sprawia, że zyskuje jeszcze większą siłę.
Sam (Hedlund), syn Kevina Flynna (Bridges), poszukuje przyczyny nagłego zniknięcia swego ojca. Zostaje wciągnięty do cyfrowego świata, w którym Kevin żył przez ostatnie 25 lat. Wraz z lojalną powierniczką Kevina, Quorrą (Olivia Wilde), ojciec i syn wyruszają na wyprawę przez wizualnie olśniewający, cybernetyczny wszechświat, który rozwinął się w niewyobrażalny sposób i stał się nadzwyczaj niebezpieczny.

 

„TRON: Dziedzictwo" na ekranach od 31 grudnia
(pokazy przedpremierowe od 25 grudnia)!

 

Teledysk Daft Punk – Derezzed:

 

 

********************************

Nowa gwiazda zalśni pod okiem Jeffa Bridgesa w filmie „TRON: Dziedzictwo"

 

31 grudnia (wcześniej, bo już od 25. na pokazach przedpremierowych) pojawi się w kinach kontynuacja kultowego filmu „TRON" z lat 80. – „TRON: Dziedzictwo", zrealizowany w technologii 3D. Do kluczowej roli genialnego twórcy gier komputerowych, zaginionego przed 25 laty Kevina Flynna (i jego młodszej wirtualnej wersji, Clu 2.0) pozyskano świeżo upieczonego laureata Oscara za „Szalone serce", Jeffa Bridgesa, który zagrał także w pierwszym „TRON-ie". Następnie rozpoczęto szeroko zakrojone poszukiwania odtwórcy roli syna Kevina, Sama, będącego główną postacią filmu. – Postanowiliśmy, że to będzie przede wszystkim opowieść o ojcu i synu – mówił reżyser Joseph Kosinski, a producent Sean Bailey podkreślał: – Syn został głęboko zraniony, wychowywał się przecież bez ojca. Teraz niespodziewanie ma szansę go odzyskać. Wszystkie fabularne perypetie i nowinki techniczne oraz widowiskowe atrakcje miały służyć temu głównemu tematowi. Przesłuchano kilkuset młodych aktorów i wybrano Garretta Hedlunda („Światła stadionów", „Twarda sztuka"). Poddano go intensywnemu treningowi, jego bohater jest bowiem fanem sportów ekstremalnych, które uprawia, ryzykując życiem. Hedlund uczył się więc technik jazdy na motocyklu, walki wręcz, capoeiry, chodzenia po linie. Bridges otoczył młodego aktora niemal ojcowską opieką. – Jest niezwykle towarzyski i dowcipny, a przy tym po prostu mądry. Zawsze warto posłuchać, co ma do powiedzenia – mówił o swym mistrzu Hedlund.
Sam (Hedlund), syn Kevina Flynna (Bridges), poszukuje przyczyny nagłego zniknięcia swego ojca. Zostaje wciągnięty do cyfrowego świata, w którym Kevin żył przez ostatnie 25 lat. Wraz z lojalną powierniczką Kevina, Quorrą (Olivia Wilde), ojciec i syn wyruszają na wyprawę przez wizualnie olśniewający, cybernetyczny wszechświat, który rozwinął się w niewyobrażalny sposób i stał się nadzwyczaj niebezpieczny.

 

„TRON: Dziedzictwo" na ekranach od 31 grudnia (pokazy przedpremierowe od 25 grudnia)!

Olivia Wilde opowiada o świecie TRONu:

 

 

********************************

Relacja - Tron Night
by Agniecha (Agnieszka B.)

 

28. października pomiędzy godziną 19:00 a 20:00, w 30 miastach w całej Polsce (w tym także w moim rodzinnym Sosnowcu) rzesza fanów zgromadziła się w sieci dochodowych multipleksów Helios i Cinema City na wydarzeniu jakim był przedpremierowy pokaz 23 minut najbardziej oczekiwanego widowiskowego filmu tego roku "Tron: Dziedzictwo". Wydarzenie to odbywało się na skalę światową, miliony fanów w jednym czasie oglądało przedsmak tego co cały świat będzie mógł obejrzeć już 16. grudnia, a my (jak zawsze opóźnieni) najwcześniej w Sylwestra (31.grudnia). Ja do fanów filmu nie należę, jednakże po bardzo widowiskowym zwiastunie nabrałam ochotę nie tylko na sam film, ale i na uczestnictwo w "Tron Night".Na samym wstępie zaskoczona byłam strasznie małą ilością osób znajdujących się na 90 osobowej sali. Kolejnym zaskoczeniem było to, że nie dostałam plakatu (a niby po co tam szłam, jak nie dla niego?), jednakże ze względu na stan zdrowotny nie miałam ochoty maltretować młodej studentki pytaniami, czy też ewentualnie pastwić się nad jej niewiedzą, bo już i tak miała problemy ze znalezieniem mojego taty na liście. Nie mniej w końcu weszliśmy na salę i tam też zostałam zaskoczona brakiem reklam - a wiemy, że to w kinie dość niecodzienne zjawisko. Pospiesznie założyłam okulary 3D - nie to, żeby były od razu konieczne przy ciekawym przywitaniu ze strony reżysera, aczkolwiek w nieodgadnionej panice pospiesznie to uczyniłam.

 

relacja-z-tron-night-2

 

Wstęp wstępem, a ja czekałam na coś konkretnego chociaż w zasadzie wiedziałam czego się spodziewać.
W sumie zobaczyliśmy 5 scen.
Scena 1 (któraś tam z kolei) - Rozmowa młodego i całkiem nie najgorszego z wyglądu Seana Flynna z przyjacielem jego zaginionego ojca, który to twierdził, że dostał od niego wiadomość na takie starożytne urządzenie jak pager, z biura, które od dawna już nie jest w użytku.
Scena 2 - Młody Flynn oczywiście wybiera się w przejażdżkę do tegoż biura i tam odnajduje tajne pomieszczenie z dość ciekawym biurkiem, które, w moim mniemaniu, jest idealnym sposobem na oszczędność miejsca.
Scena 3 - Sean ląduje sobie w cybernetycznym świecie i zostaje pojmany przez jakichś świetlnych strażników, bo przecież był jakimś pokracznym programem bez dysku. Ponadto wyznaczają go do udziału w Igrzyskach.
Scena 4 - Sean bawi się w rzucanie dyskami ze swoim przeciwnikiem. Myśli, że to koniec zabawy, gdy wygrywa, ale bohaterowie zawsze są naiwni w tym względzie.
Scena 5 - fascynująca ucieczka Flynna wraz z tajemniczym kierowcą przed programami w pomarańczowe paski. Ucieczka ma finał w górach, gdzie Flynn spotyka swojego starego ojca - Kevina, który przez lata poddawał się medytacji na poduszeczce w dziwnej otoczce.
Całość zakończona była zlepkiem różnych innych ciekawszych scen z filmu, coś na wzór trailera, który ma jeszcze bardziej zachęcić do obejrzenia całości. Mnie oczywiście nie będzie trzeba zachęcać, bo już przed "Tron Night" wiedziałam, że umrę jak nie obejrzę tego filmu w kinie. Nie mniej teraz wiem jedno, koniecznie musi być to IMAX. Gdyż na dziwacznych okularach heliosowskich obraz mi się rozjeżdżał, nie mówiąc już o zbyt rozluźnionych uchwytach, które powodowały, że co chwilę zjeżdżały mi z nosa. Oglądając film ponadto miałam nieodparte wrażenie, że nie powinien być on wyświetlany w technologii 3D, gdyż nie ma w nim takich scen, jak przykładowo w "Avatarze". Wygląda to prędzej na technikę zastosowaną w "Alicji w krainie czarów", gdzie w ogóle nie miało się wrażenia, że ogląda się film 3D. A szkoda, bo efekty filmu "Tron" są powalające i już nie mogę się doczekać aż obejrzę je w całości. Cieszy mnie też to, że tak jak oczekiwałam pokaz został zrównoważony - były sceny akcji, ale były też i sceny gadane. W ten sposób nie pokazano za dużo, ale jednocześnie zachęcono widza do odwiedzin w kinie w grudniu.
Z niecierpliwością oczekuję chociaż i tak wydaje mi się, że rozgryzłam ten film po zaledwie 23 minutach projekcji. Będzie się działo, będzie to niezwykłe widowisko, ale i tak pewnie będzie to pusta produkcja nie różniąca się niczym od poprzedników. Pożyjemy, zobaczymy, a tymczasem do zobaczenia w kinie na seansie "Tron: Dziedzictwo".

 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: