FILMY I SERIALE NA WAKACJE

Michał Lipka

FILMY I SERIALE NA WAKACJE

 

Wakacje coraz bliżej, ale jak to z wakacjami bywa, nie zawsze pogoda sprzyja wypoczynkowi poza domem. Z okolicznościami też bywa różnie. Co wtedy? Ja najbardziej polecam jakąś książkę, ale że nie samą książką człowiek żyje, warto czasem także obejrzeć coś w telewizji. Wyborów oczywistych jest cała masa, pozwólcie więc, że skupię się na rzeczach mniej typowych, ale wartych poznania. Rodzimych, familijnych dziełach, które łatwo jest zignorować, znając poziom polskiej kinematografii, ale lepiej tego nie robić, bo mogą okazać się pozytywnym zaskoczeniem.

 

A zatem od czego warto zacząć? Na pewno od klasycznego, świętującego w tym roku sześćdziesięciolecie powstania filmu „Szatan z siódmej klasy” opartego na kultowej powieści Kornela Makuszyńskiego. Potem w roku 2006 powstała nowa wersja, w tym serialowa, ale ją lepiej niestety przemilczeć. Jednakże produkcja z roku 1960 wciąż robi wielkie wrażenie. Czarnobiały film o skromnym budżecie jest bowiem wzorcowym przykładem rodzimych obrazów przygodowych z sensacyjną nutą. Klimatyczny i ciekawie poprowadzony, może staromodny, ale nadal sympatyczny, pokazuje nam losy niejakiego Adasia Cisowskiego, ucznia z detektywistycznymi zapędami, który wpada na trop tajemnicy z czasów wojen napoleońskich. Sekrety, przygody, zagrożenia, młodzieńcze uniesienia… Czy trzeba czegoś więcej od kina wakacyjnego?

 

W podobnych klimatach utrzymane są dwa seriale z 1971 roku, a dokładniej „Pan Samochodzik i templariusze” oraz „Wakacje z duchami”. W pierwszym z nich dostajemy opowieść o historyku sztuki i zarazem detektywie amatorze, posiadaczu niezwykłego auta, który wpada na trop tytułowego skarbu. W drugim trójka chłopców spędza wakacje u cioci niedaleko zamku, w którym rzekomo starszy. Gdy pojawiają się duchy, a wokół budowli przybywa tajemniczych jegomości, dzieci decydują się odkryć, co tak naprawdę dzieje się w okolicy.

 

Dobre aktorstwo, niezły klimat, sporo humoru… Obecne seriale i filmy oparte na tych samych schematach są porażkami, jednak dzieła sprzed pół wieku są zupełnie inne. Wciągają, nie są naiwne, a nawet gdy pojawiają się infantylne elementy, mają one swój urok.

 

Zostawiając na chwilę seriale z elementem quasifantastyki i sensacyjnych tajemnic, warto przyjrzeć się kilku innym produkcjom z lat 1967-1977, które znakomicie nadają się na wakacyjny seans. Pierwszy z nich, „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” to seria komicznych przypadków, jakie spotykają pewnego pechowego chłopca. Kolejny, „Podróż za jeden uśmiech”, zabiera nas w wyprawę z Krakowa nad morze, którą dziecięcy bohaterowie muszą odbyć nie mając grosza przy duszy i starając się znaleźć kolejne środki transportu. Nieco odejściem w inne rejony wydaje się serial „Stawiam na Tolka Banana”, o bandzie dzieci, które za wzór obrały sobie tytułowego Tolka, uciekiniera z poprawczaka, ale w rzeczywistości doskonale pasuje on do powyższych tytułów. Powrotem do wakacji staje się natomiast sympatyczna produkcja (równie udana w wersji filmowej, co serialowej) oparta na książce Hanny Ożogowskiej, „Dziewczyna i chłopak”, traktująca o bliźniakach, które na czas wakacji zamieniają się miejscami i trafiają w miejsca pierwotnie dla nich nieprzeznaczone.

 

Po wszystkich tych klasycznych już dziełach, na których wychowało się pokolenie naszych rodziców i dziadków, przeskoczmy nieco w czasie, tym razem do seriali, na których wychowałem się ja. Do dziś pamiętam, z jakim zapałem śledziłem kolejne ich odcinki i jak czekałem na ciąg dalszy. A że wciąż są one łatwo dostępne, warto się za nimi rozejrzeć.

 

Pierwszą z tego typu produkcji jest udany polsko-australijski twór „Dwa światy”, traktujący o grupie młodzieży, która na obozie odkrywa przejście do niezwykłego świata, gdzie magia i dziwna technika koegzystują ze sobą w realiach rodem z naszego średniowiecza. Drugi to polsko-niemiecka „Tajemnica Sagali” ukazująca przygody dwóch chłopców, których fragment kosmicznego kamienia rzucił w podróż w czasie. Słabszy od nich, głównie ze względu na przeciętne aktorstwo i słabe efekty specjalne, ale nadal wartym obejrzenia pozostaje „Gwiezdny pirat”, w pełni polska produkcja traktująca o grupie dzieci, fanów książki „Tajemnica Żywodębu”, którzy trafiają do domu autorki, by odkryć, że to co opisała na stronach powieści może być prawdą, która wciągnie ich w pełną niebezpieczeństw i tajemnic przygodę.

 

Kolejna warta nadmienienia pozycja to polsko-niemiecki serial z 1999 roku, „Słoneczna włócznia”, o tytułowym przedmiocie odkrytym w Andach i pewnym kosmicie, który zaprzyjaźnia się z dwunastoletnim chłopcem. A jeśli macie już dość fantastyki, warto przejrzeć się serii „Sto minut wakacji”, która ukazuje nam dziennikarza i jego syna, próbujących nakręcić materiał o wakacjach znanej gwiazdy kina i jej córki. Pozostając w tym klimacie, warto też obejrzeć „Sposób na Alcybiadesa”, serial z roku 2005, który nakręcony został jednak siedem lat wcześniej, równocześnie z filmem, którego był wydłużoną wersją. O ile jednak film ze względu na hiphopowe wstawki (ktoś chciał uczynić go atrakcyjnym dla współczesnego widza, ale zamiast przenieść akcję z lat 60. do naszych czasów, porwał się na zabieg, który zamordował produkcję), serial jest naprawdę znakomity. To bowiem sentymentalna opowieść o uczniach, którzy chcieli kupić od starszych kolegów sposób na nauczycieli, by zdać nie musząc się przy tym uczyć, nieświadomi jak odmieni to ich życie.

 

Po roku 2000 niestety polskie kino i polska telewizja przestały prezentować dobre seriale dla dzieci i młodzieży. Próbowano zaserwować nam chociażby „Klub włóczykijów”, ale okazał się on porażką, a na nowe wersje takich dzieł, jak „Szatan z siódmej klasy” lepiej spuścić zasłonę milczenia. Wciąż jednak pozostają klasyki, odświeżane coraz przez telewizję i dostępne za grosze na wyprzedażach z DVD, które autentycznie warto poznać. Mam nadzieję, że Was do tego zachęciłem tym krótkim przewodnikiem. A jeśli będzie Wam mało, istnieją inne seriale, które nie do końca pasowały do tego zestawienia, ale które warto jest poznać. „Siedem życzeń”, „Wow”, „Maszyna zmian” czy jedyny dobry wyprodukowany w XXI wieku – „Magiczne drzewo” (łącznie z uzupełniającym go filmem) to tylko niektóre z nich. Pamiętajcie o nich, bo polska kinematografia to nie tylko porażki pokroju telenowel czy filmów takich, jak „Zenek”.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież

Skomentuj - Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!

  • Stwórz Konto