Recenzja sztuki "Niżyński. Zapiski Z Otchłani"

Niżyński. Zapiski z otchłani.
Reżyseria: Józef Opalski
Scenografia i kostiumy: Przemysław Klonowski
Reżyseria światła i projekcje: Marta Saint Tokarz
Choreografia: Jacek Tomasik
AKTORZY:
Romola\Kokota: Agnieszka Judycka
Sergiusz Diagilew\Emma: Sławomir Maciejewski
Wacław Niżyński: Grzegorz Mielczarek
Doktor\Oskar: Tadeusz Zięba

 

Sztuka grana w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, na scenie „miniatura". Spektakl przedstawia osobę Wacława Niżyńskiego, baletmistrza polskiego pochodzenia, uznawanego za jednego z największych tancerzy XX wieku. Wyróżniał się niesamowitą ekspresją i żywiołowością, kierował się prostotą, za piękno uważał wszystko co naturalne. W tym kierunku poszli także twórcy spektaklu ukazując nam postać istoty cierpiącej i kochającej na przemian.

 

Jest to przedstawienie człowieka w świetle jego namiętności i choroby. Za pięknym ciałem i tańcem kryła się wielka miłość, emocje i szaleństwo, co doskonale zostało odwzorowane przez Grzegorza Mielczarka. Każdy ruch, każde słowo i gest mówiły o tym co czuł Niżyński, co go niepokoiło i skazywało na ciągłe cierpienie. Choć nie jest on tancerzem, umiejętnie poruszał ciałem, tak jak powinna to robić osoba profesjonalnie tańcząca. Jednocześnie spodobała mi się jego wrażliwość i wczucie w odgrywaną rolę, moc bijąca z mówionych monologów.

 

Sztuka jest wyrazistą formą choć pełną niedomówień. Nie jest to zwyczajna biografia, to przedstawienie umysłu i emocji, bez zbędnych dekoracji, przerysowanych stroi i zbyt długich dialogów. Jest tak jak chciałby tego Niżyński, jakkolwiek to brzmi, ukoronowanie prostoty, gra ciała i techniki. Myślę, że dzięki dużym niedomówieniom każdy kto nie znał wcześniej Niżyńskiego, po powrocie z teatru, będzie chciał poznać go bardziej i wiedzieć o nim więcej. To sprytna gra pomiędzy widzem a reżyserem, która wbrew pozorom jest dobra, prowokuje ludzi do poszukiwania. Niektórzy nie są zwolennikami takich manewrów, ja jednak uważam, że teatr to również nauka a tajemnica i niedopowiedzenia muszą być jego częścią.

 

Choć nie spodziewałam się żadnych układów ani profesjonalnych tancerzy, brakowało mi tańca. Choć obraz przedstawia Niżyńskiego w okresie życia gdy nie chciał już tańczyć, poczułam niedosyt. Zakończenie mogło by być bardziej dobitne gdybyśmy mogli ujrzeć go tańczącego, lecz to tylko luźne wyobrażenie końca, który w zamyśle reżysera był taki a nie inny, więc można go tylko oceniać. Po spektaklu spotkałam się z podobną opinią jednej osoby, która stwierdziła, ze jej również brakowało tańca, choć zwróciła uwagę ja proste ruchy i gesty, które są przecież fundamentem tańca, jego pierwotną formą.

 

Gra aktorska nie narzuca żadnych wątpliwości, choć moim skromnym zdaniem czułam dyskretne niedociągnięcie ze strony Agnieszki Judyckiej. Podczas gdy mówione teksty innych aktorów brzmiały jak żywe, jej kwestie były wypowiedziane niekiedy zbyt sztucznie, jakby z jakąś manierą w głosie i wymowie. Były momenty gdy ''szła na całość" a później tak jakby jej temperament ucichał i słabł, zaczynała mówić jakby czytała z kartki.

 

Podsumowując, oceniam sztukę na 8\10, gdyż nie można nie zauważyć ogromnej ekspresji bijącej z aktorów i ogółu przedstawienia. Nie było to jednak coś, co mogło by uderzyć mnie tak dobitnie by ocenić całość na 10 punktów. Brakowało mi jakiejś końcowej eksplozji, czekałam na nią, lecz nie nadeszła... choć może miało tak być? Patrząc na wulkan emocji chciałam też zobaczyć ciało, co w tańcu jest bardzo ważne. Myślę jednak, że trzeba przyjąć to jako zaletę. Spektakl o tancerzu ale bez tańca. Przecież nie wszystko musi być takie przewidywalne i oczywiste, prawda?
Zachęcam wszystkie osoby będące zainteresowane sztuką by wybrały się na spektakl „Niżyński. Zapiski z otchłani". Bardzo polecam.

 

Autor: Dishah

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: