Są książki, w których miejsce akcji staje się czymś znacznie więcej niż tylko tłem dla wydarzeń. Są miasta, które niemal od początku zaczynają żyć własnym życiem i mam wrażenie, że właśnie taki jest Neapol w „Tylko Neapol” Sylwii Skuzy. To nie jest jedynie włoskie miasto, do którego bohater przyjeżdża, żeby zająć się kolejną sprawą. Neapol staje się częścią historii, jej atmosferą, tajemnicą, a z czasem również pewnego rodzaju sprzymierzeńcem człowieka, który sam nie do końca wie, czego właściwie szuka.
Głównym bohaterem jest komisarz Gromosław Sidorowicz, którego poznajemy w momencie, kiedy jego życie prywatne zaczyna mocno rozmijać się z tym, czego jeszcze niedawno się spodziewał. Jeszcze chwilę wcześniej z radością przygotowywał się do roli ojca, a teraz wyjeżdża, próbując uciec przed problemami, którym nie potrafi sprostać. I właśnie ten element jego historii szczególnie mnie zainteresował, ponieważ Grom nie jest tutaj jedynie policjantem prowadzącym kolejne śledztwo. Jest przede wszystkim człowiekiem, który sam znalazł się w trudnym momencie życia.
A czasami najłatwiej jest uciec.
Trudniej zostać i zmierzyć się z tym, co nas boli.
Grom trafia do Włoch początkowo w związku ze śledztwem dotyczącym polskiego obywatela. Kiedy wydaje się, że jego zadanie dobiega końca, ambasada zwraca się do niego z kolejną prośbą. Tym razem chodzi o dyskretne zapewnienie bezpieczeństwa Polce i jej córce, które uciekają z Włoch przed przemocowym mężem i ojcem.
Już sam ten wątek pokazuje, że historia nie będzie opierała się wyłącznie na klasycznym kryminale. Pojawia się tutaj temat przemocy, ucieczki i potrzeby ochrony osób, które znalazły się w sytuacji, z której bardzo trudno samodzielnie się wydostać. To nie jest łatwy temat, ale właśnie dlatego nadaje opowieści dodatkowego ciężaru emocjonalnego.
Kobieta chce rozpocząć nowe życie.
Chce uciec od człowieka, który powinien być dla niej i jej córki bezpieczeństwem, a stał się jego przeciwieństwem.
Tymczasem nad jeziorem Hańcza dochodzi do dramatu, który całkowicie zmienia kierunek wydarzeń i ponownie prowadzi Groma do Włoch.
I właśnie tutaj zaczyna się dla mnie najbardziej interesująca część tej historii.
Bo kiedy człowiek próbuje uciec od jednego problemu, czasami życie stawia przed nim kolejny. Grom wyjeżdża do Neapolu, być może mając nadzieję, że odległość pozwoli mu choć na chwilę odciąć się od tego, co dzieje się w jego życiu prywatnym. Początkowo miasto nie daje mu jednak ukojenia. Wręcz przeciwnie Neapol staje się miejscem, w którym musi zmierzyć się z kolejnymi wydarzeniami.
A jednak z czasem coś się zmienia.
Neapol zaczyna działać na niego inaczej.
I bardzo podoba mi się ten motyw. Czasami miejsce, do którego trafiamy przypadkiem, okazuje się dokładnie tym miejscem, którego potrzebowaliśmy, choć wcześniej wcale o tym nie wiedzieliśmy. Człowiek może wyjechać z domu, żeby uciec od problemów, ale nie jest w stanie zostawić samego siebie. Można pokonać setki czy tysiące kilometrów, a własne emocje i tak pojadą razem z nami.
Grom musi więc nie tylko rozwiązać sprawę, ale również w pewnym sensie odnaleźć siebie.
I właśnie dlatego jego postać wydaje mi się tak ciekawa.
Komisarz, który zawodowo powinien być człowiekiem opanowanym, logicznym i potrafiącym działać pod presją, prywatnie znajduje się w zupełnie innym miejscu. Problemy, przed którymi próbuje uciec, nie znikają tylko dlatego, że znalazł się we Włoszech. Być może jednak właśnie dystans pozwala mu spojrzeć na nie z innej perspektywy.
Neapol stopniowo zaczyna zmieniać jego główny cel pobytu.
I jestem bardzo ciekawa tego procesu.
Bo czy czasami nie jest tak, że jedziemy gdzieś z konkretnym planem, a życie pokazuje nam zupełnie inną drogę?
W „Tylko Neapol” bardzo ważne wydaje mi się również połączenie polskich i włoskich realiów. Z jednej strony mamy sprawę, która zaczyna się w Polsce, nad jeziorem Hańcza, z drugiej kolejne wydarzenia prowadzą bohatera do Neapolu.
Ta zmiana miejsca sprawia, że historia nabiera szerszego oddechu, a jednocześnie pokazuje, jak bardzo pozornie odległe wydarzenia mogą być ze sobą powiązane.
Szczególnie intryguje mnie fakt, że za kolejnymi wydarzeniami nie stoi wyłącznie kryminalna zagadka. W tle pojawiają się ludzkie dramaty, relacje, strach, ucieczka i konsekwencje decyzji podejmowanych pod wpływem emocji.
To właśnie takie historie lubię najbardziej.
Takie, w których zagadka kryminalna nie jest jedynym powodem, dla którego chce się przewracać kolejne strony.
Ważni są ludzie.
Ich wybory.
Ich słabości.
Ich tajemnice.
I to, co są w stanie zrobić, kiedy zostaną postawieni pod ścianą.
Bardzo mocno przemawia do mnie również motyw ucieczki. Czy naprawdę można uciec od przeszłości? Czy zmiana miejsca wystarczy, żeby zacząć od nowa? A może potrzebujemy przede wszystkim odwagi, żeby spojrzeć wstecz i zaakceptować to, co się wydarzyło?
Grom wyjeżdża, ponieważ nie potrafi poradzić sobie z problemami. Być może liczy na to, że Neapol pozwoli mu na chwilę oddechu. Tymczasem miasto nie daje mu prostych odpowiedzi. Zamiast tego stawia przed nim kolejne wyzwania i sprawia, że jego pobyt zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia.
I tutaj właśnie pojawia się pytanie, które zostało ze mną najmocniej:
Czy czasami trzeba naprawdę daleko wyjechać, żeby zrozumieć rzeczy, które cały czas mieliśmy przed oczami?
Neapol w tej historii wydaje mi się niemal osobnym bohaterem. Miasto pełne kontrastów, historii i własnego charakteru idealnie pasuje do opowieści, w której nic nie jest do końca oczywiste. Z jednej strony Grom przyjeżdża tutaj z konkretnym zadaniem, z drugiej z czasem coraz bardziej wciąga się w świat, którego początkowo wcale nie planował poznawać.
I właśnie wtedy kryminał zaczyna łączyć się z opowieścią o człowieku.
O jego potrzebie znalezienia odpowiedzi.
O próbie uporządkowania życia.
O poszukiwaniu spokoju, którego nie da się kupić ani znaleźć tak po prostu, nawet jeśli zmieni się kraj, język i otoczenie.
„Tylko Neapol” zaciekawił mnie również dlatego, że pokazuje, jak cienka potrafi być granica pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Grom jest komisarzem i kolejne sprawy są częścią jego pracy, ale nie można przecież zostawić emocji przed drzwiami komisariatu. Człowiek, który przez cały dzień mierzy się z cudzymi problemami, sam również może mieć własne demony.
I czasami właśnie cudza historia może zmusić go do przyjrzenia się własnej.
W tej książce podoba mi się również to, że za kryminalną warstwą można dostrzec opowieść o drugich szansach. O tym, że nawet jeśli człowiek znajduje się w bardzo trudnym momencie, nie oznacza to, że jego historia musi zakończyć się właśnie tam. Czasami potrzebny jest impuls, niespodziewane spotkanie, wyjazd albo sprawa, której wcale nie chcieliśmy prowadzić, żeby coś w nas zaczęło się zmieniać.
Może właśnie dlatego Neapol z miejsca, które początkowo wydaje się Gromowi ostatnim miejscem, w którym mógłby znaleźć ukojenie, staje się czymś zupełnie innym.
Miejscem, które zaczyna go zmieniać.
I jestem ciekawa, czy można powiedzieć, że czasami to nie my wybieramy miejsce, do którego trafiamy, ale ono wybiera nas.
„Tylko Neapol” Sylwii Skuzy widzę jako historię, w której kryminalna zagadka łączy się z emocjonalną podróżą głównego bohatera. Jest tutaj śledztwo, dramatyczne wydarzenia, tajemnice, ucieczka przed przemocą, polsko-włoski klimat, ale również człowiek, który sam próbuje odnaleźć właściwą drogę.
I chyba właśnie ten drugi wymiar tej historii zainteresował mnie najbardziej.
Bo ostatecznie nie zawsze najważniejsze jest to, dokąd prowadzi śledztwo.
Czasami ważniejsze jest to, dokąd prowadzi ono człowieka, który je prowadzi.
Grom wyjeżdża do Neapolu, żeby uciec przed problemami, ale wygląda na to, że zamiast ucieczki czeka go konfrontacja z kolejną zagadką, z ludźmi, których losy splatają się z jego własnym, ale również z samym sobą.
I właśnie dlatego mam ochotę sprawdzić, co wydarzy się dalej.
Czy Grom odkryje prawdę, której szuka? Czy uda mu się pomóc kobiecie i jej córce? Co naprawdę wydarzyło się nad jeziorem Hańcza? Jakie tajemnice kryją się za wydarzeniami, które ponownie sprowadziły go do Włoch? A przede wszystkim czy Neapol rzeczywiście okaże się dla niego miejscem ucieczki, czy może początkiem zupełnie nowego rozdziału?
Po lekturze opisu „Tylko Neapol”mam również pytanie, które bardzo chciałabym zadać innym czytelnikom:
Czy zdarzyło Wam się kiedyś wyjechać gdzieś z zupełnie innego powodu, a ostatecznie odkryć, że właśnie to miejsce było Wam potrzebne?
I jeszcze jedno czy w kryminałach lubicie, kiedy oprócz samej zagadki kryminalnej równie mocno rozwijane są osobiste historie bohaterów?
Bo ja zdecydowanie tak.
Lubię, kiedy za śledztwem stoi człowiek z własnym bagażem emocji, problemami i pytaniami, na które nie zawsze można znaleźć prostą odpowiedź. A „Tylko Neapol” zapowiada właśnie taką historię kryminalną, ale jednocześnie bardzo ludzką, w której droga do rozwiązania zagadki może okazać się również drogą do odnalezienia siebie.
Dodaj komentarz