Sięgając po „Pożegnanie jesieni” Stanisława Ignacego Witkiewicza miałam tylko mgliste pojęcie czego mogę się spodziewać. Wiedziałam z pewnością, że będzie to utwór niebanalny i nie najłatwiejszy w odbiorze. Powieść taką właśnie była i choć lektura tych niecałych czterystu stron zajęła mi relatywnie ujmując sporo czasu, to nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Potwierdziło się też, to co już o autorze widziałam, że był niezwykły, niesamowitością powoli przechodzącą w szaleństwo.
„Pożegnanie jesieni” to pozornie prosta opowieść o miłosnych zawirowaniach. Atanazy Bazakbal i Hela Bertz – to dwoje głównych bohaterów powieści. Połączeni silnym uczuciem od samego początku krążą wokół siebie w jakimś chorym zachwycie. Ślub Atanazego z ukochaną przez niego Zosią oraz Heli z księciem Prepudrech tylko skomplikowało ich, i tak niełatwą relację. Jednak ich cielesne popędy to tylko pretekst do rozważań o istocie bytu i o znaczeniu obecności każdego z nich an tym świecie. To przepełniona filozofią, metafizyką i poszukiwaniem sensu życia historia, opleciona wokół miłosnego czworokąta.
Etyka i moralność, dążenie do doskonałości, do czegoś nadającego życiu sens zostało skontrastowane z czysto zwierzęcym pożądaniem. Wzniosłość ducha i mierność ciała, któremu duch zawsze, wbrew sobie pozostaje poddanym. Nie zabrakło tu również używek. Litry alkoholu, którymi nie gardzi żaden z bohaterów opowieści, czasem tylko wzmacniane solidnymi dawkami kokainy. Uczty przeradzające się w orgie, popijawy i kokainowe mądrości to obraz dekadencji i zepsucia inteligenckiej warstwy społeczeństwa, w którym nawet, gdy pojawi się czysta uczucie, to po chwili parszywieje jak otaczająca je rzeczywistość.
Witkacy osadził swoją powieść gdzieś w okolicach przewrotu majowego, wykorzystując rozgrywającą się rewolucję w wykreowanym prze siebie, zbliżonym jedynie do rzeczywistego świecie. Już na wstępie odcina się od łączenie użytych realiów z tym, co działo się naprawdę, jednak idea rewolucji okazała się świetnym narzędziem do weryfikacji poglądów bohaterów.
Lektura „Pożegnania jesieni” nie jest łatwa. To często przeintelektualizowana proza, której fabuła jest tylko tłem dla psychologiczno-filozoficznych rozważań, rodzących się głównie w głowach Heli i Atanazego. O niewielkiej ilości bohaterów możemy powiedzieć, by stąpali twardo po ziemi, większość jest po uszy zanurzona w poszukiwaniu sensu w sztuce, filozofii lub religii, często do granic szaleństwa, a równie często z wsparciem narkotyków lub alkoholu.
Język powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza również nie ułatwia odbioru. Znajdziemy tu bardzo długie, wielokrotnie rozbudowane zdania, często z wstawkami w innych językach, choćby francuskim, niemieckim, czy rosyjskim. Nie ułatwia lektury również fakt, że są one narzędziem nie służącym do opisu rozgrywających się wydarzeń – te przemijają jakby mimochodem, a skupione są wokół relacji z pogrążania się w filozoficznych głębinach celem odnalezienia nurtu, który byłby bliski bohaterom. To powieść, którą ciężko rozgryźć a kontekście tego na ile napisana została na poważnie. Z jednej stron groteskowość ujęcia relacji Atanazego i Heli oraz ich związków z innymi, z drugiej zaś jakiś ponury determinizm towarzyszący czytelnikowi już od pierwszej strony.
„Pożegnanie jesieni” to wymagająca powieść, przy której trzeba sporo skupienia, by śledzić przytaczane przez autora filozoficzne rozmyślania. To niełatwa w odbiorze i w interpretacji historia o poszukiwaniu znaczenia i sensu życia. To groteskowo wręcz przerysowana walka czystego ducha z nieczystością ciała i jego popędów, wiodących do zatracenia i moralnego upadku. To książka wyzwanie, ale z gatunku takich, które dają sporą satysfakcję.
Dodaj komentarz