Patronat Sztukatera

Porachunki Osobiste  [2026] — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Porachunki Osobiste [2026]

Czas Czytania: Około 2 min

Informacje O Publikacji

Twórcy I Treść

Tytuł Oryginału
Porachunki Osobiste
Tłumaczenie
Brak

Wydanie I Dystrybucja

Premiera
2026
ISBN
9788382413977

Parametry I Szczegóły

Liczba Stron
256
Oprawa
Twarda
Wymiary
150 x 210 mm
Ilustracje
Brak

Opis Wydawcy

To są moje porachunki osobiste z komunizmem i z ludźmi w komunizmie. Kogo nie interesuje ich prywatność lub razi wąskość ich perspektyw, niech dalej nie czyta. Dalej mowa będzie o gnojeniu i z tego tylko wynikają moje uogólnienia i manie. Może byłem pomyłką w historii, może się spóźniłem i wygłupiałem, zgoda, ale próba postępowania zgodnie z własnym sumieniem jest zawsze probierzem uczciwości. Zresztą nie byłem jeden: każdy toczy tam taką osobistą i prywatną walkę z aparatem nacisku na świadomość, z wszechobejmującym kłamstwem, z super-pozorem. Tylko że większość zgadza się na własną klęskę, nieliczni - na tzw. honorową przegraną, jeszcze mniej - na remis. Ja nie chciałem się poddać i ustąpić może to głupie, ale przecież o to samo wojowaliśmy z Hitlerem - obowiązywała wszak wtedy zasada, że jest w końcu coś, z czego nie można ustąpić.

Z usposobienia Tyrmand był pamflecistą, z talentu i warsztatu – pisarzem własnego, niezapożyczonego od nikogo stylu. Porachunki osobiste, pisane plastycznym i barwnym językiem, ze swadą i znajomością rzeczy opisujące zarówno losy Tyrmanda, jak i warszawskie środowisko literackie, wywołały szeroki oddźwięk. Był to klasyczny tekst rozrachunkowy, w którym autor, jak to zresztą bez ogródek zapowiadał w tytule, rozliczał się z grupą, w Warszawie będącą mu solą w oku – inteligencją twórczą, we wczesnych latach 50. artystyczną awangardą stalinizmu, później jednym z podstawowych motorów moralnego fermentu i przełomu Października 56. Tyrmand uważał to środowisko za niemal bez wyjątku przeżarte moralną korozją, cyniczne i koniunkturalne, przeciwstawiał mu swoją niezłomność w latach stalinowskich. Identyczne tezy eksponowało Życie towarzyskie i uczuciowe, powieść z jasno czytelnym kluczem, wydane nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu latem 1967.

Recenzje W Sztukaterze

❦ Recenzja Opublikowana

Porachunki Osobiste

Tomasz Niedziela

„Porachunki osobiste” to zbiór esejów Tyrmanda, które ukazały się w różnych emigracyjnych periodykach. Wiele z nich jest mocno aktualnych do dziś, część nawet jawi się jako trafne przewidywanie przyszłości, a przecież pisane były ponad 40 lat temu!

Na początku autor rozprawia się z urzędnikami-aparatczykami, dzięki którym przez lata nie wydawano mu paszportu (książek także!). Wielu obecnie czytającym musi się to jawić jako kompletny absurd. Po Europie podróżujemy tylko z dowodem osobistym, a na paszport (nowy) czekamy najwyżej 2 – 3 tygodnie i tak narzekając, że to długo. Nikt już nie pamięta czasów, kiedy paszport był jednym z najbardziej luksusowych dóbr. W końcu przecież udało się Tyrmandowi wyjechać z Polski. Okazało się, że na stałe.

Jego poglądy nawet na zachodzie trochę odbiegały od myśli lewicowego salonu, który starał się zdominować naukę i kulturę. Bardzo ciekawe są jego analizy dotyczące tego, w jaki sposób Żydzi zbudowali swoją potęgę w Stanach Zjednoczonych i dlaczego nam się to nie udało. Analizuje postępowanie Włochów, Irlandczyków, którzy w jakiś sposób zaznaczyli swoją odrębność, a jednocześnie wtopili się w amerykańskie społeczeństwo.

Swego czasu czytałem analizy (nie pamiętam już gdzie i kiedy, ale lat temu sporo), że Francja jest krajem, który potrafi asymilować przybyszy i czynić z nich Francuzów. Jakoś ostatnimi czasy niezbyt się to sprawdza. Model amerykański na tym tle jawi się jako w pełni udany eksperyment, gdzie przybysze z całego świata potrafili stworzyć nowe społeczeństwo i nadal potrafią asymilować przybyszy. Może nie w sposób doskonały, ale na pewno w miarę udany. Taką samą siłę miało kiedyś Cesarstwo Rzymskie. Nie mniej prawdopodobnie właśnie z tego powodu (asymilacji barbarzyńców) jednak upadło.

Bardzo dużo miejsca poświęca autor Polakom w Ameryce – i tym znanym i tym bezimiennym z dowcipów o Polakach. Dowcipy te bardzo często były toporne i obraźliwe, ale Tyrmand trafnie zauważa, że na przykład Grecy czy Litwini chętnie staliby się podmiotami tych dowcipów, byle tylko wykorzystać szansę zaistnienia w świadomości Ameryki. Stara zasada: nieważne jak mówią, dobrze czy źle, ważne, żeby nie przekręcali nazwiska. Jak wspomniałem to eseje sprzed lat, więc ówczesnymi przedstawicielami naszych rodaków w kulturze był detektyw Banaczek (kto pamięta ten serial?) i Bobby Vinton z piosenką „Moja droga ja Cię kocham”. Banaczek był piekielnie inteligentnym i oczytanym Polakiem, jego „polskie” dowcipy przechodziły do legendy!

Tyrmand co rusz zauważa, że idee Gramsciego są realizowane przez lewicę całego świata. Co powiedziałby obecnie, kiedy marsz przez instytucje został opanowany do perfekcji, a liberalno-lewicowe wychylenie w kulturze i nauce wydaje się być nie do opanowania. Śmiało chyba można powiedzieć, że jego raczej prawicowe poglądy, byłyby dla wielu jego admiratorów w kraju trudne do przełknięcia.

We wszystkich esejach Tyrmand jawi mi się jako człowiek szczerze zatroskany losem kraju i rodaków, jako człowiek, który stara się odnaleźć recepty na to, żeby przywrócić nam właściwą pozycję. Wskazuje na to, jak wielką rolę mogłaby odegrać w tym polonia i emigracja (bo bardzo rozróżnia te dwa pojęcia – polecam do przeczytania w książce) w tym dziele. Nie mniej jednak nikt zdaje się z tych rad nie korzystać, wszystko od lat zostaje po staremu. Znowu celnym przykładem stają się Żydzi, którzy w latach dwudziestych XX wieku byli postrzegani co najmniej niechętnie, a od tego czasu zbudowali tak wielki aparat propagandowo-historyczny, że zdołali zawłaszczyć narrację o historii XX wieku.

Tyrmand jest oburzony, kiedy na jakiejś konferencji ktoś próbował powiedzieć, że Polacy mogli pomagać w holokauście. Zaprotestowały wtedy wszystkie organizacje polonijne. A teraz? Jak wygląda ta sprawa obecnie? Drugi przykład: Tyrmand opisuje jak nowojorskiego wydawcę znany polski pisarz chce zainteresować powieścią o powstaniu warszawskim. Kiedy wydawca mówi, że tam nie ma ani słowa o Żydach, autor stwierdza, że to było ponad rok po likwidacji getta, wydawca traci całe zainteresowanie książką – po prostu temat jest mu obcy.

Wygląda na to, że coraz bardziej przegrywamy wojnę o pamięć. Dlatego tak ważne jest, żeby nie tylko czytać (bo warto!), ale i propagować nasze lektury.

Dodaj komentarz

Wyślij