Patronat Sztukatera

Królewska Wysokość [2026] — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Królewska Wysokość [2026]

Czas Czytania: Około 1 min

Informacje O Publikacji

Twórcy I Treść

Tytuł Oryginału
Königliche Hoheit
Tłumaczenie
Witold Hulewicz

Wydanie I Dystrybucja

Premiera
2026-02-25
ISBN
9788382411881

Parametry I Szczegóły

Liczba Stron
400
Oprawa
Twarda
Wymiary
170 x 240 mm
Ilustracje
Brak

Opis Wydawcy

"…Ustaliłem tytuł Królewska Wysokość dla nowej książki, którą od lat już pragnąłem napisać. Występują w niej: książę, miliarder, szofer, rasowy pies, obłąkana hrabina, romantyczny nauczyciel i osobliwego rodzaju księżniczka – co w sumie budzi, oczywiście, ciekawość. Mnie samemu wydaje się to wszystko czasem tak nowe i piękne, że śmieję się w duchu – a czasem znów tak niedorzeczne, że kładę się na kanapie i zdaje mi się, że umieram..."
Tomasz Mann

Przepiękna, wręcz baśniowa przypowieść o królewskim synu, którego najważniejszym zadaniem jest być. Istnieć wysoko, w niedostępnych pałacach, w nieskazitelnej postawie i się podobać. Tak przecież żył jego ojciec i dziad.
Tymczasem zmieniają się czasy, a kraj biednieje…

Recenzje W Sztukaterze

❦ Recenzja Opublikowana

Królewska Wysokość

Michał Lipka

Thomasa Manna chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. „Czarodziejska góra”, „Śmierć w Wenecji”, „Buddenbrookowie”, „Doktor Faustus”… Na koncie nagroda Nobla, tytuł jednego z najwybitniejszych niemieckich pisarzy w dziejach, długo by można, ale po co? Lepiej wziąć i przeczytać. Ot choćby właśnie „Królewską Wysokość”, powieść mniej znaną, przy okazji lżejszą, nadal jednak absolutnie wartą poznania i przepięknie napisaną.

Oto historia o księciu. Księciu, który był i… i właściwie nic poza tym. Zamknięty w ramach konwenansów i wymogów, w klatce samotności, bardziej wegetuje, niż żyje. Aż pewnego dnia w jego życiu pojawia się ona – kobieta, która wywraca wszystko do góry nogami i…

Ach jak to się cudowanie czyta. Ostatnio obcowałem raczej z literaturą współczesną, męcząc się i rozczarowując kolejnymi pozycjami, aż tu w moje ręce trafił Mann i w końcu coś mnie literacko dopieściło. Fabularnie rzecz w zasadzie jest prosta: historia o dojrzewaniu, o przemianie, satyryczna baśniowa przypowieść, która mimo tej prostoty do powiedzenia ma bardzo wiele. Równie ważne jednak, jak przesłanie, jest to, w jaki sposób nam je przekazuje, jak to wszystko opowiada i z jaką siła to robi. t siła i jakość klasyki – niby stwierdzenie, które śmiało można nazwać frazesem, ale nie oszukujmy się, oddaje wszystko idealnie.

Sama opowieść, choć mocno wystylizowana i operująca bardzo łagodnym, stonowanym dowcipem, pełna z jednej strony rzeczy przekoloryzowanych wręcz, przesłodzonych i wyidealizowanych, z drugiej pełno tu rzeczy pod zadumę, wiele przestróg i wątków, które kryją w sobie rzeczy cięższe. Trzeba jednak się wgryźć, drapnąć tę kolorową powierzchnię i przekonać. Nie jest to szczyt głębi i możliwości autora, ale też i nie miało tym być. Nie przypadkiem idzie tu Mann w tę baśniowość, bawi się motywami, zderza dawne, które już niedługo odejdzie, z nowym, które czai się na horyzoncie, zbliża, ale jeszcze nieśmiało. Dorzuca do tego świetnie ukazane tematy dworskie, romans, nawet elementy fantastyczne… Są drobiazgi, które można uznać i za naciągane, i za celowe także, wszystko zależy od czytelnika i jego podejścia. Jednak co do stylu, nie można mieć najmniejszych wątpliwości, że jest po prostu wyśmienity.

Mann, nawet w lżejszej odsłonie, to jednak twórca, który bawi się słowem, dopieszcza każde zdanie, dopracowuje. Wysmakowane to jest, głębokie, kwieciste, ale w tej kwiecistości nie ma przesady. Jest za to wiele z poetyckości, literackiego piękna i wysmakowania. Właśnie dzięki temu to, co proste, co oczywiste – bo jednak przewidywalna jest to opowieść i nie ma co tu ukrywać – przestaje mieć znaczenie. Przekaz trafia skutecznie, przez książkę się wprost płynie, opisy urzekają, a forma zachwyca. sama opowieść zaś ma swój urok, jest przyjemnie prześmiewcza, obnaża wiele spraw i kwestii i sprawdza się: jako baśń dla dorosłych, jako satyra, jako dobra literatura dla tych, którzy cenią sobie słowo i tkwiącą w nim moc. Pięknie to też wygląda od strony wydania (chociaż mam gdzieś starą edycję, chyba z lat 70. XX wieku, kiedy to książki Manna wydawano w białych okładkach, bez grafik, bez niczego – tylko tytuł i autor – i tamto też miało swój urok). a całość to rzecz, którą gorąco i z czystym sercem można polecić. Ot królewska, a każdym tego słowa znaczeniu, satyra.

Dodaj komentarz

Wyślij