Natura Wiatru (2014)

Opis:

O książce:

Małgosia nie jest typową dziewczyną z wielkiego miasta. Za wszelką cenę chce zwolnić i nie gnać, jak reszta jej rówieśników, razem z rozpędzonym światem. Pewnego dnia pod wpływem impulsu spełnia swoje marzenie i kupuje angielski domek w jednej z podwarszawskich wsi. Czy wieś będzie miejscem jej przeznaczenia? Czy tutaj uda jej się znaleźć miłość i szczęście w ramionach prawdziwie kochającego ją mężczyzny?

„Natura wiatru" to ciepła opowieść o poszukiwaniu siebie i własnego miejsca na ziemi. To również historia o tym, że niezależnie od sytuacji, zawsze znajdą się wokół nas ludzie, którzy wciągną do nas pomocną dłoń. Musimy im tylko na to pozwolić.

 

O Autorze:

Katarzyna Anna Dębowska – ur. w 1990 r. Mieszka w Łodzi, gdzie ukończyła studia. Mówi o sobie, że ma wielki apetyt na życie, a potrzebę pisania odziedziczyła po babci (która przez całe życie pisała, ale nigdy nie zdecydowała się opublikować swoich tekstów). „Natura wiatru" to debiut literacki autorki.

 

 

Fragment:

Wszyscy moi dawni znajomi odradzali mi przeprowadzkę w nieznane tereny, zwłaszcza z dala od cywilizacji, która według nich stanowiła podstawę jakiejkolwiek ludzkiej egzystencji. Jednak, nie zważając na prośby i groźby uczynnych ludzi, w kilka tygodni później wstawiłam do mej „chatki na prerii" ostatni mebel, urządzając ją we własnym, pewnie unikatowym, stylu. Odnowione własnoręcznie meble, kupowane okazyjnie od znajomych lub na warszawskich targowiskach, wypełniły prawie w całości przestrzeń, w której odtąd miałam żyć. Było przytulnie i domowo.
– To, że wyprowadzam się na wieś nie oznacza wcale, że staję w miejscu – mówiłam, gdy koleżanki pomagały mi spakować ostatnie kartonowe pudła ze szpargałami i wylewały potoki łez nad moją niedolą.
– Złotko, ale tam jest średniowiecze, zaraz zaczniesz nosić zgrzebne suknie i śmierdzieć końskim łajnem. – Patrycja jak zawsze umiała mnie pocieszyć.
– Naprawdę, nie polecam. Owszem, wyjazd na weekend, może dwa tygodnie urlopu, to jeszcze jakoś brzmi, ale sama na wsi, przez resztę życia? O nie, na taki survival to ja się nie piszę. – Biadoliły jedna przez drugą.
Zdecydowanie nie chciałam zostawać w Warszawie i jej zatłoczonych, zakorkowanych lepiej niż najdroższa wanna, nawet ta drewniana, kanadyjska (swoją drogą kiedyś kupię kawałek sekwoi i sobie taką wystrugam, albo dębu... O, dębu, tak...), ulicach.
– Rozumiem, nie lubisz galerii handlowych.
– Lubię.
– No to chcesz pokazać, jaka jesteś silna.
– Nie.
– No to o co chodzi z tą wyprowadzką?
– Dziewczyny, ja po prostu czuję, że miasto to nie moja bajka i, owszem, na zakupy się wybiorę, a i dobrym filmem w kinie nie pogardzę, przecież wiecie. Ale mieszkać tu na stałe nigdy nie zamierzałam. Zrozumcie, zaakceptujcie i dajmy spokój tym aluzjom, że mnie coś tam pożre. To będzie mój dom.
Zamykałam rozdział mieszkania z rodzinką, wiecznie niezadowoloną matką i spolegliwym wobec ukochanej żony ojcem (u mnie w domu zdecydowanie panował matriarchat). Byłam niezależna, miałam dobrą pracę, dającą mi satysfakcję i co najważniejsze – pieniądze.

(...) Wisiałam na splecionych pode mną rękach przyjaciół, lusterko ustawiłam tak, aby widzieć w nim wnętrze studni. W duchu prosiłam los, żeby to, co mówiła Józwowa podczas mojej wizyty u niej, okazało się prawdą. Wyprosiła wtedy wszystkich z domu i postanowiła opowiedzieć mi o sobie i o tym, w co wierzą tutejsi ludzie. Dokładnie opisała rytuały związane ze studnią, a moim zadaniem było to zapamiętać i je wykonać. „Nie przejmuj się dziecinko. Wiem, że nie wierzysz w te bzdury, ale coś musi być z tą studnią, że wszyscy tam latają" powiedziała na koniec.
Po chwili gładka woda na dnie zaczęła falować, zupełnie jakby ktoś wrzucił do niej ciężki kamień. Zobaczyłam niewyraźne kształty swego domu, w którego drzwiach stała nieznana mi postać. Obok niej pojawiło się dwoje małych dzieci, które rozbiegły się gdzieś w nieznanym mi kierunku, jakby za dom, do sadu. Wszystko było tak realne, jakbym oglądała film z czyjegoś życia. Kolory robiły się coraz bardziej żywe, aż mogłam poczuć zapach tego miejsca.
Obraz gwałtownie się zmienił. Było lato, a mój dom zrobił się większy, bardziej kolorowy i przyjaźniejszy. Wciąż był to ten sam budynek, ale nabrał innego, bardziej rodzinnego charakteru. Przed domem, za małym kamiennym murkiem, widać było ogród pełen roślin i małą piaskownicę, w której bawiły się dzieci. Obraz przeskoczył i nagle zobaczyłam siebie, stojącą w kuchennym oknie i przyglądającą się swym pociechom, a za moimi plecami stał ten sam mężczyzna, którego widziałam w poprzedniej wizji. Poczułam jak powietrze wokół mnie robi się ciężkie od cudownego zapachu, wszystko było wypełnione zapachami, które znałam, a które teraz stawały się bardziej intensywne niż kiedykolwiek.
Nagle świat znowu zaczął się zmieniać. Moim oczom ukazała się szkoła w pobliskiej wsi. W środku odbywał się jakiś apel. Wokół słychać było rozbawione dzieciaki i głosy ich rodziców, a ja siedziałam sama na schodach w wizytowej sukience. Wtedy wizja się skończyła i woda znów zrobiła się mętna.
– Gośka, wystarczy tego, bo mi ręce zdrętwiały i cię zaraz puścimy – usłyszałam głosy chłopaków, dobiegające jakby z zaświatów. Powoli wracałam do realnego świata.
– Dobrze, wystarczy – powiedziałam i po chwili wróciłam do pozycji stojącej.

 

 

Warszawska Firma Wydawnicza s.c.
ul. Chmielna 11/13
00-021 Warszawa
www.wfw.com.pl

 

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Natura Wiatru (2014)

Dodatkowe informacje:


Podziel się!


Oceń Publikację:

Współpracujemy z: