Patronat Sztukatera

Domek Nad Jeziorem Borzymskim [2026] — okładka lub ilustracja
Kliknij, Aby Powiększyć

Domek Nad Jeziorem Borzymskim [2026]

Czas Czytania: Około 1 min

Informacje O Publikacji

Twórcy I Treść

Tytuł Oryginału
Domek Nad Jeziorem Borzymskim
Tłumaczenie
Brak

Wydanie I Dystrybucja

Premiera
2026
ISBN
9788384233658
Wydawca
Novae Res

Parametry I Szczegóły

Liczba Stron
464
Oprawa
Miękka
Wymiary
130 x 210 mm
Ilustracje
Brak

Opis Wydawcy

Czasem największym aktem odwagi jest postawienie na siebie

Bycie rozwódką czy starą panną to wstyd – tak przez lata powtarzała matka Oliwii i Moniki. Dziś, jako dorosłe kobiety, siostry próbują odnaleźć wiarę w siebie, dźwigając ciężar pokoleniowej traumy.

Oliwia podporządkowuje swoje życie innym – partnerowi, jego dzieciom oraz wiecznie niezadowolonej matce. Kiedy niespodziewanie dziedziczy domek w Borzymiu, po raz pierwszy od dawna dostrzega dla siebie szansę na lepsze jutro. Choć o tym miejscu krążą mroczne legendy, czuje, że właśnie tam mogłaby odnaleźć azyl. Problem w tym, że nie jest jedyną osobą, która pragnie tego spadku…

Monice tak bardzo zależy na zerwaniu z łatką „starej panny”, że decyduje się na małżeństwo, które z czasem okazuje się pułapką. Jej codzienność staje się klatką. Inną niż ta, w której tkwi Oliwia, lecz równie bolesną.

Wkrótce dwie siostry z dwóch różnych światów będą musiały zadać sobie te same pytania: ile trzeba poświęcić, by wreszcie odzyskać siebie? I czy starczy im na to odwagi?

Recenzje W Sztukaterze

❦ Recenzja Opublikowana

Domek Nad Jeziorem Borzymskim

tab title="Aneta Sawicka"}

Mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, ale myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że poznajemy ich również w bogactwie. Wystarczy otrzymać spory spadek, by przekonać się, kto bezinteresownie potrafi cieszyć się czyimś szczęściem, a przez kogo przemawia zazdrość lub chęć ugrania czegoś dla siebie. Doskonale oddała to autorka Agnieszka Łepki w swojej najnowszej książce "Domek nad jeziorem Borzymskim". To wielowątkowa powieść, która dotyka wielu różnych tematów, w tym wątku otrzymanego przez bohaterkę niespodziewanego spadku.

Oliwia i Monika, dwie siostry wychowane przez staroświecką matkę, która uwielbia dyrygować córkami. Oliwii co prawda udało się wyrwać spod skrzydeł apodyktycznej rodzicielki i kobieta żyje po swojemu, we własnym mieszkaniu i w nieformalnym związku z Tymonem. Tworzą oni rodzinę patchworkową, sami nie są małżeństwem i nie mają potomstwa, jednak Tymon posiada dzieci z poprzednich związków. Choć Oliwii nie podoba się zachowanie Tymona, który potrzeby syna i córki stawia na pierwszym miejscu, to jednak trwa w tym związku. Mniej szczęścia ma natomiast młodsza z sióstr, Monika, która dalej mieszka z matką pomimo, że jest już grubo po trzydziestce. Monika żyje z piętnem starej panny i za wszelką cenę próbuje znaleźć sobie męża, by spełnić oczekiwania matki oraz w końcu uzyskać status mężatki. Niestety szukanie partnera na siłę nie przynosi kobiecie niczego dobrego.

W książce mamy również wątek wspomnianego spadku, który niespodziewanie otrzymuje Oliwia. Po przyjaciółce babci dziedziczy ona stary domek położony nad jeziorem Borzymskim. Kiedy wieść o spadku się roznosi Oliwia musi zmierzyć się z żądaniami krewnych oraz rodziny Tymona. Każdy bowiem chce ze spadku ugrać coś dla siebie, zwłaszcza matka, która w starym domu wietrzy okazję na poprawę bytu swojej młodszej córki. Czy Oliwii uda się postawić na swoim i zachować spadek dla siebie?

Kiedy sięgałam po książkę "Domek nad jeziorem Borzymskim" spodziewałam się lekkiej obyczajówki utrzymanej w wakacyjnym klimacie. Tymczasem okazało się, że to naprawdę dobra, głęboka książka, która porusza wiele ważnych i niełatwych wątków. Mamy tutaj pokazane bardzo trudne relacje rodzinne wśród bohaterów. Z jednej strony matka Oliwii i Moniki, która jest zwyczajnie zła, zacofana i egoistyczna (wszak dobra opinia wśród sąsiadów i rodziny jest ważniejsza niż szczęście córek), z drugiej specyficzne relacje łączące Tymona z jego dziećmi i byłymi partnerkami. Są tutaj również niezbyt dobre więzi pomiędzy siostrami oraz tabuny dalszej rodziny i znajomych, którzy wiecznie mają jakieś oczekiwania wobec Oliwii. Bardzo wciągnęły mnie te wszystkie historie.

Autorka ani przez chwilę nie pozwala się nudzić- przedstawia w tej książce tak dużo historii, że ani się obejrzymy, a dotrzemy do końca. A szkoda, bo to jedna z tych książek, w której chciałabym zostać o wiele dłużej. Bardzo polubiłam zwłaszcza Oliwię, która jest ciekawą postacią- z jednej strony potrafi postawić na swoim i żyć według własnych zasad, z drugiej zaś umie też dostosować się do sytuacji i czasem ustąpić. Mieszane uczucia wzbudza Monika, ale to także sprawia, że jej wątek jest niezwykle wciągający.

Podsumowując- "Domek nad jeziorem Borzymskim" to jest książka naprawdę bardzo dobra, mocno poruszająca i wzbudzająca wiele emocji. Niech was nie zwiedzie sielski obrazek na okładce- to wcale nie jest taka lekka książka. Autorka serwuje nam tutaj obraz rodziny, której daleko jest do ideału, więc gwarantuję, że w czasie lektury czeka was wiele zaskoczeń. Po cichu liczę na to, że kiedyś powstanie kolejny tom, bo naprawdę bardzo chciałabym zobaczyć jak potoczą się dalsze losy tych postaci.

w_szelestach_papieru

Są takie historie, które nie próbują krzyczeć dramatem. Nie szokują na siłę, nie budują napięcia wielkimi zwrotami akcji, a mimo to trafiają dokładnie tam, gdzie powinny. „Domek nad jeziorem Borzyńskim” jest właśnie jedną z nich. To opowieść cicha, momentami wręcz duszna od emocji, ale przez to niezwykle prawdziwa. Taka, przy której człowiek łapie się na tym, że coraz częściej odkłada książkę na chwilę tylko po to, żeby pomyśleć.

Ta historia od początku mocno opiera się na emocjach i relacjach. Nie dostajemy tutaj idealnych bohaterek ani bajkowego świata, w którym wszystko można naprawić jednym ruchem. Oliwia i Monika są kobietami zmęczonymi życiem, oczekiwaniami innych i przekonaniami, które wpajano im od dziecka. I właśnie ten motyw uderzył mnie najmocniej.

To nie jest książka wyłącznie o siostrach. To książka o kobietach wychowanych w poczuciu, że ich wartość zależy od tego, czy spełniają cudze oczekiwania. O tym, jak łatwo zatracić samą siebie, kiedy przez lata słyszy się, że samotność jest porażką, a stawianie siebie na pierwszym miejscu egoizmem.

Autorka bardzo dobrze pokazała mechanizm pokoleniowej traumy. Tego, jak słowa wypowiadane przez rodziców potrafią zostać w człowieku na lata i wpływać na każdy wybór. Nie w sposób przesadzony czy sztucznie dramatyczny. Właśnie odwrotnie. Tutaj wszystko wydaje się boleśnie realne.
Oliwia jest bohaterką, którą momentami miałam ochotę po prostu przytulić. Kobieta żyjąca dla innych, stale spychająca własne potrzeby gdzieś na bok, próbująca zasłużyć na akceptację i święty spokój. Jej codzienność przytłacza. I chyba właśnie dlatego moment odziedziczenia domku staje się dla niej czymś więcej niż tylko spadkiem. To namiastka wolności. Pierwsza myśl, że może istnieć życie inne niż to, które dotąd prowadziła.

Borzyń również ma tutaj swój klimat. Domek nad jeziorem nie jest wyłącznie tłem wydarzeń. To miejsce żyje własną atmosferą. Trochę melancholijną, trochę tajemniczą, momentami wręcz niepokojącą przez krążące wokół niego legendy. Bardzo podobało mi się to, że autorka nie zrobiła z tego pełnoprawnego thrillera czy horroru, ale delikatnie wplotła w historię coś nieoczywistego. Dzięki temu książka zyskuje specyficzny klimat i wyróżnia się na tle typowych obyczajówek.
Monika z kolei wzbudzała we mnie ogrom emocji. To bohaterka, której decyzje bolą, bo człowiek widzi, do czego prowadzą, a jednocześnie poniekąd rozumie, dlaczego je podejmuje. Myślę, że wiele kobiet może odnaleźć w niej część siebie albo kogoś ze swojego otoczenia.

Najbardziej podoba mi się jednak to, że ta książka nie próbuje udawać, że zmiana jest łatwa. Tutaj nie ma magicznego momentu, po którym bohaterki nagle odzyskują pewność siebie i zaczynają nowe życie. To proces. Bolesny, powolny i pełen potknięć. Dzięki temu całość wypada bardzo autentycznie.
Ogromnym plusem jest również sposób, w jaki została poprowadzona narracja. Wszystko czyta się lekko, ale pod tą lekkością kryje się naprawdę dużo emocji. To jedna z tych książek, które nie potrzebują wielkich scen, żeby zostawić coś w człowieku. Czasem wystarczy jedno zdanie albo pozornie zwyczajna rozmowa.
Podobało mi się też pokazanie różnych rodzajów samotności. Bo w tej historii samotna nie jest tylko osoba bez partnera. Samotność może istnieć również w związku, w domu pełnym ludzi, w codzienności podporządkowanej innym. I właśnie to wybrzmiało tutaj bardzo mocno.

„Domek nad jeziorem Borzyńskim” porusza trudne tematy, ale robi to z wyczuciem. Nie epatuje cierpieniem, nie próbuje na siłę wywoływać łez. Zamiast tego daje emocje, które przychodzą stopniowo. Cichy smutek, frustrację, momentami bezsilność, ale też nadzieję. Taką spokojną i ostrożną.
To książka o odzyskiwaniu siebie. O tym, że czasem największą odwagą nie jest walka z całym światem, tylko powiedzenie „dość” temu, co nas niszczy. O kobietach, które przez lata żyły tak, jak oczekiwali inni, aż w końcu zaczęły zadawać sobie pytanie, czego same właściwie chcą.
I myślę, że właśnie dlatego ta historia działa tak dobrze. Bo mimo całej fabuły, miejsca akcji i rodzinnych dramatów, najważniejsze pozostają tutaj emocje. Bardzo prawdziwe i bardzo ludzkie.

Dodaj komentarz

Wyślij