URSZULA KOZIOŁ, czyli CHLEBA POWSZEDNIEGO NIE MIEL Z LUDZMI KAINIE - ADAM MIKS
Urszula Kozioł – poetka, publicystka, felietonistka. Urodzona w 1931 roku w Rokówce.
Niedawno ją odkryłem i nadal penetruję jej intelektualne powiązania z poezją.
Zapamiętałem wiersz o Izoldzie oraz wiersze poświęcone rodzicom.
Biłgoraju
pajdo kraju
leśna ziemio stokorodna
wąska Tanwio
w śniętym Sanie
sanno
(...)
Urszula Kozioł
W tym roku, 2024, laureatką Nagrody Nike została mieszkająca we Wrocławiu poetka Urszula Kozioł. Nagrodzona książka to tomik poezji pod tytułem „Raptularz”.
Tekst jest poświęcony poetce, a także, wbrew zdrowemu rozsądkowi, pierwszemu wydanemu tomikowi Urszuli Kozioł. To było dawno temu, w zupełnie innym wymiarze społecznym, w innej sytuacji politycznej. Właśnie z tego powodu warto przyjrzeć się zapisanym wersom przez młodą poetkę.
Czy bywać poetą jest zawodem? Nie. Gdyby tak było, Urszula Kozioł dawno już by przeszła na emeryturę, czyli nie pisałaby wierszy. A przecież od 2000 roku aż po teraz wydała aż 9 tomików poezji. To właśnie na początku XX wieku poetka przekroczyła wiek zusowski. 24 lata i 9 tomików poezji! Nie dziwmy się, przypomnijmy pewną zasadę Urszuli Kozioł, którą wygłosiła na łamach „Twórczości”: Myślę, że w pewnym wieku nasze piękno nosimy już tylko wewnątrz siebie i że uzewnętrznia się ono dopiero wtedy, kiedy je w nas poruszy miłość. Taka postawa wobec życia, twórczości i samej poezji nadaje kształt biografii Urszuli Kozioł.
Pisać, tworzyć, dać przyjemność czytelnikowi w obcowaniu z czymś ponad to, co daje nam świat od rana do późnego wieczora. Dać ludziom miejsce, w którym nie ma ani codzienności, ani polityki, ani morderstw, ani niepotrzebnego zagłębiania się w życie sąsiadów. Te wszystkie ludzkie aktywności rzućmy na margines, w kąt i zajmijmy się czymś pożytecznym, czymś użytecznym, czymś nader pożywnym.
Urszula Kozioł, według Wikipedii, a ja jej w tym przypadku wierzę, pierwszy tomik, „Gumowe klocki”, wydała w 1957 roku. Również w tym roku, 17 stycznia, odbyła się premiera arcyciekawego filmu „Człowiek na torze” Andrzeja Munka. 20 stycznia na ekrany wszedł bardzo potrzebny film dla Polaków „Kanał” Andrzeja Wajdy.
To był czas postalinowskich rozrachunków. Społeczno-polityczna sytuacja Polski nie należała do najlepszych. W Biurze Politycznym PZPR dokonał się rozłam. Zainicjowano akcje przeciwko Kościołowi katolickiemu, w których czynny udział brał ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Rósł dług publiczny. Narastały niepokoje społeczne.
W tych dziwnych czasach 26-letnia Urszula Kozioł pokazała polskim czytelnikom pierwsze próby poezji. „Gumowe klocki” to zaledwie kilkanaście wierszy wydanych na niezbyt dobrze wyglądającym papierze. Widać jakiś niepokój, pośpiech w drukowaniu tomiku. Niektóre czcionki są odbite niedbale, jakoś tak efemerycznie. Jakby się czegoś lub kogoś bano? Z ciekawości zajrzałem na stopkę redakcyjną. Wrocławski oddział Związku Literatów Polskich jest odpowiedzialny za wydanie „Gumowych klocków”. Wyrażenie „własnym sumptem”, które można wyczytać tak jakoś z boku na stronie podtytułowej, mówi samo za siebie. Młodość i poezja połączone w jedną całość najwyraźniej potrzebują wsparcia.
Jak wyglądała promocja literatury w Polsce lat 50., nie wiem. Najprawdopodobniej były organizowane wieczorki autorskie, może jakieś spotkania w bibliotekach czy księgarniach. I raczej to wszystko. Brak internetu, social mediów i nie ułatwiało życia. Ale czy na pewno? Pramatką Facebooka można nazwać pocztę pantoflową. Były telefony. I ludzie się umawiali, chodzili w grupach do kin, do parku, na wystawy obrazów. Kupowali tomiki poezji...
Urszula Kozioł pracowała w roku wydania „Gumowych klocków” jako nauczycielka języka polskiego w Bystrzycy Kłodzkiej. Kilka lat później przeniosła się do Wrocławia, zawodu nie zmieniła. Miała za sobą debiut prasowy (1953 rok) w „Gazecie Robotniczej”, która po pewnym czasie zmieniła nazwę na „Gazetę Wrocławską”. Wydaje się, że w tych środowiskach (nauczycielskim i prasowym) w dniu debiutu Urszula Kozioł mogła poczuć się już jak znana poetka.
W 2024 roku nie potrzebuje aż takiej promocji jak 67 lat temu. Kto zna jej wiersze, ten się zainteresuje „Raptularzem”. Kto jednak Urszulę zna osobiście i już wcześniej zapoznał się z jej twórczością, tym bardziej zechce przeczytać ostatni tomik.
Gdy ogłoszono laureata Nagrody Nike 2024 roku, zapytałem siebie:
– A ty, Adamie, znasz aktywność literacką Urszuli Kozioł?
– Nie, nie znam – odpowiedziałem natychmiast.
Zajrzałem do internetu. Na portalu Polona zlokalizowałem skany egzemplarza „Gumowych klocków”. Wieczorami, przy pełni księżyca i pod kołdrą, odbyłem przyśpieszony kurs ze znajomości wierszy Urszuli Kozioł. Gdy czytałem pierwszy wiersz z tomiku, „Wiatraki”, przeżyłem niejedną przygodę intelektualną. Skojarzenia fruwały jak rzadko występujące ptactwo, co jest zrozumiałe przy czytaniu poezji jakiekolwiek autora. One wylatywały oknem, odbijały się o chodnik, latarnie, trzepak, pobliskie drzewa. O te wszystkie zakłócenia w podróżowaniu, które służą zupełnie do innych celów. A jednak skojarzenia poradziły z zgrzytami na łączach, powróciły do mnie jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, jeszcze piękniej.
W pierwszym wersie poetka przywołuje Don Kichota, klasycznego już bohatera z powieści hiszpańskiego pisarza Miguela de Cervantesa. Jeżeli mnie pamięć nie myli, ten obłąkaniec wyruszył na wojnę przeciwko wiatrakom. Jedyną bronią, którą miał to kopia, marne narzędzie walki, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę rozmiary przeciwnika. Kozioł w drugim wersie mówi wręcz o kiju. To żadna różnica: Don Kichot nie zwycięży w tej bitwie. Poetka zwraca się do czytelników, aby nie słuchali wywodów chorego człowieka. Do tej pory jest wszystko jasne, klarowne, bezbłędne. Lecz w czwartym wersie pojawia się Piłat. Z pewnością Cervantes nie jest literackim ojcem Piłata. Możemy go spotkać na kartach Ewangelii, a symbolizuje brak zdecydowania w kwestii wydania wyroku na Jezusa. Inny czas, inna przestrzeń kulturowa, inny wymiar problemu.
A jednak Urszula Kozioł ośmieliła się w tym samym wierszu, nieomalże obok siebie, umieścić cierpiącego na chorobę dwubiegunową rycerza z XVI wieku i niezdecydowanego rzymskiego prefekta Judei. Przy czym ten pierwszy to postać fikcyjna, a ten drugi to figura historyczna, lecz wiedza o nim oparta jest na zaledwie kilku dokumentach, w tym Ewangelii, którą, według wielu historyków, nie można uznać bezpośrednio za źródło absolutnej wiedzy.
Domyślać się należy, że poetce w wierszu „Wiatraki”, nie chodziło bezpośrednio o osoby, tylko o to, co one niosą ze sobą. Właściwie już o tym wspomniałem kilka zdań wcześniej. Nałogowe szaleństwo – Don Kichot a Piłat: brak zdania w zasadniczej kwestii.
Gdybyśmy chcieli zinterpretować kolejne zwrotki, musimy pamiętać o symbolach, tematach, wątkach kryjących się za postaciami, o których wspomina Urszula Kozioł. Nigdy nie wolno brać dosłownie tekstu, jakiegokolwiek tekstu poetyckiego. A w wierszu „Wiatraki” się dzieje. W drugiej zwrotce pojawiają biblijni bliźniacy, Kain i Abel. Okazuje się, że właścicielem wiatraka, na który naciera Don Kichot, jest pierwszym w historii bratobójcą. Już morderstwo się dokonało. Poetka mówi o „ciele Abla”, przy czym dokonuje w tym miejscu pewnego rodzaju mistyfikacji. Otóż jest ono – jeżeli można tak rzecz – nasze, polskie. Włosy ma pszeniczne – aż tak daleko posunęła się poetka. Z pewnością ten, kto czyta wersety biblijne, ma zupełnie inny obraz Abla niż ten dany przez Urszulę Kozioł. A i Kain przecież nic nie ma wspólnego z wiatrakami, tym bardziej z wiatrakami wśród mazowieckich pól. A jednak warto pomyśleć.
Poetka ma na myśli postawę życiową wobec innych ludzi. O każdej porze dnia i nocy, pod każdą szerokością geograficzną można spotkać człowieka, który może zabić brata, sąsiada, kochankę. I jest uprzywilejowany. Kain jest rolnikiem, a zatem składa płody ziemi Jahwe (stąd w wierszu informacja o kainowym wiatraku), kłamie, że nie widział tego dnia brata.
O 3. i 4. tomie nie powiem już ani słowa. Nie dlatego że nie mam sił, czasu czy chęci. Już i tak dużo opowiedziałem o „Wiatrakach”. Czytelnik niniejszego, pożal się Boże, felietoniku, powinien pójść właściwą drogą.
Jest rok 1957. Polska liże powojenne rany. Trzeba raczej chleba niż igrzysk. Tymczasem jakiś szaleniec chce uczynić nieużytecznym wiatrak, w którym nie tylko chleb się miele. Ludzkie ciała także. A gdzie się podział Piłat?
Korzystałem z wierszy pierwszego tomiku Urszuli Kozioł „Gumowe klocki” oraz z artykułu na Culture.pl. Fakty przedstawione oplotłem jednak swoim własnym wyobrażeniem, mitem i dywagacjami o wierszach Urszuli Kozioł i jej samej.