ROMAN BRATNY, czyli KIEPSKIE ZMARTWYCHWSTANIE KOLUMBA - ADAM MIKS
Roman Bratny (wł. Roman Mularczyk) poeta, publicysta i prozaik. Urodzony 5 sierpnia 1921 roku w Krakowie, zmarł 6 listopada 2017 roku w Radziach. Cenię „Kolumbów” i kilka nowel. To wszystko.
Jak to jest właściwie? Dwadzieścia dwa lata i wspominać?
Roman Bratny
Gdyby napisał tę jedną powieść, miałby przywilej nazywać się Mistrzem. Napisał jednak tę drugą, o której trzeba zapomnieć. Pierwsza to „Kolumbowie. Rocznik 20”, druga „Rok w trumnie”. A autor tychże nazywał się Roman Mularczyk, chociaż na okładkach książek widnieje inne nazwisko: Bratny. Prawdziwe, pierwotne nazwisko jest o tyle ważne dla polskiej kultury, że brat Romana, Andrzej, jest znanym i cenionym autorem słuchowisk radiowych i ponad 40 scenariuszy filmowych. Chyba wszyscy Polacy znają trylogię „Sami swoi”, „Nie ma mocnych”, „Kochaj albo rzuć”.
Można powiedzieć, że Andrzej Mularczyk opisał w tych filmach rzeczywistość, która go otaczała. Nie jest raczej przypadkiem, że Roman także za cel swej twórczości obrał towarzyszenie chwili obecnej. Lecz na zupełnie innych zasadach niż w przypadku Andrzeja.
To były reguły gry władzy, której podporządkował się Bratny. Roman Bratny. Kuba Sienkiewicz, lider zespołu Elektryczne gitary, ze swadą godną uwagi wyśpiewał: „Mówisz w głowie się gotuje. W sercu rwie się i kotłuje. Nie bądź taki delikatny. Twardy bądź jak Roman Bratny”.
Rzeczywiście, pisarz kreował się na macho, jakim był Ernest Hemingway. Miał coś wspólnego z autorem „Komu bije dzwon”, obaj lubili polować. Poza tym drugie jego imię powinno brzmieć: mizogina. Tutaj wobec swego guru zrobił odstępstwo. Ernest wielbił kobiety nieomalże na kolanach.
Jeśli Bratny miał być mężczyzną silnym i władczym, powinien mieć własne zdanie na każdy temat. Nie miał. Mówił to, co ówczesna władza chciała usłyszeć. Gdy chce wielbić towarzysza Dzierżyńskiego, Bratny pisze owacyjne wierszydła na cześć „krwawego Felka”. Kiedy jeszcze nie przystoi być dalekowzrocznym, wstępuje do Partii i zapewnia, że zrozumiał, iż w AK „kryła się zdrada najistotniejszych interesów narodu i wrogość wobec ideałów klasy robotniczej”. Gdy już było wolno „więcej i mądrzej”, wypowiada się na temat Powstania Warszawskiego i powstaje powieść „Kolumbowie. Rocznik 20”. Lecz z partii nie występuje. To jest w tym czasie taka jego wyspa, do której kocha wracać.
W 1962 roku ukazała się powieść „Życie jeszcze raz” nawiązująca tytułem do trzeciej części „Kolumbów”. Znamienne dla niej było poszerzenie obszaru życia społecznego, które przedstawiał autor. Dotąd bohaterami byli przede wszystkim ludzie z kręgu akowskiego, tu jednak bohaterowie wywodzili się z kręgu inteligenckiego i mieli nieco odmienne życiorysy.
Po 1976 roku jego obsesją staje się demokratyczna opozycja. Nie może się pogodzić z jej istnieniem. Uważa, że jeśli będzie wystarczająco silna, Polskę czeka drugie powstanie albo wojna domowa, kolejny bezsensowny rozlew krwi. PRL uważa za system dogłębnie zepsuty, ale jedyny możliwy. Pisze „interwencyjne” powieści (których nie warto czytać) piętnujące niesprawiedliwości, układy, głupotę elit. Będzie twierdził, że gdy jego koledzy podpalali stajnie Augiasza, jaką był PRL, on próbował ją czyścić. Pisze książkę, która – jak notuje w dzienniku Mieczysław Rakowski – generała wprost zachwyca.
Dostępna jest do tej pory w internecie, skazana na marne oceny czytelników. Paszkwil na Solidarność lat osiemdziesiątych. Już sam tytuł mówi wiele. „Rok w trumnie”. Głównym bohaterem jest człowiek przegrany, alter ego Jerzego Nasierowskiego. Ten znany i popularny aktor w czasach PRL-u popełnił dwie zbrodnie. Powieść Bratnego miała być rekapitulacją życia Nasierowskiego. Zacytujmy fragment: „Nigdy nie zrozumiałem tak dobrze wymowy uderzenia grudy ziemi o trumienne wieko. Tak zasypuje się prawdę o człowieku, którego już nie ma. Który już niczego nie sprostuje, bo sprostować już nie można. Bo sprostować można tylko ciosem pieści w pysk obłudy. Pięść leży pod zwałami ziemi, a pamięć? Pamięci niema”.
„Pamięci nie ma”, powtórzmy. Jak pokaże przyszłość, jednak jest, można sprostować, wyprostować się. Oczywiście nieboszczykowi trudno cokolwiek powiedzieć, bronić swoich racji. Lecz pamięć o Solidarności z lat strajku gdańskiego wciąż żyje i jeśli nic się nie zmieni, trwać będzie. Bo ten nieboszczyk z powyższego cytatu, a bardziej z powieści „Rok w trumnie” jest po to, aby usprawiedliwić napisanie „Kolumbów”. Po latach okaże się, zdaniem Romana Bratnego, że wnuki pokolenia Armii Krajowej, Armii Ludowej, Batalionów Chłopskich nie wykorzystały szansy danej im dziadom. Kolumbowie dotarli do nie do tego brzegu.
Były to czasy przeciągającego się kryzysu lat 70. i 80. Minęła fala literackich obrachunków z przeszłością i różnicowania się postaw oraz indywidualizacji ideowych poszukiwań. W tym okresie Bratny, z właściwą sobie samodzielnością, wychodził z założenia, że najgorszym wyjściem dla pisarza jest milczenie.
Wydał dwa tomy „Pamiętników moich książek” (tom I wyszedł w 1978 roku, tom II w 1983 roku), czyli swoich wspomnień, które można określić jako „kompendium «słusznych» interpretacji jego książek i motywacji, jakie towarzyszyły ich tworzeniu”.
Gdy umierał, 5 listopada 2017 roku, jego ojczysty kraj, Polska, zupełnie nie przypominał tamtego, o którym pisał w „Życiu po raz trzeci”. To już nie truchtanie powojenne bez sznurówek u butów. To bieg przełajowy, dobrze obuty i obyty w świecie sportu – z Usainem Boltem jesteśmy na „ty”.
W powieści, którą wydał w 1978 roku, „Kiepskie zmartwychwstanie”, ginie polska delegacja kulturalna. Może przyśni mi się, że w tej katastrofie również ginie sam autor. Na zawsze dopasowywany do konkretnego momentu historycznego.
Korzystałem z publikacji „Bratny. Hamlet rozstrzelany” Emila Marata. Fakty oplotłem jednak swoim własnym wyobrażeniem, mitem i dywagacjami o Romanie Bratnym.
Warszawa, 30.09.2024 rok.