Rebeliant


FtW

 

                 Idę lekko przygarbiony, wzrok mam wbity w podłoże, nie dlatego, że szukam tam śladów minionej świetności, po prostu źle widzę i dlatego nie patrzę przed siebie, wypatrując lepszego jutra. Dla postronnego obserwatora może to wyglądać, iż lezę tak i zapewne coś knuję, a jak knuję, to nic dobrego z tego wyjść nie może. Bo knucie budzi podejrzenia, brak pewności, poczucie dyskomfortu, cała stabilizacja chwieje się w posadach. Chciałbym mieć długie włosy niczym Apacz Mescalero. Każdy powiew targałby nimi, zasłaniając od czasu do czasu twarz, myląc w ten sposób, nieustannie śledzące mnie kamery. Niestety jestem łysy jak kolano, ale i to mogę wykorzystać, wiatr na tej powierzchni nabiera dodatkowego rozpędu, zmienia się w złowieszczy huragan i zrywa billboardy z obietnicami lepszego jutra. Mój wielki brzuch w XVII wieku uchodziłby za piękny, teraz jest niczym sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej złego odżywiania i nieodpowiedniego trybu życia, ale dzięki niemu mogę przedzierać się bez obaw przez największy tłum – taki taran budzi po prostu respekt. Nie mam zamiaru być też asertywny, uczestniczyć w konkursie na ujadanie, czy też innym Grand Prix Chamstwa. Będę milczał, a milczenie to będzie złowieszcze i monumentalne niczym szczyty Broad Peak, K2 czy też cały łańcuch Gór Skalistych. Nie wezmę też kredytu, nie kupię nowego, oszczędnego samochodu i zamiast zarabiać dużo, będę zarabiał mało – tak na złość. To już postanowione, nowe lepsze jutro zatłukę wczorajszym dniem.