Przejdź do głównej treści

MARIA RODZIEWICZÓWNA, CZYLI PATRIOTYZM I CHARYZMA - ADAM MIKS


Maria Rodziewiczówna – pisarka, publicystka. Urodzona w 1864 roku we wsi Pleniuha, zmarła w 1944 roku we folwarku Leonów niedaleko Skierniewic. „Dewajtis” najbardziej uwzględnia filozofię Pisarki. Wbrew pozorom jej romanse wytrzymały bieg czasu.

Będziesz stale zajęty pracą według sił swych, zdolności i zamiłowania.

Maria Rodziewiczówna

 

Umarła szóstego listopada 1944 roku. W sierpniu tegoż roku w Warszawie walczyła o przetrwanie. Lecz nie na barykadach stolicy, ale ukrywając się i zmieniając co chwila adres zamieszkania. O starej, schorowanej pisarce nie zapomnieli znajomi i powstańcy. Pomagali we wszystkich „przeprowadzkach”.

W 1940 roku w łódzkim obozie przejściowym przy ulicy Łąkowej 4 przeżyła prawdziwe oblężenie dobroci. Ponoć całowano ją po rękach i nogach. A ona spokojnie czekała na dorożkę. Kilka miesięcy temu uciekła z Hruszowa, rodzinnej posiadłości, i na podstawie fałszywych dokumentów, licznymi objazdami, dotarła aż do Łodzi. A ludzie, którzy ją rozpoznali, oddawali jej cześć. I coś więcej niż szacunek.

Atencję można zyskać tylko wtedy, gdy nikogo nie udajemy, gdy jesteśmy sobą. Maria Rodziewiczówna, gdyby żyła we współczesnych latach z pewnością należałaby do jednej z organizacji LGTB +. W swoich czasach słyszała pewne nie raz uszczypliwości, lecz nie było to wulgarne i despotyczne.

Była osobą transpłciową i nie ukrywała tego. Jednak w powieściach nie ujawniała poglądów na temat własnej seksualności. Potrafiła rozdzielić życie prywatne od życia twórczego.

Dała za to świadectwo innego rodzaju miłości. Możemy przyjąć, że miarą patriotyzmu pisarza jest liczba powieści, w których odmieniono na wszystkie możliwe sposoby wyraz „ojczyzna”. Gdyby zorganizowano taki konkurs, z pewnością Maria Rodziewiczówna zajęłaby jedno z czołowych miejsc. Powiadała, że nawet najmniejszy ułamek polskiej krwi w żyłach powoduje to, że powinieneś poddać rewizji dotychczasowe życie, jeżeli odrzucasz polskość.

Bohater „Między ustami a brzegiem pucharu”, hrabia Wentzel Croy-Dülmen, pół-Polak, nienawidzący wszystkiego co polskie, musiał jednak (aż) się zakochać, aby zrewidować swoją przeszłość. Nic sam z siebie. To kobieta stała się spiritus movens przemiany hrabiego Wentzla. Wiele może się wydarzyć między dwoma łykami wina. Croy-Dulmen pił z kielicha nienawiści, ale kobieta – Polka zamieniła go w czarę miłości.

„Kwiat lotosu” opowiada o nikczemnym, butnym mężczyźnie, który dopiero po pewnym doświadczeniu przyjmuje do wiadomości, że w młodości popełnił błąd. Stara się go naprawić, wręcz zniwelować. Doprowadzić do pojednania. Za tę opowieścią stoi kobieta i… miłość do ojczyzny. Czyli cała Rodziewiczówna.

„Barcikowscy” to esencja filozofii Marii. Dwóch braci – dwie różne drogi. Jeden zjednał się z rosyjskim zaborcą, drugi zachowuje narodową tożsamość. I jak to u Rodziewiczówny wyklęty zostaje kolaborant, a patriota zostaje wynagrodzony.

Być może te trzy powieści sprowadzają się do prostych schematów, które aż biją po oczach. Dobry szeryf, zły bandyta, kobieta kochająca tego pierwszego i odpychająca drugiego. Szeryf pod koniec opowieści aresztuje bandytę i żeni się z kobietą. Ma się rozumieć, że powyższy opis bardziej pasuje do westernu typu „W samo południe” niż do powieści Rodziewiczówny.

Lecz w przypadku powieści tej pisarki nie chodzi o schematy powieści, a raczej o działanie pisarki wobec Polaków. O wyeksponowanie wątku patriotyzmu. Potomek żyjących pod zaborami może skrzywić usta. Jest za dużo tego wątku miłości do ojczyzny w powieściach Rodziewiczówny.

„My tu, panie Adamie, opalamy się na plaży we Władysławowie. Zostawiamy ślady istnienia w piachu, w falach morskich. Chcemy odpocząć. A pan w tym miejscu mówi o patriotyzmie”, może ktoś powiedzieć.

Szybko odpowiadam: wszędzie możemy być patriotami. We Władysławowie także. Trzeba tylko użyć odpowiednich słów. Zdaję sobie sprawę, że język polski jest językiem wymagającym, lecz w takim razie i od siebie wymagajmy. Patriotami będziemy również, gdy na plaży nie zostawimy zbędnych niespodzianek dla tych którzy po nas przyjdą. I co bodajże najważniejsze w tym wszystkim, dzięki m.in. Marii Rodziewiczównie możemy wypoczywać nad Bałtykiem. Czy gdziekolwiek indziej. Bez żadnej ekscytacji powiem, iż jej powieści dały asumpt do wszelkiego działania ku odzyskaniu niepodległości. Odpowiednie czasy wymagają odpowiednich działań.

Mówiąc inaczej: odtwarzała życie, które znała. Życie z pracą dla własnego dobra w roli głównej. Nawet wbrew własnej woli. Jak w powieści „Dewajtis”. Główny bohater nie potrafi dokonać właściwego wyboru. Błąka się. Ma (aż) trzy dylematy. Kocha czy nie kocha? Wyrzec się pracy czy zaufać jej sile? Uwierzyć i powierzyć życie legendzie o prastarym Dębie?

W tym samym czasie, w którym Rodziewiczówna wydaje „Dewajtis”, pojawia się na półkach księgarskich powieść Elizy Orzeszkowej, „Nad Niemnem”. Przypadek?

Przypomnijmy. W „Nad Niemnem” autorka wprowadza podobne, nawet powiedzmy, że tożsame wątki z tymi, które poznajemy w „Dewajtisie”. Ta sama epoka literacka, ten sam cel napisania powieści. To samo spojrzenie na istniejący świat. Czy wystarczy, aby dwie pisarki, niezależnie od siebie, napisały podobnie brzmiące utwory? To już tajemnica. Tajemnica piór zamaczanych w inkauście. Ponoć w ten sposób rodzą się aniołowie. Skrzydlate stwory z funkcją wypełniania życia stałą pracą. Amen.

Korzystałem z publikacji „Rodziewicz-ówna. Gorąca dusza” Emilii Padoł. Fakty oplotłem jednak swoim własnym wyobrażeniem, mitem i dywagacjami o Marii Rodziewiczównie.

Władysławowo – Warszawa, 9.08.2023 rok.