MARIA DĄBROWSKA, CZYLI NIE WYPŁYWAJMY ZBYT DALEKO NA JEZIORO GOPŁO - ADAM MIKS
Maria Dąbrowska – pisarka, autorka utworów publicystycznych. Urodzona w 1889 roku w Russowie, zmarła w 1965 roku w Warszawie. Autorka teatrologii „Noce i dnie” oraz licznych pism krytycznych.
Człowiek jest tajemnicą – z tajemnicy przybywa i w tajemnicę odchodzi.
Maria Dąbrowska
Jedyna jej powieść ma krótki i niejednoznaczny tytuł – „Noce i dnie”. Trudno na podstawie tych dwóch słów wyznaczyć czas akcji, bo może w nich się kryć tak wiele dób, ile tylko autorka chciała pomieścić.
Powieść zaczyna się po Powstaniu Styczniowym, a kończy kilka miesięcy po wybuchu I Wojny Światowej. Ile to dób? Wiele. Aż nadto, aby rzeczywiście w tytuł powieści wpisać przemijanie czasu. „Tym bardziej że te wszystkie noce i dnie są podobne do siebie, tak jakby stanowiły jedną dobę pomnożoną przez wielość”, może powiedzieć pani Barbara Niechcic. „Tylko dlaczego starzejemy się, a dzieci nasze dorastają?”, zapyta się Bogumił.
Proponuje on krąg pracy. Odwieczne trwanie życia, trwanie pomimo zmiany warty, uniwersalizm egzystencji. Być może z tego uniwersalizmu wzięło się myślenie Barbary Niechcicowej o podobieństwie przemijających dni i nocy?
Maria Dąbrowska w „Nocach i dniach” ukryła dzieje własnej rodziny. Losy Barbary i Bogumiła mają wiele wspólnego z kolejami życia rodziców Marii. W postaci Agnieszki można dopatrywać się samej pisarki. Niektóre wypowiedzi panny Niechcicówny, a potem pani Śniadowskiej są echem zainteresowań Marii Dąbrowskiej. Mówię o wszystkich zdaniach o spółdzielczości. Tym obszarem działalności człowieka zainteresował pisarkę jej mąż, ideowiec, członek przedwojennej PPS.
Rodzina to bardzo popularny temat powieści. Świeżo w pamięci mam „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. W pierwszym tomie, gdzieś w trzecim albo w czwartym rozdziale, autorka opowiada o korzeniach rodzinnych Scarlett O’Hary. W dalszej części powieści Mitchell odchodzi ciut od wątku sagi rodzinnej, aby od czasu do czasu jednak doń się przybliżać. Opowieść jest o tym jak pół-Francuzka i pół-Irlandka dostosowała życie do zastanych warunków z dala od rodzinnych stron. Wątek miłosny – przepraszam bardzo – jest ubocznym tematem. Tylko panowie z Hollywood potrafili tę kwestię wyeksponować na pierwszy plan. Jednak jest to zafałszowanie treści całej powieści.
Klasycznym przykładem opowieści rodzinnej może być tom „Buddenbrooków” Tomasza Manna. Samą powieść warto znać. Tylko nie czytajcie podtytułu, błagam was. W nim jest zawarta treść i od razu pointa. Nie cierpię, gdy autor (sic!) zdradza zakończenie. I to nie na początku pierwszego rozdziału, to bym jeszcze mógł zrozumieć. Ale Mann na karcie tytułowej podaje czytelnikowi, jak na złotej tacy, zamknięcie sagi rodziny Buddenbrooków. Pewnym wytłumaczeniem może być brak doświadczenia autora. Mówimy o debiucie pisarskim. Treść, forma i całe zaangażowanie w tworzeniu powieści wskazuje, że mamy do czynienia z dojrzałym pisaniem. A jednak może przeszkadzać myśl o tej wypowiedzi zamieszczonej tuż pod imieniem i nazwiskiem pisarza. „Dzieje upadku rodziny”, tak brzmi podtytuł „Buddenbrooków”.
Czy „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej również zasługują na takie, ponure wręcz, miano? W chwili zakończenia powieści Bogumił Niechcic nie żyje, Barbara jest kobietą u kresu życia. Życie Tomaszka, najmłodszego syna, nie przedstawia żadnej wartości. Emilka jest chwiejna, na pograniczu emocjonalnym. Ma takie zdanie, jak jej przedmówca. Wydaje się, że z dzieci Niechciców tylko Agnieszka wie, czego można oczekiwać od życia.
Niech czytelnik odpowie sam sobie na pytanie: „Czy można zbudować rodzinę, mając takich bohaterów?” W najlepszym momencie Maria Dąbrowska zamknęła opowieść uplecioną z dni i nocy. To moja jak najbardziej subiektywna podpowiedz.
Nie wolno przedłużać w nieskończoność, gdy już z daleka widać, że to las gęsty i o dużej powierzchni. Pani Barbara zamyka oczy i zaczyna wspominać. Nie będziemy przeszkadzać. Zamkniemy tom powieści.
A za lasem błyszczy Jezioro Gopło. Dwoje ludzi na małej łódce. Tak się zaczynają „Przygody człowieka myślącego”. Przez wielu czytelników, włącznie ze mną, książka jest uznawana za ciąg dalszy „Nocy i dni”.
Być może zdziwimy się tytułowi. Jest on jakby wyjęty z książki dla młodzieży. Pamiętacie przecież „Przygody Marka Piegusa”? Albo serię „Przygód Tomka Wilmowskiego”? Przygoda zawsze będzie mi się kojarzyć z dzieciństwem. Nawet wtedy, gdy już wiem o istnieniu „Przygód człowieka myślącego”. Czyli powieści niezbyt przystającej do wieku młodzieńczego.
Dziwny ten tytuł, prawda? Nieprzystający do treści. W „Dziennikach” Marii Dąbrowskiej czytamy jednak, że finalny tytuł powstał już dawno w głowie pisarki i brzmiał: „Kompozycja istnienia”.
Odkąd zacząłem pisać o drugim utworze Dąbrowskiej, omijam szerokim łukiem nazwy „powieść”. Bo jest to powieść, strukturalnie jest to powieść, ale nie dokończona i nie do końca zredagowana. Lecz, gdy takiej brakuje wyraźnego zakończenia, czy możemy mówić o pełnym dziele? Odpowiedz sama się nasuwa – jak czapka na głowę w mroźne dni i tudzież noce – nie, zupełnie nie. Gdy Y dopisze ciąg dalszy powieści napisanej przez X, to wyjdzie coś na kształt tabliczki produktu czekoladopodobnego. Niby wszystko w porządku, lecz nie do końca. Nie można być trochę w ciąży, nie ma cukierków bez słodkości.
Gdy umrze pisarz, zabiera ze sobą swój niepowtarzalny styl. A jego następcy to tylko… następcy, naśladowcy. Zbigniew Nienacki stworzył postać Pana Samochodzika i zostawił ją na kartach literatury młodzieżowej. Jeśli się nie mylę, powstała seria składająca się z piętnastu powieści. Wydawnictwo „Warmia” mające wszelkie prawa do książek Nienackiego po śmierci Autora uzyskało pełną zgodę na kontynuowanie serii. To nie był strzał w dziesiątkę. To nawet nie był strzał. Zaledwie kiks.
Zapewne kiksem, a może nawet kleksem byłoby zatem napisanie ciągu dalszego „Nocy i dni”. I jaki by miał ten ciąg dalszy tytuł? „Dalsze doby”? „Ciąg dalszy nocy, ale i także i dni”? „Dalsze przygody Barbary i jej dzieci, już bez Bogumiła”? „Noce i dnie – drugie pokolenie”? Bez sensu, trwałe miejsce w polskiej literaturze miałaby powieść o jednym z takich tytułów. Nie pamiętacie? Przecież pani Barbara z oryginalnych „Nocy i dni” wjeżdża do ciemnego lasu. A co za tym lasem? Jezioro Gopło? Ale to tak naprawdę zupełnie inny rozdział w twórczości Marii Dąbrowskiej. Niedokończony.