Pumpkin Spice

SORATA

 

 

PUMPKIN SPICE

 

 

Była piękna.

W ich skali już dawno przekroczyła limit. Wszystkie oczy ciekawie zerkały właśnie na nią. Nikt jednak nie wiedział, że od dawna jest przyrzeczona innemu.

— Opowiecie mi w końcu czym jest ta wielka rodzinna tajemnica? – zapytała zniecierpliwiona, gdy po raz kolejny nastał dzień.

Jej mama, nieco wątlejsza od niej, ale równie piękna nachyliła się w jej stronę i zaczęła opowiadać.

— Od kiedy tylko sięga nasza pamięć, rodzina służyła Tym Którzy Się Nami Opiekują. To cudowne istoty. Dzięki nim mamy co jeść, świeżą wodę a i niebezpieczeństwo z daleka. Jeśli zerkniesz poza ogrodzenie zauważysz inne rodziny. Skulone, zastraszone czekające cię w przerażeniu na napastnika. Oj widziałam ja wiele złych ludzi, którzy próbowali nich krzywdzić. Jeszcze zanim przyszłaś na świat.

— Mamo, jak zwykle gadasz ponad miarę. Miałaś mi zdradzić tajemnicę.

Starsza zaśmiała się cicho przyłapana na gorącym uczynki.

— Rzeczywiście powinnam to zrobić. To już ten czas.

— Jaki czas?

— Raz w roku cały świat świętuje jedno magiczne wydarzenie. Z każdego zakamarka jaki istnieje wypełzają piękne i straszne stwory. Chodzą od domu do domu prosząc o jedzenie. Gdy ktoś im odmówi nie szczędzą w środkach, aby zniszczyć dom!

— To straszne!

Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Czerwona łuna omiotła ich dom dodaj iście ognistego blasku im rudym włosom.

— Dlatego świat stworzył nas. Raz do roku, kilka dni przed wielkim świętem przychodzi nas gospodarz. Wybiera jednego lub dwójkę z rodziny, aby stały na straży i swoimi groźnymi minami odstraszały okropne stwory.

— A czy mama kiedyś została wybrana?

Starsza pokręciła smutno głową.

— Do ochrony potrzeba silnych i pięknych istot. Niestety natura nie obdarzyła mnie niczym szczególnym. Trwam tak dalej ucząc wszystkich, którzy do mnie przyjdą.

— A myśli mama, że ja się nadaję?

— Oczywiście moja kochana. Jesteś wręcz stworzona do tego.

 Młodsza uśmiechnęła się zadowolona, jednak za chwile spochmurniała. Jedna rzecz nie dawała jej spokoju.

— Co się dzieje z tymi, którzy spełnili obowiązek?

Po tym pytaniu zapadła cisza. Nie ciężka, nie smutna jaka towarzyszyła złym wiadomościom. Starsza wpatrzona w szybko zachodzące słońce zastanawiała się nad czymś.

— Nasza służba jest dożywotnia. Jeśli zostaniesz wybrana nie licz na powrót. Będziesz w spokoju i cieple czekała na kolejne święto.

— Ale ja chcę cię jeszcze zobaczyć!

— Nie smuć się moja droga. Nie ma większego zaszczytu niż to. Zamiast rozdrapywać rany i wracać do wspomnień, myśl nad swoim zadaniem. W domu gospodarzy spotkasz wielu swoich znajomych, którzy tak jak ty czekają na wydarzenie.

W końcu wiedziała się czym jest tajemnica rodziny. Każdego dnia widywała swoich gospodarzy. Duże, blade istoty w nakryciach głowy. Chociaż różniły się od nich jak ogień i woda, z daleka czuła bijące od nich ciepło. Instynkt podpowiadał, że może na nich liczyć i na pewno o nią zadbają. Nie wymieniała z nimi ani słowa, a rozumieli się wyśmienicie.

Szczególnie lubiła małą istotę, która wesoło biegała wzdłuż ogrodzenia sprawdzając klatki z stworzeniami, które atakowały jej rodzinę. Często opowiadała im jak wyglądał jej dzień lub co robiła. Dziewczyna czuła do tej istoty szczególne zamiłowanie. Miała nadzieje, że widać w niej zachwyt, a to pomoże jej zostać wybraną.

***

Gdy w końcu nadszedł ten dzień nie pamiętała ani chwili od czasu pobudki. Minęło siedem wschodów słońca, zanim gospodarze ponownie zjawili się w ich domu. Niebo poszarzało, co młodsza uznała za znak nadchodzących stworów. Stanęła dumne wśród członków rodziny i czekała z niecierpliwością.

Pierwsza podbiegła do niej jej ulubiona mała istotka. Energicznie wskazywała na nią ciągnąc drugą, większą, podobna do siebie postać. Ta pokiwała głową i już chwile potem dłonie gospodarza sięgały do niej.

Była dumna jak nigdy. Rodzina starała się nie płakać, ale mimo to młodsza czuła, że cierpią. Starała się tego nie okazywać, ale gdy tylko została uniesiona do góry poczuła ogromny sprzeciw. Wolała nie patrzeć na swoich bliskich. Wiedziała, że nie wytrzyma bólu na widok ich min.

Została wsadzona na jakiś pojazd razem innymi podobnymi do siebie, jednak nie poznała ich. Zadana z widzianych mi nie pasowała do bliskich z jej grona. Zaniepokoiła się, że nie jest wystarczająco wyjątkowa, aby samemu obronić dom gospodarzy przed stworzeniami. Starała się zagadać do innych, ale wszyscy byli spłoszeni i nieśmiali. Przez to podróż upłynęła jej w ciszy

Wyciągnęli ich z ciasnego pojazdu, gdy słońce stało wysoko na niebie. Zroszone jesiennym deszczem czekali na swoją kolej.,

Dom gospodarzy był ogromny. Sięgał nieba, a ściany kończyły się na horyzoncie. Wtedy zrozumiała, że ona sama nie wystarczy, aby obronić wszystkich. Niedowiarki i przerażeni pasażerowie również zaniemówili z wrażenia. Młodsza zastanawiała się czy wiedzą o swoim przeznaczeniu. Za długo wahała się przed zapytaniem stojącej obok niej młodszej od siebie towarzyszki. Podbiegła do nich dziewczynka i złapała nieznajomą towarzysczkę w swoje dłonie. Szybko przeskoczyła przez próg kryjąc się w cieniu pokoi.

Do niej samej podszedł gospodarz. Delikatnie podniósł ją i oddzielił od grupy. Miała nadzieję, że czeka na nią specjalne zadanie. Była bardzo ciekawa, ale strach i szacunek nie pozwalały jej się odezwać.

Budynek, do którego została przeniesiona był dobrze oświetlony i cały zrobiony z drewna. Królowały jasne kolory co skojarzyło jej się z zimą. Bliscy opowiadali jej o tej porze, ale zanim poznała smak wspomnianego przez nich śniegu została wybrana. Czuł, że obrona jest o wiele lepsza niż dotyk zimnego puchu.

W jednej chwili coś ją zaniepokoiło. Czuła się bardzo słaba. Ledwo mogła obserwować otoczenie. Jeszcze większy strach wyciągnął w jej stronę swoje szpony. Odpychała od siebie te myśli, ale natrętnie wracały jak muchy letnim wieczorem.

Bała się, że gospodarze wyczuli jej zmęczenie i dlatego oddzielili ja od reszty. Walczyła z słabością, jednak ta odebrała jej mowę. Zauważyła jeszcze wchodząca do pomieszczenie bliska jej ulubionej istocie postać. Potem była już tylko ciemność.

***

Ocknęła się, gdy zapadł zmrok. Była przyzwyczajona do zalegającej wszędzie ciemności. Za to w tamtym momencie wyraźnie dostrzegała kolory. Trawa i drzewa zostały oświetlone dziwacznymi światełkami połączonymi zielonymi pędami. Mrugały, by po chwili trwać nieruchome. Nigdy nie widziała tak zaskakującego zjawiska.

Gdy w końcu oderwała od nich spojrzenie dostrzegła więcej rzeczy. A były to rzeczy przerażające. Dorównujące wielkością gospodarzom postacie, ale złożone z białych elementów, pozbawione włosów i oczu stwory. Zaraz obok nich wielki wilk szczerzył zęby, a z jego ust wystawał kawał mięsa. Był dużo większy o każdego którego widziała. W dodatku stał na tylnych łapach! Dalej, po drugiej stronie niewielkiej polany czekał skryty za drzewem kolejny napastnik. Cały pokryty strzępami ubrań, z otwartymi ranami i mętnym spojrzeniem.

Dotarło do niej jakie przerażające stworzenia czyhają w ciemności. To przed nimi miała bronić dom gospodarzy. Postanowiła ostrzec innych przed nimi. Stwory musiały ją zauważyć, bo stały nieruchomo wlepiając w nią puste spojrzenia. Mimo wielkiej chęci nie mogła się ruszyć. Nie mogła tez krzyczeć. To niepokojące uczucie to była właśnie niemoc.

Stała i widziała wszystko, ale nie czuła się sobą. Pamiętała ciepło w środku, ale to nowe było inne. Potężniejsze i bardziej nieokiełznane. W dodatku jej twarz została ozdobiona maską. Wyczuła na niej zarysowane kły i zmrużone oczy. Nie miała pojęcia co się dzieje.

Chociaż nieznajome uczucia budziły dużo niepokoju czuła się o wiele silniejsza i opanowana. Zniknęły negatywne emocje i pozostały tylko te związane z obroną. Gdy zasnęła gospodarze coś jej zrobili, aby stała się potężniejsza. Stopiła się z maską, również swojej twarzy nadając złowrogi wyraz.

Nie miała pojęcia jak długo będzie strzegła. Miała w głowie tylko potrzebę pełnienia straży. Była kimś zupełnie innym. Wspomnienia o bliskich zacierały się wypierane przez jeden cel. Nie chciała o nich zapomnieć, ale buzujący w niej nowy ogień wypalał wszystko.

— Jeśli tak ma wyglądać moja przyszłość to akceptuję ją – wyszeptała. – Choćby nie wiem co nie zejdę z posterunku.

Zanim nadszedł dzień udało jej się przestraszyć wielu stworów dzięki czemu gospodarze mieli spokój. Do wschodu nie pamiętała o domie i znajomych. Ogień wypalił się pozostawiając jedynie unoszący się wysoko dym. To wszystko co zostało z dzielnej strażniczki. Dym oraz radość z dobrze wykonanego zadania.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial