Królewna Z Kuchni, Królewna Z Kurnika I Królewicz Z Chlewu

ELŻBIETA SIWICKA

 

 

KRÓLEWNA Z KUCHNI, KRÓLEWNA Z KURNIKA I KRÓLEWICZ Z CHLEWU

 

 

Żył sobie kiedyś pewien król, który miał troje małych dzieci - dwie dziewczynki i chłopca. Na całym świecie nie znalazłbyś równie ślicznych i miłych stworzonek. Ojciec bardzo je kochał, a one kochały jego. Król długo żył spokojnie, ceniony i szanowany przez wszystkich, ciesząc się zdrowiem, dobrobytem i towarzystwem swoich bliskich. Jednak szczęście nie mogło trwać wiecznie. Pewnego dnia do stolicy dotarła wieść, że władca sąsiedniego królestwa, który dotąd żył w przyjaźni z tutejszym monarchą, na czele wojska zjawił się na granicy i pragnie podbić jego ziemię. Król, dowiedziawszy się o tym, natychmiast wyruszył bronić swojego kraju, a za nim podążyli wszyscy rycerze, łucznicy i piechota. Przez pewien czas wojna przebiegała po jego myśli, a wrogi monarcha mógł tylko zgrzytać zębami ze złości po kolejnej przegranej bitwie. Potem jednak niespodziewanie los się odmienił. Nagle nieprzyjacielska armia, jakby wspierały ją jakieś nieznane moce, zaczęła wychodzić z każdej potyczki zwycięsko, nie tracąc nawet jednego żołnierza. W końcu doszło do bitwy, która skończyła się zwycięstwem najeźdźców. Poległo w niej wielu dzielnych rycerzy dobrego króla, zginął i on sam, przebity mieczem przez jednego z wrogich rycerzy. Gdy jego nieprzyjaciel dowiedział się o tym, wiedział już, że odniósł zwycięstwo, a ziemia, którą najechał, należy do niego. Ale nawet to było dla niego za mało. Jeszcze nie zdołał opaść bitewny kurz, gdy żołnierze otrzymali rozkaz, by niezwłocznie udać się do pałacu poległego króla. Armia wdarła się do siedziby pokonanego wroga grabiąc wszystko, co wpadło im w ręce i mordując każdego, kto stanął im na drodze. Ich przywódca nie tylko ich przed tym nie powstrzymywał, ale z radością przyglądał się rzezi. Od tej pory kazał też się tytułować Panem Dwóch Królestw.

            Jedynymi mieszkańcami zamku, których nie zabito była trójka królewskich dzieci. Zwycięski władca kazał bowiem swoim żołnierzom je porwać, wsadzić na wóz wraz z resztą łupów i zawieźć do swojej stolicy. Zwycięska armia tryumfalnie maszerowała przez podbitą ziemię wyśpiewując pieśni ku czci swojego pana. Kiedy w końcu dotarli do jego zamku, na spotkanie pochodu wyszła żona ich króla wraz z pięciorgiem dzieci. Dwóch braci i trzy siostry przyglądali się z zaciekawieniem, jak słudzy ich ojca wypakowują te wszystkie wspaniałe rzeczy, które przywieziono z podbitego królestwa, a gdy dowiedzieli się, że część z tych skarbów mają otrzymać w prezencie, nie posiadali się z radości. W końcu słudzy ściągnęli z wozu troje dzieci, kazali im podejść do królowej i klęknąć u jej stóp.

            - A to jest mój dar dla ciebie. - zwrócił się Pan Dwóch Królestw do swej żony. - Ci troje są dziećmi króla, którego pokonałem. Ty zdecyduj, co z nimi zrobić, a ja spełnię twoje życzenie, jakiekolwiek by ono nie było.

            Królowa spojrzała z ukosa na trójkę swych jeńców, po czym powiedziała:

            - Myślę, że najlepiej będzie, jeśli zatrzymamy je w pałacu i każemy im pracować. Tak będą dla nas najbardziej użyteczni, a wszyscy zobaczą, że nie ma na tym świecie większego od ciebie pana, skoro nawet królewny i królewicze znaczą na twoim dworze mniej niż pokojówki.

            Królowi bardzo spodobał się ten pomysł.

            - Niech tak będzie. - powiedział i natychmiast spełniono życzenie jego żony. Troje dzieci zabrano do zamku, przebrano w zgrzebne stroje i skierowano do pracy. Starszej z królewien kazano pomagać w kuchni, młodszą wysłano do kurnika, a ich braciszek musiał odtąd pasać świnie. Ich życie stało się nędzne i smutne - chodzili w łachmanach i żywili się resztkami, obarczano ich najgorszą robotą, a pięcioro dzieci złego króla dokuczało im i bezlitośnie z nich drwiło, przy każdej możliwej okazji. Lata mijały, a udręka całej trójki była tak wielka, że w końcu zapomnieli, kim są i skąd pochodzą. Kiedy dorośli, zdawało im się już, że zawsze służyli w tym zamku i nigdy nie zaznali lepszego losu. Ale ich miłość do siebie nawzajem nigdy nie osłabła i nawet w najtrudniejszych chwilach zawsze znajdowali w sobie oparcie.

            W końcu i w tym królestwie nastały złe czasy. Nagle zaczęła je pustoszyć zaraza tak straszliwa, jakiej nikt przedtem nie widział. Na tę chorobę nie było żadnego lekarstwa, bardzo szybko się rozprzestrzeniała, a każdy, kogo dotknęła, umierał w męczarniach. Blady strach padł na mieszkańców krainy i nawet w królewskim pałacu na stałe zagościł niepokój, choć wciąż było tam bezpiecznie. Król, usłyszawszy co się dzieje, kazał sprowadzić do zamku uczonych i astrologów z całego kraju, po czym kazał im jak najszybciej odnaleźć sposób, by zaradzić katastrofie. Jednak ci, choć pracowali w pocie czoła przez wiele dni i nocy, zarówno w obawie przed zarazą jak i przed gniewem swojego pana, przez długi czas nie byli w stanie dokonać żadnego odkrycia. W końcu jednak jeden z uczonych stanął przed obliczem króla i oznajmił:           

- Taką chorobę wywołują przeklęte rośliny. Ktoś z twoich poddanych musiał się natknąć na takie zielsko i pozwolić mu zatruć swoje ciało, a potem jego przypadłość przeszła też na innych i rozprzestrzenia się do tej pory.

- Ale jak to powstrzymać? - dopytywał się król.

- Tego nie wiem. W żadnej z ksiąg nie udało mi się odnaleźć odpowiedzi.

- Więc módl się, by odkrył to ktoś mądrzejszy od ciebie! - krzyknął rozgniewany  władca i kazał wyrzucić nieszczęsnego mędrca za bramy zamku. Następnie oznajmił pozostałym, co zaszło i ostrzegł, że jeśli w ciągu trzech dni nie odkryją, jak zakończyć zarazę, wszyscy podzielą los uczonego. Strach dodał wszystkim sił do pracy i wieczorem trzeciego dnia jeden z astrologów miał już gotowe rozwiązanie zagadki.

- Przyczyną zarazy jest przeklęty krzak róży, który wyrósł pośrodku Czerwonej Drogi. Gwiazdy mówią, że jeśli dziecko królewskiej krwi zetnie ten krzew o zmierzchu, zaraza ustanie. - powiedział królowi. Usłyszawszy to, władca spochmurniał się i odprawił astrologa skinieniem ręki. Choć ulżyło mu, że jego problem można rozwiązać w tak łatwy sposób, obawiał się posłać którekolwiek ze swoich dzieci w podróż przez ziemie opanowane przez zarazę. Słyszał też, że wielu wędrowców przepadło bez wieści na Czerwonej Drodze, by nigdy już nie powrócić. W końcu król postanowił opowiedzieć o wszystkim żonie. Królowa wysłuchawszy słów swego małżonka, chwilę się zastanowiła, po czym odezwała się tymi słowy:

            - A czy nasi synowie i córki to jedyne królewskie dzieci, które znajdziesz pod swoim dachem? Czyżbyś zapomniał, że służy nam jeszcze troje? Poślij jedno z nich - z pewnością będzie mogło wykonać to zadanie, a jeśli nie wróci, zawsze będzie można znaleźć nową służbę.

            Król posłuchał rad żony i natychmiast kazał wezwać pomywaczkę. Dano jej do ręki siekierę i posłano na Czerwoną Drogę z poleceniem ścięcia przeklętego krzewu. Choć dziewczyna bała się iść tam sama, nie mogła sprzeciwić się rozkazom króla. Pożegnała więc siostrę i brata, po czym wyruszyła w podróż. Przez kilka dni nie działo się nic, a potem do stolicy dotarły radosne wieści - chorzy w całym królestwie nagle wrócili do zdrowia i nikt już nie musiał obawiać się zarazy. Cieszyli się poddani, cieszył się król i jego rodzina, cieszył się też świniopas i dziewczyna z kurnika, oczekujący z nadzieją powrotu siostry. Dni jednak mijały, a ta wciąż się nie pojawiała. Niecierpliwość jej rodzeństwa wkrótce zmieniła się w niepokój. Pozostali jednak cieszyli się tylko, że kłopoty minęły i nikt zdawał się nie przejmować losem tej, która miała ich wszystkich ocalić.

            Jakiś czas później na królestwo spadło nowe nieszczęście. Zaczęły nawiedzać je gwałtowne burze i huragany, które niszczyły wszystko na swojej drodze. Dni były czarne od chmur, a noce jasne od błyskawic. Nawałnica zrywała dachy z domów, wiatr porywał ze sobą ludzi i bydło, pioruny podpalały lasy. Król ponownie kazał wezwać do siebie uczonych i astrologów. Choć niezwykle trudno było czytać z zachmurzonego nieba, już po trzech dniach jeden z wróżbitów stanął przed obliczem władcy i oznajmił:

- Twój pierworodny syn podczas polowania trafił strzałą w stojącą przy Czerwonej Drodze kapliczkę Yleny i wytrącił klejnot z dłoni bogini. Kamień potoczył się do dołu i leży tam do tej pory. Jak tylko wróci na swoje miejsce, niebo znów się uspokoi. Ale klejnot trzeba umieścić w kapliczce o północy i musi zrobić to dziecko królewskiej krwi.

Król po raz kolejny opowiedział o wszystkim żonie, a ta poradziła posłać na Czerwoną Drogę tę królewnę, która zajmowała się kurami. Pouczono ją, co ma robić i zakazano wracać, dopóki nie wykona zadania.

- Nie martw się o mnie. - powiedziała dziewczyna bratu, gdy ten żegnał ją ze łzami w oczach. - Na pewno uda mi się wykonać zadanie, a kto wie, może dowiem się też, co przydarzyło się naszej siostrze.

Jednak, choć dziewczyna się uśmiechała, twarz miała bladą, a serce pełne trwogi.

            Niedługo po jej odejściu nawałnica ustała, wicher przestał wiać, a niebo się rozpogodziło. Znów w królestwie zapanowała radość. Było jasne, że i tym razem rozkaz króla został wykonany. Ale dziewczyna wciąż nie wracała. Tak jak poprzednio wszyscy w zamku szybko zapomnieli o zaginionej służącej a życie toczyło się jak dawniej. Tylko młody świniopas wciąż pamiętał i o niej, i o pomywaczce, którą wcześniej wysłano w podróż. Jego niepokój rósł z każdym dniem, a tęsknota stawała się nie do zniesienia. Nie mógł już ani spać, ani pracować. Aż w końcu którejś nocy po kryjomu opuścił zamek i ruszył na poszukiwanie sióstr.

            Po długiej wędrówce, świniopas w końcu dotarł do Czerwonej Drogi. Spacerując po niej za dnia dostrzegł szczątki przeklętego krzewu i kapliczkę Yleny, w której znów znajdował się drogocenny kamień. Przez kilka godzin młodzieniec chodził po okolicy szukając jakiegoś śladu zaginionych sióstr lub kogoś, kto wiedziałby coś o ich losie. Jednak nic więcej nie znalazł, nikogo też nie napotkał. W końcu zawrócił i udał się do ostatniej wioski, którą minął po drodze. Próbował pytać jej mieszkańców o Czerwoną Drogę i swoje dwie siostry, ale nikt nie chciał z nim rozmawiać.

            - Nie zawracaj mi głowy! - mówił pewien chłop - Muszę obsiać pole i nie mam czasu zajmować się problemami obcych.

            - Spieszę się na targ. - powiedział jego sąsiad, pchający właśnie taczkę wypełnioną miotłami. - Lepiej zapytaj kogoś innego.

            - Lepiej zająłbyś się czymś pożytecznym. - ofuknęła go kobieta, która przędła przy studni - Daleko nie zajdziesz, włócząc się tylko i nakłaniając przyzwoitych ludzi do gadania o głupotach.

            Młody wędrowiec widząc, że wszyscy są zbyt zajęci i zbyt nieuprzejmi, by mu pomóc, przestał zadawać im pytania i zaczął szukać kogoś, kto nie miałby aż tyle na głowie.

            W końcu, na obrzeżach wioski, napotkał siwego starca, który siedział na zwalonym pniu drzewa i patrzył w niebo. Gdy zobaczył nieznajomego młodzieńca, uśmiechnął się przyjaźnie i skinął mu ręką na powitanie.

            - Witaj! Nie zechciałbyś się do mnie przysiąść? Nie mam tu przyjaciół, a bardzo rzadko zjawia się tu ktoś nowy.

            Chłopak, szczęśliwy, że w końcu znalazł się ktoś życzliwy, chętnie zajął miejsce na pniu obok staruszka.

            - Co cię tu sprowadza?

            - Chciałem odnaleźć Czerwoną Drogę. - wyjaśnił chłopak - I dowiedzieć się, co dzieje się z ludźmi, którzy nią chodzą.

- Nikt nie chodzi tą drogą, jeśli nie musi, a nocą ludzie omijają ją szerokim łukiem i nie mają nawet odwagi, by spojrzeć w jej stronę. Tylko ja czasem spaceruję wieczorami w jej pobliżu, ale zawsze wracam zanim na dobre zapadnie zmrok.

            - Czy widziałeś tam moje siostry? - spytał młodzieniec. - Obydwie służą w pałacu króla. Wysłano je tam, gdy w królestwie źle się działo i od tej pory słuch po nich zaginął.

            - Nie widziałem ich. - odrzekł starzec - A jeśli miały nieszczęście znaleźć się na tej drodze w porze, gdy przemierza ją Czarny Powóz, ty także już ich nie zobaczysz. Kto go ujrzy, ten jest zgubiony.

            - O jakim powozie mówisz?

            - O tym, który co noc, zaprzeżony w sześć czarnych koni bezszelestnie przejeżdża przez Czerwoną Drogę. Powozi nim człowiek w czerwonym kubraku. Nigdy nic nie mówi, a jego twarz zawsze kryje maska. Konie są szybsze od wiatru, ale jeśli drogą przechodzi akurat jakiś człowiek, kocz natychmiast się przed nim zatrzyma, a drzwi szeroko otworzą. Wtedy nikt, nieważne jak mądry i uparty by nie był, nie będzie w stanie oprzeć się pokusie, by wejść do środka. A gdy tylko się tam znajdzie, drzwiczki się zatrzasną, woźnica popędzi konie i powóz z prędkością strzały popędzi wprost do Krainy Umarłych. Wszyscy z okolicy o tym wiedzą, choć nikt nigdy o tym nie mówi.

- Więc moje siostry zginęły? - spytał wstrząśnięty młodzieniec.

- Nie. - odrzekł starzec. - Dopóki ich serca wciąż biją, a krew krąży w ich żyłach, twoje siostry nie należą do tamtego świata, lecz nadal są równie żywe jak ty i ja. Ale same nigdy stamtąd nie wrócą, gdyż brama otworzy się ponownie tylko przed tym, który przekroczył ją nie odrywając stóp od ziemi. Sam widzisz, że ani ty, ani ja nic nie możemy zrobić, bo jak zwykły człowiek mógłby dokonać niemożliwego?

            Młodzieniec nie tracił jednak nadziei i cały dzień chodził po okolicy próbując znaleźć jakiś sposób, by nie odrywając stóp od ziemi dotrzeć tam, gdzie zmierza Czarny Powóz. Słońce już chyliło się ku zachodowi, gdy dotarł na skraj największego pola i rozmyślania pochłonęły go do tego stopnia, że nawet nie zauważył jak wszedł w kretowisko. Wtedy przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Zebrał trochę ziemi z pola i nasypał jej sobie do butów. “W ten sposób zawsze będę miał ziemię pod stopami” pomyślał. Tak przygotowany udał się w kierunku Czerwonej Drogi i spacerował po niej w tę i z powrotem, czekając na zapadnięcie nocy. Minęła już północ, a nadal nic się nie wydarzyło. Nagle jednak tuż przed kapliczką zatrzymał się okazały powóz, choć jeszcze chwilę temu cała okolica tonęła w ciszy i nie słychać było ani turkotu kół, ani tętentu końskich kopyt. Tak jak wspominał starzec, kocz ciągnęło sześć czarnych koni, a powoził nim człowiek ubrany na czerwono w masce na twarzy. Gdy młody świniopas przyglądał się tej osobliwej karocy, drzwiczki nagle się otworzyły. Wtedy, jakby jakaś mgła przesłoniła umysł młodzieńca i poczuł, że nie jest już w stanie myśleć o niczym innym, niż przejażdżka Czarnym Powozem. Wszedł więc do środka i usiadł, a drzwiczki natychmiast się za nim zatrzasnęły. Zamaskowany woźnica popędził konie, a te ruszyły z kopyta i gnały tak szybko, że ktoś, kto patrzyłby na nie z boku, nie byłby w stanie stwierdzić, gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi. Czarny Powóz dotarł w końcu do końca Czerwonej Drogi, a wtedy otworzyła się przed nim niewidzialna brama prowadząca do Krainy Umarłych. Jak tylko powóz ją przekroczył, zatrzymał się, a drzwiczki otworzyły się na oścież. Wtedy siedzący w środku młodzieniec odzyskał władzę w nogach i jasność myśli. Natychmiast wyskoczył z powozu, a ten jakby rozpłynął się w powietrzu. Przybysz mógł teraz dobrze przyjrzeć się temu osobliwemu miejscu, w którym się znalazł. A było na co patrzeć, bo takiej krainy nikt żywy jeszcze nie widział. Rosły tam, jak i tutaj, trawa, drzewa i kwiaty, ale nie przypominały one naszych roślin. Były całkiem czarne, ale gdy przyglądało im się dokładnie można było dotrzeć małe światełko we wnętrzu każdej. Niedaleko bramy było coś, na kształt miasta a w nim domy umarłych. I one w niczym nie przypominały tych, w których mieszkają żywi. Umarli budowali je bowiem ze swych wspomnień i niespełnionych marzeń, które w tej krainie stawały się widoczne. Domy z takiego budulca były tak rozmaite jak dusze ich mieszkańców i wciąż zmieniały kolory i kształty. Nawet niebo wciąż przybierało coraz to nowe barwy, choć w tym świecie nie było ani dnia, ani nocy. Za to nie trzeba się było obawiać burz, deszczu ani wiatru, gdyż nieboskłon przypominał lśniącą, nieruchomą kopułę ze szklanych cegieł. Młodzieniec rozglądał się z zaciekawieniem, patrząc na te wszystkie dziwy i niemal już zapomniał, po co przybył w to miejsce. Nagle usłyszał jakiś znajomy głos, wołający go po imieniu. Odwrócił się i zobaczył młodszą ze swoich sióstr, machającą do niego zza rogu. Natychmiast do niej podbiegł, a ta rzuciła mu się na szyję. Gdy brat spytał ją o ich drugą siostrę, odpowiedziała:

            - Zaprowadzę cię do niej. Odkąd tu jest, ciągle chodzi po okolicy i próbuje namówić każdego, kogo napotka, by opowiadał jej o swoim życiu i śmierci. Pewnie jest gdzieś w pobliżu.

            Wkrótce rzeczywiście natknęli się na starszą z sióstr, która akurat rozmawiała z pięcioma kapłankami, które niegdyś zabił demon za to, że nie chciały mu służyć. Na widok brata z początku bardzo się ucieszyła, potem jednak ogarnął ją wielki smutek, gdyż sądziła, że teraz wszyscy troje są uwięzieni w tej dziwnej krainie.

            - Nie musimy zostawać tu na zawsze. - uspokoił ją brat - Znalazłem sposób, by dotrzeć tu nie odrywając stóp od ziemi, więc w każdej chwili będziemy mogli stąd wrócić.

            - Ale jeszcze nie teraz! - wykrzyknęły naraz obydwie siostry.

            - Najpierw musisz poznać naszych krewnych. - powiedziała starsza.

- A i my nie możemy zostawić ojca bez pożegnania. - dodała młodsza. Słowa te bardzo zdumiały i zaciekawiły młodzieńca więc chętnie zgodził się spędzić jeszcze trochę czasu w Krainie Umarłych. Siostry zaprowadziły go w miejsce, gdzie zgromadzeni byli wszyscy ich zmarli przodkowie. Był to ogromny tłum, złożony z samych dostojnych i prawych osób, których dzieje można by było opisać w stu grubych księgach, a i tak nie starczyłoby tam miejsca na wszystko, co warte wspomnienia. A na ich czele stał król, zmarły ojciec trojga żywych gości w Krainie Umarłych. Gdy zobaczył syna, natychmiast wyszedł mu naprzeciw. Jak tylko młodzieniec spojrzał mu w oczy, rozpoznał go i powróciły do niego wszystkie szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa. Ojciec i syn, płacząc ze wzruszenia, padli sobie w ramiona.

            Zmarły król wiedział już od córek, jaki los spotkał jego dzieci i bardzo nad tym ubolewał. Z rozrzewnieniem wspominał swoje utracone królestwo i żałował, że nie mógł zostawić go w spadku.

 - Nie wiem, jak mógłbym wam pomóc, dzieci. - powiedział ze smutkiem - Nie chcę odsyłać was tam, gdzie czeka was tylko niedola i pragnąłbym, byście odzyskali królestwo, które powinno należeć do nas. Wiem jednak, że sami nie bylibyście w stanie go odzyskać, a bardzo trudno będzie wam znaleźć kogoś, kto mógłby i chciałby wam w tym pomóc.

 - Ojcze - zapytał młodzieniec - skoro twoje królestwo było tak silne, a lud aż tak ci oddany, jak wrogi król zdołał tak łatwo zwyciężyć?

- Nie wiem. - odrzekł zmarły król - Ale pamiętam, że w czasach, gdy jeszcze uważałem go za przyjaciela, dużo mówił o pewnej czarownicy, która mieszkała w dworku między trzema jeziorami. Mówił, że gdyby tylko udało mu się zdobyć jej przyjaźń, wszystkie jego pragnienia mogłyby się ziścić. Słyszałem też, że niedługo po tym, jak rozpoczęła się wojna między nami, owa czarownica nagle zmarła, a wtedy mój wróg zdołał tak szybko zwyciężyć.

- Więc ta kobieta też jest w tej krainie? - spytała starsza córka.

- Tak. - odparł jej ojciec - I mieszka tam, za tą łąką usianą czarnymi kwiatami. Jeśli chcecie, idźcie tam i spytajcie ją o jej dzieje. Może ona zdoła wam pomóc.

            Rodzeństwo wspólnie udało się do miejsca, które wskazał im ojciec. Stał tam dom czarownicy - chwilami przypominał wieżę, chwilami krąg z błękitnych płomieni a chwilami kryształową kopułę. Jak tylko goście zbliżyli się do jej siedziby, czarodziejka dostrzegła ich, a gdy zauważyła, że ci nadal żyją, wybiegła, by bliżej się im przyjrzeć.

 - Czego żywi ludzie mogą chcieć ode mnie? - spytała.

 - Opowiedz nam, jak umarłaś. - poprosiła starsza z sióstr.

 - Pewien król w jakiś sposób dowiedział się, że udało mi się zdobyć trzy przedmioty, których pragnął i szukał od dawna. Jednym z nich jest pas, dający noszącemu szczęście i chroniący go przed kłopotami. Drugi to czarodziejska muszla, która pomaga znaleźć rozwiązanie dla każdego problemu. Wystarczy tylko przyłożyć do niej ucho, by usłyszeć którąś z jej niezawodnych rad. Trzecim jest zaś hełm, chroniący tego kto go nosi od ran i ciosów. Te trzy cuda przez lata były bezpiecznie ukryte w moim domu tak, by nikt nie mógł ich wykorzystać do niecnych celów. Gdy ów król zjawił się w moich progach, od razu poznałam, że to zły człowiek i choć oferował mi złoto, klejnoty, a nawet tytuł księżnej, nie chciałam oddać mu ani jednego z moich trzech skarbów. Jego groźby też nie mogły mnie do tego skłonić. W końcu, którejś nocy ten niegodziwy człowiek wszedł przez uchylone okno do mojego domu, ukradł pas, muszlę i hełm, a potem zabił mnie we śnie. Od tego czasu jestem tutaj.

Troje przybyszów opowiedziało jej swoje dzieje, a czarownica ze smutkiem pokiwała głową.

- Wiedziałam, że tak to się skończy. - powiedziała - Bodajbym nigdy nie znalazła tych trzech skarbów! Ale widzę, że jesteście dobrzy i prawi, więc jeśli wam uda się odnaleźć to, co mi zrabowano, będziecie mogli to zachować. Złodziej z pewnością ukrył wszystkie trzy przedmioty w swoim zamku. Jeśli je zdobędziecie, z pewnością przyniosą wam szczęście.

Brat i dwie siostry opuścili dom czarownicy i wrócili do doliny. Tam powiedzieli krewnym, że spotkanie ich było wielkim szczęściem i nigdy ich nie zapomną, ale chcieliby już wrócić do swojego świata.

            - Chodź z nami! - poprosiła ojca młodsza z jego córek - Teraz, gdy znów jesteśmy razem myśl o rozstaniu jest dla mnie nie do zniesienia. Zamieszkaj z nami w świecie żywych!

            - Nie mogę. Tutaj jest miejsce umarłych, tak jak miejsce żywych jest na ziemi, którą oświetla słońce. - odrzekł zmarły król - Ale dam wam na drogę swoje błogosławieństwo. Tam dokąd idziecie nabierze ono wielkiej mocy i pozwoli wam znaleźć bezpieczne schronienie. O resztę będziecie już musieli zatroszczyć się sami. Bądźcie przezorni i dbajcie o siebie nawzajem, a los będzie wam sprzyjał.

            To rzekłszy, po raz ostatni uściskał swoje dzieci, a potem królewna z kuchni, królewna z kurnika i królewicz z chlewu ruszyli w drogę powrotną. Brama do świata żywych sama otworzyła się przed tym, który przybył tu nie odrywając stóp od ziemi, a on ujął swoje siostry za ręce, by wspólnie mogli ją przekroczyć. Gdy znów znaleźli się na Czerwonej Drodze, najpierw udali się do wioski, by podziękować staremu człowiekowi za pomoc. Jak już się z nim pożegnali udali się w kierunku ich dawnego królestwa. Gdy tak szli przed siebie, nie wiadomo jak (być może błogosławieństwo, które dostali na drogę miało z tym coś wspólnego) odnaleźli drogę, która wiodła do letniego pałacyku ich ojca. Budynek był od dawna opuszczony, okna zabito deskami, a w drzwiach wciąż było widać ogromne dziury od uderzeń toporów. Ale jak tylko troje wędrowców stanęło w progu, wrota otwarły się przed nimi na oścież, a wszystkie światła w środku zapłonęły jak dawniej. Z początku trochę ich to wystraszyło, ale po chwili, czując, że nie jest to zły znak, śmiało weszli do środka. Wnętrze pałacyku wydawało się zdemolowane i kompletnie wyczyszczone ze wszystkich przydatnych i wartościowych rzeczy, a jednak, gdy rozglądali się wokół i próbowali doprowadzić pokoje do porządku znajdowali tu i ówdzie jakieś porzucone przedmioty - a to grzebień, a to talerz, a to jakiś pierścionek czy łańcuszek, a to parę trzewików lub spodni. Gdy złożyli to razem okazało się, że mają tu wszystko, co było im potrzebne, a nawet więcej. Potem wszyscy troje wyszli do ogrodu. Większość roślin już dawno zdziczała, ale przybysze od razu dostrzegli jabłoń i gruszę, uginające się pod ciężarem owoców. Podeszli do drzew, by coś z nich zerwać, a wtedy podbiegł do nich piękny, biały koń i zaczął trącać młodszą siostrę łbem w ramię. Ta podała mu jabłko, a rumak od razu obłaskawił się na tyle, że pozwolił się głaskać i dosiadać każdemu z trójki rodzeństwa, a gdy ci w końcu poszli spać, krążył wokół pałacyku, jak pies pilnujący domu. Gdy rano brat i dwie siostry zbudzili się i przymierzyli znalezione poprzedniego wieczora stroje, spostrzegli, że dziewczęta wyglądają w nich jak prawdziwe królewny, a młodzieniec - jak prawdziwy królewicz.

- Gdybyśmy teraz zjawili się w królewskim pałacu, pewnie nikt by nas nie poznał. - powiedziała ze śmiechem młodsza królewna, przeglądając się w lusterku - Wszyscy biliby nam pokłony i prawili komplementy. Byłoby śmiesznie patrzeć na ich miny!

- Więc jedźmy tam! - odpowiedział jej brat - Przecież i tak musimy znaleźć pas, muszlę i hełm, o których mówiła czarownica. Od początku wydaje mi się, że to dlatego właśnie ten pałacyk sam się przed nami otworzył i podarował nam te wszystkie rzeczy. Już czas wykonać nasze zadanie!

- Lepiej nie jedźmy tam razem. - odrzekła starsza z królewien - Wątpię, że samo przebranie wystarczy, by ustrzec nas od kłopotów, a jeśli wszyscy naraz znajdziemy się w potrzebie, nie będzie miał kto nam pomóc. Poza tym mamy tylko jednego konia, a on przecież nie uniesie całej trójki.

Brat i siostra przyznali jej rację i postanowili poczekać na stosowny moment, by jedno z nich mogło pojechać do stolicy. Tak się złożyło, że nie minął tydzień, a dziewczęta, spacerując po jednej ze ścieżek natknęły się na wędrujących grajków. Gdy ci zobaczyli dwie piękne panny, natychmiast wyjęli skrzypce, fujarki i bębny po czym zaczęli na nich grać najpiękniej jak potrafili. Siostry nagrodziły ich brawami i spytały, dokąd się wybierają.

- Do króla, moście panny! - odrzekli muzykanci - Dotrzemy tam jeszcze dziś wieczorem i będziemy grać dla jego żony, synów, córek i wielu gości, a potem wrócimy z kieszeniami pełnymi złota! - To rzekłszy, pokłonili się pięknie swoim słuchaczkom i ruszyli w dalszą drogę. Dziewczęta wiedziały już, że w zamku szykuje się jakaś uroczystość.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              

Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, starsza z sióstr założyła złotą suknię i klejnoty, których nie powstydziłaby się nawet królowa, a twarz zakryła woalem. Tak przebrana dosiadła konia i udała się do zamku. Właśnie świętowano tam urodziny starszego z dwóch królewiczów i pałac był pełen znakomitych gości. Dziewczyna w złotej sukni bynajmniej nie zdawała się odstawać od pozostałych, jednak tylko ona miała woal na twarzy i tylko ona nie próbowała przypochlebić się księciu. Stała tylko z boku i zdawała się nad czymś głęboko rozmyślać. Być może to właśnie wydało się w niej królewiczowi tak niezwykłe, dość, że sam do niej podszedł i spróbował z nią porozmawiać.

            - Czemu kryjesz swoją twarz? - zapytał.

            - Nie zainteresowałaby cię, gdybyś ją zobaczył.

            - Jak ci na imię?

            - Moje imię do niczego ci się nie przyda.

            - Chciałbym cię poznać.

            - A każda panna w tej sali chciałaby poznać ciebie, więc czemu marnujesz czas na mnie?

- Nigdy jeszcze nie spotkałem kogoś takiego jak ty.

- Takie jak ja można znaleźć nawet w kuchni.

Dziewczyna mówiła to wszystko, bo pamiętała wszystkie przykrości, jakich doznała ze strony tego królewicza i nie chciała z nim rozmawiać. Gdy jednak spostrzegła, że ten bynajmniej się nie zniechęca, pomyślała, że być może książę mógłby jej pomóc odnaleźć to, czego szuka.

- Mógłbyś coś dla mnie zrobić? - zapytała.

- Jeśli w zamian odrzucisz zasłonę z twarzy i obdarzysz mnie dobrym słowem, zrobię wszystko. - zapewnił ją mężczyzna.

- To pokaż mi szczęśliwy pas twojego ojca. - wyraziła życzenie nieznajoma.

Gdyby książę wiedział, o jakim pasie mówi dziewczyna, z pewnością nigdy nie zgodziłby się spełnić jej prośby. Ale król tak bardzo obawiał się zdrady, że nawet własnej rodzinie nie powiedział jakie moce mają jego trzy niezwykłe skarby. Jego pierworodny syn bez wahania zabrał więc nieznajomą do komnaty ojca i otworzył skrzynię, w której ukryty był czarodziejski pas.

            - Jaki piękny! - wykrzyknęła dziewczyna - Proszę, pozwól mi go przymierzyć!

            Królewicz natychmiast podał dziewczynie pas i pomógł jej go zapiąć. W tym samym momencie dały się słyszeć głosy nawołujące solenizanta, a ten słysząc je, natychmiast wrócił do sali biesiadnej. Dziewczyna natychmiast zrozumiała, że to czarodziejski pas uwolnił ją od towarzystwa księcia, schowała go więc do kieszeni i wymknęła się z zamku. Dosiadła białego konia i ruszyła w drogę powrotną.

Gdy najstarszy syn króla spostrzegł, że nieznajoma odjeżdża, dosiadł swojego rumaka i ruszył za nią. Dziewczyna prędko spostrzegła, że ktoś ją ściga i bardzo się przelękła. Przewiązała się więc magicznym pasem i zjechała ze ścieżki licząc na to, że między drzewami trudniej będzie ją doścignąć. Królewicz ze wszystkich sił starał się nie zgubić jej tropu jednak dzięki magii i sprytowi dziewczyny w końcu musiał się poddać i wrócić do swego zamku. Tymczasem królewna z kuchni zdołała bezpiecznie dotrzeć do leśnego pałacyku, gdzie siostra i brat już na nią czekali. Wszyscy troje wspólnie zachwycali się pięknym pasem, który przywiozła i dziwili się jego niezwykłej mocy.

Minęło trochę czasu i zaczęła zbliżać się Noc Chochlików. Tego wieczora co roku w królewskim pałacu organizowano maskaradę, bramy były więc szeroko otwarte, a wielu gości przybywało, by wziąć udział w zabawie.Tym razem to młodsza siostra, przebrana za rajskiego ptaka i w masce na twarzy, pojechała do zamku. Bramy pałacu były szeroko otwarte i nietrudno było jej wmieszać się w tłum gości. Dziewczyna weszła do sali balowej. Bawili się tam wszyscy oprócz króla, który dawno już odkrył utratę magicznego pasa, a teraz siedział tylko w komnacie i biadał nad swą stratą. Nie miał pojęcia jak mogło się to stać, gdyż starszy z jego synów, obawiając się gniewu ojca, ukrył przed nim całą swoją przygodę z zakwefioną damą.

Gdy nieznana nikomu dziewczyna weszła do sali, młodszy brat następcy tronu natychmiast ją zauważył. Podszedł do niej, chwycił za rękę i poprosił do tańca. Gdy wirowali w takt muzyki, wywiązała się między nimi rozmowa:

- Skąd się tu wzięłaś?

- Weszłam przez otwartą bramę.

- Gdzie mieszkasz?

- W domu rodzinnym.

- Chciałbym, abyś została ze mną na dłużej.

- Możesz mieć każdą, więc cóż ci po mnie?

- Choćbym szukał tysiąc lat, nie znajdę drugiej takiej jak ty.

- Więc może powinieneś częściej zaglądać do kurnika?

Książę był zły, że nieznajoma drwi sobie z niego. Gdy skończyli tańczyć, nie próbował jej już więcej zagadywać. “Poczekam, aż zabawa się skończy.” pomyślał. “Wtedy postaram się, by nikt nam nie przeszkadzał i jakoś skłonię ją do mówienia”. Tymczasem sama dziewczyna wymknęła się ukradkiem z sali i chodziła po korytarzach zastanawiając się, gdzie też może być ukryta czarodziejska muszla. Nagle jej uwagę przykuł stojący w pewnej niszy marmurowy posąg. Przedstawiał on morską pannę, niosącą kosz pełen muszli - wszystkie były wykute z marmuru oprócz jednej, najmniejszej. Niewiele myśląc, dziewczyna chwyciła tę jedyną prawdziwą muszelkę i schowała ją do kieszeni. Potem wybiegła na dziedziniec, by dosiąść konia i wrócić do swojego pałacyku. Zdawało jej się, że nikt nie zauważył jej zniknięcia, nie wiedziała jednak, że młodszy syn króla dostrzegł zza uchylonej kotary, jak przekracza zamkową bramę. Ujrzawszy to, zbiegł do stajni, osiodłał swojego konia i ruszył w pościg.

Książę gonił dziewczynę przez las i choć ta robiła co mogła, by go zmylić, w końcu doścignął uciekinierkę, chwycił ją wpół i wsadził na swojego konia. Ta próbowała mu się wyrywać i wzywała na pomoc bogów, rodzeństwo, a nawet zmarłego ojca. Nic to jednak nie dało. Porywacz uniósł swoją ofiarę i zabrał ją do pewnej myśliwskiej chaty ukrytej głęboko w kniei. Chciał tam ukryć ją przed wszystkimi, gdyż z natury był zazdrosny i samolubny. Gdy obydwoje znaleźli się w środku, zaczął czule do niej przemawiać, przekonywać, że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i nakłaniać, by i ona uznała go za ukochanego. Jednak ani słodkie słówka księcia, ani jego obietnice, ani jego groźby nie mogły sprawić, by dziewczyna spojrzała na niego łaskawym okiem. Gdy próbował ją objąć, wyrywała się i drapała, gdy chciał ją pocałować, pluła mu w twarz. W końcu zniecierpliwiony syn króla zamknął dziewczynę w dużej skrzyni, która stała w rogu izby, a sam udał się do miasta. Tam zapukał do drzwi pewnej starej lichwiarki, która, mimo późnej pory, wciąż siedziała przy stole i liczyła pieniądze.

            - Mam dla ciebie zadanie. - powiedział jej - Ale nikomu nie wolno ci o tym mówić. Jeśli się sprawisz, sowicie cię wynagrodzę.

            Starucha chętnie przystała na propozycję księcia, a ten zaprowadził ją do myśliwskiej chaty. Tam dał jej do ręki klucz od skrzyni i powiedział:

            - W kufrze, który zobaczysz, gdy wejdziesz do izby, ukryta jest pewna dziewczyna. Wypuść ją stamtąd i dopilnuj, by na krok nie ruszyła się z chaty, dopóki nie wrócę. - rozkazał tej jędzy, po czym wrócił do swojego pałacu. Starucha otworzyła skrzynię i wypuściła z niej dziewczynę. Ta od razu zaczęła ją prosić, by pozwoliła jej odejść, ale jej łzy nie mogły wzruszyć twardego serca lichwiarki.

- Siedź cicho i nie marudź. - powiedziała tylko - Nie wiem, czego książę od ciebie chce i nie obchodzi mnie to. Chcę tylko dostać to, co mi obiecał i nie próbuj mi w tym przeszkadzać, bo mnie popamiętasz!

Wtedy dziewczyna przypomniała sobie, co zmarła czarownica mówiła o właściwościach czarodziejskiej muszli. Przytknęła więc ją sobie do ucha i natychmiast usłyszała cichutki głosik, który mówił:

            - Kobieta, która cię pilnuje, jest przewrotna i chciwa. Jeśli uwierzy, że wzbogaci się, gdy ci pomoże, nie zawaha się zdradzić księcia, któremu służy.

            Dziewczyna posłuchała rady muszli i spróbowała zjednać sobie pilnującą jej staruchę. Opowiadała jej o swoim rodzeństwie, które musiało bardzo martwić się jej zniknięciem, o uroczym pałacyku, w którym mieszkała i niby mimochodem wspomniała kilka razy o różnorakich skarbach, jakie często pojawiały się znikąd w różnych jego zakamarkach.

            - A dużo ty tego do tej pory zebrałaś? - spytała starucha.

            - Sporo. - odpowiedziała dziewczyna - Mogę cię tam zaprowadzić, z pewnością starczyłoby i dla ciebie.

            Tak jak przewidziała muszla, starucha nie zastanawiała się długo. Pomyślała, że przecież nie wie, ile książę chce jej zapłacić, a skarby dziewczyny mogą być dużo więcej warte. Poszła więc drogą wskazaną przez dziewczynę i niedługo obie dotarły do jej pałacyku. Wtedy stara jędza odepchnęła swoją przewodniczkę i chciała czym prędzej wbiec do środka. Jednak, gdy już miała przekroczyć bramę, nagle z jednego z balkonów odłamał się kawałek balustrady i spadł starej kobiecie na głowę, zabijając ją na miejscu. W tym samym momencie pojawili się brat i siostra młodej dziewczyny. Wracali właśnie z lasu, gdzie całą noc szukali zaginionej, odkąd jej koń wrócił bez jeźdźca. Gdy zobaczyli siostrę stojącą na progu i martwą staruchę leżącą u jej stóp, od razu zapytali, co takiego się stało. Dziewczyna opowiedziała im całą swoją przygodę i pokazała im muszlę, która wybawiła ją z kłopotów. Rodzeństwo wspólnie pochowało starą kobietę i ukryło oba czarodziejskie przedmioty w swoim domu.

Minęło trochę czasu i tym razem to młodzieniec postanowił wyruszyć do zamku. Gdy dowiedziały się o tym jego siostry, zaczęły go namawiać, by został z nimi i nie podejmował takiego ryzyka.

-Wiecie, że muszę jechać. - odrzekł im na to - Nic nie zdziałamy, dopóki czarodziejski hełm wciąż jest w rękach naszych wrogów. Skoro wam się poszczęściło, to i mnie uda się wrócić cało i zdrowo.

Widząc, że ich brat nie zamierza odpuścić, dziewczęta zaczęły zaklinać go, by był ostrożny i namawiać, by chociaż zabrał ze sobą któryś z magicznych przedmiotów.

- Weź ze sobą pas! - prosiła starsza siostra.

- Weź ze sobą muszlę! - nalegała młodsza.

- Wy będziecie potrzebować ich bardziej. Kto wie, czy synowie króla nie będą was tu szukać? Nie martwcie się o mnie, lepiej myślcie o tym, co zrobić z hełmem, gdy już go wam przyniosę.

Następnego dnia u bram królewskiego zamku zjawił się nieznany nikomu błędny rycerz w lśniącej zbroi. Zanim jeszcze zdołał dotrzeć do wrót, dostrzegły go przez okno trzy królewskie córki. Widok nieznajomego podniecił ich ciekawość, więc choć ich ojciec, po utracie dwóch cudownych skarbów, stanowczo zabronił wpuszczać kogokolwiek do swego pałacu, po cichu wprowadziły przybysza bocznym wejściem do środka. Królewnom bardzo spodobał się tajemniczy rycerz, były więc dla niego uprzejme i traktowały go jak najważniejszego i od dawna oczekiwanego gościa. Szybko jednak stały się zazdrosne o siebie nawzajem. Rzucały sobie nawzajem wściekłe spojrzenia i każdej się zdawało, że pozostałe dwie starają się odebrać jej kawalera. W końcu trzy siostry odeszły na bok i zaczęły sobie nawzajem ubliżać i sprzeczać się o to, która z nich powinna zalecać się do przybysza.

- Niech sam wybierze. - powiedziała w końcu najstarsza - Na razie wydaje się nieczuły, ale jest pewien sposób, by wyznał, która z nas mu się najbardziej podoba. Matka pokazała mi kiedyś pewien napój, który sprawia, że nikt nie jest już w stanie zachować dla siebie żadnej tajemnicy. Wypróbujmy go i zakończmy ten spór.

Pozostałe dwie siostry zgodziły się na to i natychmiast pobiegły do komnaty matki, przynieść tajemniczy napój. Nalały go do kielicha i podały rycerzowi. Ten ujął naczynie i, udając, że jest zaszczycony i onieśmielony towarzystwem królewien, zapytał je o niezwykły hełm.

- Pewnie jest w zbrojowni, bo gdzie miałyby być hełmy? - odrzekła średnia królewna.

- Chciałbym go zobaczyć. - odrzekł młodzieniec, ale królewny nie chciały go tam puścić. Zaczęły usilnie prosić go, by jeszcze trochę został i napił się z nimi, zapewniając, że sprawi im tym ogromną przyjemność. Ich gość słuchał tych pochlebstw i przymileń w milczeniu, uśmiechając się pod nosem. Zachęcony przez królewny napił się nieco z kielicha, który mu podały. Z początku nie powiedział nic, potem jednak przyjrzał się twarzom wszystkich trzech dam po czym wybuchnął gromkim śmiechem. Gdy zaskoczone królewny spytały, co go tak rozbawiło, odpowiedział im tak:

 - Śmieję się, bo kiedyś gardziłyście mną i szydziłyście ze mnie, a teraz, gdy zjawiam się w piękniejszym stroju, nagle zaczęłyście mi nadskakiwać jak przekupki na jarmarku.

Trzy królewny były bardzo zdumione i oburzone słowami młodzieńca.

            - Za kogo ty się uważasz?! - krzyknęła pierwsza - Myślisz, że córki wielkiego króla można bezkarnie obrażać?!

            - Jesteś głupi i niewdzięczny. - fuknęła druga - Jest wielu mężczyzn, którzy oddaliby wszystko, by zasłużyć na względy którejś z nas, a ty zachowujesz się, jakbyś miał na zawołanie całe tuziny lepszych!

            Trzecia królewna przez chwilę milczała, po czym odezwała się tymi słowy:

- Wydaje mi się, że widzę cię po raz pierwszy, a ty twierdzisz, że ja i moje siostry wiele razy sprawiłyśmy ci przykrość. Czyżbyśmy spotkali się już wcześniej?

W tym momencie rycerz wziął kolejny łyk zgubnego napoju, co tak mocno zamroczyło jego umysł, że zupełnie zapomniał o niebezpieczeństwie i ostrzeżeniach sióstr. Śmiejąc się opowiedział trzem królewnom całą swoją historię - wyznał nawet, gdzie ukryte są pas i muszla, których zniknięcie tak poruszyło ojca dziewcząt. Gdy skończył jeszcze chwilę chichcotał sam do siebie, po czym zasnął. Jak tylko zamknął oczy, królewny pobiegły do komnat ojca i opowiedziały mu o wszystkim. Król natychmiast rozkazał pojmać przybysza i wtrącić go do lochu. Jak tylko drzwi do celi zatrzasnęły się, biały koń, na którym przyjechał młodzieniec, zerwał się z postronka i uciekł z miasta, po czym zniknął w lesie i nikt nie był już w stanie go znaleźć. Zaraz potem król wysłał swoich żołnierzy na poszukiwanie obydwu sióstr swego więźnia, by i one mogły znaleźć się w kazamatach. Jednak choć okolice ich pałacyku zostały dokładnie przeszukane nie udało się natrafić choćby na ślad dziewcząt. Gdy król się o tym dowiedział, zrozumiał, że to moc pasa i muszli, które wykradły mu jego dawne służące, chroni je przed nim. “Nie ma rady” pomyślał. “Później znajdę jakiś sposób, by je schwytać i odzyskać, co moje. A na razie pozbędę się tego, który już jest w moich rękach.”.

Następnego dnia w całym mieście ogłoszono, że jeden ze sług Pana Dwóch Królestw dopuścił się kradzieży i zdrady, został jednak schwytany, a następnego dnia w południe kat obetnie mu ręce, a potem powiesi. Mieszkańcy stolicy tłumnie stawili się wyznaczonego dnia na placu, gdzie ustawiono szafot i szubienicę, przybył też i sam Pan Dwóch Królestw wraz z rodziną. Pojmanego młodzieńca doprowadzono na miejsce kaźni. Na oczach wszystkich kat odrąbał mu toporem najpierw prawą, a potem lewą dłoń. Jednak zanim zdążył zarzucić skazańcowi sznur na szyję, dał się słyszeć krzyk:

- Zatrzymaj się! Ten człowiek jest niewinny i możemy to udowodnić!

Wszyscy odwrócili się słysząc te słowa i dostrzegli dwie piękne, wytwornie odziane młode kobiety jadące na białym koniu. Były to dwie siostry skazanego, które przybyły mu na ratunek. Na oczach wszystkich, wspięły się na szafot, gdzie leżały dwie odcięte ręce ich brata. Starsza siostra podniosła jego prawą dłoń, młodsza - lewą. Obydwie podeszły do brata i przyłożyły odcięte kończyny na swoje miejsce, a te na powrót złączyły się z ciałem młodzieńca. Ujrzawszy ten cud, kat i zgromadzeni na placu ludzie bardzo się zdumieli i wiedzieli już, że w żyłach tej trójki musi płynąć królewska krew. Wtedy starsza z sióstr odwróciła się w stronę zebranych i przemówiła:

- Nazwaliście mojego brata złodziejem i zdrajcą, bo tak mówił o nim ten, którego nazywacie Panem Dwóch Królestw, choć nie zasługuje na to, by władać choćby jednym. Ale w rzeczywistości słowa oskarżenia odnoszą się właśnie do niego, a nie do tego, którego śmierć przyszliście tu oglądać. To wasz król jest złodziejem, gdyż skradł trzy czarodziejskie przedmioty i zdradziecko zabił kobietę, która nie chciała mu ich wydać. Jest też zdrajcą, bo jak inaczej nazwalibyście kogoś, kto najpierw nazywa innego króla swoim przyjacielem, a potem napada na jego królestwo, pozbawia go tronu i życia, uprowadza jego dzieci, a w końcu posyła je na pewną śmierć? Los pozwolił nam jednak powrócić, by ujawnić prawdę i naprawić wyrządzone zło. Sami zdecydujcie, komu chcecie wierzyć.

Gdy zły król usłyszał tę mowę, wpadł w wielki gniew i rozkazał swoim gwardzistom natychmiast nadziać całą trójkę na halabardy. Wrażenie jakie słowa dziewczyny wywarły na zebranych było jednak tak wielkie, że gdy ci się zjawili, ciżba natychmiast zagrodziła im drogę. Królowa kazała katu zrobić użytek ze swego topora, ten jednak klęczał już przed swą niedoszłą ofiarą i błagał o wybaczenie. Widząc, że lud odwrócił się od niego, król bez wahania porzucił swoją rodzinę i rzucił się do ucieczki. Chciał dobiec do miejsca, gdzie ukrył zaczarowany hełm i włożyć go, by w ten sposób uchronić się przed gniewem tłumu. Jednak jak na złość nie mógł go nigdzie znaleźć, a gdy przez okno zobaczył, jak troje dzieci jego dawnego przyjaciela zmierza na czele tłumu w kierunku zamku, wyjął zza pasa sztylet i wbił go sobie w serce. A gdy upadł na ziemię, z najwyższej półki spadł hełm, którego szukał i upadł tuż obok. Na nic jednak nie mógł już się przydać umarłemu, więc gdy służba znalazła go tuż obok ciała, bez wahania złożyła go u stóp tego, który miał tego dnia zginąć.

Niedługo potem odbyła się uroczysta koronacja. Na głowy trojga dawnych służących włożono korony i oddano im cześć jako nowym władcom zarówno kraju ich przodków jak i tego, którym niegdyś władał niegodziwy król. Dawna królowa i jej dzieci zostali wygnani daleko poza granice, gdzie nikomu już nie mogli szkodzić. Nowi władcy zadbali też o to, by zasługi tych, którzy okazali im wsparcie nie zostały zapomniane. Zacnego starca, który niegdyś pomógł młodemu królowi odnaleźć siostry, obdarowali licznymi skarbami i uczynili swoim doradcą. Rozkazali też, by na dziedzińcu ich nowego zamku postawiono pomnik czarownicy, która przez wiele lat strzegła czarodziejskich przedmiotów. Pas, muszla i hełm na zawsze zostały w rękach nowych władców i jeszcze wiele razy służyły pomocą królowi i królowym. Także ich wierny, biały koń zamieszkał na stałe w królewskiej stajni, a traktowano go tam lepiej niż jakiegokolwiek rumaka na świecie. 

Brat i dwie siostry panowali wspólnie nad dwoma królestwami przez wiele lat, a każdy rok był dla nich szczęśliwszy od poprzedniego.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial