Niespełnione Marzenia

RUTH AVALON

 

 

NIESPEŁNIONE MARZENIA

 

 

Stanęłam przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie. Kiedy tak mocno się postarzałam? Mogłabym przysiądź, że jeszcze niedawno nie miałam tylu siwych włosów i zmarszczek na czole. Przetarłam palcami po szorstkiej skórze, wzdychając ciężko. Czas nie miał litości, płynął powoli, ale nieubłaganie. Mogłabym powiedzieć, że życie było dla mnie łaskawe. Miałam wspaniałego męża, wielki dom z dużym ogródkiem i dobrze płatną pracę. Miałam wszystko, ale ciągle czułam jakbym nie miała nic.

            Alarm w telefonie odwrócił moja uwagę. Trzęsącymi się rękoma wyłączyłam go i sięgnęłam po test ciążowy, leżący na umywalce. Przymknęłam oczy, czując jak serce przyspiesza rytm. Bałam się. Nie chciałam znowu się zawieźć, płakać wieczorami i zadręczać ponurymi myślami. Nic jednak nie mogłam poradzić na to, że pragnęłam dziecka najbardziej na świecie.

            — Wszystko w porządku? — Rafał zapukał do drzwi.

            — Tak, zaraz wychodzę — jęknęłam, powstrzymując się od łez.

            Wstrzymałam oddech i spojrzałam na test, na którym odznaczała się tylko jedna czerwona kreska. Nie byłam w ciąży. Znowu.

            Ukryłam twarz w dłoniach, czując nieprzyjemne szczypanie pod powiekami. Przecież nie mogłam kończyć płaczem każdej wizyty w łazience, to było niedorzeczne! Chrząknęłam, chcąc odgonić natrętne myśli, które niczym tornado wchodziły do mojej głowy.

            Miałam już trzydzieści siedem lat, a nadal czekałam na spełnienie mojego największego marzenia. Chciałam dać dziecko Rafałowi, chciałam byśmy w końcu zaczęli być prawdziwą rodziną.

            Przetarłam oczy, nie chcąc dopuścić do wylania łez i strzepnęłam ręce, chcąc w ten sposób pozbyć się negatywnych emocji. Ze złością chwyciłam test, jeszcze przez chwilę się mu przyglądając i wyrzuciłam go do kosza. Odkręciłam zamek w drzwiach i wyszłam z łazienki, niemal wpadając na Rafała.

            — Hej, uważaj na mnie — zażartował, przytulając mnie do siebie. — Chyba nie chcesz mnie uszkodzić.

            — Nie zamierzałam — odburknęłam, chowając głowę w jego klatce piersiowej.

            — I jak? — zapytał, chcąc poznać wynik testu.

            — Negatywny.

            Wzruszyłam ramionami, jakby nie wiele mnie to interesowało. Atmosfera zgęstniała. Spojrzałam się na jego zatroskaną twarz, a serce ponownie zabiło szybciej. Nie chciałam go zawodzić, nie chciałam, by widział we mnie słabą kobietę. Chciałam być dobrą żoną i dać mu potomka! Dlaczego to było takie trudne?

            — To nic. Spróbujemy następnym razem.

            Kolejna obietnica. Kolejny miesiąc, w którym dziura w mojej klatce piersiowej stawała się coraz większa. Wiedziałam, że mnie o wszystko obwiniał. Odsunęłam się od niego, a on  bez słowa odszedł do kuchni. Opatuliłam się rękoma, lekko drżąc. Poczułam się porzucona i nie zrozumiana. Włócząc nogami zabrałam torebkę z korytarza i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Gdy już znalazłam się na zewnątrz nie byłam w stanie powstrzymać łez. Usiadłam na najbliższej ławce i wybuchnęłam płaczem. Dlaczego to musiało spotykać mnie? Dlaczego nastolatki potrafiły zajść w ciążę od pierwszego zbliżenia, a ja po dwunastu latach starań dalej nie miałam dziecka?

            Wiele lat temu zaczęliśmy się badać, sprawdzając czy nasze organizmy są gotowe na ciąże. Wyniki były wyśmienite, a lekarze załamywali ręce, nie wiedząc jaki jest powód naszej porażki. Przeszłam wiele badań, tysiące pobrań krwi i przelałam miliony łez. Dziecka jak nie było, tak nie ma.

~*~

            Spacerowałam sklepowymi alejkami, podążając do działu dziecięcego. Rafał zakazał mi tam chodzić, ale nigdy nie umiałam się przed tym powstrzymać. Wstrzymałam oddech, gdy zobaczyłam kolorowe ubranka i akcesoria dla niemowlaków. Podeszłam bliżej, biorąc do ręki różowe skarpetki. Westchnęłam ciężko, kładąc je na dłoni.

            — To niesamowite, że są tak małe, prawda? — zagadnęła kobieta w widocznej ciąży. — Nie powinnam tu przychodzić, ale niedługo rodzę i nie mogłam się powstrzymać. — Wskazała na swój wydatny brzuch i szeroko się uśmiechnęła.

            Machinalnie pokiwałam głową i odłożyłam skarpetki na miejsce. Żołądek skręcił się w supeł, a ręce zaczęły się trząść. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Oparłam się o ramę wózka i uciekłam z alejki, zostawiając w tyle zaskoczoną ciężarną. Nie umiałam już cieszyć się szczęściem innych. Na początku na każdą ciążę reagowałam z radością, gratulowałam i wypytywałam o różne szczegóły. Z biegiem czasu ten temat stał się dla mnie bolesny i nie chciałam go poruszać. Jak miałam z radością rozmawiać o dzieciach przyjaciół, sama pragnąc ich najbardziej na świecie? Niektórzy nie umieli tego zrozumieć i zerwali z nami kontakty. Rafał oczywiście winił mnie. Przecież to ja wybuchałam płaczem na każdą wzmiankę o ciąży lub markotniałam, gdy pytano nas o dziecko. On nie przywiązywał do tego tylu emocji, czego mu bardzo zazdrościłam.

            Na poprawę humoru postanowiłam odwiedzić moją siostrę, Anitę. Ona zawsze umiała mnie pocieszyć i wesprzeć ciepłym słowem. Miała dwójkę dzieci, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, kochałam moich siostrzeńców najbardziej na świecie.

            — Agata! Super, że przyszłaś — zawołała Anita od progu, chwytając mnie w szczelny uścisk. — Mama i tata też właśnie wpadli na kawę.

            Jęknęłam, wchodząc do domu. Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać.

            — Agatko, dawno się nie odzywałaś. — Pogroziła mi palcem mama i cmoknęła w policzek. — Dlaczego nie odbierasz moich telefonów?

            — Jestem zajęta. — Wzruszyłam ramionami, podchodząc do taty i przytulając go.

            Usiadłam naprzeciwko nich, kątem oka obserwując Anitę krzątającą się w kuchni.

            — To co tam u was słychać? — zapytałam, by zagłuszyć ciszę w pokoju, która wwiercała mi się w umysł.

            Mama machnęła ręką i upiła łyk kawy, a tata chrząknął, opierając się rękoma o stół.

            — Kupiliśmy ostatnio dwie krowy i kilka kur. Biznes się kręci. — Uśmiechnął się zadowolony, wypinając dumnie pierś. — A matka ostatnio była w szpitalu.

            — W jakim szpitalu? — Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia, patrząc z niedowierzaniem na rodziców. — Dlaczego ja nic nie wiedziałam? Co ci się stało, mamo?

            Mama uderzyła łokciem tatę w bok, kręcąc głową.

            — Po co jej mówisz? — Westchnęła, poprawiając włosy. — Nic mi nie było poważnego. Przewróciłam się o wystający dywan i uderzyłam głową w stół. Zatrzymali mnie tylko na obserwacji.

            — Mamo! — krzyknęłam z wyrzutem. — To jest poważna sprawa.

            Mama ponownie machnęła ręką i upiła kolejny łyk kawy. Nigdy nie lubiła mówić o swoich problemach, zawsze skrzętnie je ukrywała. Uważałam jednak, że kwestiami zdrowotnymi powinno się dzielić z rodziną.

            — Wiedziałaś? — zapytałam Anitę, gdy przyniosła mi kawę i usiadła obok.

            — Jakoś tak wyszło — zająkała.

            Poczułam się odtrącona. Po raz kolejny dzisiejszego dnia. W czym byłam gorsza od Anity? Dlaczego ona mogła wiedzieć, że mama była w szpitalu, a ja nie?

            — To już nieważne, Agatko. Lepiej powiedz co tam u ciebie. Czy w końcu możemy cieszyć się z upragnionego wnuka? — zaświergotała przesłodzonym głosem, splątując ręce.

            — Nie — odpowiedziałam szorstko, chcąc uciąć temat.

            — Trzeba się brać do roboty. Nie jesteś już najmłodsza, a bycie starą matką wcale nie jest dobre. Zobacz na Anitę, jest rok młodsza, a już ma odchowane dzieci.

            Westchnęłam ciężko, starając się powstrzymać trzęsące ręce. Przymknęłam oczy, modląc się, by nie usłyszeli moich ciężkich oddechów. Milion razy powtarzałam im, że z Rafałem staramy się o dziecko, ale nam nie wychodzi. Dlaczego oni musieli ciągle o to pytać?

            — Modlimy się codziennie, żeby Bóg dał wam w końcu dzieci — wyznała mama, nieświadomie łapiąc za medalik. — Tyle to już lat.

            Zacisnęłam mocniej szczękę, czując zbierające się pod powiekami łzy. Anita spuściła głowę, nie będąc w stanie nic odpowiedzieć. Od zawsze była posłuszna rodzicom we wszystkim, może dlatego bardziej ją kochali.

            — Musisz w końcu dać Rafałowi dziecko, bo inaczej znajdzie sobie inną. Gotujesz mu?

            — A co to ma do rzeczy? — warknęłam.

            — Powinnaś zawsze chodzić ładnie ubrana, a gdy Rafał przychodzi to podać mu porządny obiad. Jak tego nie będzie miał, to będzie szukał gdzie indziej. — Mama upiła kolejny łyk kawy.

            — Właśnie. — Tata pokiwał głową — Kup mu wino, napijcie się i już. Wszystko siedzi w głowie.

— Dzięki za rady — prychnęłam. — Jakby to było takie łatwe, już dawno miałabym gromadkę dzieci.

— To pewnie przez te tabletki antykoncepcyjne, które brałaś jak byłaś na studiach. Słyszałam, że przez nie dzieci rodzą się zmutowane i jest większa możliwość poronień.

            — Nie sądzę, by to miało jakiś wpływ.

            — Może za dużo pracujesz? — podsunął tata.

            — A może…— Uderzyłam rękoma o stół, nagle wstając z miejsca. — Po prostu nie mogę mieć dzieci? Trzy razy poroniłam, mówiłam wam o tym wiele razy, ale widzę, że dla was moje uczucia się nie liczą! Miliony badań i wylanych łez są dla was niczym! Patrzycie tylko na czubek własnego nosa!

            — Jak ty się odzywasz do matki?! — warknął tata, również wstając.

            Prychnęłam, wychodząc z pokoju. Nie miałam już siły na ciągłą walkę z nimi. Dla nich rodzina bez dzieci jest nic nie warta. Takie małżeństwa nie powinny istnieć. Gardzą ludźmi, którzy nie chcą mieć dzieci, a żony rozwijają kariery. Wiele razy znosiłam ich dogadywania, wiele razy prosiłam, by tego nie robili. Od zawsze wpajali mi szacunek do starszych, więc nie umiałam się postawić. Poranny negatywny test dodał mi jednak siły i odwagi.

            — Agata, poczekaj. — Anita dogoniła mnie w korytarzu.

            — Na co? Rodzice nigdy nie zrozumieją, że moim największym marzeniem jest mieć dziecko, ale go, do jasnej cholery, nie mogę mieć!

            — Oni rozumieją, ale nie umieją tego pokazać — przekonywała mnie.

            — Jakoś słabo to im wychodzi. — Otworzyłam drzwi, czując podmuch chłodnego powietrza. — Dzięki za wsparcie — dopowiedziałam z przekąsem.

            Trzasnęłam drzwiami najmocniej jak mogłam. Musiałam jakoś wyładować emocje. W furii wsiadłam do samochodu, marząc by znaleźć się w domu i napić wina. To była jedyna rzecz, która mogła mi poprawić humor.

            ~*~

            Gdy zjadłam już całą tabliczkę czekolady, a butelka wina była prawie pusta do domu wrócił Rafał. Rzucił torbę na ziemię i ruszył do kuchni, nie zaszczycając mnie nawet jednym spojrzeniem.

            — Nie zrobiłaś obiadu? — zapytał, wchodząc do salonu. — Cały dzień siedziałaś na tyłku i nie mogłaś zrobić nic do jedzenia?

            — Nie mogłam — warknęłam wściekle. — Dzisiaj mam wolne od pracy, to postanowiłam też zrobić sobie wolne od prac domowych.

            — Świetnie. — Rzucił telefon na stół, zaciskając mocno szczękę. — Idę się wykąpać.

            — Świetnie — burknęłam, upijając kolejny łyk wina, opróżniając kieliszek.

            Usłyszałam szum wody i cichą muzykę, dochodzącą z łazienki. Chwiejnym krokiem podeszłam do stołu, chcąc dolać sobie alkoholu. W tym momencie telefon Rafała zawibrował, oznajmiając przychodzącą wiadomość. Kątem oka zerknęłam na ekran i oniemiałam. Pisała do niego niejaka Sylwia. Sięgnęłam po telefon, odblokowując go. Po raz kolejny zawibrował, a u góry pojawiły się powiadomienia o dwóch kolejnych smsach. Cała drżąc kliknęłam w nie.

            Już nie mogę się doczekać kiedy się znowu spotkamy. Tym razem kupię czerwoną bieliznę, bo ta biała już do niczego nie nadaje.

            W kolejnej wiadomości pojawiło się zdjęcie porwanego biustonosza. Chciałam przejrzeć historię wiadomością z tą Sylwią, ale niestety to były tylko jedyne smsy.

            Usiadłam na krześle, czując jak serce rozpada mi się na tysiąc kawałków. Od dawna się kłóciliśmy, nie układało nam się tak jak kiedyś. Myślałam, że to tylko przejściowe, że brakuje nam dziecka, byśmy byli szczęśliwi. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że od kilku miesięcy Rafał był jakiś nieobecny. Wracał później z pracy i jeździł na delegacje, które potrafiły trwać nawet tydzień. Zdradzał mnie.

            Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy, które nieporadnie ścierałam. Alkohol szumiał mi w głowie, a negatywne emocje wcale nie pomagały się uspokoić. Bałam się wstać, bo moje trzęsące się nogi, pewnie by mnie nie utrzymały.

            Szum wody ustał. Rafał wyszedł chwilę później, ocierając się ręcznikiem. Spojrzał się na mnie i przewrócił oczami.

            — Dlaczego znowu ryczysz?

            — Może Sylwia ci powie! — wrzasnęłam, wymachując wściekle telefonem. — Podobała ci się jej biała bielizna, co? Od kiedy mnie zdradzasz?!

            — Przeglądałaś mój telefon?! Oszalałaś?! — wyrwał mi smartfona z ręki, szybko chowając go za plecami.

            — To ty mnie zdradzasz! — Wstałam, dźgając go palcem w klatkę piersiową. — Ty robisz ze mnie idiotkę!

            Prychnął, lekko mnie odpychając.

            — Ty mnie traktujesz jak bank spermy.

            — Nieprawda!

            — Dzisiaj mam owulację, możemy uprawiać seks — przedrzeźnił mnie.

            — Myślałam, że oboje chcemy dziecka.

            Wywrócił oczami, siadając na kanapie. Stałam nad nim, patrząc jak ciężko oddycha. Denerwował mnie jego spokój. Dlaczego nie potrafił przyznać się do błędu? Dlaczego nie przekonywał mnie, że od niej odejdzie? Powinien błagać na kolanach, bym mu wybaczyła. O tak. Powinien teraz zapewniać, że kocha mnie i tylko ze mną chce być.  

            — Ja mam już po prostu dość — westchnął, chowając na chwilę twarz w dłoniach. — Mam dość ciągłego gadania o dzieciach. Myślałem, że to będzie łatwiejsze. Po tym trzecim poronieniu nie byłaś już taka sama. Masz obsesję. Na każdą ciężarną reagujesz płaczem. Nie umiesz przejść koło placu zabaw, a mnie traktujesz jak worek rozpłodowy. Zastanawiałaś się, kiedy ostatnio rozmawialiśmy na jakiś inny temat? Wiele razy chciałem cię gdzieś zabrać, na wakacje, na randkę, ale zawsze odmawiałaś. Przez te wszystkie lata skutecznie mnie od siebie odpychałaś. Wybudowałaś wokół siebie mur, do którego nie mogłem się przebić. Chciałem dziecka, nadal chcę. Ale to w tobie się zakochałem. To z tobą chciałem spędzić całe życie. Przecież, gdy dzieci dorosną małżeństwo zostaje samo. Chciałem się z tobą zestarzeć, chciałem byśmy się kochali. — Na chwilę zamilkł, intensywnie się we mnie wpatrując. — Zdradziłem cię. Spotykam się z Sylwią od paru miesięcy. Poczułem przy niej, że żyję, że dalej jestem mężczyzną. Nic mnie nie usprawiedliwia. Za każdym razem, gdy na ciebie patrzyłem miałem wyrzuty sumienia. Wiele razy chciałem to skończyć, ale gdy widziałem jak po raz kolejny  patrzysz zamglonym wzrokiem w okno, nie chcąc ze mną rozmawiać, nie umiałem tego zrobić. Dla ciebie najważniejsza była owulacja i pierwszy dzień miesiączki. Nic więcej się nie liczyło. To nie przyjaciele się od ciebie odsunęli, to ty nie chciałaś z nimi mieć kontaktu.

            Schowałam twarz w dłoniach, nie mogąc powstrzymać się od łez. Cała drżałam, zanosząc się płaczem. Upadłam na kolana, łapiąc spazmami powietrze. Miał rację. Miał cholerną rację. Byłam egoistką. Myślałam tylko o dzieciach, a zapomniałam o mężu. Poczułam jak ostrożnie mnie obejmuje. Machinalnie wtuliłam się w jego pierś, w środku krzycząc, żeby tego nie robić. W końcu mnie zdradził. Od wielu miesięcy spotykał się z inną kobietą.

            — Jestem w stanie zakończyć ten romans i pracować nad naszym małżeństwem. Kocham cię, naprawdę. Chcę, żebyśmy byli szczęśliwi. Z dzieckiem czy bez. Decyzja należy do ciebie.

            Spojrzałam w jego niebieskie oczy, przecierając łzy. Miałam przed sobą kochającego męża i zdradliwego idiotę. Któremu z nich powinnam zaufać? 

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież

Aby Skomentować Kliknij Tutaj

Współpracujemy z:

BIBLIOTECZKA

Karta Do Kultury

? Jeżeli zalogujesz się na swoje konto, będziesz mógł bezpłatnie:
*obserwować pozycje wydawnicze, promocje oraz oferty specjalne
*dodawać je do ulubionych
*polecać innym czytelnikom
*odradzać produkty, po które więcej nie sięgniesz
*listować pozycje, które posiadasz
*oznaczać pozycje przeczytane/obejrzane
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się, zapraszamy do rejestracji!
  • Zobacz Mini Tutorial