ICHIRIN NO HANA II

Krzysztof Zimorski

 

ICHIRIN NO HANA II

 

— Tak. Na szczęście żyje głęboko i praktycznie nie wychodzi na zewnątrz. Żywi się potworkami zamieszkującymi jego dom.
— Nieźle — powiedział Mateusz — Ale z tego co wiem, to tylko elita ma szanse z nim walczyć.
— Ja słyszałam — wtrąciła Alexis — że kiedyś rzuciło się na niego aż dwieście osób i niestety, wszyscy zmarli.

Rozdział 1 - Pewnie!

 

— Dziękuję, że pomogliście w sprzątaniu. — powiedziała wychowawczyni do pięciorga uczniów: czterech panów i jednej niewiasty.
— Wie pani, ostatni wychodzący są najlepszymi, hehe. — odpowiedział wesoło blondyn pakując świadectwo do torby
— Dokładnie to samo chciałem powiedzieć. — rzekł mężczyzna z wyglądu przypominający Ishidę z Bleacha
— Wiecie co — zauważył uczeń w okularach, ale z długimi włosami — już zaczynam tęsknić za tą szkołą.
— Przecież jeszcze ze szkoły nie wyszedłeś, chłopie. — zaśmiał się czwarty
Cała piątka pożegnała się z wychowawczynią i wyszła z sali.
— Joooś! — krzyknął blondyn udając postać z anime — Tera na chatę i na koksik, nie?
Reszta z zadowoleniem zgodziła się z krzykaczem. Drogę na przystanek tramwajowy umilały im rozmowy o przyszłych planach na wakacje i nie tylko. Gdy piątka ta doszła na przystanek, długowłosy powiedział:
— Słuchajcie, może polecimy na miecha do Japonii?
— Wiesz, ja tam chętnie bym poleciał, ale krucho u mnie z kasą. — powiedział smutno blondyn
— Spoko, moja mama gadała z twoją i masz załatwiony bilecik. Podobnie reszta.
— Dobra, ale pewnie musimy ci to oddać, co? Oby nie w naturze. — powiedział szybko Ishido-podobny i wywołał u nas wybuch śmiechu
— Nie. Skombinujcie sobie tylko trochę kieszonkowego do przyszłego tygodnia i spotykamy się na głównym o ósmej rano. — powiedział długowłosy wycierając łzę — Jakby co, przypomnę wam esem.
Reszta powiedziała spoko i akurat nadjechał jeden z tramwajów. Z piątki została trójka, ponieważ dziewczyna i ten czwarty chłopak, który był na krótko ostrzyżony wsiedli i pojechali do domu. Trójca (bynajmniej nie przenajświętsza) pogadała jeszcze chwilkę i, wraz z nadjechaniem innego tramwaju, rozdzieliła się. Ishidowy pojechał tramwajem, a blondyn i długowłosy poszli na autobus po drugiej stronie pobliskiej stacji kolejowej. Około dwóch godzin później cała piątka spotkała się w pewnej grze MMORPG. Standardowo wszyscy przeskoczyli na osobny kanał w komunikatorze głosowym i w grze stworzyli drużynę. Zgraną ekipę w grze reprezentowali: zielony i wielki ork ze świecącymi kastetami (Ishidowy Mateusz), dziewczyna z dwoma pomarańczowymi kucykami (Patrycja), niebieskowłosy koleżka z jednym skrzydłem (Oskar), czarny długouch (długowłosy Bartek) i blondynka w białych szatach i ze szpiczastymi uszami (ja, czyli Krzysiek).
— Ohayo everybody. — przywitałem się moim anime-podobnym powitaniem
— O, ten już się wczuł w rolę. — skomentowała Patrycja
— Nie moja wina, że mam dryg do języków. — powiedziałem
— Ciekawe, których. — zaśmiał się Mateusz
— Obcych, panie Shreku, obcych. — skomentowałem
— Krzysiek, Mateusz! Ogarnijcie się, tu nie gimnazjum! — krzyknął Oskar
— Dobra, sorki. — powiedziałem — No to gdzie idziemy koksić?
— No tam gdzie zwykle. — powiedział Bartek
— Dobra. To lecę do Gatekeepera i na miejscu wrzucę Party Recall. — powiedziałem i pobiegłem moją płaską elfką do pewnej osoby, po czym zniknąłem reszcie z oczu.
Parę minut później cała nasza piątka, już ze wszystkimi dobrymi efektami, pustoszyła swoje miejsce z każdego zła i zabieracza expa jakie się nawinęło pod miecz, czar lub pięść.
— Pamiętacie ten dzień, gdy nas wrzuciło do „Ela”? — zacząłem
— A co? — zapytała Patrycja
— Jak myślicie, jest jakaś szansa by tam wrócić? — odpowiedziałem
— Może… — zaczął Bartek, ale nagle krzyknął — K***A! WARY! Krzysiek, healuj nas! My zajmiemy się laniem.
— Tak jest! — krzyknąłem
— Bartek, rzuć tańce i potem lej! — przypomniał Mateusz
— Dobra, lecimy! — oznajmił Oskar
Akcja eksterminacji członka wrogiego klanu trwała krótko z powodu naszego zgrania i przewagi liczbowej. Delikwent po chwili leżał na ziemi.
— Resnę go, będzie druga runda. — powiedziałem i ożywiłem wroga
Kretyn, zamiast dać nogę, po ożywieniu rzucił się na mnie. Przewidując wcześniej taką opcję, zdążyłem rzucić czar, który unieruchomił goniącego, a reszta spokojnie posłała go do piachu (a raczej do miasta, bo tylko nas zbluzgał jak 12-latek i zniknął).
— Widzieliście jaki debil? — zaśmiałem się — Zamiast podziękować, czy uciec, rzucił się na mnie idiota.
— Taa. — zgodził się Oskar — Pewnie skoczył po resztę.
— Heh. Wybijemy ich co do jednego! — zawołał Bartek i wykonał gest zwycięstwa swoją postacią
Nagle naszą rozmowę przerwał piorun. Zamilknęliśmy i nasze postacie stały przez chwilę bezczynnie.
— Albo mi na uszy wali, albo walnęło koło nas jednocześnie. — powiedziałem
— To znak! — powiedział dramatycznym głosem Mateusz
Kolejny huk. Tym razem jakby bliżej.
— Kurde, nie wiem jak wy, ale ja wolę wyjść z gry. — powiedziałem i spojrzałem w okno
— A podobno chcesz wrócić. — przypomniał mi Oskar
— Fajnie by było wrócić, ale pamiętasz, że byliśmy w szpitalu 2 tygodnie, a jedziemy do Japonii ZA TYDZIEŃ! — rzekłem
— A no racja. — powiedział smutno Oskar
— No, to ja znikam. Na razie — pożegnałem się i wcisnąłem przycisk Exit w grze. Następnie wyłączyłem laptopa i odłożyłem na biurko.
— A więc kwiat nie zwiędnie… — mruknąłem pod nosem i jakby nigdy nic wziąłem do ręki gazetę o grach i zacząłem czytać.
  

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 2 - Konnichiwa

 

Budzik w komórce przerwał mój cudowny sen. Odruchowo ustawiłem drzemkę i próbowałem trochę dospać, ale jak zwykle nie mogłem. Znowu budzik. Tym razem wstałem. Dość topornie, ale wstałem. Jak co dzień wycieczka do kibelka, szybkie myju-myju, małe „itadakimasu”, czyli żarło i zakładanie epickiej szaty Double Blaster Trzy Tysiące, czyli dżinsy i koszulka z jakimś fajnym wzorkiem. Kilka minut później byłem już w pociągu. Słuchawki w uszach, torba przy nodze, plecak na plecach, moja ulubiona muza z gier z niebieskim antropomorficznym (lubię to słowo) jeżem w czerwonych trampkach, oczy skierowane w stronę okna, a konkretniej na przeciwległy tor. No, w końcu na miejscu. Wylazłem z pociągu i wyszedłem przed stację. Tam czekał już Bartek i Mateusz ze swoimi ekwipunkami. Na widok moich rzeczy lekko się zdziwili.
— Twoja mama chyba przesadziła z tym plecakiem — skomentował na powitanie Bartek
— Dzień dobry się mówi — upomniałem go i podałem rękę znajomym— A w tej torbie mam lapa i parę dupereli.
— Lol — powiedział Mateusz — ty chyba nie będziesz grać w „ela” w kraju kwitnącej wiśni?
— Why not? — walnąłem moim inglisz lengłidź
— Bo lecimy się rozerwać? — zapytał retorycznie Mateusz
— ACHMED! DETONUJ! — zawołałem, a Bartek zawołał „Allah akbar!”
— Nie to miałem na myśli, ale spoko. — zaśmiał się Mateusz
— Anyway, gdzie reszta „kipków” (zdrobniłem nazwę Keepersów, mojego starego klanu)? — rozejrzałem się wokoło
— Zaraz przyjadą. — powiedział Bartek
Poczekaliśmy jakieś kilkanaście minut i zza winkla wyszła Patrycja, a za nią Oski. Krótkie witanie, omówienie planu wyjazdu przez Bartka, powrót do tramwajów (Oskar był zły, bo musiał ustąpić moherowi miejsca siedzącego), dojazd do lotniska i pierwsze problemy.
— Jak to jest za ciężka? — krzyczałem wkurzony — Jak ważyłem w domu to było na styk, a jeszcze po drodze zjadłem trochę żarcia z plecaka! Jaja sobie robicie czy co?
— Proszę nam wybaczyć, ale nasza waga nie kłamie. — powiedziała pani stojąca przy wadze
— Sekundkę — powiedziałem i zabrałem torbę z wagi. Wskaźnik zamiast wskazywać zero wskazywał 2 kilo! Zadowolony pokazałem wynik tej „miłej” pani i po ręcznym nastawieniu tej durnej wagi i drugim ważeniu (jakby jej nie pasowało, że naprawiłem ich sprzęt…) nasza piątka mogła spokojnie wejść na pokład. Zajęliśmy miejsca tak, byśmy mogli spokojnie pogadać i zapięliśmy pasy. Gdy stewardessa zaczęła pokazywać rękoma miejsca z wyjściami, przypomniałem sobie film z Michealem Jacksonem „This is it”, jak on udawał taką stewardessę do piosenki, której tytułu zapomniałem. W końcu z głośników rozległo się „życzymy miłego lotu” i automatycznie moje spojrzenie przeskoczyło na okno, przy którym siedziałem. Samolot ustawił się na pasie, a ja powiedziałem tylko:
— Teraz będzie najlepsze! Witaj Japonio!
Samolot zaczął się rozpędzać i cała nasza piątka patrzyła jak coraz szybciej jedziemy, by w końcu wznieść się w powietrze. Po dwóch minutach byliśmy nad chmurami i Oski patrzył z podziwem na mijane przez nas chmury.
— Kurde, Oski. — powiedziałem popychając go na swoje miejsce — Co ty, chmur nie widziałeś?
— Nie z tej stro… Ooo. Bufecik leci. — szybko wyciągnął z kieszeni portfel i szykował kasę
— Jaki bufecik? Chyba Grocery Store. — powiedział Bartek i wszyscy się zaśmialiśmy. Gdy nadjechał wózek z żarciem, Oskar kupił sobie 3 puszki Pringelsów, Bartek i Mateusz paluszki na spółkę i po 2 wody mineralne, Patrycja wzięła krakersy i sok pomarańczowy, a ja wcinałem swoje zrobione w domu żarło (kanapki z pasztetem pomidorowym i drugie z serem w plasterkach) i tylko kupiłem popitkę. Lot trwał parę godzin i późnym popołudniem wylądowaliśmy w Rosji. Przesiadka zajęła około trzech godzin (dzięki Bogu mieli dobrą wagę) i za przewodnictwem Bartka (tylko on znał rosyjski na tyle by móc się porozumieć) znaleźliśmy samolot do Japonii. Kolejne parę godzin lotu i rano postawiliśmy nasze stopy w tym przepięknym kraju, gdzie gwałt jest jak powiedzieć „dzień dobry”, każdy uwielbia mangę i anime, a każde zdanie brzmi jak słowo.
— Konnichiwa Japonio! — zawołałem ucieszony i wyszliśmy z lotniska na przystanek. Razem z Bartkiem zawołaliśmy taxi, które podwiozło nas do hotelu, gdzie czekały na nas wynajęte wcześniej pokoje. Na miejscu Bartek odebrał klucze i rozdał je nam. Ja dopytałem się tylko o porach jedzenia i kilku drobiazgach i każdy z nas udał się do swojego pokoju. Trzeba pogratulować Bartkowi wyboru hotelu. Wystrój nowoczesny, ale z akcentami starej Japonii. Rzuciłem plecak, torbę dałem obok biurka i zacząłem zapoznawać się z pokojem. W pewnym momencie usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem i zastałem Mateusza i panią od ręczników.
— Krzysiek, pomóż. Powiedz jej, że nie potrzebuję ręczników. — powiedział, a ja spokojnie porozmawiałem z pokojówką. Wyjaśniłem jej, że oprócz mnie i Bartka reszta grupy nie zna japońskiego dobrze i by konsultowała się z nami. Ta pokiwała głową i poczłapała dalej. Mateusz mi podziękował i poszedł do siebie, a ja zacząłem się rozpakowywać. Po południu wszyscy poszliśmy do miasta coś kupić (podzieliliśmy się na dwie grupy, kierowane przez znających język) i wieczorem wróciliśmy zmęczeni, więc tylko zjedliśmy kolację i poszliśmy spać.

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 3 - Pobudka, Świat Lineage’a Wzywa!

 

Po miesiącu spędzonym w Japonii wróciliśmy do Polski. Wynieśliśmy wiele doświadczeń, pamiątek i zdjęć (Bartek przywiózł nawet „łóżkowe trofea”). Oczywiście zaraz po powrocie małe odświeżenie i odpalamy „Ela”. Normalnie jak na zawołanie po jakimś czasie rozpętała się burza. Postanowiliśmy masowo olać te huki i graliśmy chwilę, gdy znów pięć piorunów kopnęło nas z elektrycznego półobrotu.

Obudził mnie ten sam głos co przedtem. Otworzyłem oczy i znów zobaczyłem Patrycję w ciele swojej postaci z gry.
— Cholerna burza. — powiedziałem wkurzony — Już prawie level miałem!
— O, widzę, że wstałeś. — Patrycja podała mi kubek wody
— Dzięki, kochanie. — mruknąłem i widząc jej reakcję dodałem — Jaja se robie tylko.
— Mam nadzieję. Wciąż pamiętam o twojej propozycji przebicia cię mieczem. (propozycja padła w ocenzurowanym fragmencie pierwszej części)
— Hehehe. — podniosłem się i wylazłem z łóżka — Gdzie reszta?
— Jeszcze śpią. — powiedziała i podeszła do szafy, z której wyjęła jakieś ciuchy — Łap, to najlepsze szaty na jakie mnie było stać. — rzuciła mi ubranie, a ja złapałem je i zacząłem się ubierać
— Będę musiał oddać ci tę kasę. — rzuciłem zakładając spodnie — Może być w naturze?
Patrycja szybko złapała miecz leżący na stole i wykonując piękny obrót zatrzymała klingę skierowaną w moje serce.
— Mówiłam ci coś. Jeszcze raz, a wbiję ci ten miecz, gdy będziesz spał.
— Nie zapominaj, że jako Elficki Starszy mogę wypalić ci manę, a Gladiator bez many to jak silnik bez paliwa. — powiedziałem uśmiechając się chytrze
Miecz Patrycji zadrżał, a po chwili wylądował na stole. Ja spokojnie skończyłem się ubierać i udałem się w kierunku wyjścia. Ledwo wyszedłem z pokoju gdy nagle ktoś na mnie wpadł i przeturlałem się po zimnej podłodze.
— Kurde, uważaj. — powiedziałem, wstając i spojrzałem na sprawcę, a raczej sprawczynię wypadku. Była to jasna elfka w białych szatach, która tylko mruknęła „przepraszam” i pobiegła dalej. Patrycja wyszła z pokoju i zapytała
— Kto to był?
— Jakaś jasna elfka. Po szatach sądząc to albo B grade albo S. Nie zdążyłem się przyjrzeć rękawom.
— Okej. Ja idę do chłopaków, sprawdzić jak się mają, a ty masz na łóżku swój ekwipunek.
— Dzięki — powiedziałem i wstając z podłogi odprowadziłem ją wzrokiem. Gdy zniknęła w pokoju obok, ja wróciłem do swojego i podszedłem do łóżka. Leżała tam ciemno zielona szata z srebrnymi akcentami i krzyżem na klacie. Leżała na mnie wyśmienicie. Gdy miałem wszystko na sobie, wziąłem długą broń obuchową opartą o ścianę. Głowicę miała w kształcie wijących się lustrzanie „gałęzi” z świecącym kamyczkiem w środku. Wystarczył tylko dotyk, a natychmiast dostałem olśnienia jak szybciej rzucać czary (podobnie miałem przy ubieraniu szat), a głowica zabłysnęła piękną niebieską aurą.
— Acumen… pewnie około dychy na plusie… Nieźle, Pati, nieźle. — pomyślałem i zamachnąłem się kilka razy. W końcu wyszedłem z pokoju i postanowiłem odwiedzić śpiących. Przed drzwiami upewniłem się, że otwierają się do wewnątrz i wykonałem kopnięcie Leonidasa z 300 wrzeszcząc „BUM SKARBIE!”. Dzięki Bogu, że po kopnięciu zrobiłem blok, bo Patrycja ze strachu rzuciła w moją stronę jakimś sztyletem. Nożyk, po odbiciu, wbił się w drewnianą posadzkę, a ja stałem w pozycji obronnej patrząc się, to na nią, to na miotniętą broń.
— Skąd ty wzięłaś ten sztylet? — zapytałem
— Kupiłam w mieście, tak na wszelki wypadek. — odpowiedziała, jakby nigdy nic
— Oł… kej. A jak się czują pozostali?
— Jak widzisz śpią. Nawet po twoim okrzyku.
Podszedłem bliżej i popatrzyłem po twarzach.
— Jest ork Mateusz… Jest mhroczny elf Bartek… Jest kamael… pewnie Oskar… Te niebieskie włosy nie pasują mu do twarzy. — skomentowałem
— Posiedzisz tu z nimi? Ja muszę skoczyć na chwilę do sklepu. — Patrycja wstała i chwyciła za miecze
— O, to weź mi trochę Soul Ore. — powiedziałem rzucając jej sakiewkę z kasą. Patrycja złapała sakiewkę, zabrała nożyk i wyszła z pokoju. Ja usiadłem na krześle i oglądałem broń. Po minucie zaczęło mnie to nudzić, więc zanuciłem parę piosenek.
— Nie umiesz śpiewać. — rozległo się z środkowego łóżka, a ja wystraszony aż spadłem z krzesła
— Kurde, Bartek. Nie strasz ludzi! — wstałem i masowałem obtłuczone plecy
— To ty nie strasz. Albo weź lekcje śpiewania. — elf się podniósł i rozejrzał — widać jesteśmy ty znowu. — mruknął
— Taa. I jesteś trzeci w kolejności wstawania. — podałem mu ciuchy ze stolika obok
— Dzięki. A tak w ogóle to gdzie Patrycja? — zapytał elf ubierając się w zbroję
— Poszła do miasta na zakupy. Kurde, ona strasznie się zmieniła przez ten czas.
— Wypiękniała? — uśmiechnął się Bartek
— To też… Ale i zmieniła podejście do mnie.
— Nie zdziwiłbym się po tym, co się stało. — Bartek mówił o tym, jakby to była moja wina
— Wiesz… przez chwilę chciała mnie dźgnąć. — Bartek się zaśmiał — To nie jest śmieszne! — warknąłem
— Jaja sobie tylko robie, a ty już się wkurzasz.
— Ech… po co ja zaprzątam sobie nią głowę? Zrypałem sprawę na początku i powinienem sobie to odpuścić. Ale nie, głupi Krzysiek, oczywiście musi mieć głupią nadzieję, że mu się uda! A tu — zrobiłem odgłos pierdnięcio-podobny — i musi z tym żyć. — wpadłem znów w durną depresję i zacząłem opowiadać głupoty
— Wyluzuj chłopie. Na świecie jest tyle dark elfek, że jest w czym wybierać! — pocieszał mnie Bartek
— Zboczeniec. — skomentowałem i uśmiechnąłem się kiwając głową
— ZIEEEEEEEEEEW! — to ork wstał tak głośno, że kilka osób z korytarza zajrzało co się dzieje
— Witamy wśród obudzonych — powitałem orka
— Siemka… — ork się przeciągnął i wstał — Widział ktoś moje ciuchy?
— Łap. — powiedział Bartek i rzucił w orka jego lekką zbroją
— Oski wciąż śpi? — zapytał Mateusz wciągając skórzane spodnie
— Ta. — odpowiedziałem
— Czekaj. Obudzę go. — Mateusz podszedł, położył swoje wielkie łapy na kamaelu i zaczął nim trzepać na wszystkie strony, drąc się — WSTAWAJ!
— Przeeeeestaaaaań mnąąąąąą rzuuuuuucaaaaaaać! — powiedział Oskar i Mateusz go puścił — Porąbało cię? Chcesz mi kości połamać?
— Dobrze, że nie zauważył piór. — szepnął do mnie Bartek i razem się zaśmialiśmy. Pióra na jedynym skrzydle Oskara były pozgniatane, pozginane i w ogóle w nieładzie (artystycznym). Dopiero po chwili Oskar nas zobaczył i zapytał
— A wy co?
— Patrz na skrzydło! — powiedziałem
Oskar spojrzał i doznał szoku
— Takie fajne skrzydło… Jednak kamaele nie mogą spać na plecach… — powiedział i zabrał się do prostowania piór. Bartek chętnie się dołączył i po paru minutach skrzydło było jak nowe. Chwilę po tym wróciła Patrycja i rzuciła mi woreczek z dziwnymi kamyczkami… przypominały trochę gąbkę albo powierzchnię Księżyca
— Dzięki za Ore. — powiedziałem
— Nie ma za co. — odpowiedziała i podeszła do szafy. Otworzyła ją, pogrzebała trochę i, rzucając bronie za siebie, powiedziała
— Sprawdźcie, co tu jest najlepszego i zaraz Krzysiek zabiera nas do miasta.
— A po co? — zapytałem
— Enchant i Special Ability. — powiedziała krótko i zamknęła szafę. Chłopaki buszowali w broniach i po chwili wybrali swoje typy. Oskar dodatkowo wykonał dziwny ruch, dzięki któremu transmutował swój miecz w starożytny. Mateusz znalazł sobie jakieś kastety, a Bartek złapał dwa identyczne miecze.
— Czyli jesteśmy gotowi… — oznajmiłem i rzuciłem czar. Po chwili byliśmy w mieście i Patrycja od razu zaciągnęła nas na pewne stoisko. Kupiła worek kolorowych kulek, 3 kamyczki z dziwną substancją w środku i mnóstwo zwojów. Później poszliśmy do kowala, który ulepszył bronie chłopakom, a Bartkowi zamienił te 2 nagie miecze w lepszy dual. Szczerze nie widziałem różnicy, ale Bartek twierdził, że miecze zostały połączone mocą, którą on rozumie i tylko z niej może korzystać. Wzruszyłem tylko ramionami i oparłem się plecami o ścianę patrząc jak po kolei każdy mamrocze zaklęcie ze zwoju i wykonuje dziwne gesty nad bronią, co za czwartym razem zaskutkowało pojawieniem się lekkiej aury. Chłopacy pobawili się jeszcze i po minucie mieli broń o mocnej niebieskiej aurze i otaczających ją piorunach, zupełnie jak mój dwuręczny obuch. Potem tylko nauka umiejętności i całą piątką pognaliśmy potrenować.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 4 - Potrącona Podglądaczka

 

Trenowanie przebiegło dość luźno… nie było żadnych „koksów”, co się rządzą, ani zbyt mocnych potworków. Wieczorem wróciliśmy do zamku i każdy wskoczył do swojego wyrka. Wszyscy poszli spać. No, prawie wszyscy. Jedynym nieśpiącym byłem ja. Leżałem na plecach z zamkniętymi oczami i wracałem wspomnieniami do chwili bliskich śmierci. Moją uwagę przykuwał ten sztylecik, którym Patrycja cisnęła we mnie.
— Wiem, że to ze strachu, ale — pomyślałem — kurde, jaki Gladiator lata ze sztyletem? — westchnąłem w myślach — Prędzej ja sam rozwalę Raid Boss’a niż zrozumiem kobiety…
Moje nocne myślenie przerwał mi stłumiony dźwięk otwieranych drzwi i cichy chichot. Niestety, albo i stety, poznałem, że to był dziewczęcy śmiech. Udając, że śpię, poczekałem na rozwój sytuacji. Światło księżyca, padając na otwarte okno, oświetliło nieproszonych gości. Były to dwie elfki, jedna jasna i druga czarna. Na palcach podeszły do mojego łóżka i czarna wyszeptała
— To on?
— Tak. Wpadłam na niego wczoraj na korytarzu. Niezłe ciacho, co? — zachichotała jasna elfka
— Całkiem, całkiem. A znasz jego imię?
— Jakoś na K… — jasna elfka miała widoczne problemy z imionami… — Krzysiek, czy jakoś tak…
— Dość dziwne imię jak dla elfa. — czarna elfka podniosła moją szatę z krzesła i obejrzała w świetle księżyca — I do tego maga.
— Maga? — ożywiła się jeszcze bardziej jasna — Ciekawe, czy Starszy, czy Śpiewak Czarów…
— To pierwsze — oznajmiła czarna oglądając moją broń… obuchową, rzecz jasna
— Ale fajnie… ciekawe czy ma też tatuaże — jasna elfka chyba była zbyt podniecona widokiem elfa, bo dosyć niezdarnie ściągnęła ze mnie cienką kołdrę
— Uważaj, bo go obudzisz! — syknęła czarna, odkładając moje rzeczy na miejsce
— Jeszcze trochę… jeszcze chwilkę — mruczała pod nosem jasna elfka podnosząc mi koszulę i próbując dojrzeć tatuaży. Ta dziwna zabawa zaczęła mnie trochę śmieszyć i dla hecy przewróciłem się na bok. Elfka z szoku zastygła w dość dziwnej pozycji: ręce ustawione jak do obrony i kolano niemal pod szyją.
— Chorobcia… — zaklęła szpetnie jasna elfka — Ale mnie wystraszył…
— Chłopak ma mocny sen. — zauważyła ciemna, a ja pomyślałem „ta jasne…” — mogłabyś go przez sen… no wiesz — wykonała ruch biodrami cicho gwiżdżąc
— No wiesz co, Valeska? — elfka podjęła kolejną próbę podejrzenia znaków na mym ciele — Mogę cię oskarżyć o podglądanie tego Tancerza Ostrzy, ale to to już za wiele. — w końcu udało jej się zobaczyć te 3 kolorowe tatuaże układające się w sygnalizację świetlną — Jakie śliczne…
— Naoglądałaś się już? — czarna elfka złapała jasną za szatę i wyciągnęła ją z pokoju. Na pożegnanie tylko jasna rzuciła ciche „papa, kotku” i drzwi się zamknęły. Nie wierząc własnemu umysłowi, że pozwoliło mi zachować spokój, poprawiłem koszulę, przykryłem kołdrą i z bananem na gębie zasnąłem.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 5 - Plan


Nastał ranek, a ja wstałem, o dziwo, jako pierwszy. Spokojnie się umyłem, ubrałem szaty i zszedłem na śniadanie. Na miejscu stanąłem w kolejce po żarło dla siebie i resztę paczki i cud sprawił, że zaraz za mną stanęły tamte podglądaczynie. Oczywiście udawałem, że ich nie znam, mając wielki ubaw z ich szeptów. W końcu dostałem pięć porcji śniadania, czyli sadzone na boczku, popitka w ładnym kuflu i wielka kromka chleba. Gdy odwróciłem się, by wrócić do stolika i zaczekać na resztę, zobaczyłem jak oczy jasnej elfki rozszerzają się i teraz, też dzięki wypiekom na twarzy, wyglądała jak jakaś kawaii babka z anime. Tak mnie rozbawiła jej mina, że uśmiechnąłem się tak, że ta jeszcze bardziej się zawstydziła i schowała się za tacą. W końcu wróciłem do stolika i po paru chwilach dołączyła reszta. Zwierzyłem im się z wczorajszej nocy i gdy doszedłem do momentu podnoszenia koszuli Mateusz i Oskar jednocześnie zaczęli się krztusić. Szybka reanimacja (u Mateusza musiałem walić go z łokcia by coś poszło), złapanie oddechu i śmiech, jak za sprawą różdżki, przywołał do stolika tą jasną elfkę i jej kumpelę. Ciemna elfka, podobnie jak większość takich istot, stanęła za swoim celem, czyli Bartkiem i nachyliła się do przodu, kładąc mu piersi na głowie. Reakcja Bartka – bezcenna. Tymczasem ja spokojnie połknąłem swój kęs chleba i spojrzałem na jasną, która wyglądała jakby nie wiedziała co ma zrobić.
— Witaj… — przeleciałem wzrokiem po jej ciuchach — Elfko Magu.
— Cz-cześć. — wykrztusiła z siebie i zapłonęła rumieńcem. Kurde, Hinata (postać z anime Naruto, bardzo nieśmiała i lubi oglądać wszystko zza winkla) jakaś czy co? Zerżnąć wzrokiem umie ale zagaić do niej nie idzie…
— Mmm… Witaj, mężny wojowniku. — zagaiła czarna do swojej „ofiary”
— Heeej… — odpowiedział Bartek rozanielonym głosikiem
— Ekhem. — chrypnął Oskar — Tu się je, a po za tym kim jesteście?
— Jestem Valeska. Rycerz Shillien. — przedstawiła się czarna
— A j-ja Alexis. Moją specjalnością są jednorożce. — powiedziała jasna
— Elementar Summoner. — rzekłem — Ciekawa profesja. — komplement niemal pozbawił dziewczynę nóg
— A wy, kim jesteście? — zapytała czarna elfka
— Bartek, Tancerz Ostrzy, do usług, słonko.
— Oskar, Przynosiciel Zagłady.
— Mateusz, Tyrant
— Patrycja, Gladiatorka
— Krzysiek, Elficki Starszy.
— Nieźle. — powiedziała czarna elfka — Mam pomysł.
— Zamieniamy się w słuch. — powiedziałem
— Wiecie co to „rajd na szefa”?
— Tak. — odpowiedziała Patrycja
— Szukamy zgranej ekipy do takiej ekspedycji. Ja i moja przyjaciółka nie damy rady same. Pomożecie nam? — puściła do chłopaków słodko oczko
— Jak chętnie rozwalę RB. — powiedział Mateusz a reszta dołączyła do niego
— Świetnie. Spotkajmy się jutro rano w mieście. Tam powiem wam na co pójdziemy. A teraz skoczę z koleżanką na mały trening. — ciemna elfka podeszła do jasnej elfki i wyciągnęła ją siłą — Chodź, Alexis.
— Papa. — pomachała nieśmiało Alexis na pożegnanie i smutno popatrzyła w moją stronę. Jak tylko zniknęły za drzwiami, odwróciłem się do reszty.
— Ok, to mamy już dodatkową osobę lejącą i bezużytnego summonera. — szybko podliczyłem — to łącznie mamy takie party: 4 lejących, summoner, support BD i healer/buffer…
— I recharger — dorzucił Oskar
— I recharger… — powtórzyłem po nim — Ogólnie będzie ciężko, bo nie wyrobię sam z leczeniem wszystkich. Zwłaszcza w tym świecie, bez widocznych pasków HP (punkty życia).
— Będziemy się starać szybko rozwalić bossa. — pocieszyła mnie Patrycja
— Dzięki. — odpowiedziałem i skończyłem śniadanie. Szybko odnieśliśmy talerze i kufle i skoczyliśmy po ekwipunek. Parę sekund później znaleźliśmy się w mieście, gdzie spędziliśmy dzień na szukaniu soul i spiritshotów, dokupywaniu soul ore dla mnie, kilku zwojów do ożywienia poległych (zwłaszcza gdy cudem dostanę wielką płonącą asteroidą z Metina centralnie między gały), douczenia się nowych umiejętności i zebrania info o cenach nowych zbroi i broni. Pod wieczór szybko skoczyliśmy się doszkolić i wróciliśmy do zamku spać. Tej nocy nie byłem „nękany” i szybko zasnąłem.

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 6 - Rajd Na Szefa

 

Przez okno wpadały pierwsze promienie słońca i cudem trafiały mnie akurat prosto w twarz.
— Nie po oczach, nie po oczach… — mruknąłem sam do siebie zakrywając twarz dłonią, by po chwili zerwać się ze strachem — Cholera, dziś lejemy RB!
Adrenalina zrobiła swoje, w rekordowym czasie umyłem się, wykonałem kilka ćwiczeń rozciągających ciało i umysł, potem się ubrałem i uzbroiłem i wybiegłem z pokoju wprost na Alexis.
— Łaaaa! — krzyknęła upadając — Uważaj, dobra?
— Sorki — powiedziałem szybko i pobiegłem do pokojów reszty gangu, by po chwili wylecieć z pierwszego pokoju z odciskiem buta na twarzy. W drzwiach stanęła Patrycja, trzymając górę zbroi i drąc się na mnie. Alexis patrzyła na to całe zdarzenie jak wmurowana. Na moje nieszczęście z pokojów obok wyleźli chłopacy w pełnym ekwipunku i z bananami na gębach wsłuchiwali się w wiązankę Patrycji.
— Patrycja! — próbowałem ją przekrzyczeć — Skąd miałem wiedzieć, czyje to drzwi, skoro nawet durnej kartki z informacją nie ma?
— To się puka do drzwi, a nie wpada jak do własnego!
— Myślałem, że zaspałem, do cholery!
— Tak? To źle myślałeś! — Patrycja trzasnęła drzwiami jednocześnie krzycząc „zboczeniec”. Wstałem z podłogi i wytarłem zakrwawiony nos w rękaw szaty. Mateusz zaczął klaskać i powiedział
— Teraz to na pewno nie będzie twoja…
— Zamknij się. — mruknąłem i warknąłem do dodatkowych gapiów — Co, kłótni nie widzieli? Wypad do siebie!
Kilka osób się posłuchało i wróciło do siebie, a ja podniosłem z podłogi obuch i podszedłem pod drzwi Patrycji
— Długo jeszcze? Mamy iść na RB.
— Z tobą nigdzie nie idę! — odpowiedziała
— No to bosko. To w ogóle nie idźmy, albo wróćmy do prawdziwego świata, ok? Tylko wcześniej wbij mi ten twój żałosny scyzoryk w serce, skoro tak tego chcesz! — krzyknąłem i wróciłem do swojego pokoju waląc mocno drzwiami za sobą. Broń rzuciłem w kąt, a sam usiadłem na łóżku i zacząłem klnąć pod nosem. Tymczasem Oskar zagadał do Mateusza
— Nieźle się wkurzyli… Długo będą skłóceni.
— Ta. — skomentował krótko Mateusz
— Może spróbujemy nakłonić ich by poszli? — zaproponował Oskar
— Nigdy w życiu. A po za tym…
Zdanie przerwało mu efektowne otwarcie drzwi nogą. Zza nich wyszedłem ja z obuchem na ramieniu i mordem w oczach i powiedziałem tylko „RB, minuta, główny plac” i udałem się w stronę schodów. Gdy mijałem Alexis ona cofnęła się nieufnie, bojąc się tego co mógłbym jej zrobić. W końcu doszedłem do głównego placu, który był dość pusty. Gdzieś w kącie stało kilka manekinów do treningu, więc postanowiłem się wyżyć. Reakcja innych na mój „trening” była bezcenna. Sam byłem zdziwiony, że mogę takie kombinacje ciosów obuchem i czarów zrobić. W końcu reszta drużyny zeszła, a gdy zobaczyła mnie wśród resztek manekinów treningowych z maniakalnym (specjalnie) uśmiechem, przestraszyła się jeszcze bardziej. O dziwo teraz taki strach u innych podobał mi się, niemal dodawał mi nowych sił. Ale widok niezbyt zadowolonej Patrycji jeszcze bardziej mnie rozbawił.
— Noo, kogo my tu mamy? Cała drużynka w komplecie… mogę nas zabrać do szefuncia… — stanąłem w pozycji do rzucenia czaru, a reszta niechętnie stanęła naokoło mnie. Szybko wykonałem odpowiednie ruchy rękoma i zakończyłem rzucanie jednym krótkim słówkiem. Cała siódemka zniknęła z placu. Pojawiliśmy się w mieście, gdzie Valeska zapoznała nas z planem: mamy zabić Tajemniczego Smoka Drake’a. Gdy dotarliśmy na miejsce (po drodze zabiliśmy krasnala, człowieka, kilkanaście szkielecików, kobry z mieczami i demoniczne panienki z szczypcami zamiast rąk) smok czekał już na następnych śmiałków. Stojąc w bezpiecznej odległości ustawiliśmy się w kółku i zacząłem
— Plan jest taki. Oskar, Patrycja, Mateusz, Valeska: wy walczycie wręcz. Alexis: używasz najlepszego jednorożca do pomocy i tylko od czasu do czasu go leczysz. Bartek: zaraz zatańczysz i dołączysz do bicia. Gdy zadacie pierwsze ciosy ja rzucę kilka klątw dla osłabienia, potem zacznę leczyć. Na pewno ktoś z nas zginie. Ja postaram się w miarę szybko ożywić, ale, jak wiecie, wymagane są pewne przerwy między następnym rzuceniem, więc jeśli padną dwie osoby, Alexis mi pomaga. Jeśli oboje padniemy, ktoś z was szybko nas podnosi. Przygotujcie shoty. Zaraz rzucę buffki, a Bartek zatańczy.
Wszyscy kiwnęli głową na tak i zaczynając od dziewczyn zacząłem rzucać czary. Bartek miał łatwiej: byliśmy blisko siebie i jego tańce miały efekt na każdym. Po minucie czy dwóch czarowania, Alexis przywołała jednorożca i bijąca piątka wykonała grupową szarżę. Smok na widok sześciu mieczy i dwóch kastetów wylądował i zaczął człapać do nich. W momencie zderzenia Mateusz krzyknął umówione wcześniej hasło i jednorożec dołączył do bitwy. Ja w międzyczasie szybko rzuciłem odpowiednie klątwy i w szaleńczym tempie zacząłem leczyć. Smok był mocnym przeciwnikiem. Od czasu do czasu zionął ogniem i podpalał wojowników. Dodatkowo często zmieniał cele ataku i Oskar powoli zaczął wyłapywać nadchodzące zmiany. Gdy wypadało na niego, wykonywał krótki latający unik (skrzydłem sobie pomagał spryciarz jeden), a resztę ostrzegał komendą. W niektórych momentach było naprawdę gorąco i ledwo nadążałem z leczeniem. Niestety, szef smok wykorzystywał to i posyłał do piachu kolejne osoby. W końcu po dość długim czasie, smok chciał nas wykiwać i podniósł skrzydła do lotu. Na szczęście szybko uziemiłem uciekiniera i reszta spokojnie go dobijała. Po około dwudziestu minutach ciągłej walki smok został pokonany i jego wielki łeb huknął o ziemię.
— W końcu… — mruknąłem i usiadłem na ziemi ciężko dysząc
Nieustanne gadanie i machanie rękoma wykańcza fizycznie i psychicznie. Mateusz i Valeska obeszli smoka i po chwili wrócili ciągnąc wielką skrzynię. Była otwarta, a w środku było mnóstwo kasy, kilka egzemplarzy bardzo rzadkiej biżuterii, tj. naszyjniki, kolczyki i pierścienie, kilka materiałów krasnali i oczywiście wszystko podzieliliśmy równo. Dziewczyny wzięły kolczyki, Oskar i Bartek pierścienie, a ja i Mateusz naszyjniki. W końcu, po podziale łupu, cali zakrwawieni i szczęśliwi, wróciliśmy do zamku, a dokładniej nad rzekę, by umyć rzeczy i siebie w ciepłej wodzie.
— No, to już wiem jak wygląda porządny rajd na szefa. — powiedziałem zmywając krew z głowicy obucha
— Tamten smok to mały pikuś. Prawdziwy szef to smok Antharas. — powiedziała Valeska
— Antharas? To koło jego groty się teleportowaliśmy? — zapytał zdziwiony Oskar
— Tak. Na szczęście żyje głęboko i praktycznie nie wychodzi na zewnątrz. Żywi się potworkami zamieszkującymi jego dom.
— Nieźle — powiedział Mateusz — Ale z tego co wiem, to tylko elita ma szanse z nim walczyć.
— Ja słyszałam — wtrąciła Alexis — że kiedyś rzuciło się na niego aż dwieście osób i niestety, wszyscy zmarli.
— Padli tylko dlatego, że nie byli dość wyszkoleni. Podobno biegali w B grade jak my.
— To jakim cudem dobiegli do tego smoka? — zapytałem
— To proste. Elitarny Wojenny Krzykacz, po kolei przyciągał kolejne grupy pod komnatę smoka.
— A wiecie, że Antharas jest smokiem ziemi? Jego pełne imię to Smok Ziemi Antharas. — pochwaliła się wiedzą Alexis
— Nieważne… dopóki nie zdobędziemy zbroi Dynastii możemy zapomnieć o takim rajdzie. — stwierdził Bartek i Oskar uśmiechnął się pod nosem
Gdy umyliśmy się od stóp do broni, poszliśmy siódemką na kolację. Po dokładce (Mateusz wziął jeszcze drugą) poszliśmy spać. Tuż przed zaśnięciem pomyślałem tylko:
— Dobry to był dzień, pojedynczy kwiecie.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 7 - I Believe I Can(‘T) Fly!

 

Mój cudowny sen przerwało mi wrzeszczenie Mateusza.
— Wake up! Wake up! Wake up! Wake up! Wake up!
— Czego?
— Oski chce latać na jednym skrzydle i musisz to zobaczyć!
Mateusz podał mi ciuchy i po dwóch minutach byliśmy już na zewnątrz zamku. Krótki bieg na pobliskie wzgórze i całkiem zabawny widok. Oskar rzeczywiście podejmował coraz to rozpaczliwsze próby lotu, co kończyło się tylko lotem w lewo trwający kilka sekund i upadkiem.
— Już powoli kumam o co w tym biega… — mruknął do siebie Oskar i spróbował ponownie
— Chłopie, poczekaj na Ostateczną Formę i wtedy sobie polatasz. — powiedziałem, rozciągając się i trąc oko
— Ale przy RB przyda mi się opanowanie tej umiejętności.
— Latanie z jednym, a z dwoma skrzydłami to zupełnie dwie różne sprawy. — Valeska widocznie też zachciała sobie popatrzeć na to przedstawienie — mam znajomego kamaela i on korzystał z jednego skrzydła głównie do uników. Podobnie robił Oskar podczas naszej walki z Drake’iem, tylko musi jeszcze poćwiczyć.
Oskar przerwał na chwilę próby i spojrzał na nas po kolei i powiedział
— Valeska, masz rację. Potrzebuję was do treningu uników. Najpierw zacznę z… — znów na nas popatrzył z osobna — Mateuszem.
— Ja? — zdziwił się Wybraniec — Za co mnie karzesz, chłopie?
— Za nic. Ty z nas wszystkich najszybciej atakujesz. — zakaszlałem i Oskar szybko dorzucił — Fizycznie, oczywiście.
— Spoko. Ale na wszelki wypadek na razie zdejmę kastety i będę atakować wolniej niż zwykle.
Mateusz jak powiedział, tak zrobił i po chwili Oskar wycierał zakrwawiony nos.
— Cóż. — mruknąłem — To był naprawdę powolny cios.
— No co? — Mateusz zrobił niewinną minę — Nie moja wina, że nie ogarnia.
Na jego słowa tylko westchnąłem i podleczyłem Oskara. Trening zaczął się na nowo, a ja stałem obok pilnując, by Mateusz nie uszkodził naszego upadłego aniołka z niebieskim fryzem. W końcu po dwóch godzinach darował sobie ten trening i razem ze mną i Oskarem wróciliśmy do zamku na obiadek. Dziś była pomidorowa, więc od razu wszamałem 3 talerze tej pysznej zupki. Nie obyło się bez dziwnych min reszty, gdy wracałem z pełnym talerzem i jadłem w maratońskim tempie. Gdy już zjedliśmy, postanowiliśmy pójść oczyścić ten świat ze szczurów, zmutowanych pająków, ogrów, szkieletów, kapłanów Szatana, kapłanów Rydzyka, kilku „bezklanowców”, latających oczu i innego tałatajstwa. W końcu znaleźliśmy grupkę wyjątkowo bogatych w doświadczenie demonic.
— Soooooł. — zacząłem po angielsku — Kto luruje?
Chwila ciszy. Popatrzyłem to na nas to na potworki i bez zastanowienia rzuciłem czar. Jeden z potworów dostał niewidzialną latarką po oczach, po czym wrzasnął i razem z resztą grupy postanowił wykonać na mnie „atak wkurzonych dresów”. Reszta widząc tą wielką grupkę dostali bananogębozy, czyli na ich twarzach pojawiły się banany (uśmiechy inaczej) i wesołą gromadką zabawili się w „zbij dresa, bo goni healera”. Sam szybko skorzystałem z przemiany w inkwizytora i dzięki boskiej mocy nadanej mi przez samego Billa Gatesa, Chucka Norrisa i Pudziana, wykonałem atak równie epicko wyglądający (i brzmiący) jak reszta moich czarów, by kolejne demonice zachorowały nagle na zapalenius spojłówkus gejmus nołlajfus zaraźliwus (nazwa choroby made by Mateusz, © du nat stil, bite niśt sztejlen, nie kradnij, k***a) i były penetrowane ostrzami mieczy lub, w przypadku Mateusza, poklepywane przyjacielsko po demonicznych buziach świecącym kastetem. Normalnie wymiatałem jak Harry Potter na dragach, czyli słabo. Kurde, ale nawet po transformacji w ofensywnego maga, mam w sobie moc defensywnego. W końcu zlazłem z tej transformacji i podleczałem mężnych wojowników i piękne wojowniczki. Z racji lenistwa nie chce mi się opisywać po kolei jak szło wybijanie, więc wejdźcie sobie na Jótóbe, wpiszcie „lineage 2 super mega hiper party fight” czy coś w ten teges, obejrzyjcie, ściągnijcie tę grę (i patch gravelandu), zróbcie postać i pograjcie. Gdy wbicie poziom 85 na głównej klasie i 3 subklasach możecie czytać dalej. Ewentualnie pomińcie fragment o Jótóbe etc. A więc… (Wiem, że nie zaczynam zdania od „a więc”, ale mnie to nie obchodzi… Cholerny telefon… Czego?... Koks?... Spoko, gdzie?... Oki, dodajcie mnie do party i wywindujcie, podepnę się pod kogoś, bo mi tu czytelnicy płaczą… No nara…) po tym jakże epickim starciu z demonicami reszta grupy ustawiła się w kolejce po buffki, leczenie i usłyszenie „następny”, by po paru minutach (na każdego woja mam około dziesięciu buffów razy 5 wojów razy około 3 sekund na rzucenie dzielone przez sześćdziesiąt dla minuty równa się parę minut… mam boski kalkulator) pójść na jeszcze silniejsze i jeszcze bardziej pełne doświadczenia, kasy i Punktów Umiejętności potworki. Odpalamy leniwca i skaczemy do momentu powrotu do zamku. Ok, jesteśmy w zamku. Włazimy po schodach na nasze piętro, każdy włazi do swojego pokoju, ja dostaję kopa od Patrycji za wejście do jej pokoju, każdy włazi do wyra i zamyka oczy.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 8 - Poziom W Górę

 

Mój cudowny sen przerwało mi wrzeszczenie Mateusza. Sekunda, czy nie powtarzam się przypadkiem? Chyba mam te deja vu.
— Krzysiek, wstawaj. Idziemy na koks.
— Siemka Mati. — ziewnąłem sobie i przetarłem gały
— Masz tu ciuchy. Jak się ubierzesz to złaź na dół na główny plac. Jeszcze dziś chcemy dobić do poziomu S grade’owego sprzętu.
— Spoko. To idź a ja zaraz przyjdę.
Mati wyszedł, a ja się ubrałem. Następnie leniwie zacząłem schodzić ze schodów i w pewnym momencie się poślizgnąłem i w znacznie krótszym, niż przewidywałem, czasie byłem na dole.
— O, wreszcie jesteś, hehe — zaśmiał się Oskar i pomógł mi wstać
— Zieeeeeew. To gdzie idziemy? — zapytałem
— Do katakumb. Mamy tydzień zapisów. — Oskar wyraźnie był mocno podniecony tym zdarzeniem
— A ty co taki podniecony? — zapytałem i Oskar natychmiast spoważniał
— A co, nie wolno? Kurde, chłopie, kasy sobie chcę nazbierać!
— Słyszałem — wtrącił Bartek — Że teraz są na rynku osoby skupujące Seal Stone’y (kamyki z potworów z katakumb) i to za dużo adeny (waluta w tym świecie). Leniom nie chce się lać potworków, hehe.
— Albo są Elven Elderami (angielska nazwa mojej profesji) i nie dają nimi rady solo. — rozciągnąłem się i przekręciłem głowę na boki aż strzeliło w karku i powiedziałem — To co? Lecimy?
Reszta kiwnęła wesoło główkami (kapusty) i po chwili staliśmy w mieście. Szybka rozmowa z Strażniczką Wrót (panienka w długiej szacie, która za drobną opłatą teleportuje w dane miejsce; tak, my zawsze z niej korzystamy na treningach) i ta teleportowała nas do lasu koło katakumb. Następne pięć minut marszu i stoimy przed wejściem do katakumb. O ile to można nazwać wejściem: cztery wielkie kolumny z małym daszkiem, a pod nimi dziura zalana wodą.
— Dobra… — zagadałem — Ustawiamy się w kolejce po Pocałunek Ewy.
Reszta się kulturalnie ustawiła i zacząłem rzucać kolejne czary. Pocałunek Ewy to czar tymczasowego zwiększenia pojemności płuc. Bez tego moglibyśmy się potopić, a tu spokojnie nurkujemy w tej wodzie. Po dopłynięciu na dno, odbiliśmy w bok, w kierunku suchego lądu. Dziwne jest to, że woda nie zalała tego lądu mimo iż poziom, na którym znajduje się z tej strony jest mniejszy niż na zewnątrz budynku. Pewnie jakiś kapłan cierpiący na hipopomonsteroseksfeliotofobię (strach przed długimi wyrazami) rzucił ten fajny czar, by móc sobie spokojnie bić potworki. Tak czy siak, z pomocą dziwnego światełka – teleportera, znaleźliśmy się w odpowiedniej części katakumb. Parę minut buffowania, otrzymanie Kookabury (dwugłowy struś) od Patrycji, by mi mana tak szybko nie schodziła i szarża reszty na grupę latających zbroi z pałkami, kapłanek Gatesa z pornosami w rękach i innych katakumbskich posiadaczy cennych Seal Stone’ów. Patrząc jak reszta oszołomów siłuje się z wymienionymi wyżej stworkami, przywołałem tą Kookaburę i usiadłem w kącie koło wejścia do komnaty. Całe te katakumby to kolejne komnaty pełne potworów złączone dość dużymi korytarzami i w taki magiczny sposób przypominającymi labirynt. Ale wróćmy do nas. Patrycja i Bartek brali po dwa potworki na głowę, które dość szybko oddawały kamyki po odpowiednim zargumentowaniu faktu, że są one nam potrzebne, np. odcięciu głowy, ręki, lub wsadzeniu tam, gdzie światło nie dochodzi. Oskar bawił się w berka i na trzy uniki robił jeden atak. Mateusz jako najszybszy ork przebiegał przez całe grupy potworów z rękoma ustawionymi tak, by jak najwięcej głów doznało spotkania trzeciego stopnia z jego rękoma. Valeska siłowała się z duszkami i odbijała ich żałosne ataki tarczą. I za to kocham bycie defensywnym magiem w drużynie wojowników: twoje zadanie to tylko ogarnięcie, komu jakie buffy rzucić (u mnie to tylko różnica dwóch buffów na tarczę dla Valeski) i od czasu do czasu uleczyć kogoś, gdy zapomni, że nie jest nieśmiertelny. Nagle coś przytuliło się do mnie piszcząc
— Krzyyysiuuuuuu!
Odwróciłem powoli głowę i zobaczyłem Alexis z miną jak u kota.
— Mogę do was dołączyć? — Alexis zrobiła słodkie oczy kota ze Shreka i ja tylko westchnąłem i kiwnąłem głową na tak — Jeeeeej! Dzięki, Krzysiu.
— Nie ma za co. Tylko nie drzyj mi się do ucha i zejdź ze mnie bo muszę leczyć. — odpowiedziałem i Alexis dała mi wstać. Szybko wypowiedziałem zaklęcie kilka razy i wojownicy zostali rozgrzeszeni i uleczeni niebiańskim światłem z latarki Pana Sonica. Alexis poszła w moje ślady i po chwili minął mnie jednorożec pędzący na jakiegoś potworka.
— Tak, w ogóle to zmieniłaś się od ostatniej nocy. — zauważyłem
— Tak, Krzysiu. Postanowiłam, że skoro nie wolno mi cię zgwałcić na śpioszka, zrobię to teraz!
Alexis skoczyła na mnie i powaliła na ziemię. Unieruchomiła mi ręce, a ja zacząłem na nią krzyczeć, by przestała. Alexis spojrzała tylko na mnie z rządzą w oczach i powiedziała
— Nie. Ma. Mowy.
— No to może chociaż nie przy ludziach!
— Nawet nie wiesz, jak bardzo cię chcę.
— ALEXIS! — wrzasnąłem i reszta spojrzała na mnie śmiejąc się — Tylko spróbuj… Nie, Alexis, patrzą się na nas!
Alexis przerwała próbę zdjęcia mi spodni i popatrzyła na grupę, która obserwowała to zajście z wypiekami na twarzach i, w przypadku Bartka, Mateusza i Oskara, wielkimi uśmiechami. Ja w tym czasie spróbowałem się uwolnić, ale Alexis mocno trzymała.
— Kurde, chłopaki, zabierzcie ze mnie tego zboczeńca!
Chłopaki dość niechętnie podeszli i po chwili byłem wolny, a Alexis siedziała na kolanach i cicho płakała.
— Nie rycz. — powiedziałem ze złością — Płacz nie zmieni niczego. Trzeba było nie zaczynać. Masz. — rzuciłem jej zwój — Wróć do zamku i więcej za nami nie łaź.
— Krzysiek. — Valeska podeszła do Alexis i ją przytuliła — Wiesz, że ona nie chciała, ale to za duża kara dla niej. Ona jest bardzo słaba emocjonalnie.
— Nie chciała, nie chciała. To samo można powiedzieć o tobie! — Valesce rozszerzyły się oczy w szoku — Tak, wiem, że podglądasz Bartka tak jak Alexis dogląda mnie.
— Nie masz na to dowodów! — Valeska spróbowała się obronić, a Bartek patrzył teraz na nią dziwnie
— Tak? A pierwsza noc, gdy Alexis przyciągnęła cię do mojego pokoju i oglądała moje tatuaże?
— Jakie tatuaże? — zapytał Oskar
— Cicho. — uciszył go Mateusz, a ja mówiłem dalej
— Oglądałaś sobie moje ciuchy i podsunęłaś Alexis pomysł by mnie zgwałcić, podczas gdy ja udawałem, że śpię. Obie jesteście chore na nimfomanię!
Valeska wkurzyła się i wstała
— Nimfomanie? O żesz ty…
Nie dokończyła, ponieważ przystawiłem jej głowicę obucha do szyi tak, by „gałązki”, z których głowica była zrobiona, mogły się wbić jej w gardło.
— Jeden ruch, a nie żyjesz. — zagroziłem i czarna elfka odsunęła się. Następnie chwyciła za zwój, otworzyła go i mówiąc zaklęcie, jedną ręką złapała Alexis za ciuchy. Po chwili obie zniknęły. Opuściłem rękę i Bartek powiedział
— Nieźle. Dwie nimfomanki. Mogłeś siedzieć cicho to byśmy sobie obaj stuknęli.
— Daj sobie spokój z nimi. Mieliśmy przecież bić potworki dla Seal Stone’ów.
— Dzięki za przypomnienie. — Oskar od razu wleciał w grupę potworów i jednym machnięciem wybił kilka z nich. Reszta dołączyła po chwili i wszystko wróciło do „normalnego stanu”. W pewnym momencie, gdy Oskar zabił jakąś wiedźmę, całą piątkę otoczyło niebiańskie światło.
— Już? — zapytałem
— Tak. Możemy wracać. — powiedział Mateusz i wraz z resztą podszedł do mnie. Szybko rzuciłem czar i teleportowałem naszą piątkę z powrotem do miasta (oczywiście za pomocą czaru; tak, mogę tylko wracać się do miasta). Łup w postaci mnóstwa zielonych, czerwonych i niebieskich kamyczków sprzedaliśmy po najwyższej cenie i za to kupiliśmy nowy ekwipunek.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 9 - Moda Na S-Grade

 

A propos nowego ekwipunku wypadałoby trochę go wam opisać. Na środek sceny wyszedł krasnal w garniturku i widocznie pełnił tu rolę prezentera mody.
— Witam zgromadzonych czytelników na Wielkiej Gali Mody S-grade’owej! Dziś poznacie pięć osób, które zdobyły drogą kupna najnowsze modele zbroi S-grade! Na początek zacznijmy od kobiet, a raczej kobiety, bo jest tu tylko jedna. Gladiatorka Patrycja kupiła sobie lekką zbroję Draconica i podwójne miecze Infinity Wing. Zbroja Draconica w wersji dla ludzkich wojowniczek jest dosyć skąpa. Cała czerwono czarna zbroja składała się tylko z trzech części: napierśnika z rękawami, majteczek i wysokich butów. Odsłoniony jest tylko brzuch i połowa ud. Co do mieczy to oba wyglądają identycznie: piękna garda przypominająca podwójne rogi skierowane ku dłoni użytkownika, ostrze lekko wygięte ku górze jak w katanie, a podstawa klingi została wykuta na kształt skrzydeł. Coś pięknego. Posłuchajmy, co nasza modelka ma do powiedzenia na temat tejże zbroi.
— Wybrałam lekką zbroję głównie z bonusów, jakie posiada. Przyznaję, wyglądam pięknie, ale do nagości mrocznych elfek trochę mi brakuje. — zaśmiała się — Co do miecz, uważam, że są jednymi z najładniejszych duali jakie posiadałam. I jak na razie jestem zadowolona z zakupu właśnie tego ekwipunku. — Patrycja pokręciła się jeszcze po scenie, by każdy mógł obejrzeć jej zbroję i miecze, a w międzyczasie krasnal gadał
— Brawa dla Patrycji. Na zakończenie powiem, że właśnie dokonała zmiany profesji na wyższą. Teraz nasza Gladiatorka jest… — rozległy się werble — DUELISTKĄ! Gratulujemy! — Patrycja z gracją opuściła scenę żegnana wiwatami publiczności — Ale pozostało jeszcze czterech mężnych panów, czekających na owacje i latające staniki. — po sali rozległ się cichy śmiech — Powitajmy na scenie Tancerza Ostrzy, Bartka! — Bartek wbiegł na scenę i od razu dostał ogromną salwę braw (plus kilka cyckonoszy) — Nasz Bartłomiej wybrał ciężką zbroję Imperial Crusader i, tak jak Patrycja, miecze Infinity Wing! Ta piękna czarno pomarańczowa zbroja cudownie podkreśla jego ciemną cerę. Proszę spojrzeć na te zdobienia, na te tajemnicze wzory! O, widzę, że nasz Tancerz chce coś powiedzieć. Prosimy…
Krasnal odsunął się na bok i Bartek zaczął.
— Ludzie! Nie jestem dobry w oficjalnych mowach publicznych, więc powiem łopatologicznie. Jako Tancerz Ostrzy ciężka zbroja Imperial Crusader to po prostu strzał w dziesiątkę. Choć wprawdzie na rynku nie znajdziecie innej zbroi niż ta. A te duale po prostu wymiatają! To wszystko, ludziska!
Krasnal wesoło zatrzymał Bartka i szybko przemówił
— Proszę poczekać, nasz Tancerzu. Nasze źródła mówią, że wykonałeś zmianę profesji, prawda? Pozwól, że podzielimy się tą dobrą nowiną. A więc… — znowu bębny polepszyły i tak już tajemniczy nastrój — nasz Bartłomiej, Tancerz Ostrzy stał się… TANCERZEM ILUZJI! Gratulujemy! — poleciały kolejne staniki i Bartek schodząc ze sceny złapał kilka i schował — A teraz powitajmy na scenie przeciwieństwo naszego Bartka. Oto jasny elf, Krzysztof! — wszedłem na scenę udając profesjonalnego modela — Krzysztof jest jedynym magiem w całej drużynie i na jego barkach spoczywa najwyższa odpowiedzialność. Ale zaraz… — krasnolud przetarł oczy — Dlaczego Krzysztof nie nosi szat S-grade?
— To oczywiste. Jestem Elfickim Starszym, a cechą charakterystyczną tej profesji jest najwyższy współczynnik szybkości rzucania czarów. A noszona teraz szata Dark Crystal zapewnia mi bonus do szybkości czarowania. Ale nie martwcie się, gdy wraz z resztą ekipy zdobędziemy zbroje Dynasty, sam będę w jednej z nich chodził.
— Rozumiem. A jaką to tarczę i obuch posiadasz?
— Tarcza to Imperial Shield, a obuch to oczywiście Arcana Mace. Niestety, siła wyższa spowodowała połączenie tych trzech części ekwipunku w jeden, ale mimo wszystko, czuję, że mogę podnosić poprzeczkę w szybkości czarowania.
— To wspaniale. — krasnal zwrócił się do publiczności — I tu pojawia się niespodzianka. Krzysiek także dokonał zmiany profesji i teraz jest… — na dźwięk werbli ustawiłem się w pozycji finałowej, czyli stanąłem tak, jakbym chciał wznieść broń w geście zwycięstwa — ŚWIĘTYM EWY! — i perfekcyjnie wykonałem ten gest wśród głośnych oklasków. Niestety, nie dane mi było zebrać kilka „pamiątek”, ale nie żałuję. Tymczasem krasnal dalej prowadził show.
— Gorąco dziś, prawda? Na szczęście następny przedstawiciel płci męskiej ochłodzi atmosferę swoim skrzydłem. Brawa dla Oskara! — Oskar w wielkim stylu „wleciał” na scenę machając jedynym skrzydłem — Oskar należy do grona Berserkerów. Ale niech nie zwiedzie was ta barbarzyńska nazwa. Nasz arystokrata udzielił nam zgody i możemy podziwiać jego najnowszy nabytek: lekką zbroję Draconica dla mężczyzn kamaeli i cudowny starożytny miecz Infinity Sword. Zauważcie, że jako przedstawiciel arystokratycznej rasy jednoskrzydłych, nasz Oskar potrafi bardzo efektownie walczyć teoretycznie dwuręcznym mieczem. Powiedziałem teoretycznie, ponieważ, jak widzicie Oskar wymachuje nim jedną ręką i to z jaką gracją! Dodatkowo ta lekka zbroja, specjalnie robiona na miarę, w pięknym czarno czerwonym kolorze, z białymi elementami, cudownie zrobionymi na styl prawdziwego arystokraty, godna jest noszenia przez tak zacnego młodziana. Ale dosyć mojego gadania, niech sam Oskar wypowie się na ten temat.
— Wiecie, jako Berserker ważna dla mnie jest szybkość i lekkość. Dlatego lekka zbroja Draco to strzał w dziesiątkę. A tym mieczem rozłożyłbym na łopatki największego kozaka.
— Dziękujemy. Teraz niech wszyscy poznają nazwę twojej nowej profesji, a jest to… PRZYNOSICIEL ZGUBY! Normalnie, na sam dźwięk tej nazwy moje siwe włosy stają mi dęba. Dziękujemy za poświęcony czas i do zobaczenia. — Oskar elegancko zszedł ze sceny i po wprowadzeniu na scenę wyskoczył Mateusz
— Jak widzicie, Tyrant Mateusz także nosi zbroję Draconica. Widocznie lekkie zbroje są tu bardzo znane. Ale spójrzcie, co nasz ork dzierży w wielkich dłoniach. Te dwa piękne kastety idealnie współgrają wyglądem z lekką zbroją, przez co całość wygląda jeszcze bardziej demonicznie. Po prostu wspaniale. Zobaczmy, czy nasz mistrz szybkich pięści ma coś do powiedzenia.
— Przyznam, słaby jestem w mowach, więc skrócę wypowiedź do minimum: po prostu to kupcie! Dziękuję.
— Dziękujemy. Teraz poznajmy kim nasz Mateusz stał się po zmianie profesji. To… WIELKI KHAVATARI! Co za cudowna nazwa! Gratulujemy z całego serca. — Mati zszedł ze sceny wesoło machając łapą z kastetem — To wszystko na dziś, kochani. Następny pokaz już niedługo, a dokładniej za parę rozdziałów. Dobranoc!

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 10 - Wizytówki

 

Dwa dni po wielkiej gali cała nasza piątka, siedząca w S-grade (oprócz mnie) i wcinająca śniadanie, rozprawiała o przyszłym treningu.
— Wiecie, co? Zastanawiam się, jakbyśmy wyglądali w Dynasty setach. — powiedziałem i wziąłem duży kęs jajecznicy
— Jak to jak? Biało-czerwoni! — wykrzyknął Oskar wesoło, a Bartek zaczął machać nożem i widelcem nad głową śpiewać „Polska biało-czerwoni”
— Bartek, ogranicz trochę, dobra? Ludzie się gapią. — mruknął Mati
— Nie można się zabawić… — posmutniał Bartek i zabrał się do jedzenia
— Wiem, że szaty i zbroje są biało czerwone, ale kiedy w necie znalazłem stronkę z wyglądami tych setów, znalazłem oprócz zwykłych Dynasty, także „ulepszone”. U mnie to było bodajże Dynasty Silver Satin.
— A, wiem o co ci chodzi. — powiedziała wszystko-o-l2-wiedząca-Patrycja — Te sety można jakoś ulepszyć, ale niestety — a jednak nie wszystko wiedząca — nie wiem jak, czym i u kogo.
— Wiecie… — wtrącił Bartek podrzucając sakwą monet — zawsze można na rynku kupić i wio.
— Najpierw nazbieraj tyle kasy. — mruknął Oskar próbując przegryźć swój bekon
— Większość została nam z RB. Resztę zdobędzie się z katakumb. — Bartek jak zawsze w sprawach pieniędzy był optymistą
— No to co ludzie? — powiedziałem odsuwając talerz, a reszta popatrzyła na mnie dziwnie — Tak tylko powiedziałem. Mam mówić nazwę każdej rasy za każdym razem, gdy coś do was mówię?
— Wystarczy, że powiesz „ekipo”, „przyjaciele” czy coś w tym stylu. — rzekła Patrycja
— Dobra. No to „ekipo”… — specjalnie dałem nacisk na ostatnie słowo — możemy iść pozbierać kasy?
Reszta się zgodziła i po oddaniu pustych talerzy skoczyliśmy do swoich pokoi. Ale przed wejściem Patrycja nas zatrzymała
— Zaczekajcie chwilkę, muszę wam coś dać. — i poszła do swojego pokoju. Bartek i Mateusz zaczęli cicho chichotać.
— Co ona takiego powiedziała? — spytałem
— Nie kumasz? „Muszę wam coś dać”. — wciąż nie skumałem, więc Bartek wyjaśnił — Podtekst erotyczny.
— Aha… ale nie łudź się. Prędzej dostanę kopa w twarz niż ona to z nami zrobi. — powiedziałem, a po chwili wyszła Patrycja trzymając w rękach kilka karteczek
— Eee… po co ci one? — zapytałem
— Zobaczysz. — odpowiedziała Patrycja i nakleiła kartki na nasze drzwi. Były na nich napisane nasze imiona. Patrycja na końcu nakleiła swoją kartkę i powiedziała
— Teraz niech ktoś pomyli mój pokój ze swoim.
Nastała cisza. Ja po chwili namysłu skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej i powiedziałem
— Challenge accepted. (Wyzwanie przyjęte) — i spokojnie wszedłem do jej pokoju. Będąc trzy kroki za progiem, odwróciłem się na pięcie mówiąc „Fuck Yea” (Taa jest!), by chwilę po tym dostać kopa w twarz.
— Dostał! Teraz trzeba cierpliwie czekać. — mruknął Bartek i razem z dwójką panów patrzyli jak Patrycja goni mnie po pokoju, przy okazji zbierając spod łóżka miecze
— Sorry! Sorry! Sorry! Sorry! — krzyczałem unikając ostrzy
— Już nie żyjesz! — Patrycja naprawdę się wkurzyła. Wtedy wpadłem na świetny pomysł. Zrobiłem zwód, Patrycja mnie wyprzedziła, a ja szybko rzuciłem czar unieruchomienia. Nie wszedł. Próba druga. Znów pudło. Patrycja szykuje się do skoku na mnie. Próba trzecia. Weszło. Patrycja stoi, a ja uciekam z jej pokoju i zabierając rzeczy ze swojego, uciekam na główny plac. Niecałe pół minuty później Patrycja wybiega ze swego pokoju i rzuca się za mną w pogoń. Chłopaki postanawiają to zobaczyć. Niestety, z braku dobrego miejsca do ukrycia, Patrycja szybko mnie znajduje.
— Co ja ci mówiłam o wchodzeniu do mojego pokoju? — jeśli Zaraki Kenpachi (postać z Bleacha, facet kocha walki na śmierć i życie) ma siostrę, to Patrycja jest nią na bank
— Kumam. Mam przekichane. Jak masz zabić, to to zrób. — rzuciłem chłopakom zwój ożywienia — Resniecie, nie? — chłopacy nic nie zrobili, a ja rozłożyłem ręce — Dalej, Pati.
Miecze Patrycji uniosły się i zatrzymały nad jej głową. Ja spokojnie zamknąłem oczy, ufając kolegom. Patrycja widocznie walczyła z myślami, bo ostrza zaczęły lekko się obijać. W końcu westchnęła i opuściła miecze mówiąc
— Tym razem ci daruję. A teraz zabierz nas na katakumby.
Otworzyłem jedno oko oczekując pułapki i gdy zobaczyłem, plecy Patrycji, oczywiście osłonięte zbroją, otworzyłem drugie oko i podniosłem się. Bartek, Mateusz i Oski szybko skoczyli po broń i po około kilkunastu minutach zbieraliśmy kamyczki.

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 11 - Koniec Imprezy!

 

Był już wieczór, a my wciąż siedzieliśmy w katakumbach. Kamyków zdążyliśmy nazbierać całe mnóstwo i dochodziły kolejne. Na szczęście znaleźliśmy gdzieś po drodze wielki worek. Co prawda były tam zwłoki orka, ale po wyrzuceniu ich w krzaki i umyciu, worek pełnił funkcję… worka na kamyki. Taa… funkcja jakże oryginalna. Ale wróćmy do zbierania. Tak więc, zbieramy, zbieramy, zbieramy, i zbieramy, aż tu nagle za moimi plecami słyszę
— Witam, antynimfomanie.
Szybko odwróciłem głowę i zobaczyłem Valeskę i Alexis. Obie stały z mieczami skierowanymi w moje plecy. Obie miały mord w oczach i wiedziałem, że nic mi już nie pomoże. Reszta jest zbyt zajęta wybijaniem potworów. Nagle stało się coś dziwnego. Valeska zamiast dźgnąć mnie, złapała szybko za usta, a Alexis zabrała mi obuch i tarczę.
— Czas się zabawić, mój miły. — powiedziała Valeska i wraz z Alexis zaciągnęły mnie dosyć daleko od grupy. Resztę dopowiedzcie sobie sami. ;) Tymczasem Partycja, po zabiciu ostatniego potwora i wygrzebaniu z niego kamieni, odwróciła się i stanęła w szoku.
— Gdzie jest Krzysiek? — zapytała, a reszta też się odwróciła. Czwórka podbiegła do worka i zobaczyła na ziemi strzałkę ułożoną wcześniej przez Alexis.
— Musimy go znaleźć. — powiedział Oskar i przeskakując worek stanął na skrzyżowaniu korytarzy i zaczął nasłuchiwać.
— Oski, może pójdziemy tam, gdzie pokazuje strzałka? — zaproponował Mati — Ale najpierw ja z Bartkiem skoczymy do miasta sprzedać kamyki i znajdziemy was. — Mateusz zarzucił sobie na plecy ten wielki worek i z trzymanego przez Bartka zwoju mamrotał zaklęcie. Patrycja i Oskar spojrzeli po sobie i pobiegli w wskazanym kierunku. Parę minut biegu i nasza dwójka zobaczyła naprawdę straszny widok. Jednym słowem: orgia. Ja leżałem na ziemi ze związanymi rękoma, a dziewczyny zabawiały się mną w najlepsze. Patrycja otrząsnęła się z szoku (silna wola, hehe) i krzyknęła
— KONIEC IMPREZY!
Jęki elfek zatrzymały się i obie spojrzały dziwnie na Patrycję. W końcu Valeska powiedziała
— Widzę, że przyprowadzasz kolegę do zabawy? Zapraszamy, zapraszamy…
Na te słowa Oskar śmignął obok nimfomanek. Gdy się zatrzymał nastała sekunda ciszy i obie elfki dosłownie straciły głowę. Zaraz po tym Patrycja wyskoczyła w stronę elfek, by po chwili w locie podarować im piękną kombinację cięć i pchnięć mieczami. Krew lała się strumieniami, a gdy Patrycja się wyprostowała z ostatniego ataku, ciała obu elfek rozpadły się na kawałki. Widok ten naprawdę był makabryczny. Oskar rozciął więzy krępujące mi ręce, a ja szybko pozbierałem się z ziemi i poprawiłem szaty.
— Żyjesz? — zapytała Patrycja, a ja zarumieniłem się
— Na szczęście tak. — powiedziałem szybko i zacząłem szukać chusteczek, by przynajmniej ściągnąć z siebie warstwę krwi. Patrycja, chyba czytając mi w myślach, podała mi chusteczkę, a ja zacząłem się wycierać. Minutę później zabrałem z kąta uzbrojenie i usłyszałem znajome kroki. Bartek i Mateusz doznali szoku zaraz po wyjściu zza zakrętu. Patrycja podeszła do nich i wyjaśniła im wszystko, a ja stałem jak idiota i gapiłem się w podłogę. Oskar się otrząsnął i podszedł do mnie. Podobnie zrobiła reszta i posypały się słowa współczucia i zazdrości Bartka. W końcu Patrycja powiedziała, że czas wracać i bez zbędnych ceregieli wróciliśmy do zamku. Po drodze zaliczyłem rzeczkę, by się umyć i wyprać szatę i wróciłem do pokoju. Zaraz po wejściu, rzuciłem broń i tarczę w kąt, a sam padłem na łóżko. Leżałem tak parę minut aż drzwi pokoju się otworzyły i stanęła w nich Patrycja. Spokojnie podeszła do mnie i usiadła na brzegu łóżka.
— Wyjdź stąd. — mruknąłem na powitanie
— Słuchaj, chcę z tobą porozmawiać. — Patrycja położyła rękę na moim ramieniu i nachyliła się lekko nade mną. Porozmawiała ze mną o tym incydencie, pocieszyła mnie i życzyła miłego snu. Przed wyjściem rzuciła mi tylko krótkie spojrzenie pełne współczucia i zamknęła drzwi. Ostatnią moją myślą przed zaśnięciem było…

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 12 - Szybka Zmiana

 

Minęły może dwa, trzy tygodnie. Sam nie pamiętam już, jak długo żyjemy w tym świecie. Patrycja przestała się na mnie wkurzać i szukać pretekstu do zamordowania mnie. Bartek znajdował coraz to nowsze „towarzyszki”, które zaznajamiał co noc. Mateusz zaczął ostro trenować i teraz jego uderzenia są tak szybkie, że prawie ich nie widać (widać skutki tych uderzeń). Oskar bardzo dokładnie dzielił łup między nas i wykazywał dość duże zainteresowanie cenami zbroi. Ja, natomiast, często spędzałem swój czas wolny na leżeniu koło rzeki i podczas patrzenia w chmury, rozmyślania o rożnych rzeczach, zwłaszcza tych mniej przyjemnych. I właśnie, któregoś dnia, leżałem sobie po raz n-ty na trawie i rozmyślałem, gdy przyszła Patrycja.
— Nie idziesz z nami na koks? — zapytała, a ja odchyliłem głowę
— Znowu do katakumb? — odpowiedziałem z niechęcią — Rzygam już nimi… Cały dzień tylko te cholerne katakumby.
— Słuchaj, tylko ty możesz nas leczyć. Jesteś nam bardzo potrzebny. — po głosie poznałem, że coś ważnego musi się teraz dziać
— Czekaj, niech zgadnę. Kowal z Mamon się pojawi? — cisza — No, dobra… Idę, jak tak wam się chce… — wstałem i otrzepałem szaty — Gdzie reszta?
— Już czeka na placu.
Razem z Patrycją spokojnie udałem się na główny plac. Na miejscu Mateusz i Bartek dyskutowali o lepszych miejscówkach, a Oskar wciąż powtarzał „idźmy tam, gdzie szybko kasę zbierzemy”. Gdy zatrzymałem się przed nimi oni dalej gadali, więc tylko szepnąłem zaklęcie i zmaterializowaliśmy się w mieście. Bartek z Mateuszem spojrzeli na mnie zdziwieni, a ja spokojnie poszedłem do Strażnika Wrót. Parę minut później, cała nasza piątka była w katakumbach na silniejszych, ale bogatszych (Oski na ich widok dostał bananogębozy) potworów. Oczywiście moim już nudnym obowiązkiem było utrzymanie tych maniaków przy życiu. W pewnym momencie, po rzuceniu czaru leczniczego, jeden z potworów się wycwanił i podleciał do mnie, chcąc dać mi w łeb. Zanim trafił mnie swą mhroczną mocą, przebiegłem obok niego i kierując się w stronę grupy krzyczałem
— Aaaaaa, k***a. Bije mnie za sześćset! Aaaaaa…
Cóż, udawanie jednego z niezbyt rozgarniętych umysłowo kolegów Mateusza pomogło i Oskar w brawurowy sposób (czyli waląc potwora w plecy) uratował mi tyłek przed penetracją demoniczną ręką. Z racji nudy wiejącej tu jak cholera przewińmy ten koks i kontynuujmy w momencie powrotu do miasta. Tym razem całą piątką poszliśmy sprzedać te kamyczki (nerkowe) i przez godzinę szukaliśmy dobrej oferty. W końcu znaleźliśmy ukrytego gdzieś w kącie krasnala, który na widok worka z kamykami o mało nie popuścił w gacie i za całą swoją kasę kupił od nas ledwo jedną piątą naszego łupu. Oczywiście, Oskar wyjął zabrany wcześniej notesik i sprawdzając kolejną ofertę obliczył zysk. Łącznie za sprzedane kamyczki zebraliśmy ponad worek adeny, a gdy Mateusz postawił ten worek na ladzie, sprzedawcy zbroi spojrzeli na nas dziwnie. Chwilę później otrząsnęli się z szoku i jeden z nich powiedział
— Witamy w naszym skromnym sklepie. W czym możemy Państwu służyć?
— Poprosimy pięć zestawów zbroi Dynasty: dwie ciężkie, dwie lekkie i jedna szata. — Patrycja jak zwykle onieśmielała stanowczością
— Rozumiemy. A czy można sprecyzować, dla kogo specjalnie jaka zbroja? — powiedział drugi patrząc to na złoto to na nas
— Dla mnie i czarnego elfa ciężka. — powiedziała Patrycja
— Dla mnie i kumpla orka po lekkiej! — wtrącił Oskar
— Tak więc, szata dla jasnego elfa. — podsumował sprzedawca i zniknął na zapleczu. Minęło parę chwil i sprzedawca przyniósł kilka wielkich pudeł. Z pomocą drugiego sprzedawcy rozłożyli wszystkie kartony na ladzie obok kasy i Patrycja otworzyła jedno z nich.
— O, widzę, że panowie znają się na ulepszeniach. — pochwaliła
— Miła pani, dla tak hojnych klientów jesteśmy gotowi sprzedać tylko najwyższej jakości zbroje.
— Dobrze. To tak… — Patrycja otworzyła resztę kartonów i po kolei każdy z nas dostawał swój przydział. Sprzedawcy wskazali nam zejście do garderoby i pierwsza poszła Patrycja (po części za naszymi namowami). Tymczasem Oskar ustalał coś po cichu z jednym z sprzedawców i w końcu przesypując część pieniędzy z worka opłacił te piękne zbroje.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 13 - Rodowód I Dynastia

 

Gdy Patrycja wyszła z przymierzalni nam wszystkim opadły szczęki. Przepiękna, biało-czerwona ciężka zbroja, cudownie zdobiona, zwłaszcza na barkach, wyglądała na Patrycji… trudno to opisać. Trzeba by samemu to zobaczyć. Te rogi na barkach dodają zbroi uroku, którego i tak jest mnóstwo. Podobnie jak zbroja S grade też składała się z trzech części, ale tym razem była o wiele lepiej zdobiona. W końcu podeszła do nas i powiedziała
— Teraz kolej na was, panowie.
Szybko otrząsnąłem się z podziwu i zbierając z podłogi karton, niemal wbiegłem do przymierzalni. Zmiana szat zajęła mi chwilę i gdy wyszedłem Oski powiedział krótkie „wow”. Moja szata była też biało-czerwona i pięknie zdobiona. Dodatkowo na ramieniu miałem coś w stylu sygnetu, czy emblematu z czerwonym krzyżem i niebieskim kamyczkiem w środku. Porozciągałem się i obejrzałem w stojącym obok lustrze, który dopiero teraz zauważyłem. Sam nie mogłem wyjść z podziwu, że można wyglądać tak epicko. Po mnie do przymierzalni wleciał Oskar. Dwie minuty później wyszedł i wyglądał równie bosko, co ja i Patrycja. Teraz jeszcze bardziej przypominał arystokratę. Podszedł do nas a ja zacząłem bić brawo mówiąc
— Nieźle, facet, nieźle.
Następną osobą był Bartek. Gdy wyszedł, zacząłem się śmiać. Głowy orłów na ramionach razem z przeważającą bielą na zbroi totalnie nie pasowała do Bartka. Na szczęście Bartek nie gniewał się na mnie i dla zabawy zatańczył jak inne czarne elfy, dziwnie wymachując rękoma. Po chwili śmiechu do przymierzalni wlazł Mateusz. Po chwili wylazł i został obdarowany przez nas brawami. Jego zbroja miała fajne kolce na ramionach, dzięki którym jego ogromne ramiona nabierały dynamizmu. Mateusz obejrzał się w lustrze i z zadowoleniem powiedział
— No, teraz biegiem po broń.
Podziękowaliśmy sprzedawcom, Mateusz z Bartkiem złapali za worek i poszliśmy naprzeciwko do sklepu z bronią. Na widok worka kasy, sprzedawcy podobnie do tamtych omal nie zemdleli, ale szybko się pozbierali i po kolei wyciągali nas na zaplecze. Pierwsza, jak zwykle, poszła Patrycja. Gdy wróciła z dwoma długimi mieczami w rękach, wszyscy jej gratulowaliśmy. Zaraz po tym Bartek wbiegł po te same duale i gdy wyszedł zamachnął się nimi kilka razy dla testu i skomentował wyrazem na „z”. Następny był Mateusz. Wyszedł z swoimi kastetami, które doskonale komponowały się z jego zbroją.
— Wiesz, co, Mati? Nie chciałbym teraz dostać nimi w ryj. — skomentowałem i minąłem orka w drodze na zaplecze. Chwilę później wyszedłem z dużą tarczą i kolejnym mieczem o długiej, ale wąskiej klindze. Tarcza była troszkę za duża jak dla mnie, ale za to zapewniała większą ochronę, a miecz był wyjątkowo lekki mimo tylu zdobień. Na samym końcu swoją broń odebrał Oskar, który na naszych oczach ją transmutował w wielkie ostrze, które Oskar z lekkością zarzucił sobie na ramię.
— Heh, teraz przypominasz Ichigo. (postać z Bleacha, której imię znaczy „truskawka”) — zaśmiałem się, a Oskar zakręcił mieczem w ręku zaznaczając obszar, który spokojnie może pozbawić wroga części ciała. Zapłata była dość duża, ale na szczęście zostało, by każdemu z nas ulepszyć bronie i dodać do nich specjalne umiejętności. Oczywiście ja dostałem Acumen, czyli przyśpieszenie rzucania czarów. Mateusz dostał Haste, który przyśpieszał jego ciosy. Oskar wybrał zwiększenie obrażeń krytycznych, które wchodziły mu dosyć często. Patrycja i Bartek niestety nie mogli wziąć Special Ability (Specjalne Umiejętności) na swoje duale. Jeszcze tylko wyplusowanie broni, co zwiększyło ich moc i dodało mocną niebieską aurę i tak, całą piątką, wróciliśmy do zamku. Słońce już dawno zaszło, więc wchodziliśmy po schodach przyświecając sobie brońmi.
— Prawie jak latarka Pana Sonica. — zażartowałem i chwilę potem zaryłem brodą o schodek. Reszta się roześmiała i pomogła mi wstać. Chwilę potem weszliśmy do swych pokoi i poszliśmy spać.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 14 - Antek, Zamek, Co Jeszcze?

 

W końcu nadszedł dzień zabicia kolejnego Szefa. Tym razem na celu był Smok Ziemi Antharas. Po śniadaniu i szybkim teleporcie, stanęliśmy całą piątką przed wejściem do pieczary (czyli jaskini) smoka. Teraz gdy tak staliśmy, czując powiew wiatru z południa, ja zacząłem się przyglądać samemu wejściu. Teraz dopiero zdałem sobie sprawę, że wejście przypomina otwartą paszczę… smoka! Dun dun duuuuuun.
— Oł… kej. — zacząłem — To co? Idziemy?
— No to prowadź. — powiedział Bartek, a ja skomentowałem to gestem Kozakiewicza — No co? — zapytał głupio
— Wiesz, może i dobry z ciebie BD (Blade Dancer, Tancerz Ostrzy)… — zacząłem
— Spectral Dancer! — wtrącił Bartek
— BEDEK! — specjalnie powtórzyłem ten skrót — Ale za to intelektem to ty nie grzeszysz, wiesz?
— Nie rozumiem.
— On jest magiem defensywnym, prawda? — powiedział Mateusz stając obok mnie i przejeżdżając wzdłuż mojego ciała ręką tak, jak w reklamach proszku do prania — Biega w szatach, prawda? — tu złapał mnie za rękaw i potrząsnął — I ty chcesz, by ciągnął za sobą KILKADZIESIĄT potworów, które mają go na kilka strzałów każdy?
— Yyy… — Bartek widocznie uruchomił uśpione pornosami szare komórki — Tak?
Jego odpowiedź zbiła nas z nóg, więc Oskar klepnął mnie w ramię i powiedział
— Dawaj buffki, ja prowadzę.
Szybkie rzucenie i nasz jednoskrzydły kamael Oskar (po wrzuceniu swoich własnych buffów, tzw. self-buffów) wystrzelił przed siebie jak moher za autobusem. Dobuffowałem resztę i całą czwórką rzuciliśmy się w pościg za Oskim. Przy okazji Mateusz użył jednego z totemów orków i po chwili biegł na równi z Oskarem lejąc po drodze kolejne fale potworów. Bartek jak zwykle biegł i lizał ziemię jednocześnie. Takie są uroki bycia czarnym elfem: ich kręgosłup składa się z dwóch części. W końcu po dwudziestu minutach biegu (i podleczania) zatrzymaliśmy się na chwilę oddechu przed ostatnią, największą jaskinią.
— Kurde… Teraz wiem… Jak czuje się… Sonic (antropomorficzny niebieski jeż w czerwonych trampkach, który z palcem w d osiągnie prędkość Mach 1 biegnąc) po dwóch dniach nieustannego biegu… — wydyszałem
— Taa. — dorzucił lekko zmęczony Mateusz — Albo, jak puścisz Biebera w autobusie pełnym zagorzałych antyfanów.
Tak, małe rozluźnienie na ziemi dobrze mi zrobiło, bo po chwili słychać było jakieś krzyki. Z każdą sekundą były coraz głośniejsze, aż w końcu z jaskini wyleciał człowieczek w długiej szacie Neo z Matrixa, tylko, że białej piszcząc jak baba, a kilka sekund potem Oskar zrobił unik przed wielką łapą Antharasa. Szybko podniosłem się z ziemi i odbiegając do tyłu powiedziałem
— Ale bydle…
— Ale to było dobre. — dopowiedział Mateusz i wraz z resztą wojowników wykonał super-mega-hiper-wykokszony-cios-w-nos (a raczej nogę) smoka, by ten zostawił tego biedaka w spokoju i dał się zabić z naszych rąk. Ja szybko dobiegłem do człowieka i zapytałem
— Żyjesz stary?
— Żyję. — spojrzał na mnie dziwnie — Elficki Starszy Krzysztof?
— Tak, ale nie mam czasu. — powiedziałem i wróciłem do swoich by ich leczyć. Smok był potężnym przeciwnikiem i każdy kolejny atak mógł być śmiertelnym. Na szczęście zdążyłem po kolei każdego uleczyć, bo smok już celował w nich ogonem. Nagle, obok świeżo uleczonej Patrycji, leczniczym światłem dostał Oskar, a ja szybko się odwróciłem i powiedziałem
— Bishop? (ludzki mag leczący, leczy lepiej niż moja klasa, ale nie może oddać many i nie posiada buffów)
— Ta jest! — odpowiedział mag i uleczył wszystkich wojowników — Zwą mnie Dariusz.
— Dzięki Darek. — powiedziałem i obaj zaczęliśmy równo leczyć resztę. We dwóch szło nam o niebo lepiej niż mnie samemu i w końcu po dwóch godzinach ten durny smok zarył łbem o sufit i huknął nim o ziemię. Na szczęście szybki Mateusz wraz z Oskarem zdołali wyciągnąć kilka worków pieniędzy, którymi podzieliliśmy się po równo, gdyż strop zawalił się i pogrzebał bossa. Bishop Dariusz podziękował nam z całego serca i powędrował do stojącej nieopodal fortecy. Nasza piątka wróciła spokojnie do zamku. Tam zostaliśmy powiadomieni, że niedługo będziemy oblężeni.
— Nieźle, Antek, Zamek, co jeszcze? — zawołałem zły, bo znów będę zmuszony do rzucania czarów
— Wiecie co? — Oskar zrobił wielkie oczy, jakby przypomniał sobie o czymś naprawdę ważnym — Zapomniałem o transformacji w ostateczną formę! Przecież standardowo dostaję tę umiejętność na siedemdziesiątym dziewiątym poziomie, nie? — reszta kiwnęła głową — No, a Dynasty jest od osiemdziesiątego… — zacząłem kręcić dłonią, by kontynuował — Tak więc, już mogę zacząć latać na dwóch skrzydłach i być najsilniejszą osobą z naszej piątki.
— Hura. — mruknąłem — No to zbieraj się, bo zaraz przylezą skopać nam tyłki.
Oskar zaczął używać tajemnej umiejętność wytwarzania dusz, które mógł spokojnie je zeżreć i doewoluować. Akurat na styk wyszły mu te duszyczki, których liczba wynosiła dwadzieścia. Oskar spojrzał na swoje dzieło i uśmiechnął maniakalnie, by po chwili skoczyć na nie i szamać je, głośno mlaskając. Gdy skończył, wstał zrobił kilka ruchów (tanecznych) i… BUM! Oskar wyewoluował w swoją Ostateczną Formę Do Ciasta i przy użyciu dwóch skrzydeł (warto dodać, że gdy nastąpiło to BUM skrzydła Oskara potrąciły kilka osób stojących po bokach, w tym krasnoluda, który oberwał ode mnie czarem w pierwszej części opowiadania) wzbił się wysoko w niebo, zostawiając chmurę pyłu i kurzu pod sobą. Nagle zza muru wystrzeliła chmura czarów, która w piękny sposób doznała spotkania z Niezidentyfikowanym Kamaelem Latającym (Unknown Flying Kamael) stopnia bardzo bolesnego (dla Oskara).
— Kurde… Nukerów (magów ofensywnych) mają… — mruknąłem patrząc jak Oskar wykonuje korkociąg (spada w dół kręcąc się wokół własnej osi) i niczym pocisk powietrze-ziemia wbija się w miękki piach tak, że nogi mu wystają. Po chwili Mateusz wyciągnął naszego biedaka, a ja go podleczyłem czarem.
— Teraz już wiem, jak się czuje ktoś, kto dostał serię z kałacha… — stęknął Oskar i nasza piątka usłyszała wielki huk
— Brama! — powiedziałem i instynktownie rzuciłem buffki na resztę. Nagle z bramy posypało się kilka urwanych desek i rozległ się krzyk
— Ale urwał! Ale to było dobre!
Moja reakcja była następująca
— Nie! Powiedzcie, że to nie jest klan Dzieci Neo! (polskie oznaczenie dzieci, które podniecają się byle czym lub udają wielkich koksów, by uciec z płaczem do mamusi po byle kopie między pośladki)
Kilka huków później, zrobiła się dziura na tyle duża, by mógł z niej wybiec ork z ogromnym dwuręcznym mieczem, drąc się, jakby mu pułapka na niedźwiedzie zamknęła się na kroczu.
— A oto ich ojciec. — skomentował Mateusz i wraz z Oskarem (który leciał nad nami na dość bezpiecznej wysokości), Patrycją i Bartkiem ruszyli na tego krzykacza ciągnącego za sobą resztę klanu. Powietrze przecinały kolejne zaklęcia, a gdyby byłaby to gra MMO, w której musimy pisać inkantacje, chat byłby natychmiast zawalony mnóstwem bezmyślnych tekstów. Ale to nie jest gra, więc ja ruszyłem za resztą i próbowałem trafić kolejnymi klątwami w kolejnych wrogów. Najczęściej wchodził Dryad Root (Uschnięty Korzeń), który powodował u przeciwnika albo stratowanie przez swoich albo spokojne stanie z oczekiwaniem na odcięcie głowy i reszty ciała. Szczególnie dobrze działał Lodowy Piorun (Ice Bolt), który spowalniał bardzo szybkich Tyrantów (najszybciej bijąca klasa w grze; Mateusz nim jest), co pomagało w walce z nimi. Oskar szybko zrezygnował z Ostatecznej Formy Do Ciasta i wbiegając w środek wrogów, wymachiwał mieczem na lewo i prawo. Patrycja i Bartek wspólnie rozczłonkowywali kolejnych wrogów. Ja, będąc w trakcie leczenia i rzucania klątw, stałem obok fajnego łucznika, który najwidoczniej był Hawk Eyem (Sokole Oko), ponieważ często po wystrzeleniu strzały wesoło krzyczał „STUN” (sparaliżowanie lub ogłuszenie, jak kto woli, wroga by nic nie mógł zrobić). Wycinanie kolejnych przeciwników nie trwało długo, może trochę ponad godzinę. Tak czy siak, znów obroniliśmy nasz zameczek i całą piątką poszliśmy nad rzekę po raz n-ty zmywać krew.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 15 - A Po Co Ci Tu Ten Tytuł?

 

— Wiecie, już prawie mamy 84. poziom i powinniśmy wszyscy latać w Vesperach, nie? — zacząłem polerując odznakę na ramieniu na błysk
— No. — odpowiedział krótko Mati zaczerwieniając rzekę zmytą krwią
— A ciekaw jestem, czy Noble Vesper wymaga Noblessa. — zamyślił się Oskar
— Chyba tak. — odpowiedziała Patrycja
— Ale od Vespera jest lepszy Vorpal i Elegia. — powiedziałem
— Alergia? — zapytał Mateusz
— E L E G I A. — powtórzyłem z naciskiem na każdą literę — Najlepsza zbroja w „Elu”. Ale i tak plus do castowania (rzucania) czarów mam na Vesperach.
— Aha. — mruknął Mati
— A tak w ogóle — odezwał się Bartek — to ile już siedzimy w tym świecie?
— Będzie z dwa, może trzy miechy. — powiedziałem
— A tak dokładniej?
— A ja wiem? Nie liczyłem każdego jednego dnia.
— Zastanawiam się, gdzie będziemy po powrocie… — Patrycja polerowała swoje duale i co chwila oglądała ja w słońcu
— Szpital lub własny pokój. — wysunąłem teorię (względności Einsteina)
— Ta. A jak wejdziemy do gry to BUM! — Oskar podniósł rękę z mieczem do góry — Mamy Vespery zbroje i bronie, maksymalny poziom i tylko zrobienie subklas (poboczne profesje, zwykle robione dla certyfikatów, które dają ciekawe bonusy)
— A propos subklas. Jakie wy bierzecie? — zapytała Patrycja
— Ja wezmę najpierw Propheta („czysty” buffer, nie ma czym atakować – przynajmniej nie znalazłem u niego takich umiejętności) dla „celki” (umiejętność, która odnawia punkty życia), potem Elven Knighta (tzw. tank – chodząca kupa złomu, która z uśmiechem na twarzy zbiera manto od dwudziestu przeciwników naraz) dla „ude” (UD, Ultimate Defense, bardzo podkręca statystyki obronne, ale na czas trwania nie mogę ruszyć z miejsca, na szczęście mogę rzucać czary) i może Elementar Summonera (mag przywołujący jednorożce, profesja świętej pamięci Alexis) dla Acumena (zwiększenie szybkości rzucania czarów). — rozgadałem się ubierając suchą już szatę
— Ja wezmę Warcryera (potocznie zwany „wucekiem”, ork buffer – rzuca buff od razu na całe party i może teleportować drużynę gdzie chce – potocznie nazywany „windą”) też dla „celki” i na drugą Spellhowlera (mag ofensywny czarnych elfów – największe obrażenia, ale wolniejsze czarowanie) i będę chodził na Dino (wyspa Primeval Island, pełna dinozaurów o bardzo słabej obronie przed magią). — Bartek już widział siebie grzmocącego kolejne grupy dinozaurów
— Ja mam bardzo ograniczony wybór. Jedyne co mogę na razie wziąć to Soul Breaker (klasa kamaeli specjalizująca się w walce szpadą i jakimiś bajerami), bo Inspektor jest niedostępny (wciąż nie mogę z Oskarem wykminić, jak go zdobyć), a Arbalester to od strony kobiet, więc nie wiem, czy też mogę. — Oskar powiedział swoje i zaczął machać mokrym skrzydłem by je wysuszyć
— Ja za to wybiorę Tancerza Ostrzy dla „celki” — powiedziała Patrycja — Spoila (klasa krasnoludów specjalizujących się w wyciąganiu z martwych potworków wartościowych rzeczy) dla Haste (zwiększona prędkość ataku fizycznego) i jakiegoś daggera (asasyn latający z dwoma nożykami do chleba, bardzo lubi penetrować nimi analnie wrogów) dla uników.
— Ja za to nie mam planów co do subklas. — powiedział Mateusz — Przynajmniej dopóki nie pojawi się drugi Tyrant, który mnie rozwali w „pefałpe” (PvP, Player versus Player, walki między graczami).
Tak więc nasza dzielna piątka skończyła mycie i wesoło i w podskokach… no dobra, z podskokami trochę przesadziłem… wróciła do zamku, a tam…
— Łojezusmariaiwszyscyświęci! Valeska i Alexis ŻYJĄ! — wrzasnąłem zdziwiony
Dun dun duuuuuun…
— Zdziwiony, że obie żyjemy? — powiedziała wesoło Alexis
— A mnie dziwi, że jeszcze nie macie Pray Ryszard — przerwał jej Mateusz cytatem z M jak Ryszard (znajdziecie go na Jótóbe, facet po prostu wymiata komentarzami, szczególnie polecam „Prezent dla PedoBeara”, ale wróćmy do opowiadania)
Nagle nastała taka niezręczna cisza, a sekundę później Valeska trzymała miecz przy gardle Oskara, a Alexis przy Patrycji.
— Jeden ruch — powiedziała Valeska
— A oboje zginą. — dokończyła Alexis
Tą jakże dramatyczną scenę zepsuł mój szyderczy śmiech.
— Wy chyba sobie jaja robicie, co? A tnijcie jak chcecie, ożywienie ich zajmie mi chwilkę.
Dziewczyny spojrzały po sobie i następnej chwili skoczyły na mnie. Reszta stała w szoku, jak obie zaciągają mnie do jednego z ich pokoi mimo mojej wyraźnej dezaprobaty. Parę minut później zza drzwi było słychać, że znowu dziewczyny są zaspokajane.
— Chłopak ma branie. — skomentował Bartek i spróbował coś podejrzeć przez dziurkę, ale o mały włos, a ostrze cienkiego sztyletu nie wbiło mu się w oko
— Wasz koleżka trochę pobędzie u nas, a wy w tym czasie zajmijcie się sobą. — głos Valeski próbował zagłuszyć jęki Alexis
Reszta spojrzała po sobie i Patrycja zaczęła
— Ta sytuacja jest trochę dziwna, nie uważacie panowie?
— Dla mnie w porządku. — Oskar oberwał w tył głowy od Mateusza — Przynajmniej nie wykrwawiam się z poderżniętym gardłem.
— Ale Krzysiek jest tam gwałcony! — przypomniał mu Mateusz — Choć, prawdę mówiąc, ja też chętnie bym się dał zgwałcić.
— Zboczeniec. — skomentowała Patrycja — Ja idę do siebie. Dość się nasłuchałam.
Patrycja obróciła się i w tym momencie zza drzwi było słuchać zadowolony głos Alexis
— Nieźle, mój drogi. Musiałeś długo oszczędzać.
Patrycja, teraz lekko podenerwowana, poszła do swojego pokoju, a panowie zostali nie wiedząc co zrobić. W końcu postanowili pójść do siebie, ale zanim to zrobili Bartek zapukał do drzwi i powiedział
— My idziemy, miłej zabawy, stary.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 16 - Skąd Ty To Masz?

 

Następnego dnia wyszedłem z pokoju Alexis, w którym byłem „więziony”. W końcu pogodziłem się z faktem bycia środkiem uspokajającym na obie nimfomanki. Z zadowoleniem na twarzy po kolei budziłem resztę zgrai by w końcu wbić ten osiemdziesiąty czwarty, czy piąty poziom doświadczenia i w końcu zarzucić na siebie ostatni zestaw zbroi. Tym razem zapukałem przed wejściem do pokoju Patrycji.
— Siema, Pati. Idziemy na koks. Reszta już wstaje z łóżek.
Patrycja podniosła się, ziewnęła i zaczęła rozciągać
— Daj mi pięć minut, dobra?
— Spoko. — powiedziałem i wyszedłem z jej pokoju. Zajrzałem jeszcze do śpiących Alexis i Valeski po ekwipunek bojowy i stałem na korytarzu pełen energii i sił, by leczyć tych śpiochów lub ewentualnie samemu trochę pobić. Dokładnie pięć minut później z pokoju wyszła Patrycja, już całkowicie ubrana, i spojrzała po chłopakach.
— No to co, panowie? Idziemy? — zapytała
— Ta jest! — zawołałem wesoło wznosząc miecz ku górze i idąc tak w kierunku schodów — Za mną, kompania! Idziemy naaaaaaa… — nie trafiłem nogą na stopień i zacząłem wykonywać salta w przód kierując się na sam dół schodów z dość niebezpieczną prędkością — … katy. — krzyknąłem siedząc na samym dole. Śpiochy i Partycja zeszły na dół kilkanaście minut później staliśmy przed jedną z komnat pełną żywych worków pełnych Seal Stone’ów (tych kamyczków nerkowych).
— Do broni, ekipo! — zawołałem wesoło aktywując transformację w maga ofensywnego — Pilnujcie się, bo nie często będę was leczył. — uprzedziłem i krótkim zaklęciem przyciągnąłem trzy potworki na raz. W praktyce miał przylecieć jeden, ale, że to są stworzenia stadne lubią bawić się w grupk ę polskich dresów, a ja w wykoszonego maga teraz-ofensywnego i szybko skopałem im tyłki śpiewając kolejne zaklęcia. Bartek i Patrycja jako pierwsi rzucili się do walki i zaczęli karczować las potworków. Mateusz szybko użył jednego z totemów orków (bodajże Pantera) i swymi kastetami machał z zawrotną prędkością. Oskar stał za mną i nucąc pod nosem formował duszyczki.
— Kurna, stary! Zrób wreszcie tę durną transformację i lej! — warknąłem i zadałem ostateczny cios jakieś zjawie z podręcznikiem Kamasutry w ręku
— Robię co mogę. — zawołał Oskar i przyśpieszył znacznie tempo pracy. W końcu po pięciu długich minutach szamał te głupie dusze, jak zwykle mlaskając, i wykonał jakiś gest mający na celu wzbicie się ku sufitowi. Ale na szczęście (jego, nie moje) dorosło mu drugie skrzydełko, miecz w ręce zmutował mu na coś w kształcie kolca, druga ręka wyhodowała pazury, góra zbroi została wsiąknięta, włosy zmieniły kolorek z niebieskich na bialutkie, a oczka zaświeciły na czerwono jak demonowi, który właśnie ma odrąbać MI RĘKĘ!
— Spadaj dziadu! — ryknąłem i przebiłem kilkakrotnie mieczem mojego oponenta, następnie trzepnąłem tarczą w łeb i wykrzyczałem wiązankę… czarów
— WEJŚCIE KAMAELA! — usłyszałem za sobą i o mały włos, a Oskar zahaczyłby skrzydłem o mój miecz, ale sprawnie wleciał do komnaty i tym swoim kolcem z miecza zaczął wycinać kolejne demonice i kapłanki czegokolwiek. Takie latanie trwało niespełna pięć minut. Gdy skrzydło zniknęło Oskar sprawnie wylądował wśród potworów z swoim wielgachnym mieczem i wstając wykonał kilka obrotów wokół własnej osi jednocześnie wycinając spiralę na ciałach wrogów. W pewnym momencie całej naszej piątce udało się wykonanie ostatecznego ciosu w tym samym momencie i ułamek sekundy później nasze ciała otoczyła anielska poświata.
— Osiemdziesiąt cztery! — powiedziałem, a reszta podbiegła do mnie — Lecimy po Vespery. — zawołałem i przy użyciu czaru, wysłałem naszą piątkę do miasta. Gdy już mieliśmy iść do sklepów, Oskar wyskoczył przed nas
— Czekajcie. Mam pomysł.
— Tak? — zapytał Mateusz
— Spotkajmy się tu na rynku już ubrani w Vespery, z wyplusowaną bronią i w ogóle. — Oski był bardzo podniecony swoim pomysłem
— Mi to pasuje. — skomentowałem — Wtedy nie będziemy musieli czekać na innych, a sam jeszcze muszę gdzieś wstąpić.
— No to co? — Oski zapytał z wielką nadzieją w głosie
— Spoko. — odpowiedział Mateusz
— Skoro tego chcesz. — powiedział Bartek oglądając swoje rękawice — Ale już się do nich przyzwyczaiłem.
— Będę mogła się przygotować, zgoda. — powiedziała Patrycja i wydzieliła pięć równych części naszego majątku — Do zobaczenia za około dwadzieścia pięć minut, dobra?
— Spoko. — odpowiedzieli jej panowie, a ja podniosłem kciuk do góry. Oskar od razu złapał swój przydział i pognał na rynek. Patrycja wzięła swoją część i poszła od razu po bronie. Bartek poszedł za to do sklepu z zbrojami, a Mateusz rozejrzał się chwilę i też poszedł do sklepu. Ja zostałem sam i patrząc na swój worek pieniędzy, zastanawiałem się jak to fajnie rozegrać. W końcu poszedłem na rynek. Znalezienie elementów szaty zajęła mi chwilę. Rękawy szaty kończyły były zrobione z dwóch części: pierwsza część kończyła się przed łokciem, a następna część ciągnęła się do końca, zmieniając się z czarnych listków w biały pofalowany rękaw. Pas miał wyrytą demoniczną twarz z czerwonymi oczyma. Spodnie sięgały trochę za kolana skrzydłami nietoperza złączonymi ze sobą, by pokazać czarne, wewnętrzne nogawki i chowające się w butach z pierścieniami na kostkach. Buty miały złotą klamrę na środku. W pewnym momencie zobaczyłem, jak Oskar wchodzi do sklepu z bronią. Przez chwilę miałem myśl by zacząć go śledzić, ale podarowałem sobie. Gdy wchodziłem do sklepu z zbrojami, spotkałem Mateusza.
— Siema Mati. — powiedziałem
— Siemka. — odpowiedział
— Kupujesz tu Vespery?
— No, a co?
— W sklepie troszkę ci się nie opłaca. Sorki panowie — zwróciłem się do zdenerwowanych sprzedawców — Ale na rynku znajdę Vespery po lepszej cenie. Tak czy siak, ja muszę skorzystać z przymierzalni.
Wszedłem do tej przymierzalni, a Mateusz wesoło wybiegł ze sklepu. Przebranie się zajęło mi trochę, ponieważ gdy wyszedłem, do sklepu wszedł Oskar. Ja szybko wyszedłem drugim wyjściem ze sklepu i pognałem na rynek, by sprzedać starą szatę. O dziwo, znalazłem jakąś elfkę, która szukała mojej szaty dla chłopaka, więc opyliłem ją bardzo szybko. Postanowiłem teraz zmienić tarczę. Wbiegłem z powrotem do sklepu z zbrojami i zajrzałem. Oskara nie było. Teren czysty. Wszedłem do środka i sprzedawcy automatycznie obrzucili mnie morderczym wzrokiem.
— Sorki za tamto, panowie, ale teraz zwracam się z małą prośbą do panów. — obaj panowie spojrzeli po sobie ze zdziwieniem — Potrzebuję pewnej części z zestawu Vesper. Mianowicie potrzebuję sigila. (Sigil to taka mała tarcza, jest słabsza od normalnej tarczy, przynajmniej tak słyszałem)
Jeden ze sprzedawców zanurkował pod ladę i wyjął małe pudełko. Otworzył je, a ja wyjąłem wspomniany wcześniej przedmiot. Dość dziwnie wyglądał. Coś jak połączenie dziwnej niebieskiej korony z sześcioma trąbkami i czymś, co przypomina dziwną czaszkę (kiepskie światło) i odnóżami żuka na dole. Przynajmniej ciekawie wygląda. W zamian oddałem im moją tarczę i część swojej kasy i szczęśliwy wyszedłem z nowym nabytkiem w ręce.
— Teraz nowa broń. — mruknąłem do siebie zmierzając naprzeciwko do sklepu z bronią. Tam położyłem swój miecz na ladzie i zażądałem wymiany na vesperowy miecz lub jednoręczny obuch. Obaj sprzedawcy (wciąż mnie dziwi, czemu w każdym sklepie są po dwie osoby sprzedające, które obsługują TĄ SAMĄ osobę) skoczyli na zaplecze i po chwili wyszli, każdy z inną bronią w ręku. Miecz był kolejnym długim chudzielcem dla magów. Przepraszam, ale to trochę nie fair wobec magów. Fakt, mało który utrzyma w pozycji pionowej dwuręczny miecz , który ma klingę dłuższą niż mag ma wzrostu (i mało który będzie w stanie nim wymachiwać… i trafiać), ale to nie znaczy, że nie możemy mieć miecza o szerszym ostrzu. Już Homonculus był odpowiednio szeroki. Ale nie był tak bosko zdobiony. Na środku gardy była czarna przestrzeń otoczona złotymi zdobieniami. Dodatkowo, z tych zdobień wyrastały dwa czarne kolce, których końce zostały zagięte w stronę ręki. Sama klinga miała wcięcie wypełnione różowym czymś, a przy gardzie znajdują się po dwa zagłębienia w ostrzu po obu stronach. Bardzo fajnie wyglądał ten miecz. Natomiast obuch. Jakby to Bartek opisał? „Statek kosmiczny o czterech skrzydłach tworzący nierówny krzyż. Całość wpleciona w złotą obręcz zwężającą się na końcu w szpikulec.” Ale ten opis jest trochę zbyt enigmatyczny. Według mnie to dziwnie uformowany X. Dokładniej dwa kolce skierowane w dół są ładnie oszlifowane, a pozostałe dwa zagięte w haki. Na środku też znajduje się czarna przestrzeń otoczona złotymi zdobieniami, ale tutaj wyrasta jeden kolec, który, otoczony złotym wzmocnieniem, może spokojnie dorobić komuś drugi pępek. Co do obręczy, to „wyrasta” ona z dolnych kolców, przechodzi pod górnymi kolcami-hakami i zatrzymuje na tym złotym wzmocnieniu. Nie mogłem się namyślić co do wyboru, ale przypomniałem sobie o Acumenie i zapytałem sprzedawców
— Panowie, mam pytanie: który z panów wie, która z tych dwóch broni może mieć umiejętność zwaną Acumen?
— Acumen? — zamyślił się jeden ze sprzedawców — Z tego, co wiem to obie bronie mogą mieć Acumen.
— To super. — moja uciecha wręcz kipiała sarkazmem — To co lepiej wziąć jako Elficki Starszy… Można przetestować obie bronie?
Moje pytanie zaskoczyło po raz kolejny sprzedawców, ale zgodzili się. Wziąłem najpierw obuch i zacząłem nim wymachiwać, próbując zmasakrować buźkę niewidzialnemu delikwentowi. Parę machnięć później oddałem obuch i sięgnąłem po miecz. Był lekki i świetnie się nim machało.
— No. Obuch ma troszkę za ciężką głowicę, więc wybieram miecz. — stwierdziłem i gdy zobaczyłem ich zdziwione miny, dodałem — Czy magom nie wolno odciąć komuś głowy, gdy many brakuje? — obaj zaczęli nerwowo kręcić głowami — Ech, to ile mam dopłacić?
W końcu wyszedłem ze sklepu z całym ekwipunkiem i szybko pobiegłem wmontować w broń niebieskie żaróweczki, czyli wyplusować broń i dodać Special Ability Acumen (zwiększenie szybkości rzucania czarów). Kilkanaście minut później przybiegłem na umówione miejsce, gdzie czekała już Patrycja, Mateusz i Bartek. Zbroja Mateusza, tak jak i reszty była czarno-pomarańczowa. Na rękawicach i podbrzuszu miał dziwny fioletowy kamień. W ogóle części zbroi wydawały się ot tak sobie wisieć na nim. Zwłaszcza długi kawałek zbroi w okolicach kroku. Widocznie był to hołd orkom latającym w skórzanych przepaskach na biodrach. Ale jego kastety tym razem wyglądały jakby hodował jakieś pazury. Gdyby przejechałby nimi po kimś to zostawiłby lepszą pamiątkę niż wkurzona kobieta z metrowymi tipsami. Patrycja miała fajną zbroję. Na szyi miała wisiorek, a brzuch zasłał pas materiału, który zaczynał się między piersiami, a kończył w okolicach bioder, gdzie zamieniał się w trzy ozdobne ostrza skierowane w dół. Buty były bardzo wysokie i zakańczane z tyłu kolan w coś na kształt skrzydeł. W obu dłoniach dzierżyła po mieczu, którego klinga miała takie dziwne malutkie kolce. Zupełnie jakby ktoś skuł ze sobą duże jedynki rzymskie. Garda miała po bokach dwa łuki z kolcami, a na środku gardy była różowo-fioletowy kamyk, który „wylewał” się na klingę. Bartek trzymał takie same miecze, ale zbroję oczywiście miał inną. Jako mroczny elf oczywiście miał najmroczniejszą zbroję. Pomarańczy ustąpiła krwawa czerwień i demoniczne wzory. Na klacie i podbrzuszu miał po czerwonym, niemal świecącym, kamieniu, a sama zbroja kończyła się na dole z tyłu lekko odstającymi skrzydłami. Kostki na nogach miał ozdobione skrzydełkami uniesionymi w górę, a nogi zdobione kolcami skierowanymi do tyłu. Staliśmy tak chwilę podziwiając swoje zbroje i bronie, aż w końcu zapytałem
— A gdzie jest Oski?
— Nie wiemy. — odpowiedziała Patrycja
— A ja wiem gdzie on jest. — odezwał się ktoś za Patrycją. Patrycja się obróciła i pokazała nam kamaela w czarno-białej zbroi ze złotymi zdobieniami. Kamael zrobił piruet w miejscu i naszym oczom ukazała się czerwona peleryna z uskrzydlonym krzyżem kamaeli. W końcu kamael się zatrzymał, trzymając długą szpadę na ramieniu, która nie wiem kiedy się pojawiła i po chwili skapnąłem się że to Oskar.
— Skąd ty to masz? — zapytałem zdziwiony
— Ledwo starczyło, ale było warto. — mruknął Oskar — Noble Vesperek dla Noblessa Oskara! (Nobless z angielskiego znaczy Szlachcic)
— No dobra, ale po jaką cholerę… — zaczął Mateusz
— Mi ten rapier? — dokończył Oskar — Soul Breaker Oskar, do usług. — ukłonił się — Aktualnie jestem na subie (subklasie).
Dun dun duuuuuuuun…
— Dobra, ale nie będziesz latał jako Łamacz Dusz (spolszczyłem nazwę Soul Breaker) skoro twoim powołaniem jest bycie Przenosicielem Zguby. — stwierdziłem
— Zawsze chciałem mieć tę pelerynkę, nie? A mogę ją zdobyć mając Noblessa, bo kupiłem ją na rynku od miłego kamaela, który latał w takiej jasnoniebieskiej zbroi…
— Elegia. — powiedziałem i spojrzałem na rapier — Ale czemu nie ulepszyłeś broni?
— Ulepszyłem Starożytny Miecz. Na rapierek zabrakło kaski. — Oskar pogłaskał czule długą i bardzo wąską klingę
— Spoko. Dam ci trochę. — wyjąłem z kieszeni woreczek z resztą moich pieniędzy — Nie jest dużo, ale powinno starczyć na parę plusików.
Oski przyjął podarek z uśmiechem na twarzy i po chwili reszta też dała mu swoje resztki kieszonkowego. Oskarowi zaszkliły się oczy i wesoło pognał do kowala ulepszać miecz. Parę minut później przybiegł ze świecącym rapierem w ręku i całą piątką wróciliśmy do zamku.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 17 - To Już Jest Koniec

 

Gdy wchodziliśmy po schodach Bartek nagle zapytał
— Stary, a co ty masz za szajs na ręce?
Widocznie pytanie było skierowane do mnie, bo reszta spojrzała szybko na sigil.
— To sigil. — odpowiedziałem
— Takie małe coś ma cię obronić? — Oskar zaczął się śmiać
— Nie. Po prostu nie chcę kolejnej wielkiej tarczy, bo ręka mnie od niej boli. A sigil jest mały i w razie czego mogę odciąć głowę wrednemu kamaelowi używając dwóch rąk i tym samym zwiększając prędkość ataku.
— Może i wredny, ale może nosić miecz większy od Zangetsu (miecz Kurosakiego z Bleacha, wygląda jak wielki nóż wycięty z czarnego i grubego kawałka blachy).
— Dajcie sobie spokój. — powiedziała Patrycja, kręcąc mieczami w rękach
— Dobra. Sorki, stary. Żółwik. — powiedział Oskar podsuwając pięść
— Żółwik. — odpowiedziałem, wykonując gest — Co wy na to, byśmy się sprawdzili w pe fał pe? (walki jeden na jednego, skrót to PvP)
— Kto z kim? — zapytał Mateusz z zainteresowaniem w głosie
— Każdy z każdym, ale z kilkoma małymi ograniczeniami.
— Jakimi? — zapytała Patrycja
— Nie zabijamy, najwyżej mocno ranimy, by druga osoba nie mogła walczyć, ale mogła się uleczyć, a raczej bym ja mógł się po walce uleczyć. I bez chamskich zagrywek, typu piach w oczy, czy ciosy poniżej paska od spodni. A, i można dać fory Elfickim Starszym.
To ostatnie spotkało się z dziwnymi spojrzeniami reszty.
— Heloł… Cholera, miałem tak nie mówić… Ech, ja nie nadaję się do pe fał pe i sami o tym dobrze wiecie. Tak więc wygrana ze mną to według mnie żadna wygrana, bo to żadna sztuka. Ale jak ktoś cudem ze mną przegra i to nie dając forów to… — przerwałem szukając dobrego określenia
— Siara na cały świat? — podrzucił Bartek
— Może być. — powiedziałem
— Wiesz co, to całkiem dobry pomysł. — powiedział Mateusz — Wchodzę w to.
— Ja też. — powiedziała Patrycja
— I ja. — powiedział Bartek
— Ja też, ale nie dam ci forów. — powiedział Oskar
— Dzięki. — uśmiechnąłem się — To do jutra. Idę w kimę… branoc.
Każdy poszedł do swojego pokoju, gdzie położył się do łóżka i przed snem obmyślał szybko kilka strategii. No, Patrycja zrobiła sobie kilka notatek ze strategiami i też się położyła spać. W nocy znów przyszły do mnie Alexis i Valeska, ale słysząc jak mocno śpię, postanowiły mnie nie budzić. Zamiast nich obudził mnie dzwonek w komórce. Szybko usiadłem i rozejrzałem. Mój pokój, ale ten z rzeczywistości. Spojrzałem na siebie. Wciąż mam niecałe osiemnaście lat. Wstałem i ubrałem się. Następnie zjadłem śniadanie i dorzuciłem trochę drewna do kominka. W końcu włączyłem komputer. Wpisałem hasło na profil (żeby wścibska matka nie miała kontroli) i moim oczom ukazała się świąteczna tapeta z dziewczyną z jakiegoś losowego anime, której spódniczka dość sprytnie zakrywała to i owo. Odchyliłem głowę do tyłu, próbując zebrać resztki snu i odpaliłem Worda dwa tysiące czy. Zastanowiłem się chwilkę i napisałem na klawiaturze: „Ichirin no Hana II”…

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 18 - Nie Ma Już Nic

 

Tak. To już koniec tej długiej opowieści o piątce przyjaciół żyjących w świecie gry. Dziękuję, że dotarliście aż tu, by odczytać te kilka słów od autora. Zaczekaj, nie przewijaj jeszcze tekstu, w nadziei, że znajdziesz kolejne rozdziały. Te trzy ostatnie rozdziały zostały stworzone, bym mógł napisać kilka podziękowań i by nikt ich nie przeoczył. Więc zacznijmy najpierw od… trzeciej części Ichirin no Hana. Tak, chcę napisać trzecią część. Tak, słyszę wasze jęki, antyfani. Tak, po raz trzeci będzie stara ekipa. Nie, nie zdradzę Wam o czym będzie trójka. No dobra, zdradzę. Trzecia część będzie opisywać zdobywanie wszystkich trzech subklas przez każdego. I prawdopodobnie Oskar wróci jako Mhroczny Mściciel ze swoją Czarną Panterą Szatana. No co? Lubię pisać mhroczny. Pewna dziewczyna mnie tym zaraziła. Ale wróćmy do tematu. Była prośba bym napisał trójkę w dwóch częściach: jedna oryginalna, ale bez Oskara, a druga z Oskarem w roli głównej, który żyje teraz jako kamael-odludek, czy jakoś tak. Po dłuższym namyśle i wielu skomplikowanych obliczeniach (na kalkulatorze, 371830) doszedłem do wniosku, że nie będę miał na tyle weny, by pisać to samo dwa razy, ale zmieniając trochę tu i ówdzie. Tak więc Oskar będzie Mścicielem i zrobi trzy subklasy tak jak reszta. Teraz dla rozluźnienia dam kilka ciekawostek. Pewnie część z Was, która nie zna japońskiego (lub zna ale w zbyt małym stopniu) zapewne głowi się nad znaczeniem tytułu opowiadania. Ichirin no Hana to po prostu „pojedynczy kwiat”. Nie pytajcie mnie, czemu taki tytuł. Po prostu fajnie brzmi (zwłaszcza gdy wyśpiewa to japonka na ułamek sekundy przed kakofonią muzyki) i żeby było jasne: „ch” czytamy jak „cz”. Jako kolejną ciekawostkę dodam, iż nie znajdziecie tu słownika dla nieogarniętych. Dlaczego? Ponieważ i tak w tekscie są nawiasy z wyjaśnieniami, więc po co mam dwa razy pisać to samo. Dodatkowo, od pewnego czasu myślę nad stworzeniem innego opowiadania. Akcja działaby się na planecie Mobius, którą zamieszkują antropomorficzne (lubię to słowo, oznacza tyle co „podobne do człowieka”) zwierzęta: lisy, jeże, koty. Pewnie wcisnąłbym też postaci z Ichirin no Hana, ale musiałbym zebrać mnóstwo informacji. A po za tym, chcę napisać Ichirin no Hana III, więc próbując pisać dwa opowiadania naraz, poziom obu na pewno byłby dosyć niski i samo pisanie zajęłoby mi o wiele więcej czasu. Ale jako ciekawostkę powiem, że to nowe opowiadanie miałoby tytuł „Sonic Adventure: Quest for final form”. Ale, gdy piszę te słowa, myślę, że lepiej będzie odsunąć to opowiadanie na bok i napisać Ichirin no Hana III.
Myślę że to wszystko, co można wstawić w część „od autora”. Zapraszam do listy podziękowań.

 

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 19 - Jesteśmy Wolni

Witamy w liście podziękowań! Tu znajdziecie osoby (i rzeczy), które pomogły mi w napisaniu tej opowieści. A oto i one:
Panu Bernackiemu — za lekcje języka polskiego, ocenę za pracę, małe korekty, recenzję „jedynki” i fajny kijek, którym klepie pan… ławkę niegrzecznego ucznia ;)
Pani Ratajczak — za wydanie tej opowieści na łamach szkolnej gazetki
Pani Jarzbińskiej — za wychowawstwo naszej klasy
Patrycji — za wystąpienie w tym opowiadaniu i kilku informacjach o sobie
Oskarowi — za wystąpienie, informacje i pomysłowi na „trójkę”
Mateuszowi — za wystąpienie, info i wciągnięcie całej naszej piątki do gry (mam namyśli, że nas namówił)
Bartkowi — za wystąpienie, info, możliwość kokszenia u niego i pomocy finansowej w grze
Albertowi — za pomoc w opisywaniu i bycie świetnym kumplem z gimnazjum
Klanowi Keeper of the Night — za wspólną grę
Klanowi Convicts — za aktualną wspólną grę i pomoc (wasz czas reakcji jest boski, tak trzymać)
Adminom sieci — za miłe pozdrowienia ;) i… blokowanie stron? ;)
Uczniom skandującym moje imię — za bycie kretynami w mych oczach
Rodzince — za… nie wiem za co
Wam — za przeczytanie tego opowiadania
Billowi Gatesowi i firmie Microsoft— za Windowsa i Worda (wiemy, Bill, że to czytasz)
Firmie NC Soft — za Lineage’a II
Gravelandowi — za priva ;)
I innym…

ICHIRIN NO HANA II

Rozdział 20 - Możemy Iść

 

Na koniec chciałbym poprosić Was o kilka słów krytyki. Tak, Wasze zdanie na temat tego opowiadania bardzo mi pomoże w pisaniu trzeciej części. Ale zanim zasiądziecie przed klawiaturą i napiszecie do mnie mam kilka ważnych porad co do treści maili i chcę je teraz zaprezentować. Oto one:
1. Nie pisz krytyki w stylu „opo do dupy”, „spadaj na drzewo” czy „opo fajne dawaj nexta”. Pisz tak, bym to zrozumiał co Tobie przeszkadza lub podoba się w tym opowiadaniu.
2. Nie błagaj mnie o wydanie jakiegokolwiek fragmentu trzeciej części przed oficjalną premierą. Po prostu ci nie dam i tyle.
3. Nie denerwuj się, gdy nie zrozumiesz jakiegoś wyrażenia. Od czasu do czasu wstawiam w nawiasach wyjaśnienia. Po za tym większość wyrażeń pochodzi z gry Lineage 2 i ogólnego języka gier MMO.
4. Nie pytaj się, czy grałem w Tibię lub Metina. Takie pytanie nic nie wniesie do opowiadania.
5. Nie wyśmiewaj mnie za bycie zgwałconym. Miło by ci było gdyby ktoś naśmiewał się z twojej męskości w jakikolwiek sposób? Tak, mnie też nie byłoby miło.
6. Nie piszcie głupich pytań typu: „a w jakie gry grasz?”, „ile masz lat?”, „lubisz być pukany w kakao?” itp., ponieważ mieliście przysyłać mi swoje sugestie co do opowiadania, a nie mojej osoby.
7. Nie przysyłaj mi linków do gier przeglądarkowych. Nie wejdę w ten link dla Twojej uciechy z dostania dwóch złotych monet/litrów krwi/jakiejkolwiek innej waluty w tej grze/”dokarmienia” pisanki.
Każdy mail, który nie będzie napisany zgodnie z powyższymi zasadami uznam za SPAM, który bardzo lubię usuwać.
Listę „nie…” mamy za sobą, a teraz podam Wam listę rzeczy, które chętnie przyjmę (można nazwać to listą wyzwań, po angielsku List of Challenges):
1. Recenzje opowiadania. Ale niech będzie napisana tak „od serca”. Jeżeli ktoś nie potrafi się rozpisać może zrobić tabelkę plusów i minusów i ładnie ją wypełnić.
2. Okładkę dla opowiadania. Wiem, że mogę przesadzać, ale jeśli ktoś chce podnieść rękawicę…
3. Pomysły na śmieszne sytuacje. Samemu trochę ciężko wymyślać coś świeżego i jednocześnie dobrego, zwłaszcza, gdy wena się kończy…
4. Pomysły na postacie drugoplanowe. Możecie przysyłać swoje postaci z gry, ale dopiszcie też takie małe Curriculum Vitae (jaka klasa, styl walki, powiedzonka, zachowanie, stosunek do głównych postaci).
5. Opisy do broni. Niektóre bronie bardzo ciężko opisać, zwłaszcza, gdy kumpel ci o niej opowiada przez telefon (MMSy mi nie chodzą). Ten punkt możecie uznać za małe wyzwanie.
6. Krytyki, które mogą coś wnieść do „trójki”. I tu zaglądamy na punkt pierwszy listy „nie…”, tak dla przypomnienia.
Namiary na autora:
email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
personalnie: pytajcie o Krzyśka Zimorskiego w bibliotece szkolnej lub na stołówce (na przerwie po piątej lub szóstej lekcji) lub w ostateczności pod klasą.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: