SZEPTY NOCY: ŻYCIE, KTÓREGO NIE BYŁO

Kamil Grab

 

SZEPTY NOCY: ŻYCIE, KTÓREGO NIE BYŁO

 

Tracąc resztki godności uświadomiłem sobie, jakim kłamstwem okazała się moja przeszłość. Złudna, czasami utopijna, rozczarowująca. Cokolwiek mną kierowało, skazany byłem ponieść klęskę. Podsunęło mi to pewną myśl, która nie pozwalała mi się poddać w doskonaleniu utraconej przeszłości. Ów zagadnienie dotyczyło roli jaką mi przypisali.. Roli która zazwyczaj zapędzała mnie w ślepy zaułek nienawiści, jednak tym razem pozwoliła na przeciwstawienie się przeznaczeniu.

 

Po wydarzeniach ubiegłego wieczoru, ponownie obudziłem się w nieznanym dla mnie miejscu. Zatem oczekiwałem osoby, która wskazała by odpowiednim gestem znaczenie kolejnej tury. Tą jak i poprzednie zamierzałem przebyć łamiąc dotychczasowe zasady. Zwłaszcza, że po części za moje obecne położenie odpowiadało kierownictwo. Jednak nigdy nie uzyskałem bliższych informacji. Ze wszelkich więc sił chciałem dopełnić moich zamiarów, uzyskać władzę ostateczną, co było równoznaczne z zgładzeniem mocy, które mnie stworzyły Przynajmniej tak mi się wydawało, aż do momentu, gdy.. I tu zaczyna się kolejna historia…

 

Gdy odczułem chłód przeszywający moje ciało, ręce splamione krwią szkliły się w ostatnich promieniach słońca. Tkwiąc w bezruchu czekałem na koniec, który miał się okazać początkiem. Gdy niebo zakryły chmury, rzęsisty opad spowił cmentarne mury zraszając całokształt pejzażu. Ujrzałem płomienie, jakby kobiecą postać. Jej ciało spowijały żarzące się iskierki nadziei, jednak żar zawiści i ludzkiego nieszczęścia nie pozwalały na wydostanie się z czyśćca bezdennej czeluści. Resztkami sił wyciągnąłem ku niej dłoń, roszcząc puste nadzieje odkupienie w pełni win. Nicość jest jednak zbyt odległa by dotknąć barwy cierpienia, mieniącej się milionem grzesznego występku. Ów czeluść brnęła w moją stronę, czując buchający żar przedsionka piekieł. Chciałem cierpieć, lecz jedyne co było mi dane to odczuć tęsknotę za tym zgubnym pragnieniem. Rozbłysk ugasił spowijający kobietę żar odsłaniając w pełni blade lica, po mimo mieniącego się ognia nieskalane skrzepem spalenizny. Jej wzrok wymierzony w siną dal, której uwieńczeniem był cień mojej sylwetki. Jej usta: wyblakłe, srebrzące się szelestem duszy szeptały słowa nieodczuwalne zmysłami. Blond włosy, niczym pion turbin fabrycznych zmieszany w splocie kędziorów wieńczonych szklistymi odłamkami żaru, lico anioła czy postać Armagedonu… Po chwili dotyk obarczył me ciało. Dreszcz przeszywający moją duszę ogrzewał serce a na policzku pojawiła się mimowolna łza. Nagle czuły szept spowił wnętrze pokory, który brzemię niewinności śmiercią ukarał. Głos znajomy, lecz postaci brak…

 

- Możesz mnie uratować…

 

Szept nie odczuwalny zmysłem dotarł do mnie niczym strzała…

 

- Odkryj głębie twojej siły… Nigdy się nie poddawaj…

 

Rozbłysk dublował się na aurze spowitej nicią utkaną z ludzkich łez…

 

- I oto narodził się kolejny ślepy Bóg…

 

Aura nabierała szklistej postaci, wchłaniając każdy element mojego ciała. Odczułem pulsującą krew, przeszywający gniew. Pałając zemstą zacisnąłem dłoń, skroń zwiotczała marszcząc kolejne rozstępy a w oku zaistniała namiastka upragnionego cierpienia.  Z każdym oddechem nabierałem siły. Moje wnętrze niczym ujście przepaści, w której czeluść wlewa się wodospad kotłujący odmętami strug. Tak i ja stawałem się odmętem, bezkresem pojęcia, które miało położyć kres cierpieniu… Me imię Legion, bo legiony we mnie poległych dusz szukających ujścia. Ciężarem mojego brzemienia uleczę życie setek, niczym chorobę, którą zesłał Absolut…

 

- Jestem gotowy!

 

Krzyknąłem, jednak echo nicości nie powróciło, pozostało bez odpowiedzi…

 

- Słyszycie? Jestem gotowy! Oddajcie mi moje życie!

 

W jednej chwili ciemność spowiła me ciało. Odczułem nagość fizyczną i duchową. Bezruch pozostawał jakby więzieniem ograniczającym moje pragnienia. Nagle w odmętach czerni pojawiła się

świetlista postać…

 

- Na co jesteś gotowy? Hm mmm…

 

Roześmiał się awanturniczym rumorem, w jego głosie uwięziona była drwina…

 

- Chcesz wrócić? Twierdzisz, że masz moc? Tak!

 

Nagłym gestem wskazał na mnie, podnosząc ton głosu…

 

- Spójrz na siebie! Nagi, bezbronny… Chcesz śmierci prawda? Pragniesz umrzeć… Hm mmm… Żałosny jesteś…

 

Mój bezruch trwał, miałem ochotę krzyczeć, lecz siłą nadludzką nie mogłem wyksztusić z siebie dźwięku…

 

- Umiłowałeś życie, którego nie było… Żyjesz wspomniani, które nigdy nie miały miejsca…

 

Nagle poczułem uderzającą falę emocji sprzecznych w sobie…

 

- Walczysz z własnymi słabościami, których nie możesz pokonać a chcesz stanąć w szranki z Absolutem?

 

Na mojej skroni pojawił się pot spływający po karku aż po koniuszek postury…

 

- Obserwowałem cię… Miotałeś się, wierząc w kłamstwa… Bezduszne narzędzie, które nabyło wolną wolę…

 

Im mocniej się starałem poruszyć, tym bardziej krępowane było moje ciało…

 

- Jesteś złudzeniem, fasadą ludzkiej mentalności, która nabyła pewną zdolność… Wybraniec… Hm mmm…

 

Krew się gotowała we mnie, jednak me ciało nie pozwalało na pełny upust emocji…

 

- Wiesz, w czym tkwi twój problem? Powiem ci… Ty myślisz… Raczej twoje ciało, że żyje. Powiem ci coś w tajemnicy, tylko nie bierz tego do siebie… Jesteś tylko wyimaginowaną wiązką energii, pozostałością… Przestań walczyć!

 

Przez chwilę nie mogłem zrozumieć co on do mnie mówi. Gdy się zbliżył zauważyłem, że słowa docierały do mnie,  lecz jego usta pozostawały nieme. Przez moment jeszcze walczyłem, jednak me ciało odmawiało posłuszeństwa. Gdy skupiłem się tylko na emocjach, pozostawiając sferę cielesną po za kręgiem rozmyślań, nagle wrócił głos. Mięśnie się rozluźniły, jednak me ciało nadal pozostawało nagie…

 

- Kim jesteś?

 

Wyszemrałem, jednak usta nie wydały stosownej gestykulacji, sądząc po jego zdziwionej minie zrozumiał…

 

- Zaskakujesz… A jednak, nie myliłem się…
- Kim ty jesteś!

 

Tym razem mój krzyk spowił bezdenną czeluść…

 

- Pytanie powinno brzmieć, kim ty jesteś… Ale skoro pytasz, pozwól, że się przedstawię… Mam wiele imion, każda religia określa mnie inaczej, powiedzmy, że jestem zwiastunem końca, chociaż podoba mi się określenie Anioł Śmierci. Tak po między nami, wymyśl coś…
- Drwiny, gierki, sarkazm… Tylko na tyle cię stać? Wymijające odpowiedzi, szkalujący wygląd, no i wybacz za stwierdzenie, ta cała maskarada do mnie nie przemawia…

 

Nie miałem już nic do stracenia, skoro on miał być moim katem… Kuriozalna sytuacja, banał popędzany absurdem…

 

- Powiedzmy, że mam już dosyć obecnego stanu. Załóżmy, że chce ci pomóc… Widzisz, ja również zdecydowałem się zostać pariasem, nieco wysublimowanym. Powiedzmy, że podzielam twoje poglądy… Nie poznajesz mnie…

 

Normalnie, nie wdawałbym się w rozmowę z osobą, zjawiskiem.. Nawet nie wiem jak to określić, ale w danej sytuacji nic nie miałem do stracenia, po mimo to czułem że coś ukrywa…

 

- Czego chcesz?
- Pytasz, co chce w zamian? To takie ludzkie, gdy ktoś im oferuje pomoc, to zawsze musi być  haczyk…

 

No cóż, na pewno coś chce… W zamian pomożesz mi przejść, jest tylko jeden drobny szkopuł…


- Posiadasz moc, dlaczego sam tego nie zrobisz?
- I to ma być ta nie banalna część naszej rozmowy? Nadal nie rozumiesz? Aby dostąpić przejścia, musiałbym stać się człowiekiem, a jak do tej pory to tylko tobie się udało…

 

Przez chwilę aż zaniemówiłem, nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć…

 

- Jak to? Sam stwierdziłeś, że jestem narzędziem…
- Posiadasz wolną wolę! Co za suka, jest jak wór kamieni a po mimo ją taszczysz… To sprawia, że jesteś wyjątkowy…
- Jeżeli ci pomogę, co w zamian oferujesz?
- Nauczę cię kontrolować twoją moc, zachowawszy powłokę cielesną i złudzenie jakim jest namiastka człowieczeństwa. Pokażę ci to, co tak za wszelką ceną próbują przed tobą ukryć…

 

W głębi czułem, że dzięki niemu będę mógł znów spotkać tych wszystkich, za którymi tęsknie…

 

- Dobrze, ale jaką mam gwarancję, że mnie nie zwodzisz?
- Bo przeżywając na nowo tą iluzję dla której jeszcze żyjesz i dla której jeszcze się nie poddałeś, ty odzyskasz wspomnienia. Zmienisz przyszłość a ja będę mógł ci towarzyszyć w tej drodze, ucząc się zrozumienia dla czegoś, co potępiam. Nabywać zdolności, cierpieć i cieszyć się zapominając o tym kim jestem…
- Więc od czego zaczniemy?

 

Zapytałem z lekką dozą niepewności, co było wyczuwalne w moim głosie. Mimo to nie zwrócił na to uwagi…

 

- Oto krótki wstęp do pierwszego ważnego dla ciebie momentu, który cię ukształtował, więc słuchaj uważnie…

- Urodziłeś się drugiego czerwca tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego. Twoimi rodzicami byli Roman i Krystyna z domu Dyszków. Jako trzy latek straciłeś ojca, który zginął w wypadku samochodowym, jednak to zdarzenie wspominasz jak przez mgłę. Kilka miesięcy później twoja matka oddała Cię pod opiekę teściowej, poddając się trwałej hospitalizacji. Wykryto u niej raka przysadki mózgowej, jego wczesna forma rozwoju pozwoliła na podtrzymanie jej przy życiu. Nigdy nie utożsamiałeś się z rodzicami, za matkę uważałeś Marcelę Stopek, która cię wychowywała jak własne dziecko, zatem dzieciństwo miałeś wyjątkowo udane…

- Czy twoim zadaniem jest streszczenie mojej przeszłości? Przecież to wiem…
- Nie rozumiesz, te wspomnienia nie należały do ciebie, tylko w taki sposób mogli cię kontrolować…
- Kto mnie kontroluje? Twierdzisz, że żyje kłamstwem?
- Dopóki nie odnajdziesz swojego prawdziwego wnętrza, jesteś bezbronny. Pozostając w tej formie mogą cię w każdej chwili unicestwić, jednak nie zrobią tego. Nie wiedzą, jakie skutki to wywoła…
- Zatem kim jestem? Czym, dlaczego ja?
- W pierwotnej formie stanowisz chaos i takim mianem cię określano, widziałeś, prawda?
- Twierdzisz, że ta wizja to wspomnienie. Moja pierwotna forma?
- Jedna z wielu. Z miliona zrodzony nie ma formy, nieokreślony byt, którego teraz jesteś namiastką. Zrobią wszystko, byś nie odzyskał pełnej formy…
- A co się stanie wtedy?
- Zniszczysz wszystko odzyskując pierwotną postać i tego się najbardziej boi kierownictwo…
- A jeżeli tego nie zrobię?
- Wtedy oni zniszczą Ciebie, nie nastanie nowy porządek. Wygrają. Posiądą moc, która pozwoli im na kontrolę wszystkiego…
- A więc nie ważne co wybiorę, czy wszystkich unicestwię?
- Stworzysz nowy porządek, narodzą się na nowo. Tym razem w czystej formie, od Ciebie zależy co się dalej z nimi stanie…
- Kiedy to się zaczęło, dlaczego nic nie pamiętam?
- Narodziłeś się w chwili, kiedy jedna z dusz odeszła w niebyt. Posiadłeś jej ciało… Chciałeś ich powstrzymać, jednak posiadłeś również emocje dzięki którym wyrzekłeś się władzy. Stałeś się jednym z nas. Z początku wydawało się im, że mogą cię kontrolować. Umierając naradzałeś się na nowo. Każde kolejne wcielenie było w pełni kontrolowane. Byłeś bezradny, pozbawiony mocy…
- Nieszkodliwy, prawda?
- Aż do czasu.. Tym razem ocknąłeś się w chwili, kiedy to twoje ciało miało umrzeć, lecz ktoś cię wybawił. Ktoś poświęcił swoje życie, ktoś… To ty miałeś umrzeć, w chwili gdy ocalałeś twoje przeznaczenie uległo zmianie, czego skutki możemy teraz obserwować… Miotając się pomiędzy skrajną rzeczywistością twoje uczucia wyzwalały wspomnienia. Nabierałeś mocy, co stopniowo zaczęło zagrażać Kierownictwu. Chcieli wejść z tobą w układ, jednak twoje wspomnienia były fragmentaryczne. Nie rozumiałeś, pragnąłeś tylko zemsty a gdy nadszedł właściwy moment… Wybaczyłeś…
- Polują na mnie, zabili Monikę, zabiją i mnie…
- Tak, jeżeli im na to pozwolisz… Pamiętaj, że największym wyzwaniem jest przeciwstawienie się życiu, które z góry jest ukartowane. Już raz ci się udało, do Ciebie należy kolejny ruch…
- Pamiętasz to miejsce…

 

Chwycił mnie mocno za dłoń, w mgnieniu oka nastała cisza a czerń nabrała kształtów. Ziemistej barwy wnętrze, wyłożono grysem wtopionym w ściany. Spadziste gzymsy wyłożone milionem drobinek kruszonego szkła różnego kolorytu, delikatnie odbijały refleks świetlny lampki osadzonej po drugim końcu sali. Na ścianach osadzone były puste ramy, symbolizujące nie zapisane karty historii tego miejsca. Zbliżając się do światła poznałem loże złożoną z trzech sof wyłożonych krwisto czerwoną dermą. Po środku osadzona została lawa, której blat składał się ze stopionych różnego rodzaju szklanych płaszczyzn. Jednak nie przypominało to witraża, bowiem metalowa obudowa stanowiła tylko podstawę oraz łączenia blatów. Po środku znajdowała się ręcznie wytapiana porcelanowa popielniczka. Kształtem przypominająca krwawiącą świecę, jej forma podkreślała turpistyczny wystrój wnętrza, stylizowany na średniowieczną kaplicę…

 

- Usiądź, chciałbym ci przypomnieć pewne zajście, które uwarunkowało kolejny etap w twoim życiu…
- Co to za miejsce? Nigdy tutaj nie byłem, przynajmniej sobie tego nie przypominam…
- Obserwuj, ale nie interweniuj. Cokolwiek zrobisz, cokolwiek zobaczysz, pamiętaj to tylko retrospekcja…

 

Po chwili zamilkł. Nie chciałem mu przerywać, mimo to miałem nadzieje że zrozumiem to co się dzieje wokół mnie.

Nagle wokół nas zapanował całkowity mrok, jedyne barwy dochodziły od bijącej ciepłym światłem małej lampki usytuowanej jako kinkiet. Stonowane oświetlenie nie wystarczało w pełni  by zaobserwować sąsiednie loże, jak i centralny parkiet pomieszczenia. W powietrzu unosił się swąd dymu tytoniowego, usłyszałem drobny aczkolwiek pełny gracji stukot podbić kobiecych butów na wysokim obcasie. Nasilający dźwięk podbić kusząco oznajmiał, iż do naszego stolika zbliża się smukła sylwetka o pełnych kształtach. Odczuwałem dreszczyk emocji, poniekąd egzaltowałem się daną sytuacją, która wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Do stolika podeszła osoba, być może kobieta. Spowijał ją dym a w ustach utrzymywała lekko żarzącą cygaretkę, charakterystyczna dla trzpiotek ceniących niepowtarzalny smak francuskiego tytoniu. Wyjmując z ust cygaretkę, delikatnie trąciła językiem kąciki ust z których wydobyła się smuga duszącego oparu wypuszczonego wprost w moją twarz. Czarnowłosa piękność, której potencjał przysłaniał pled rozpuszczonych włosów, starannie dzielonych przez wzgórki piersi. Gwałtownym ruchem rozchyliła wierzchnie okrycie składające się z szalu barwy kruczej, zdobionego setkami mieniących się nici. Z gracją pochyliła się nad stolikiem, strzepując popiół do popielniczki spojrzała przez ułamek sekundy na mnie, wtedy dostrzegłem jej blade lica. Starannie retuszowane przeszklonym pudrem ukrywając oznaki zmęczenia. Jej wzrok wzbudzał dreszcz emocji, wydawał się przeszywający, jednak pusty. Miałem wrażenie, że jej sfera emocjonalna została pozbawiona wszelkich pozytywnych odczuć a rutynowy tryb życia skutecznie wyniszczył jej niegdyś piękne wnętrze. Miałem ochotę ją dotknąć, przytulić, powiedzieć że kiedyś to minie, ale sam w to nie wierzyłem a może nie chciałem jej oszukiwać. Nie mniej jednak powstrzymałem napływ emocji, pamiętając o prośbie nieznajomego, który przyszedł mi z pomocą. Jej ruchy kruche, delikatne, skóra lśniąca a wzrok błądzący. Kreację spowijała stonowana czerń, gdy ściągnęła wszelkie ozdoby uzupełniające, okazało się że jej ciało okrywa obcisły kremowy podkoszulek. Dół przyozdabiał białą winiówkę, która wcześniej była okryta prześwitującą pelerynką, zapinaną na szereg małych cekinów w formie guzika. Odzienie wierzchnie opadło swobodnie na granitowe podłoże. Obiekt przemieścił swoje wdzięki w stronę słupa, nagle strumień oślepiającego światła spoczął na posturze. Rozległ się nieco przytłumiony dźwięk skrzypiec, któremu wtórował fortepian, po chwili muzyka wypełniła całą salę. Wtedy dostrzegłem znajomą sylwetkę, która dołączyła do kobiety. Był to Konrad, odziany tylko w pełne świetlistej bieli spodnie dżinsowe, przepasane skórzanym paskiem. Chwiejnym ruchem zbliżył się do dziewczyny przeciągając dłonią po jej piersi. Nagle zauważyłem, że jej dekolt przybrał barwę czerwoną, która chyliła się do nasady sylwetki. Jednak nie to zraziło jej do dalszej penetracji, tym razem przychyliła swoje usta do jego, wymieniając się spojrzeniami całowali się. Z ich ust broczyła krew, którą próbowali posmakować namiętnym ciągnięciem języka po ciele partnera. Sięgnęła do jego kieszeni, wyciągnąwszy małą, metalową rzecz. Zaczęła powoli sunąc wzdłuż szyi, zadając płytką aczkolwiek wydalającą sporą ilość krwi ranę. Chwycił jej dłoń ściskając drobiazg, obserwowałem jak ich ciała spowijała mapa płytkich cięć. Kucnął przed nią, wpatrując się w ociekającą krew obserwował jak kropla po kropli uchodzi z niej życie. Szybkim przeciągnięciem dłoni po jego plecach kobieta zadała głęboką ranę, jednak krew zaledwie stopniowo opływała zwilżone ciało mężczyzny. Konrad wstał. Omijając twarz zaczął łuskać jej szyję, stopniowo zbliżając się do nadgarstków. Mocnym uściskiem unieruchomił jej dłoń, wpatrując się w jej pulsujące żyły. Gładząc zimnym ostrzem jej nadgarstek wyczekiwał odpowiedniego momentu, spojrzał w naszą stronę, na jego twarzy pojawiły się łzy. Wtedy zrozumiałem że wszelkie czynności jakie wykonuje są wymuszone, mimowolne, stanowią odruch. Kobieta odczuwała osłabienie, zsunęła się po jego torsie upadając na kolana, wyciągnęła ku niemu rękę. Dokonał ostatniego cięcia otwierając zgięcie pozbawił ją przytomności, ciało bezwładnie opadło na podłogę. Po chwili rozległa plama krwi niczym morze czerwone spowiła znaczną część oświetlonego skrawka sali. Spojrzał tylko na ciało kobiety, po czym szybkim, głębokim cięciem posunął ostrzem po własnej krtani. Osuwając się po centralnym elemencie wystroju spoczął u łona kobiety. Światło zgasło, muzyka ucichła a przede mną odpalono zapałkę, która zbliżyła się do knota świeczki, dostarczając nieco głębszego oświetlenia. Moje ciało zamarło, oddech przyspieszył, czułem bicie własnego serca, jednak nie byłem w stanie wydać jakiegokolwiek dźwięku.

 

- Dlaczego nie zareagowałeś? Wpatrywałeś się bezwolnie w spektakl… Oni nie żyją…
- To było realne czy tylko wymysł alternatywnej rzeczywistości?
- Nazywają to jak chcesz… Obserwowałem cię, podobało ci się to… Ile razy przeszło ci przez myśl by zareagować?
- Raz.
- Więc dlaczego nic nie zrobiłeś? Obserwowałeś, to jedna z emocji ludzkich, jednak słabością staje się w tym momencie bezsilność a może chęć dobrnięcia do wielkiego finału?
- Oszukałeś mnie? To była rzeczywistość?
- Tak, teraz już nic nie możesz zrobić i jak się z tym czujesz?

 

Zaniemówiłem. Gdybym tylko wiedział…

Moje ciało przeszył szereg lodowatych dreszczy, wezbrało mnie na odruch wymiotny. Poniekąd wstydziłem się moich wcześniejszych odruchów, fascynowałem się przemocą, podnieciłem się na widok krwi ociekającej po ciele. Chciałem uczestniczyć w tym spektaklu. Krew we Mnie pulsowała coraz silniej, krtań pchała mi się do gardła. Odczułem wzrastające zmęczenie, mój wzrok zaczął błądzić w otchłani mroku a płomień świecy skutecznie oślepiał. Osłabienie nasilało się, obraz zamazywał a z otoczenia dobiegały szepty osób postronnych. I nastała ciemność, moje ciało i dusze spowił zmrok. Unosiłem się a potem opadałem, po części znajdowałem się w stanie ukojenia.

 

Zawsze słyszałem, że w chwili śmierci całe twoje życie przebiega ci przed oczami.

 

Po pierwsze: ta jedna sekunda to nie trwa sekundę, rozciąga się na całą wieczność jak ocean czasu. Dla mnie to było leżenie na plecach na obozie harcerskim, gdy obserwowałem spadające gwiazdy, żółte liście klonów rosnących przy naszej ulicy. Albo dłonie mojej babci, skóra wyglądająca jak pergamin. I kiedy pierwszy raz zobaczyłem u mojego kuzyna Tommiego nowiutkiego Firebirda. I Monika. I Dominik. I ja. Kiedyś byliśmy szczęśliwi… Sadzę, że mógłbym być mocno wkurzony na to co mi się przytrafiło, ale trudno się wściekać, kiedy jest tyle piękna na świecie. Czasem czuję się jakbym je widział, a tego jest za wiele. Moje serce rośnie niczym balon, który ma za chwilę pęknąć a później przypominam sobie żeby się odprężyć i przestać trzymać się tego kurczowo. Natomiast wtedy przebiega przeze mnie jak deszcz i nie jestem w stanie czuć nic innego niż wdzięczność za każdą chwilę mojego małego, głupiego życia. Nie macie pojęcia, o czym mówię, jestem tego pewien. Ale nie martwcie się, pewnego dnia zrozumiecie.

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: