SZEPTY NOCY: WSZYSTKO O ADAMIE

Kamil Grab

 

SZEPTY NOCY: WSZYSTKO O ADAMIE

 

Chciałbym cofnąć czas, zacząć wszystko od nowa, począwszy od piosenki, którą wybrałem… Gdyby to tylko było możliwe…

 

- Hej przystojniaku, co takie ciasteczko robi w takim miejscu?
- Słucham? Przepraszam, Pani do mnie…
- Hm mmm… milutki, widziałam cię. Podszedłeś do Tomka, zamówiłeś piosenkę a następnie zniknąłeś gdzieś w mroku…
- Ach tak, musiałem to zrobić, od dzisiaj zaczynam nowe życie…
- A co z poprzednim?
- Powiedzmy, że nie nadawało się do użytku…
- Co ukrywasz?
- Proszę?
- Nie, eee… Chodzi o to, że nie pasujesz do tego towarzystwa, przepraszam… Monika a tam pod ścianą stoi Dominik…
- Nie rozumiem…
- Głupiutki, mam na imię Monika i jestem z Dominikiem…
- Adam, jesteście parą.
- Och nie, broń Boże. Powiedzmy, że się tylko uzupełniamy, ale poszukujemy zupełnie nowego towarzystwa…
- Sala pełna, wielu mężczyzn błąka się samotnie, on też może pozna jakąś młodą kobietę…
- Wybraliśmy ciebie, powiedzmy, że stanowisz trofeum zakładu, który przed chwilą zawarliśmy…
- A czego ten zakład dotyczy?
- Ciebie, szczerze mówiąc zastanawiamy się, kogo wybierzesz…
- Przepraszam, ale jestem tu nowy, jeszcze nie zaaklimatyzowałem się, możesz prościej?
- Z kim się prześpisz… Wybierzesz mnie lub jego. Jedno jest pewne, ta noc należy do nas…
- Pewna jesteś swego… A co zrobisz, gdy odmówię?
- Nie odmówisz…

 

Miała rację, nie odmówiłem, każdą chwilą wręcz się napawałem, od samego początku wiedziałem, że nasze spotkanie nie było przypadkowe.. Pewnie się mylę, ale to od nich się zaczęła moja wędrówka po świecie ziszczonych fantazji, które z biegiem czasu przerodziły się w koszmar…

 

- Idziesz? –  krzyknęła

 

Przedzierając się wśród tłumu zauważyłem, że pierwszą atrakcją, którą w takich miejscach się odwiedza to publiczna toaleta. Nad wejściem widniał różowy neon „Muszelka”, co było nad wyrost finezyjną nazwą wskazującą nie tyle miejsce załatwienia własnych potrzeb fizjologicznych, lecz zaciszny kącik, w którym odbywał bezkrwawy rytuał inicjacji, który gwarantował przynależność do określonej grupy. Gdy dojrzałem duże drzwi w kształcie wrót, zrozumiałem, że pomieszczenie, do którego wchodzę ma bardzo ważne znaczenie dla tutejszych. Jednak to nie koniec niespodzianek, wchodząc do środka zauważyłem dziewczynę, która kucała tuż obok wejścia, w jej ręku widziałem zakrwawioną żyletkę, z nadgarstka sączącą się krew a na ranie pianę wywołaną dziwnym specyfikiem. Wchodząc w głąb pomieszczenia natrafiłem na ścianę luster różnego formatu, na której umieszczono umywalki, jednak nikt z nich nie korzystał, każdy z tu obecnych zaczynał każdą imprezę od tak zwanego zjazdu w różnej formie.. Jedni brali narkotyki, niektórzy upuszczali krew, popularna również była autosugestia, wywoływana przez hipnozę, nieco amatorski sposób błogiego delirium, które trwało do końca imprezy. Z początku to miejsce wydawało mi się dziwne, pełne surowości ściany nieco przytłaczały szpitalną barwą, wszędzie ocierający się śmierć ludzie, zagubieni, poszukujący ucieczki od życia. Jednak z kolejnymi chwilami, mijającymi na obserwacji ich zachowań zaczynałem się wczuwać w sytuację. Był to jeden z nielicznych lokali, jakie potem odwiedzaliśmy a zarazem szczególny, bowiem tylko w tym miejscu mogłeś być każdym i nikim, nikt Cię o nic nie pytał. Liczyła się dana chwila i nic po za nią, to miejsce przyczyniło się do upadku i ponownych narodzin, tam czułem się jak w prawdziwym domu, którego nie miałem.

 

To właśnie tu po raz pierwszy zobaczyłem na żywo transwestytę, muszę przyznać, że omal się nie dałem nabrać, to właśnie tu nabrałem tolerancji i ogłady środowiskowej, która pozwoliła mi przeobrażenie się z poczwarki w pełnego gracji cherubinka, gwiazdę tego klubu, która ukończyła swój żywot równie szybko jak go rozpoczęła. Kolejnym niecodziennym zjawiskiem była para mężczyzn namiętnie się obściskująca, na moment jedynie na mnie spojrzeli, jeden z nich wyciągnął rękę w moim kierunku, delikatnie pogładził po policzku następnie coś wyszeptał do ucha partnera. Nie czekałem na ich reakcję, może i spanikowałem, ponieważ panicznie zacząłem się rozglądać za Moniką. Nagle na moim ciele poczułem gwałtowne szarpnięcie, na tyle mocne, że straciłem równowagę…

 

- Gdzie ty się podziewasz, wchodź… Lożę…
- Co? Gdzie?
- Jak widzisz to nie jest zwykłe miejsce, ale prawdziwa impreza
rozpoczyna się w podziemiach, jesteś zaproszony….

 

Nie mogłem wyjść ze zdumienia, wejście do niższych poziomów prowadziło przez jedną z kabin szalety, która dla zwykłych śmiertelników wydawała się nieczynna. Wchodząc, zacząłem się rozglądać po nieco wąskim korytarzu, pełnym zakrętów i kamiennych schodów. Doprowadziły mnie do tamtejszych piwnic zaadaptowanych na pomieszczenie dla wtajemniczonych. W tej niewielkiej salce znajdowało się kilkanaście osób, różnej płci, wyznania i wieku a co ważne i orientacji. Wszyscy tylko zerkali na mnie sącząc piwo przez słomki, zagryzając pistacjami oraz dodatkami barowymi, w roli uzupełnienia. Pistacje były wcześniej nasączane w cieczy zrobionej z drobnych, domowych dodatków, między innymi tabletki kofeinowe i aspiryna, co dawało poczucie nieważkości….

 

 - Abyś stał się jednym z nas, musisz zaakceptować nasze zasady, ich złamanie karane jest śmiercią…

 

Zaniemówiłem, nie chciałem przerywać starszemu mężczyźnie, który wyłamał się z grupy…

 

- Mam na imię Lucjusz, to są członkowie bractwa, wyznajemy zasadę empiryzmu, czerpiemy przyjemność z wszystkiego, giniemy według zasad, dla zasad, nasza śmierć jest pożywką żyjących, kiedy nadejdzie twoja kolej czy będziesz gotowy?
- Tak…

 

Było mi wszystko obojętne, może chciałem zakończyć to tak szybko jak zacząłem, do tej pory zastanawiam się, co by było gdybym odmówił, może wtedy by oni jeszcze żyli…

 

 - Poznasz prawdziwy ból, nauczysz się go kochać, otrzesz się o śmierć, by była ci bliska, odkryjesz przed nami swoją przeszłość, by twoje tajemnice stały się naszymi, dostąpisz odkupienia, które gwarantuje pełnie życia…
- Nie mogę wam powiedzieć nic o swojej przeszłość, bo jej nie mam…
- Pomożemy ci...
- Jak?
- Usiądź, resztą się zajmę… Zgasić światła, ściszyć muzykę, zapalić świece, rozpoczynamy seans…

 

Wokół mnie zgromadzili się wszyscy, każdy dzierżył w dłoni świecę, po chwili muzyka ucichła a światła zgasły, usiadłem na stołku barowym, rozpiąłem kolejny guzik w koszuli, rozluźniłem rękawy, starałem się współpracować. Nie wiedziałem do końca, co mnie czeka.. Dopiero, gdy zauważyłem, że Lucjusz podobne czynności wykonuje nieco się uspokoiłem, usiadł naprzeciw mnie, przez chwile zerkał za siebie, chciał zapewne przygotować zebranych na spektakl, którego głównym bohaterem miałem być ja. Czy mu się udało, tego nie wiem, bowiem, cała sytuacja powoli zaczynała się wymykać spod kontroli. Salę ogarną przeszywający chłód, wszyscy zachowali powagę, atmosfera nieco się zagęściła, śledziłem ze skupieniem kolejne jego czynności. Moje odczucia były mieszane, odczuwałem fascynację z narastającym lękiem. Po chwili skierował w moją stronę dłonie…

 

- Podaj mi swoje ręce, chcę poczuć twój puls…

 

Mimowolnie wyciągnąłem ku niemu me dłonie, chwycił je mocno, czułem wzrastające tętno, na twarzy pojawił się rumieniec, zacząłem się pocić, zdenerwowany próbowałem się wyrwać. Zbliżyła się do nas młoda kobieta, w jednej dłoni trzymała świecę, w drugiej brzytwę, której ostrze lśniło, odbijając światło świec. Powolnym cięciem naruszyła skórę na moich nadgarstkach, czułem jak krew swobodnie ociekała po moich spodniach, wolnym strumieniem spływała na drewnianą podłogę. Po chwili odczułem ulgę, moje dłonie zostały uwolnione a ciało się rozluźniło, w powietrzu unosiła się woń kadzidła, która wypełniła pomieszczenie, powieki mi opadały, przysłaniając widok. W oddali słyszałem delikatny głos kobiecy…, Który stopniowo się oddalał, zanikał…

 

- Zamykasz oczy, twoje powieki stają się ciężkie, czujesz się swobodnie, wsłuchujesz się w odgłosy przestrzeni… Wyobraź sobie, że jest piękna, gwieździsta noc, czujesz się bezpieczny, wokół ciebie nie ma żadnych zabudowań, przed tobą rozciąga się droga przedzielona ciągiem pasu oddzielającego jednię, wokół panuje cisza, jedziesz rowerem, delikatnie suniesz po asfalcie, jedziesz tylko przed siebie, nic cię nie goni, robisz to dla przyjemności, rozglądasz się po okolicy, widzisz tylko drzewa i gwiazdy, jedziesz powoli… Masz włączone światło, które oświetla ci trasę, jedziesz środkiem jezdni, widzisz białe pasy, krótkie linie, które mijasz na przemian, przyspieszasz, czujesz, że musisz jechać coraz szybciej, białe linie umykają ci, tworzy się slalom, jedziesz bardzo szybko… Nagle nastaje linia ciągła… Śpisz, śpisz, śpisz…
- Cokolwiek się tutaj wydarzy, niczego nie będziesz pamiętał. Odpowiadaj tylko na zadane pytania… Rozumiesz?
- Tak…
- Kim jesteś, skąd pochodzisz?
- Stałem się formą cielesną, jednak moje prawdziwe wcielenie to czysta forma nadziei… Jestem ostatnim, moim imieniem określa się nicość, która pochłonie byt… Trwam od narodzin świata, będę przy jego zagładzie…
- Dlaczego występujesz w tej formie?
- Czyż nicość ma formę, którą można określić, zrozumieć? Próbuję przebudzić na nowo nadzieję na lepsze jutro, zrozumiesz was, nauczyć się czuć, posiąść wolną wolę…
- Czy jesteś wybrańcem?
- Jestem końcem za zarazem początkiem nowego, mnie nikt nie wybrał, tak mnie stworzono, mojemu działaniu nadano sens. Próbuję odwrócić nieodwracalne, chcę wam pomóc… Pozwólcie mi na to… Chcę zapomnieć, chcę żyć…
- Dlaczego objawiasz się teraz, właśnie tu?
- Zanim czwarta kwarta nowiu zetnie ostatnie ziarno nadziei, rozpocznie się ostateczna walka, to od rasy ludzkiej będzie zależało, kto tą batalię o władzę ostateczną wygra…
- Kto jest twoim przeciwnikiem?
- Każdy, kto chce unicestwić piękno ludzkiej natury, pośród was są zdrajcy, pozerzy, którzy przybrali formę ludzką, kontrolują was, to właśnie oni sprowokują początek…
- Jak się rozpocznie wojna?
- Umrze o jedno istnienie za dużo, zgaśnie o jedna gwiazda za szybko, tylko księżyc będzie trwał, gdy człowiek legnie… Szukacie wybrańca, wybraniec jest wśród was, ja jestem tylko przyczyną, zwiastunem oraz wendettą jego śmierci… Modlicie się do bóstw, wyznajecie zasady etyczne, obarczacie się winą, cierpicie a mimo to niszczycie wszystko piękno tego świata… Chcę to zrozumieć, chcę narodzić się na nowo, chcę udźwignąć grzechy tego świata… Pomóżcie mi…
- Powiedziałeś, że jesteś ostatni w swoim rodzaju, co się stało z pozostałymi?
- Znudzeni waszą arogancją przeszli na stronę mroku, zrobią wszystko by uwolnić się od nieśmiertelności…
- Jak to mogą zrobić?
- Doprowadzą do Armagedonu, tylko tak unicestwią wasz jak i ich byt…
- Czy można ich zabić?
- W formie cielesnej można im zadać rany, mogą cierpieć i umierać, jednak w chwili, gdy ujdzie z nich ostatnie tchnienie, przejmą kolejne ciało ludzkie, które w danym momencie dopuściło się grzechu śmiertelnego…
- Czyli?
- Dokonają uszczerbku cielesnego, popełnią samobójstwo… W tej ostatniej chwili ich życia stoczą walkę na forum, jednak ich dusza z góry jest skazana na unicestwienie, stając się pożywką dla materii wygranej…
- A co się stanie, gdy nieśmiertelny zabije nieśmiertelnego?
- Przejmuje jego moc, jego wiedzę, wspomnienia, jego życie…
- Pokonał cię śmiertelny, to, dlatego tu jesteś… To, dlatego nie pamiętasz swojej przeszłości…
- Być może, na to pytanie nie znam odpowiedzi…
- Kiedy twoja moc się odrodzi?
- Kiedy zabije mrocznego… Przejmę jego moc…
- Stworzył Pan Bóg potwora, każda z dusz jest chora… To danse macabre…
- Wiesz, powiem ci coś w tajemnicy… Bóg nie istnieje, waszym Bogiem jest wolna wola, co za suka, jest jak wór kamieni, po co go taszczyć, dla kogo? Co za hipokryzja, zakłamanie, dzięki któremu brniecie dalej, wyniszczacie się w imię Religi, która już dawno straciła sens… Szkoda, że ja o tym wiem, szkoda, że ty o tym wiedziałeś zanim ci to powiedziałem… Wiem, że zanim nastanie świt, będę już martwy, moje życie w twoich rękach Lucjuszu… Zabijesz mnie, tłumacząc swój czyn fanatyzmem religijnym?
- Powstrzymają mnie, poczekam aż nabierzesz mocy, kiedyś nadejdzie czas, zmierzymy się, zwycięzca będzie tylko jeden… Będę nim ja… Póki, co poczekam cierpliwie, jednak naszego dzisiejszego spotkania nie będziesz pamiętał, wyjdziesz stąd, zaczniesz się doskonale bawić, nawiążesz nowe znajomości, staniesz się tym, którego ciało przybrałeś. Będziesz kontynuował swoje życie, żył na skraju mroku, obudzisz się w alternatywie tej rzeczywistości, zabierzesz ze sobą wszystkich, których on znał, bądź pozna. Będziecie kontrolowani przez mrok, jako nieliczni żywi przejdziecie do świata cieni, zanim to zrobisz dam ci dobrą radę na przyszłość… Nikomu nie ufaj, bowiem tą słabość pewnego dnia wykorzystam…
- Nie powstrzymasz mnie, kiedyś sobie przypomnę, kiedyś odbuduję swoją moc…
- Na to liczę, jednak zanim to zrobisz ja będę już nie do pokonania… Nie mniej jednak utrudnię ci życie, umrzesz na współczesnej golgocie, dźwigając brzemię przeszłości, ostateczny cios zada ci przyjaciel w najmniej oczekiwanym momencie… Rozpocznie się koniec…
- Już to gdzieś słyszałem, kończ to…
- Zanim doliczę do trzech obudzisz się…

 

Jeden – uwalniasz emocje, zapominasz o dzisiejszym dniu, o swoim pierwotnym ja…
Dwa – powracają wspomnienia twojego wcielenia, jego przeszłość staje się twoją.
Trzy – budzisz, się…

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Podziel się!

Kod antyspamowy
Odśwież


Współpracujemy z: